ewa_mama_jasia Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:55 Dodaj jeszcze, że staliśmy w kolejkach zajmując miejsce dla rodziców, którzy przyszli jak rzucili towar. I dodaj jeszcze jedno - że kiedyś szkoła, policja i tzw. opinia publiczna nie wymagała takiego zaangażowania od rodziców jak teraz. Mieliśmy dużo swobody (zresztą wymuszonej tamtymi warunkami) ale uczyliśmy się od innych, jak z tej swobody racjonalnie korzystać. A jak się przekroczyło warunki swobody albo się gdzieś zgubiło, to przyprowadził do domu/naskarżył obcy człowiek (albo sąsiad, albo nauczyciel) i sprawa zostawała pomiędzy zainteresowanymi. Dziś sprawa idzie w eter i za chwilę o Twoim niuniusiu który gdzieś tam się zgubił wie cała Polska. I o Tobie jako o wyrodnej matce, która nie zapewniła niuniusiowi bezpieczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 15:56 Moje czasy szkolne a czasy szkolne moich dzieci to jak życie na dwóch różnych planetach. Nic ze mną nie jest nie tak, uważam, że wiele dróg prowadzi do Rzymu: moi rodzice postępowali ze mną ok, ja postępuję ok wobec swoich dzieci, ale żyjemy w różnych światach, bo czasy inne. Moje dzieci w odróżnieniu od mojego rodzeństwa nie są chorowite, jeden zabieg wykonany w czasach przedszkolnych pozwolił im uniknąć losu "chorowitego dziecka" - medycyna zrobiła postęp, a Owsiak wydatnie pomaga wyłapywać tego typu problemy w pierwszych dniach życia. Dzięki rozsądnym poradom psychologów i pedagogów wydaje mi się, ze moje dziecko ma większe szanse na rozwój niż dzieci za moich czasów, które nie korzystały z tego typu poradnictwa a ich problemy kwitowało sie raczej słowem "wyrośnie", o ile w ogóle problem zauważano. Nie pamiętam, aby ktokolwiek z mojej szkoły czy sąsiedztwa chodził do logopedy, a wady wymowy mają do dziś słyszalne. Obecnie logopeda to chleb powszedni. Jestem kwoką, ale moje kurostwo skończyło się, gdy oddawałam dzieci na zajęcia sportowe pod pieczę wykwalifikowanych trenerów: grali w piłkę w deszczu i robili mnóstwo rzeczy, o których ja mogłam na swoim mitycznym podwórku tylko pomarzyć (pływać do dziś dobrze nie umiem Podobnie marzyłam o nauce angielskiego, moje dzieci nie mają szans się nie nauczyć, skoro nawet kiczowate zabawki gadają po angielsku, nie mówiąc o tym, że one podróżują po świecie, a ja mogłam tylko po Polsce. A roszczeniowe i leniwe sa tak samo jak ja kiedyś czyli w normie Poza tym nie wiadomo, co z nich wyrośnie, bo że nastolatek zrzędzi i nie znosi krytyki, to chyba nie jest specjalnie dziwne i chyba nie jest to wina rodziców, że dojrzewanie jest jakie jest. A jeszcze autobusy: no fakt zauważam "syndrom dziecka z tylnego siedzenia auta" ale dzięki temu, że np. w W-wie dzieci mają obecnie bezpłatny transport zbiorkomem obserwuję radość korzystania z autobusów młodziaków, syndrom znika najdalej po tygodniu albo dwóch, bez względu na to jak mamusia kwoka bardzo sie martwi o swoje dziubdziusie. Jestem matką kwoką, ale krzywdy nie robię, potrafię skorygować swoje chciejstwa względem dziec, więc nie uogólniaj proszę, bo po lekturze pierdyliona tekstów pt. "my szczęsliwe dzieci z lat 80-tych" podobne dywagacje trochę mnie nudzą. Nie wyciągałabym takich wniosków szczególnie po lekturze forum, bo tutaj jak któraś napisze, że dziecko ma odstające uszy, to pewnie zjawi się mnóstwo osób, które też mają taki problem i jeszcze więcej komentujących, ale to nie znaczy, ze świat właśnie się zapełnił dziećmi z odstającymi uszami Odpowiedz Link Zgłoś
