Dodaj do ulubionych

Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze żyję

06.12.17, 23:47
Na fali wątku pt. Co głupiego robią przedszkolanki waszych dzieci, przypomniałam sobie survival, jakim było przedszkole na początku lat 80. A zatem, zapraszam do wspomnień:
- leżakujemy, a panie nas zostawiają samych, bo do pobliskiego obuwniczego rzucili sandałki,
- niejadki karmione są zupą na tzw. ekspres, czyli pani podchodzi od tyłu, zakłada dźwignię na ramiona i wpycha do buzi zawartość talerza. Uczymy się, że schowane w policzkach można wypluć do kibelka,
- mamy koleżankę Magdę, która zawsze śpi na leżakowaniu, reszta grupy fika. Panie budzą M. i " w nagrodę" każą jej wstać, ubrać się i pilnować reszty grupy.
Takich wspomnień mam bez liku. A dom, klimaty rodzinne, konkursy " kogo najbardziej kochasz"? Dziwię się, jak ja funkcjonuję w społeczeństwie teraz ( bywa ciężko). Nie dziwi mnie natomiast, że nasze pokolenie ma takiego świra na punkcie wzorowego chowania dzieci.

Obserwuj wątek
    • muchy_w_nosie Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 00:20
      Grubo, ja też z prl-u i co najwyżej siedziałam
      przy zupie mlecznej przez godzinę, bo tego syfu nienawidzę do dzisiaj.
      I faktycznie pytało się dzieci kogo kochają bardziej - nawet już o tym nie pamiętam.
      • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 00:55
        Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic. Wszedzie sie chodzilo, bo albo bylo blisko, albo nie mialo sensu stac na przystanku i czekac na autobus/tramwaj, ktore zawsze sie spoznialy. TV bylo tyle co kot naplakal, zadnych social media, zadnych devices, wielu ludzi nie mialo telefonow - social life byl real plus kochalismy radio smile Wszystkie czynnosci typu pranie, prasowanie, ucieranie marchewki czy mycie naczyn wykonywalo sie wlasnymi "rencamy" ergo najbardziej naturalny i oczywisty workout byl wpisany w codziennosc sam z siebie. Czytalismy w domu mnostwo. Ksiazki, pisma, listy od rodziny i znajomych. Chadzalismy do biblioteki co najmniej raz w tygodniu. Biegalo sie z dzieciakami po szkole do zmroku - again "workout" wink
        Staralismy sie naszym dzieciom zapewnic choc ciut podobnego "real life" etc. ale cudow nie ma, swiat poszedl do przodu (for better and worse) i mysle, ze jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo, to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat. Jest to raczej smutna konstatacja uncertain Cheers.
        • aankaa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:32
          jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo, to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat
          ===
          Twoje dzieci jeszcze liznęły owej gomułkowszczyzny - choćby z rodzinnych opowieści
          (kilkuletnie) dziecko ematki ma przechlapane
          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:10
            aankaa napisała:

            > jakby nie patrzec na ponurosc gomulkowszyzny, w ktorej minelo moje dziecinstwo,
            > to jednak bylo ono zdrowsze po wieloma wzgledami niz dziecinstwo moich dzieci
            > a tym bardziej dzieci, ktore teraz maja po kilka lat

            Czemu zdrowsze? Ja tam poza mniejsza iloscia chemii w jedzeniu nie widze nic zdrowszego.
            Ale drugiej strony moje dziecko ma duzo wiekszy wybor jedzeniowy, dania z calego swiata, owoce warzywa przerozne mniej lub bardziej egzotyczne, podczas gdy ja w wieku mojej corki mialam pomarancze jedynie na mikolaja i swieta.
            Moja corka na polu bywa czesciej niz ja w jej wieku, ma wiecej mozliwosci ruchu, ma 6 lat i ju gra troche w tenisa, plywa, trenuje gimnastyke sportowa, trenowala akrobatyczna ale sie jej znudzilo. Ja moglam o tym pomarzyc, a nawet nie, bo nie wiedzialam, ze w ogole takie rzecy istnieja.
            • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 06:46
              Dzieci mają być może więcej możliwości ruchu, co nie oznacza że mają więcej ruchu. Dla kilkulatka ekwilibrytyka na podwórkowych drabinkach ma taką samą wartość jak gimnastyka artystyczna, a tenis nie jest w niczym lepszy od badmintona. Wtedy te sporty uprawiały prawie wszystkie dzieci i to całymi popołudniami, dziś robią to te, których rodziców na to stać i przeważnie jednak w mniejszym wymiarze czasowym.
              • julek_i_ja Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:23
                Sorry, ja do domu wracalam tylko na posilki i spac, caly czas ruch na swiezym powietrzu. Teraz i ja i moje dzieci moga sobie tylko pomarzyc o tym, a zadne zajecia dodatkowe tego nie zrekompensuja. A mozliwosc ruchu byla, bo nikt sie nie przejmowal, ze dziecko niepilnowane samo lata po dworze. Teraz do tego potrzebuje rodzica, zeby je pilnowal, a malo kto dorosly ma czas, by siedziec calymi godzianami z dziecmi na placu zabaw.
                • janja11 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:59
                  Ze mną był taki problem, że nawet o posiłkach zapominałam w ferworze zabawy i trzeba mnie było poszukiwać w okolicy, abym jednak coś zjadła.
                  Szczególnie w lecie kompletnie traciłam rachubę czasu.
                • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:18
                  julek_i_ja napisała:

