bang_bang30
19.04.17, 06:18
Podobno za mało dzieci się rodzi. Nie dziwie się. Państwowa służba zdrowia robi wszystko, żeby np. mnie zniechęcić.
Drugi raz mam książkową ciążę i hocki klocki przy porodzie.
Pierwszy poród - odeszły wody. W szpitalu nr 1 odesłano mnie z powodu braku miejsc na porodówce. W szpitalu nr 2 wymeczyli mnie łącznie 12 godzin oksytocyną próbując uzyskać rozwarcie. Na próżno. Dostałam zakażenia, zrobili mi cc, byłam nieprzytomna ze zmęczenia, potem 2 tygodnie dochodzilam do siebie.
Akcja z wczoraj: gin zrobił ktg. Kiepsko wyszło. Dał mi skierowanie do szpitala. Na izbie znowu ktg (2 godziny) i badanie: lekarz mówi że do domu to nie, na patologie trzeba. I zaczyna obdzwaniac szpitale bo u nich na pato miejsc brak. Dodam że mieszkam w dużym mieście, w promieniu 10 km mam 4 szpitale!
No i znalazł mi miejsce w szpitalu oddalonym od mojego domu o 50 km! Szpital o kiepskiej opinii, w którym znieczulenia nie ma "bo nie".
Odmowilam przewiezienia i wróciłam do domu.
Jestem wściekła. Rozważaliśmy prywatna klinikę ale gin przez całą ciążę twierdzil, że nie ma sensu bo i tak mnie cc czeka (niedlugi czas po pierwszym cc, a do 39 tyg. ułożenie pośladkowe). I teraz mam.
Czeka mnie dziś zapewne rajd po izbach przyjęć.