la_mujer75 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 16:36 Ja tam w pewien sposób powielam pokoleniowy schemat wychowywania dzieci w mojej rodzinie (patrząc od strony matki). U nas się o dzieci zawsze bardzo dbało i się nimi przejmowało. Co prawda z kluczem latała moja mama (od 6 roku życia), bo dziadkowie pracowali (byli prywaciarzami, więc ona była w domu sama od 6 rano do 18), ale do 18 lat nic nie robiła. Ba, nadal w rodzinie krąży opowieść, jak mój ojciec przyszedł (umówieni byli na randkę), a mamusia sobie jeszcze spała, babcia ją budziła, podając mleczko z miodzikiem, a dziewczę się dopytywało, gdzie babcia położyła jej stanik (!!!!!!!). Jako dorosła osoba okazała się mega pracowita, odpowiedzialna i zorganizowana. Matka chodziła w czapkach, szalikach, rękawiczkach zapewne do kwietnia- zdrowa jest jak tur! Miała tylko ospę i przeszła zapalenie kłębuszków nerkowych, jako dziecko. Za to mój ojciec- gdzie babcia w ogóle nie dmuchala i chuchała na niego - chorował non stop. Nieleczona alergia przerodziła się w astmę i teraz ponosi tego konsekwencje. Ja już z kluczem nie biegałam, mama siedziała w domu. Do 26 roku nie umiałam obsługiwać pralki ! Pierwsze gotowanie zaliczyłam po 26 roku życia, a tak naprawdę zaczęłam gotować bliżej 40-dziestki. Do szkoły chodziłam sama - miałam blisko. Jak w VII klasie się przeprowadziliśmy, to codziennie ojciec tyłek mi woził. Fakt, że daleko było i komunikacja utrudniona. Dopiero do L.O. sama jeździłam. Gdy zaczęłam chodzić na imprezy, zawsze mogłam do niego zadzwonić i zawsze (nieważne, która była godzina)po mnie przyjeżdżał. Rodzice sponsorowali wszelkie wakacje. Dopiero, gdy poszłam do pracy, zaczęłam się sama utrzymywać . Jako dziecko w ogóle nie chorowałam, brat chorował, bo był alergikiem i nikt jakoś tego nie wyłapał. Moje dzieci - chorowite od maleńkości - obaj alergicy (po własnym tatusiu, dziadku i wujku), trudno ich było hartować, jak non stop chorzy, rano kichali, a wieczorem już mieli zapalenie oskrzeli, a bez sterydów natychmiast przechodziło w bakteryjne lub zapalenie płuc. Absolutnie inne warunki życiowe - mieszkają w domku, a nie w blokach, gdzie zimą temperatura dobiega 25 st, a na zewnątrz jest mróz. Nie pracuję - dzieci dowożone i odbierane. I tak - dziś zaliczyłam dwa kursy powrotne - najpierw po Młodszego (nienawidzi świetlicy), a potem po mojego prawie 13 letniego dziubdziusia. Bo mi go żal, bo miał 7 godzin lekcyjnych, a już chory (całą noc kasłał, tak, że nie spałam ja, on i koty). Starszy od dwóch lat wraca niby sam, ale mamy stosunkowo daleko, bardzo niebezpieczne przejście (budują kładkę) i jak pomyślę o jego plecaku, to mi go żal. W tym roku - jesienią i zimą będę jeździła po niego, bo zaczął VII klasę i codziennie kończy późno lekcje - szkoda mi jego. Wiosną pewno na rowerze będzie pomykał. Szybciej i plecak tak nie ciąży. Dzieci nie jeżdżą komunikacją miejską, bo dokąd? Do szkoły nie ma połączenia. I - tak jak w moje rodzinie- powielam tradycję rozmów na wszelkie tematy. Uczę ich trudnej sztuki komunikacji. Mnóstwo osób tego nie umie, a to jedna z najczęstszych przyczyn konfliktów. Różnice - ja pilnuję dzieci w nauce (głownie Starszego), moja matka nawet nie wiedziała, w której jestem klasie. Fakt, że zarówno ja i mój brat byliśmy totalnie bezproblemowymi uczniami (zawsze same piątki, wzorowe zachowanie). Mój Starszy ma zbyt wiele problemów, aby puścić go na żywioł. Młodszy - sam na razie wszystko ogarniał, zobaczymy teraz - zaczął IV klasę. II różnica- ja pędzę swoich synów do pomocy w domu. Obaj sami sprzątają swoje pokoje, (moja mama sprzątała mój pokój dopóki mieszkałam z nimi!), sami robią sobie kolacje, śniadania. Chodzą po drobne zakupy, pomagają w pracach ogrodowych, itd. III różnica- ja się bawiłam na podwórku - z dziewczynami z tamtych lat nadal utrzymuję kontakt. Moje dzieci mieszkają w domku, na ulicy brak rówieśników, koledzy szkolni mieszkają na tyle daleko, że nie wpadną tak przy okazji, tylko trzeba się umawiać. IV różnica - my z mężem mamy zamiar szybko pędzić chłopaków do pracy