                  > Sorry, ja do domu wracalam tylko na posilki i spac, caly czas ruch na swiezym p
                  > owietrzu.

                  Dokladnie tak jak moja corka. Mnie w jej wieku mama tak nie puszczala, ale my mieszkamy w malym miasteczku wiec i poczucie bezpieczenstwa inne.
                  Wiec doprawdy nie wiem o co chodzi. Ktos kogos sila nie wypuszcza z domu na podworko?

                  "Teraz i ja i moje dzieci moga sobie tylko pomarzyc o tym"

                  ze co prosze? A czemuz to????? W powietrzu mniej powietrza? Ktos sila trzyma twoje dzieci w domu?

                  "a zadne zaj
                  > ecia dodatkowe tego nie zrekompensuja"

                  Zajecia dodatkowe sa zajeciami dodatkowymi, niczego nie rekompensuja, sa dodatkiem do stalych aktywnosci, zabawy na podworku.

                  " A mozliwosc ruchu byla, bo nikt sie nie
                  > przejmowal, ze dziecko niepilnowane samo lata po dworze. Teraz do tego potrzebu
                  > je rodzica, zeby je pilnowal, a malo kto dorosly ma czas, by siedziec calymi go
                  > dzianami z dziecmi na placu zabaw"

                  No to nie czasy niedobre nastaly tylko dorosli troche przeginaja, a dorosli to np. ty, moze zaczac zmieniac sytuacje od siebie.
                  • julek_i_ja Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:01
                    Moze patrzysz na to ze swojego punktu widzenia, wiec Ci wybaczam waskie horyzonty. Po prostu niektorzy nie maja takich warunkow jak Ty, ani mozliwosci nie pracowania zeby spedzac czas z dziecmi na swiezym powietrzu.
                    Nie mam komfortu posiadania wlasnego bezpiecznego ogrodu. Najblizszy plac zabaw jest w parku, gdzie dzieci samych nie puszcze, bo po pierwsze moze im sie cos stac, po drugie nie usmiecha mi sie, zeby mi je zabrala opieka spoleczna. I tak, wedlug prawa nie mozna jeszcze puszczac ich samopas.
                    Jestem w domu okolo 19, wiec w tygodniu moje dzieci wychodza tylko tyle, ile im szkola/przedszkole da. W weekend mamy zazwyczaj czas na swiezym powietrzu, ale trzeba tez zrobic inne rzeczy, sorry ale jak ma sie tydzien taki zawalony, to weekend nie jest z gumy. Tak wiec tego czasu jest duzo, duzo mniej i nie mam mozliwosci zmiany w tym temacie dopoki nie beda sporo starsi.
                  • koronka2012 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:16
                    milamala napisała:

                    > Wiec doprawdy nie wiem o co chodzi. Ktos kogos sila nie wypuszcza z domu na pod
                    > worko?

                    Jest po prostu inaczej. Chodzi bardziej o większą atencję, małe dzieci same po podwórku nie latają, a jeśli już - to tuż pod blokiem na zamkniętym osiedlu, a nie po całej okolicy jak my kiedyś. Do tego rodzice wracają znacznie później, później jest obiad, dzieci mają zajęcia pozalekcyjne, siłą rzeczy mniej czasu zostaje na zwykłą labę.

                    Ja w liceum wracałam do domu ok. 14tej, moja córka - po 16tej, bo lekcji więcej, a i dojazd dłuższy. Kiedyś mało kto wybierał szkołę pod kątem jej jakości, i jeździł przez pół miasta, szło się po prostu do najbliższej. Wtedy mieszkaliśmy w domu, do koleżanek trzeba było dojechać, więc i życie towarzyskie toczyło się inaczej niż w blokach. Nie wychodziła, bo nie bardzo było z kim - kiedyś wystarczyło wyjść na podwórko, żeby spotkać z 5-6 koleżanek, teraz trzeba się wstrzelić w harmonogram.
                • edelstein Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 13.12.17, 10:32
                  Jaja sobie robisz? Wszystkie tnane mi dzieci same chodza na plac zabaw z moim wlacznie.
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:13
                little_fish napisała:

