gulcia77
27.06.17, 10:49
Zezowate szczęście mam w życiu. W przypadku edukacji młodego też. Rocznik 2005, poszedł do szkoły jako sześciolatek i radośnie trenował sobie piłkę, uczęszczając do szkoły sportowej. Było już wybrane wymarzone sportowe gimnazjum, testy sprawnościowe i zdrowie w najlepszym porządeczku, pozycja lewego obrońcy w drużynie niezagrożona.
No i dopadła nas deforma. Co do treści edukacyjnych mamy wraz z moim wk....w, ale też niezłe przygotowanie, żeby o właściwy przekaz zadbać. Natomiast nad bajzlem organizacyjnym już zapanować nie możemy. Po raz pierwszy nie wiem nic o podręcznikach, wymaganiach, planie roku. W ogóle szkoła dla siódmych i ósmych klas organizowana była na wariata, bo system nie przewidział istnienia szkół sportowych, artystycznych, integracyjnych. I tak mam lepiej, niż moja najbliższa przyjaciółka, która ma syna z problemami i chłopak ma ITN, z tym, że zorganizowany w systemie część w domu, część w szkole, co stanowiło ogromny dodatek do terapii. Teraz jestw czarnej d.... Ech, wygadać się musiałam.