zarobkowej, aby nie liczyli (jak było w naszym przypadku), że wszystko dostaną za darmo. I ja i mąż żałujemy, że nasi rodzice tak długo zaspakajali nasze potrzeby. To był błąd. Zapewne wynikało to z tego, że zarówno męża rodzice, jak i mój ojciec musieli sami się utrzymywać od wczesnych lat. Mój ojciec miał 15 lat, jak poszedł do L.O i na wszystko- książki, bilety, wakacje, ubrania, buty- musiał sam sobie zarobić, bo dziadkom się nie podobało, że chłopak chce się kształcić, a nie pójść do zawodówki i szybko do roboty Stąd mój ojciec mówił zawsze : "uczcie się, nauka to wasz jedyny obowiązek, a wszystko inne, ja - jako rodzic- muszę wam zapewnić". Za to jak przerwałam jedne studia, to natychmiast musiałam iść do roboty, którą skończyłam tuż przed powrotem na nowe studia. Ani ja ani brat nie wyrośliśmy na leniwe, roszczeniowe jednostki. Oboje jesteśmy odpowiedzialni, pracowici i zorganizowani. Co prawda - brat to fleja, ale ja już nie On już nie choruje, za to ja (odkąd mam dzieci, choruję non stop). Mam nadzieję, że i moi synowie wyrosną na takich ludzi, jak ja. Na razie nie są roszczeniowi, rozwydrzeni. Fakt, że chorowici. Zdaję sobie sprawę, że jestem z tych nadopiekuńczych kwok, trudno jest mi jednak walczyć z rodzinną tradycją. Ale jestem bardziej wymagającą matką, niż moja własna matka. P.S. Teściowa to moim zdaniem miała za to wiele szczęścia, że jej synom nic złego się nie przytrafiło. Bo ona była z tej opcji, że jak się dziecku da jeść, to już się wszelkie potrzeby zapewniło. Jedynie, co mnie zawsze dziwiło, to fakt, że tak długo tolerowała, że obaj jej synowie w nieskończoność studiowali i byli na ich utrzymaniu, ale potem jak poznałam jej historię i teścia, to uznałam, że tak jak mój ojciec, dzieciom wynagradzali brak własnego dzieciństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 16:39 nie wiem, o czym piszesz, aczkolwiek niespełna dziesięciolatki nie puściłam na basen bez dorosłej osoby towarzyszącej, ale to z powodu napływu mocno opalonych i mocno napalonych Azjatów ubiegających się w Niemczech o status uchodźcy i mających darmowy wstęp na baseny niemieckie. Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:30 Naprawdę sądzisz, że stukanie łyżką w garnek przez pół dnia rozwija bardziej niż zabawka edukacyjna...? Odpowiedz Link Zgłoś
iziula1 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:33 Ja z drewnianych łyżek włóczki i kleju robiłam lalki do przedstawień. Guziki,stara skarpeta,tasiemki i można zrobić cuda . Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:43 W państwowych - podkreślam, państwowych - przedszkolach nadal dzieci robią kukiełki z wykorzystaniem włóczki, rolek od papieru, guzików etc. W celu rozwijania wyobraźni i motoryki małej. Odpowiedz Link Zgłoś
jem.gluten.i.cukier Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:51 Garnek i łyżka będą rozwijać jak się je nazwie: integralny zestaw do ćwiczeń motoryczno - słuchowych w nurcie Montessori i wyceni na 300 zł Odpowiedz Link Zgłoś
tillatilla Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:18 nie wiem jak dac duzego like'a : ) Odpowiedz Link Zgłoś
undoo Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:42 Nie wiem, jakie sa twoje dzieci, ale jesli sa takie, jak opisujesz: "nasze dzieci są roszczeniowe, leniwe, nieznoszące krytyki, chorowite" to ci b wspolczuje. Moje dzieci sa fajne. Odpowiedz Link Zgłoś
migona Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:42 paaani, kiedyś to były dzieci nie takie pimpki co teraz...Do bramy dobiegały w pięć sekund, własnym ciałem karmiły rannych na polu bitwy,a na szyi nosiły biżuterię wykonaną z kości pokonanych w walce wrogów. Odpowiedz Link Zgłoś