                > Dzieci mają być może więcej możliwości ruchu, co nie oznacza że mają więcej ruc
                > hu. Dla kilkulatka ekwilibrytyka na podwórkowych drabinkach ma taką samą wartoś
                > ć jak gimnastyka artystyczna, a tenis nie jest w niczym lepszy od badmintona. W
                > tedy te sporty uprawiały prawie wszystkie dzieci i to całymi popołudniami, dziś
                > robią to te, których rodziców na to stać i przeważnie jednak w mniejszym wymia
                > rze czasowym.
                Litlt przeczytaj uwaznie co napisalam. Moja corka duzo wiecej przebywa na polu niz ja. Mieszkamy w domu z ogrodem, wiec od niemowlectwa bywala na zewnatrz nawet jak ja musialam byc w domu. Teraz biega kolezankami i kolegami po osiedlu. Moja corka tez ma dostep do duzo bardziej wypasionych placow zabaw niz ja z czasow mojego dziecinstwa i skwapliwie z tego korzysta., mamy obok park, i to, ze gra w tenisa nie oznacza, ze nigdy nei grala w badmintona, to oznacza tylko to, ze ja nie gralam w tenisa. Moja corka ma wszystko to co ja mialam (ekwilibrystyka na podworku, badminton itp) plus jeszcze duzo wiecej.
                • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:02
                  milamala napisała:

                  > Moja corka duzo wiecej przebywa na polu
                  > niz ja. Mieszkamy w domu z ogrodem, wiec od niemowlectwa bywala na zewnatrz naw
                  > et jak ja musialam byc w domu. Teraz biega kolezankami i kolegami po osiedlu.
                  > Moja corka tez ma dostep do duzo bardziej wypasionych placow zabaw niz ja z cza
                  > sow mojego dziecinstwa i skwapliwie z tego korzysta.,

                  Ale to nie jest wątek o twojej córce. Jeśli byłoby tak idealnie, to skąd coraz więcej grubych dzieci, skąd coraz większy spadek wydolności i sprawności fizycznej dzieci? U mnie w klasie była jedna dziewczynka z nadwagą. Teraz takich dzieci będzie średnio 9. Wyniki sportowe wśród dzieci systematycznie spadają, gorsze są wyniki w bieganiu, gorsze w skokach w dal, mimo, że dzieci są ogólnie coraz wyższe. Dokumentują to wyniki badań naukowych, trudno polemizować z faktami.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:37
                    nenia1 napisała:
                    > Ale to nie jest wątek o twojej córce. Jeśli byłoby tak idealnie, to skąd coraz
                    > więcej grubych dzieci, skąd coraz większy spadek wydolności i sprawności fizycz
                    > nej dzieci?

                    Jakimi faktami kobieto? A kto tworzy rzeczywistosc dla swoich dzieci? Aniolki? Obcy? My je tworzymy wiec, pretensje tylko do siebie. Przklad mojej corki dale po to zeby uswiadomic, ze kazdy sam na wlasna odpowiedzialnosc tworzy przestrzen dla swojego dziecka. Wiec niech nie psioczy bo to co robia jego dzieci to tylko od ciebie zalezy a nie od obcych.
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:23
                      milamala napisała:

                      > Jakimi faktami kobieto?

                      Więcej myślenia, mniej emocji.

                      > Jakimi faktami kobieto? A kto tworzy rzeczywistosc dla swoich dzieci? Aniolki?
                      > Obcy?

                      Rzeczywistość jest składową wielu czynników. Gdybyś się urodziła w Afryce o domu z ogrodem mogłabyś tylko marzyć.

                      > Wiec niech nie psioczy bo to co robia jego dzieci to tyl
                      > ko od ciebie zalezy a nie od obcych.

                      Psioczenie psioczeniem, co dalej nie zmienia faktu, że dzieci kiedyś były szczuplejsze i bardziej wysportowane. A dorośli poświęcali im mniej czasu niż teraz.
                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:43
                        nenia1 napisała:

                        "> Rzeczywistość jest składową wielu czynników. Gdybyś się urodziła w Afryce o dom
                        > u z ogrodem mogłabyś tylko marzyć"

                        Ty zdajsie tez nie urodzilas sie w Afryce, smiem twierdzic, ze obie urodilysmy sie w Polsce i nie bylabym zdziwiona gdyby sie okazalo ,ze w podobnych warunkach.

                        cyt. "> Psioczenie psioczeniem, co dalej nie zmienia faktu, że dzieci kiedyś były szczu
                        > plejsze i bardziej wysportowane"

                        Zalezy czyje dzieci. Kazdy dorosly jest sam odpowiedzialny za swoje dziecko.

