triss_merigold6
18.10.17, 10:56
W nawiązaniu do wątku o molestowaniu i padających tam rad odnośnie do prawidłowego/skutecznego zachowania wobec mężczyzn werbalnie lub/i fizycznie naruszających przestrzeń kobiety.
W tym momencie wolałabym wizualizować świata idealnego, w którym nikt nikogo nie molestuje, a mężczyźni są wyedukowani poprawnie pod każdym względem, tylko skupić się na praktycznych radach dla kobiet, na takim podstawowym katalogu.
IMO sporo dziewczyn/kobiet ma zaburzone postrzeganie, nie wychwytują prawidłowo sygnałów świadczących o zagrożeniu, a jeśli nawet coś je podświadomie uwiera, to w imię <wstaw co uważasz> te sygnały bagatelizują, pomijają.
Czyli po pierwsze - słuchaj intuicji. Jeśli zaczynasz źle czuć się w danym momencie w danej grupie/towarzystwie/tłumie, czujesz się w jakiś sposób zagrożona, niepewna to się zrywaj pod byle pretekstem. Jeśli czujesz, że zmieniła się atmosfera spotkania/randki/imprezy masowej to się zrywaj, nie czekaj. Intuicja jest kluczowa, pozwala zareagować zanim cokolwiek nieprzyjemnego zacznie się dziać.
Po drugie - warto różnicować zagrożenie. Pan, który stoi i pokrzykuje z daleka niewyszukane komplementy na 99,9% nie jest zagrożeniem; pan który zaczepia werbalnie i idzie wyraźnie w twoim kierunku jest potencjalnie groźny; pan, który nieproszony przełamuje barierę kontaktu fizycznego już jest napastnikiem. (poprawka na duże uproszczenia, sporo zależy od kontekstu ale to znów kwestia informacji i wyczucia).
Trzy - jeśli już kurs samoobrony, to nie dwugodzinne szkolenie z magicznych sztuk Jedi i głupot w rodzaju łamania kantem dłoni deseczki. Realna możliwość obronienia się w sytuacji skrajnie stresującej od tego nie wzrośnie, a kobieta niepotrzebnie może doznać iluzji własnej skuteczności.
Inne pomysły?