jem.gluten.i.cukier Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 17:48 A kiedyś nie było roszczeniowych i leniwych? Narzekanie na młodzież przecież zawsze jest w tym samym tonie. Moja babcia mawiała, ze ostatnie normalne pokolenie to było przedwojenne, potem to już tragedia A z tego co opisujesz: Moja trzymiesięczna córka ma jedną grającą zabawkę, nie ma mat edukacyjnych, nie ma karuzelek z projektorem i nie uczy się angielskiego. Taka biedna Pasierb i pasierbica o już nastolatki. Jeżdżą samodzielnie po mieście od dawna, młoda nawet pociągami sama jeździ i wysiada na właściwej stacji. Za to owszem, posiłki musi jeść z różnych względów regularnie, dostaje do szkoły różne rzeczy i odgrzewa w stołówce, bo mają taką możliwość. Młodszy ogarnie proste posiłki, starsza potrafi wziąć przepis z bloga kulinarnego i zaszaleć. Gorzej z posprzątaniem kuchni Nie widuję 13-latków odprowadzanych do szkoły. Niektórzy podwożą dzieci jadąc do pracy i tyle Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:04 Tak w temacie: m.newsweek.pl/polska/nadopiekunczy-rodzice-dzieci-to-ich-ofiary,artykuly,367971,1.html?utm_source=fb&utm_medium=social&utm_campaign=fb_nw Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:07 Tytułowy nastoletni Michał z Krakowa słusznie myślał, że jest nienormalny, skoro nie potrafi wrócić do domu z odległości kilometra. Niestety, pojawił się psycholog i wyjaśnił mu, że to wina rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:29 Uwielbiam tak napisane artykuły: amerykańskie zjawisko poparte polskimi przykładami "z życia wziętymi". A ten Michał istnieje czy byt wykreowany na potrzeby artykułu? Newsweek brzmi poważnie, ale styl coś zjeżdża w stronę tego z brukowców - zaprezentujmy najbardziej skrajne przykłady i wynaturzone zjawiska. Rodzice z mojego otoczenia popełniają różne błędy, ale skrajnej nadopiekuńczości jakoś nie dostrzegam. Odpowiedz Link Zgłoś
przystanek_tramwajowy Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:34 Też mi to zajechało przeróbką jakiegoś amerykańskiego tekstu z dodaniem wymyślonych nieudolnie polskich bohaterów. Sorry, ale średnio rozgarnięty nastolatek da sobie radę chodząc po mieście, nawet jeśli do tej pory zawsze ktoś mu towarzyszył. Z zawiązanymi oczami go prowadzali czy co? A z filmów, książek, telewizji i lekcji w szkole powinien wiedzieć, co należy robić w przypadku pożaru. Jednym słowem - wielka ściema. Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:41 Poza tym istnieje też takie zjawisko w przyrodzie, które można zawrzeć w parafrazie znanego porzekadła: czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nauczy się łatwiej i szybciej. Nawet jeśli rzeczywiście zawsze jeździł autem, to jeśli będzie musiał skorzystać wreszcie ze zbiorkomu, na pewno ogarnie. Odpowiedz Link Zgłoś
aj.riszka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:13 dzikka napisała: > zastanawiam się co z nami -rodzicami- jest nie > tak. Zapewniam Cię, że wszystko, z nami - rodzicami.. w porządku! > za moich czasów dziecko z kluczem na szyi to była normalka, dzieciaki same łazi > ły do szkoły, (ja dojeżdżałam przez pół miasta autobusem od 1 kl SP), Za moich również.. ale nie pochwalam podobnej samowolki 7latków. Byłam dzieckiem wrażliwym i delikatnym.. i na szczęście (!) też nieufnym, ciężko przestraszonym. Uważam, że dziecko w tym wieku, powinno jednak być ''otoczone opieką'' - i nie narażone na sytuacje pt.''jestem kolegą twojego taty, czy mogę podrzucić cię do domku?''