czarka77
11.07.17, 14:31
A, tak mi się nasunęło, akurat syn spotkał się z kolegą z USA, którego widuje raz na rok, wymienili się słodyczami (taką mają tradycję, tamten lubi polskie czekolady, delicje itp., mój reese's, fun dip itd.). Ale mama tamtego chłopca, która wyjechała do Stanów ze 30 lat temu, uparła się, żeby coś jeszcze dorzucić. Mianowicie... torbę używanych ciuchów (chłopak jest trochę wyższy od mojego) i zestaw długopisów. Ciuchy, sorry, w szmateksie kupuję ciekawsze, ale pewnie je jakoś spożytkujemy, długopisy - sztuk 3 - podobne można u nas nabyć w każdym kiosku. Grzecznie podziękowaliśmy, bo chłopca bardzo lubimy, a mamy nie znamy i nie chcemy urazić.
Przypomniało mi się przy okazji, jak parę lat temu (no dobra, może z 10) moja przyjaciółka z Kanady, która wyjechała tam jako kilkuletnie dziecko, przywiozła mi w prezencie 2 opakowania rajstop. Zwykłych, cienkich rajstop.
Z kolei ostatnio w jakimś programie o ślubach widziałam, jak kuzynka ze Stanów przywiozła pannie młodej welon, kieliszki z imionami młodej pary oraz chyba ich przestrzenne inicjały. Wszystko do kupienia w Polsce bez stawania na głowie.
I taka refleksja mi się nasunęła - czy Polska w oczach (niektórych?) ludzi, którzy wyjechali stąd 20-30 lat temu, pozostała nadal takim zapyziałym krajem, w którym nic fajnego nie można kupić? Czy oni myślą, że my nadal żyjemy w jakimś kryzysie?
Owszem, pamiętam, jak wzniecaliśmy się prezentami "od wujka z Ameryki" 30 lat temu, a może i dalej, ale teraz mamy 2017 rok.