herca
11.10.17, 13:16
Na fali wątku o imigracji (kolejnego) pomyślałam ze warto podzielić się osobistym doświadczeniem: w zeszłym roku trafiło mi się bycie promotorem licencjatu Marokańczyka a raczej pierwszego pokolenia imigranckiego czyli dziecka marokańskich imigrantów. Trafiają mi się tacy studenci na zajęciach ale z racji licencjatu spędziłam z nim więcej czasu, było sporo luźnych gadek i oto moje obserwacje:
1) jako muzułmanin nie pił alkoholu nic a nic, w czasie wolnym głównie sport i spotkania z rodzina (rodzinni to oni są)
2) nie planował studiów magisterskich bo w ich kulturze merzczyzna powinien jak najszybciej się usamodzielnić i zacząć na siebie zarabiać. Zdolny był wiec wszyscy go usilnie przekonywaliśmy do tego żeby jednak poświecił te dwa lata na zdobycie dyplomu i teraz jednak jest magistrantem (już nie moim) - pierwszy w rodzinie
Dodam ze w jego oczach "europejczycy" jawili się jako leniwi, żyjący długo na rachunek rodziców
3) jego ojciec jest robotnikiem w fabryce, matka nie pracuje, zajmuje się domem (było ich w domu 4 braci)
4) za zarobione pieniądze jego rodzina buduje dom w Maroku, bardzo podobnie jak Polacy pracujący w Holandii
5) w szkole czuł się gorszy, traktowany przez holenderskie dzieci jako drugiej kategorii (nie wszystkie oczywiscie) - było trochę gorzkich odczuć.
6) nie zachowywał się sztywno, nie obnosił się ze swoją religia itp
Więcej dopisze jak sobie przypomnę.
Co chce przez to powiedzieć - ze warto się wypowiadać o imigrantach po tym jak się ma z tymi ludźmi kontakt. Wiem ze jedna osoba to nie wszystko ale tak jak już pisałam w innym wątku, to są normalni ludzie, tak jak pośród imigrantów z Polski znajda się wyłudzacze socjalu ale jednak większość dąży do tego żeby wieść normalne życie, chce dla swoich dzieci jak najlepiej. Po co wypowiadać się na podstawie wyobrażeń czy kilku zdjęć znalezionych w internecie, zdjęcia dają ogromne pole do manipulacji.
Pozdrawiam