. > ale także > musiały zaopiekować się rodzeństwem, czasami ogarnąć posiłek (...) Nawet nie pytaj, ileż to dorosłych dzisiaj, ma szczery żal do swoich rodziców o ''odebrane dzieciństwo'', bycie darmową nianią dla młodszego rodzeństwa. > Maluchom do zabawy wysta > rczył garnek , drewniana łyżka i zabawa na pół dnia, samemu szyło się ubranka d > la lalek a nawet same lalki. Jedno z najpiękniejszych wspomnień to.. szycie tych ubranek Zawsze marzyła mi się Barbie, której nigdy nie dostałam .. taniec też mi się marzył > Natomiast nasze niuniusie, w wieku lat 13-14 muszą być odwiezione bo mogą nie w > siąść do właściwego autobusu albo wysiąść na złym przystanku (z wątku o odprowa > dzenie na rozpoczęcie roku). A i owszem, ale dodaj jeszcze, że do byle jakiego grata nie wsiądą, bo obciach przed znajomymi murowany.. także ten teges > Posiłki ciepłe w placówkach bo inaczej choroby gwa > rantowane, kazanie dziecku przebywać na deszczu czy taplać się w błocie to niem > al szkoła przetrwania (my jako dzieci łaziłyśmy po innym deszczu i radośnie tap > lałyśmy się w innym błocie, mniej śmiercionośnym>), katarek to niema > l śmiertelna choroba. Moje, na 'play tajmie,' biega i w deszczu - i nikt się tym nie martwi A ciepłe posiłki - to duży plusik. W błocie też pozwalam się wytaplać. > I zbieramy pokłosie, nasze dzieci są roszczeniowe, leniwe, nieznoszące krytyki, > chorowite. Wiem, że uogólniam ale prawda taka, ze w większości jesteśmy matki- > kwoki, tak dmuchamy na nasze dzieci, że robimy im krzywdę. No, zobaczymy co z tego wyrośnie Być może i ja, za jakiś czas utworzę podobny wątek Odpowiedz Link Zgłoś
aj.riszka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:27 Ja, przyznaję się - jestem nadopiekuńcza, mam tego świadomość.. i byle katarek przyprawia mnie o palpitacje serca Odpowiedz Link Zgłoś
ichi51e Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:39 Szkoda gadac ale chyba nie pamietasz jak to bylo. Na szcescie nikt ci nie broni nie wozic dac klucz i kanapki i oczywiscie nie kupowac grajacej tandety Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:03 Nikt nie broni a ja nikomu nic nie narzucam. Poraża mnie jak wiele z was czyta bez zrozumienia. Odpowiedz Link Zgłoś
asiairma Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 18:46 Coś w tym jest- wielu jedynaków, nieliczne dzieci w rodzinie z sporym zapleczem dorosłych (mówię o średniej, nie ma sensu wyskakiwać "jak mam trójkę"), ingerowanie w przyjaźnie, szkołę, usuwanie przeszkód i niedogodności (matki pojawiające się na uczelni- gdybym nie zobaczyła to bym nie uwierzyła) oraz często życie życiem dziecka ... mówię o pewnym trendzie. A tu ciekawostka: gazetapraca.pl/gazetapraca/7,90445,22334794,pokolenie-platkow-sniegu-kim-sa-przedstawiciele-nowej-generacji.html#BoxBizLink Odpowiedz Link Zgłoś
miss_fahrenheit Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:17 Trzeba było od razu napisać, że szukasz osób popierających twoją tezę i nie zgadzasz się na krytykę... Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:36 Płatki śniegu czy inne wytwory to będzie dla nas pikuś za kilka lat, bo my będziemy mieli swoje dzieci deformy - super materiał do wszelkich badań, nieporównywalny z doświadczeniami w innych krajach ani nawet w Ameryce. Moim zdaniem naszym dzieciom reformy to już nawet helicopter parents nie zaszkodzą ;-(((((( Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 19:56 A skąd taki wniosek? Wyraziłam opinię na jakiś temat , ktoś się z tym zgadza a ktoś nie. Na tym chyba polega dyskusja. Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 20:21 Ten ostatni wpis to juz nie żaden wniosek tylko czarny humor w obliczu wielkiego chaosu, w jakim właśnie jesteśmy. Niby to właśnie Amerykanie przodują w filozofii zmiany jako nieodzownej stałej współczesnego świata, ale naszą deformą chyba pobijemy nawet dotychczasowych mistrzów. Może ktoś kiedyś nie popełni już naszych błędów? Odpowiedz Link Zgłoś
