trut_u
14.06.17, 16:55
Wiele tu wątków rodzinno-finansowych, może i mnie coś doradzicie...
Kilka lat temu dostałam od babci dużą darowiznę, z przeznaczeniem na zakup mieszkania. Dużą – to znaczy około połowy wartości mieszkania. Moja młodsza siostra (wtedy uczennica) nie dostała nic. Babcia stwierdziła, że woli realnie pomóc jednej wnuczce, a do tego druga jest jeszcze bardzo młoda i w tej chwili pieniędzy nie potrzebuje. Minęły lata, siostra skończyła studia i teraz jej przydałaby się pomoc. No i pojawia się problem, bo na tę pomoc ani od babci, ani od rodziców liczyć nie może. Na horyzoncie jest spadek, który ma być na taką pomoc przeznaczony, ale sprawa jest skomplikowana – nie wiadomo, jak długo to potrwa i jaki będzie ostateczny efekt (wysokość).
I tu pojawia się mój dylemat: czy powinnam wziąć kredyt i oddać siostrze połowę tego, co sama dostałam? Myślę, że tak było najuczciwiej, ale mam spore wątpliwości. Przede wszystkim siostra cały czas dostaje od rodziców regularną pomoc finansową. Poza tym może korzystać z bardzo taniego mieszkania służbowego. Mimo to uważa, że potrzebne jest jej drugie mieszkanie – wynajęte za cenę wolnorynkową – w innym mieście, w którym bywa regularnie w sprawach zawodowych. Proponowaliśmy z mężem, żeby nocowała wtedy u nas, proponowali to też rodzice – ta opcja jej jednak nie odpowiada. Ogólnie sytuacja jest klasykiem z gatunku „nie da się podzielić po równo”. Są różne momenty w życiu i tyle... Kiedy ja byłam studentką wiodło nam się w domu dość marnie, nie było mowy o tym, żeby moje studia kosztowały ponad niezbędne minimum. Studiowałam bezpłatnie i dojeżdżałam kilkadziesiąt km z domu rodzinnego na uczelnię. Siostra zdała na studia do zupełnie innego miasta (nie uzgodniła zresztą tego zamiaru z rodzicami), ale wtedy już sytuacja wyglądała inaczej i były takie możliwości. Siostra dostała więc utrzymanie w innym mieście (wynajmowała mieszkanie, nie pokój w akademiku), dość szybko używany samochód, bo dojazdy uciążliwe (stary grat bez wartości, ale rodzice opłacali ubezpieczenia, naprawy itd.) i ogólnie wiodło jej się znacznie lepiej niż mnie w analogicznym okresie.
I tak się zastawiam: czy my z mężem powinniśmy teraz zrezygnować z naszych planów i zająć się spłacaniem zobowiązań? Z jednej strony zupełnie tego nie widzę – mam się poświęcić, bo siostra np. chce mieć mieszkanie tam, gdzie teraz wynajmuje, chociaż mogłaby korzystać z mieszkania służbowego, a otrzymywaną od rodziców kasę odkładać? A z drugiej – czy ja mam prawo decydować, jak ona ma żyć? Oceniać, że mnie jej wybory się nie podobają i migać się od oddania pieniędzy? Czekać na dalszy rozwój wypadków w sprawie spadku? Brać kredyt i spłacać? Jeśli tak, to ile (fakt, ja dostałam gotówkę, ale ona dostała fajne utrzymanie przez kilka lat, trudno zupełnie nie brać tego pod uwagę)?
Jak to widzicie?