Dziewczyny! Nie wiem, co robić. Druga połowa cyklu jest dla mnie od kilku lat koszmarem. W pierwszej jestem uśmiechnięta, zadowolona i szczęśliwa, mam ochotę robić nowe rzeczy, mam fajne pomysły i wszystko idzie z górki. W drugiej (i doskonale rozpoznaję ten moment) mam stany depresyjne, nie jestem w stanie nic zrobić, wszystko mnie boli, mam ochotę zabijać, co oczywiście wywołuje konflikty w domu. Doszło już do takiej sytuacji, że nie jestem w stanie gotować, bo jakikolwiek brak składnika/gorszy od oczekiwanego smak/ zachlapana podłoga wywołują potworne napięcie. O wyglądzie nie wspominam, bo to osobna kwestia. Cykl trwa 25 dni, więc gwałtowność tych stanów jest częsta.
To są oczywistości, wiem. Ale.... Męczę się

ma ktoś tak? Czy to problem pierwszego świata?
Ps. Nie mogę brać hormonów.