miss_fahrenheit Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:18 Już odpowiadam (zaangażowałam się trochę w inne wątki ). Opinia jest kwestią subiektywną (ja uważam, że...), a nie prawdą (prawda jest taka, że...), a tak formułujesz swoje wypowiedzi; dorzuć do tego to, że na inną od twojej opinię (!) reagujesz zarzutem o nieakceptacji krytyki (który to zarzut pozwoliłam sobie odwrócić) - to są moje przesłanki, z których wyciągnęłam w/w wniosek. Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 07.09.17, 21:49 Oj tam, napisałam też: " > Uważam, że obecne pokolenie jest mniej samodzielne i to pod wieloma względami n > iż my, i tyle." A o braku akceptacji krytyki pisał do mam, które nie odniosły się do wypowiedzi jako takiej ale zareagowały ad personam. Odpowiedz Link Zgłoś
kalina_lin Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 06:59 Nasze pokolenie też było uważane za rozpieszczone i wydelikacone przez pokolenie swoich rodziców i dziadków, którzy to dorastali w latach wojennych i powojennych. A ględzenia pod hasłem "ta współczesna młodzież..." nie cierpię. Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 08:33 Wiem, to faktycznie denerwujące, zgadzam się ze słowami "każde pokolenie ma własny czas" itp. Mi jednak nie tyle chodziło o młodzież jako taką a nasze, rodziców, postępowanie, które wpływa na ich rozwój, relacje z otoczeniem itd. Nasi rodzice/dziadkowie nadawali na nasze ubiory, muzykę, stroje, wiele od nas wymagali. Pamiętam lata 80/90 dzieciaki szukały swojej tożsamości, aż kolorowo było od subkultur. Teraz zapewniamy dzieciom wszystko a nawet aż za dużo, od małego organizujemy im czas, a one coraz bardziej znudzone, roszczeniowe. Więc jeśli już ględzę to nie "ach ta dzisiejsza młodzież" ale "ach ci dzisiejsi rodzice" Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 08:44 Byłam ostatnio na bardzo fajnej wystawie dotyczącej subkultur lat dziewięćdziesiątych w Republice Czeskiej. Fakt trochę tego było i było kolorowo. Zapewniam cię, ze dzisiaj też jest tylko zmieniły się środki przekazu i sposoby kontaktów. Chociaż pewnie nie zawsze, ale jednak. Zobacz, nasze matki nie siedziały na internetowym forum. Rozumiesz co chcę tobie zakomunikować? Inne nie znaczy gorsze. Tamta młodzież maiła swoje problemy też. Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 08:58 Wychodzisz z założenia, które jest błędne: "teraz zapewniamy dzieciom wszystko". Otóż nie zapewniamy. Bywa, że dajemy za dużo - jedni, drudzy - za mało, ale nigdy wszystko. A propos "dawania wszystkiego" - w mojej rodzicielskiej karierze doszłam do wniosku, że można dać najwyżej tyle, ile się ma, a czy my mamy wszystko? Dlatego skorygowałam swoje postępowanie: nie mogę dać wszystkiego, ale postaram sie dać to, co mam najlepsze, jednak z uwzględnieniem tego drobnego faktu, że moje dziecko nie wszystko musi ode mnie chcieć wziąć. Znasz szeroko obecnie omawiany problem sukcesji po śmierci przedsiębiorcy? Po ludziach, którzy założyli świetnie prosperujące firmy nie ma kto przejąć biznesu - dorosłe dzieci nie przejmują. Dla mnie to jest dopiero fenomenalne: "wszystkomające" dzieci nie chcą wszystkiego, choć to przecież ich Powiesz: wychowani na bezradnych dziubdziusiów przez to wszystkomanie w dzieciństwie i helicopter parents? Otóż nie! To nie sa bananowe dzieciaki, płatki śniegu czy inne amerykańskie zjawiska. Oni nie chcą wszystkiego, oni chcą swoje i po swojemu. Znam takich, z ciekawością ich obserwuję. I to nie są zagubione Michałki - ogarniają się całkiem nieźle, tyle że w innym świecie a raczej wg innych standardów niż moje czy nasze. Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 09:45 labianka, oczywiście "wszystko" mozna różnie interpretować. Od początku pisałam, że uogólniam. Co do sukcesji po przedsiębiorcy to raczej przypadki o których piszesz dotyczą dorosłych osób często mających dzieci. I owszem znam takie przypadki, dziecko sprzedawało firmę i realizowało swoje pomysły na życie. Ja bardziej pisze o ich dzieciach, a raczej o pokoleniu w całości, wychowywanym w taki a nie inny sposób. Tutaj chyba dobrze opisano to o co mi chodzi: wiadomosci.dziennik.pl/wydarzenia/artykuly/499608,dzieci-pierdoly-bledy-wychowawcze-ktore-popelniaja-wspolczesni-rodzice.html I jeszcze raz, oczywiście jest to uogólnienie ale pokolenie nas rodziców, czy pokolenie naszych dzieci, postrzegane są jako całość np. w kategoriach socjologicznych. Odpowiedz Link Zgłoś
