isa1001
25.04.17, 12:56
Pisałam już, że dziecko rozważa zdawanie do klasy dwujęzycznej. Poszłam więc wczoraj na zebranie w szkole, gdzie taka klasa ma powstać - wiodący język hiszpański. I czego się dowiedziałam? Otóż dowiedziałam się na przykład, że zapowiadany brak rejonizacji w takich klasach to fikcja. Absolutne pierwszeństwo mają dzieci ze szkoły, która tę klasę poprowadzi. Im wystarczy minimum z testu predyspozycji czyli 12 punktów na 38 możliwych. Jeśli te 12 punktów dostanie tylu uczniów tej szkoły, że wypełnią klasę, to nie dostanie się żadna inna osoba. Nawet jeśli miała z testu 38 punktów a dodatkowo 7 za świadectwo z paskiem czyli w sumie 45 punktów. Dodatkowo nauczyciele w tej szkole już uczą dzieci, jak te testy rozwiązywać, żeby dostać jak najwięcej punktów. Czyli można mieć niewielkie predyspozycje językowe, świadectwo marne a miejsce w klasie dwujęzycznej gwarantowane. W ten sposób klasy, które do tej pory miały wysoki poziom, teraz zostaną upupione przez deformę i wysoki poziom pójdzie się paść. No i dobrze! Po co komu wysoki poziom w szkole? To nie koniec absurdów. Jeśli mimo wszystko testu nie zda odpowiednia liczba uczniów tej szkoły i nie zgłosi się nikt spoza rejonu, to klasa w ogóle nie powstanie. A raczej nie sądzę, żeby w tej sytuacji ktokolwiek spoza rejonu w ogóle startował do tej klasy, jeśli nie chodził do szkoły z językiem hiszpańskim a takich jest niewiele. Może się jednak zdarzyć, że zgłoszą się osoby, które nie miały do tej pory żadnego kontaktu z hiszpańskim. Zdadzą test, zakwalifikują się, a we wrześniu wystartuje klasa, gdzie 20 uczniów uczy się od 6 lat a 5 nie potrafi słowa wydukać po hiszpańsku. Co wtedy? Dyrekcja szkoły jeszcze nie wie, w którą stronę będzie równać.
---
no cóż, może jakbyś miała czysto w chałupie to i dzieci by były zdrowsze... przemyśl to, piszę serio (by volta2 o dziecku, które ma ZD)