pade Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:12 Ematki nie popełniają błędów. Pomyliłaś fora Odpowiedz Link Zgłoś
labianka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:43 Dzikka nie łykaj wszystkiego bezkrytycznie, choćby tutaj z zalinkowanego artykułu: "Dziś na lekki ból gardła dzieciaki dostają antybiotyki". No własnie nie. W moim kręgu rodzice będa się starali uniknąć podawania antybiotyków tak długo, jak tylko się da. Ogólnie kolejny artykuł z tezą: dzieci pierdoły, bo rodzice popełniają masę błędów. Urzekł mnie ten fragment: "Gdy dostałem manto od silniejszego zabijaki z podwórka i wróciłem zapłakany do domu, ojciec powiedział, żebym się nie mazgaił, bo mężczyzna musi stawiać czoła przemocy. Siłą. Czasami przegram, czasami wygram, ale takie jest życie. A następnego dnia pojechaliśmy do klubu sportowego, gdzie zapisał mnie na boks – opowiada." Nawet nie zabiorę się za komentowanie. ps zalinkowany artykuł jest z 2015 roku. Po tragedii w Suszku jesteśmy na innym etapie rozwoju. Zauważyłaś, że obozy harcerskie nadal bedą organizowane, trwają prace nad lepszymi systemami ostrzegania przed burzami? Odpowiedz Link Zgłoś
kropkacom Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 08:38 Nie ma naszych dzieci. Są moje dzieci, twoje i tak dalej. Tak samo jak ja nie ma tak, ze całe pokolenie dzisiejszych czterdziestolatków biegało od pierwszej klasy z kluczem na szyi. Pominę już dojazdy do szkoły. To takie proste. Prawda? Odpowiedz Link Zgłoś
dzikka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 09:06 Proste, tak samo jak i to, że twoje dzieci, moje dzieci i inne dzieci tworzą pewna grupę nazywaną pokoleniem. Napisałam już x razy, że uogólniam. To takie proste. Widze, że popełniłam poważny błąd, powinnam napisać "uważam, że obecnie dzieci/młodzież" a nie "nasze dzieci", kiedy pisze coś negatywnego. A najlepiej w ogóle nie pisać nic negatywnego na temat ematek i obecnych dzieciaków. Odpowiedz Link Zgłoś
truscaveczka Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:16 Za moich czasów to w wieku 15 lat byłam odwożona kilka przystanków autobusem, nie chodziłam na podwórko, nie bawiłam sie zabawkami, bo wolałam leżeć i czytać. Z obowiązków to miałam ogarnąć wokół siebie i obskoczyć sprawy szkolne. Moje dzieci mają więcej swobody, samodzielności, są aktywne, twórcze i mają swoje pasje (jakkolwiek czytają niemal tyle co i ja dawniej). No i nie mają skłonności do uogólnień tego rodzaju. Odpowiedz Link Zgłoś
kretkowlosa Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 10:35 Trochę przesadzasz. Realia są jednak trochę inne, jest większy ruch na drodze, szkoła często bardziej oddalona, większość ludzi ma samochody, więc podwozi dzieci przy okazji, a dawniej dzieci siedząc same w domu po lekcjach - przeważnie snuły się od kąta do kąta, teraz zaś wiszą na telefonie/komputerze/konsoli. Więc lepiej chyba im ten czas zorganizować. Co prawda sama chodziłam do podstawówki na wsi i miałam bardzo blisko, ale w do liceum dojeżdżałam autobusem, wstawałam o 6 wracałam do domu później niż moi rodzice z pracy, bo takie było połączenie, w domu byłam ok. 17. Po powrocie znowu nauka, choć o 20 już oczy mi się zamykały. Pamiętam jak bardzo byłam zmęczona. Nie chciałabym fundować swoim dzieciom takiej edukacji, cieszę się, że będą miały trochę lepiej, łatwiej. Odpowiedz Link Zgłoś
attiya Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 22:48 no wiesz, nie każdy pochodzi z patologicznej rodziny -z kluczem biegałam od 5 klasy nie przesiadywałam na polu, bo czasy wypasania gąsek minęły 50 lat wcześniej, choć fakt, czasem przesiadywałam na podwórku, także i moje dziecko też obecnie przesiaduje - nie zajmowałam się rodzeństwem, od tego byli moi rodzice - co do garnków i innych łyżek do zabawy- u nas na Podlasiu używało się takowych w kuchni, do zabawy w latach 70-tych i 80-tych miałam.....zabawki - także wtedy miałam ciepłe posiłki w szkole i szklankę mleka po drugiej lekcji, teraz to też norma ale i żadna nowość - co do 13-14 latków nie wypowiem się ale np. koleżanka przeprowadziła się pod W-wę, do szkoły jej 14 latek ma około 2 ha dojazdem podmiejskim i miejskim, więc nic dziwnego, że rodzice na zmianę do szkoły go wożą, co do innych nie wypowiem się, bo nie znam takowych - moje dziecko bawi się w deszczu i nie uważam tego za szkołę przetrwania - skąd ty jesteś?? - pierwszy raz słyszę, że katar to prawie śmiertelna choroba -co do zabawek nie żałuję ich mojemu dziecku, no wiesz, czasy tego, no.....czym ty się tam bawiłaś? łyżką drewnianą? skończyły się daaaawno temu co do roszczeniowości - cóż, takie życie, ty zapewne też wymagasz od dzieci, męża, innych tego i owego, jeśli moje dziecko nie zawalczy, nie upomni się o swoje, to raczej łatwo mu w życiu nie będzie - i tak na marginesie - wiesz, że dziecko siedzące na tym twoim polu między krowami i gąskami, w błocie i w deszczu, bez obiadu w szkole, bez zabawek, z łyżką drewnianą, to jest forma zaniedbania? i jest to karalne - kurator raz raz zainteresowałby się tobą Odpowiedz Link Zgłoś
zuleyka.z.talgaru Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 22:58 Nie wiem, ale moje dziecko lubi się bawić garnkami i przyborami kuchennymi. Czy jestesmy patologią? Odpowiedz Link Zgłoś
milamala Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 23:49 attiya napisała: > nie przesiadywałam na polu, bo czasy wypasania gąsek minęły 50 lat wcześniej, c > hoć fakt, czasem przesiadywałam na podwórku, także i moje dziecko też obecnie p > rzesiaduje Uwaga do wszystkich forumek , ktore ciagle o polu gadaja. Nie wiem czy mieszkanie poza malopolska odbiera juz zdolnosc do myslenia czy co. Tak trudno sie zorientowac, ze chodzi po prostu o wychodzenie na zewnatrz. Nie wiedzialam , ze to takiej szczegolnej inteligencji potrzeba do tego, ale najwyrazniej tak. Odpowiedz Link Zgłoś
milamala Re: nasze dzieci...... 08.09.17, 23:57 A nie przyszlo ci do glowy, ze to moze z naszymi rodzicami bylo cos nie tak. Juz pomine fakt, ze to chodzenie z kluczem to wcale nie bylo takie oczywiste, moja matka nie pracowala wiec i ja z kluczem nie chodzilam, a po lekturze forum widze, ze bylo nas wiecej. Kiedys rodzice po prostu nie zdawali sobie sprawy z pewnych niebezpieczenstw. Ogladalam kiedys taki program kryminalny z "naszych"czasow, zostala porwana i zamordowana dwuletnia dziewczynka. Policjant sie wypowiadal, i informowal ,ze dziewczynka byla pod opieka matki, ktora ... przebywala w domu na ktoryms pietrze i gotowala zerkajac czasem na bawiaca sie 2 latke w piaskownicy. Dla nas wspolczesnie, matka po prostu tej opieki nie sprawowala, ale dla wielu z pokolenia naszych rodzicow (choc nie mojej matki, ktora raczej nas pod kloszem chowala) to byla opieka. I kto ma racje, po tragicznych skutkach widac, ze chyba jednak tamto pokolenie bylo nieco naiwne, choc i tak o niebo lepiej bylismy wychowywania niz nasi rodzice i wczesniejsze pokolenia. Ogolnie uwazam, ze wychowywanie to zaczyna sie dopiero teraz, przedtem przez setki lat bylo rodzenie i hodowanie, nikt sobie wychowywaniem glowy nie zawracal. Odpowiedz Link Zgłoś