                        cyt. "A dorośli poświęcali im mniej czasu niż teraz"
                        To, ze w twoim domu tak bylo to nie oznacza, ze tak wlasnie bylo. Rodzice PRL nawet gdyby bardzo chcieli poswiecac duzo czasu swoim dzieciom to raczej nei mogli, musieli bowiem tez pracowac, a potem jeszcze w kolejkach wystawac. Nie bylo tam czasu dla dzieci.

                        Kiedy niby ten czas mialby byc, jak dzieci cale dnie samopas lataly po podworku.
                        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:14
                          milamala napisała:

                          > Ty zdajsie tez nie urodzilas sie w Afryce, smiem twierdzic, ze obie urodilysmy
                          > sie w Polsce i nie bylabym zdziwiona gdyby sie okazalo ,ze w podobnych warunkac
                          > h.


                          Nie traktuj wszystkiego tak dosłownie. Pokazuję ci tylko, na pewnym przykładzie, bardziej jaskrawym, że wpływ na rzeczywistość jest ograniczony różnymi czynnikami, a nie, jak twierdzisz, zależy wyłącznie od twojego działania.

                          > Zalezy czyje dzieci.

                          Globalnie. Nie definiuj szerszej rzeczywistości przez pryzmat własnego dziecka. Czy mojego.
                          Dzisiejsza rzeczywistość jest taka, że mimo dostępu do wielu rzeczy, a może właśnie dlatego, dzieci otyłych i mniej wydolnościowych fizycznie jest więcej niż w PRL-u.

                          O zjawisku nie ma sensu mówić poprzez jednostkowe przypadku, bo jednostkowy przypadek znajdziesz na wszystko. Nie ma więc znaczenia co robi twoje dziecko, czy co robi moje, w tym kontekście, bowiem nie zmienia to faktu, że jest więcej otyłości i mniej sprawności fizycznej wśród dzieci.

                          A że zależy to od rodziców. Chyba w miarę oczywiste. Trudno jednak twierdzić, że to teraz rodzice się mniej starają.

                          > To, ze w twoim domu tak bylo to nie oznacza, ze tak wlasnie bylo.

                          A ty co wyniosłaś z domu? Bo kultura rozmowy chyba ci trochę obca.
                          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:29
                            nenia1 napisała:

                            cyt. "> A ty co wyniosłaś z domu? Bo kultura rozmowy chyba ci trochę obca."

                            Nie rzutuj wlasnych doswiadczen na innych.
                            • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:32
                              milamala napisała:

                              > nenia1 napisała:
                              >
                              > cyt. "> A ty co wyniosłaś z domu? Bo kultura rozmowy chyba ci trochę obca."
                              >
                              > Nie rzutuj wlasnych doswiadczen na innych.

                              Chyba ty, szczególnie z tym biciem.
                              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:40
                                To nie ja ciebie oskarzylam o brak kultury tylko ty mnie, wiec to ty rzutujesz prawdopodobny brak kultury w twojej rodzinie na mnie a nie odwrotnie. Troche logiki i czlowiek sie gubi co?
                                • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:46
                                  Aha. To jak już używasz tej logiki, to nie przyszło ci zwyczajnie na myśl, że po prostu nie prowadzisz w kulturalny sposób rozmowy, rzucasz się, jesteś napastliwa, emocjonalne i robisz personalne aluzje? Nieprawdopodobny scenariusz? Bardziej logiczne wydaje ci się tłumaczenie, że u mnie w domu nie było kultury i dlatego właśnie zarzucam ci brak kultury? Pokrętne.
                                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 21:16
                                    nenia1 napisała:

                                    "> rzucasz się, jesteś napast
                                    > liwa, emocjonalne i robisz personalne aluzje?"

                                    A propos personalnych aluzji. Czynienie ich odnosnie mojej rodziny jakbys nazwala?
                                    Ja to nazywam chamstwem i brakiem wychowania.
                                    Uzywanie rodziny oponenta w durnych forumowych przepychankach jest slabe, niskie i zwyczajnie glupie i jedyne o czym swiadczy to wylacznie o tobie i to nie najlepiej - mowiac delikatnie.
                                    To tyle w temacie droga pani pozal sie "kulturalna".
                                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:57
                                      milamala napisała:

                                      > A propos personalnych aluzji. Czynienie ich odnosnie mojej rodziny jakbys nazwa
                                      > la?

                                      Pokazaniem ci jak to działa. Ty zaczęłaś pisać o tym co rzekomo było w moim domu,
                                      więc zastosował wyłącznie twoją retorykę, już nie mówiąc o tym, że z mojej strony to żadna aluzja, bo sama piszesz o tym, że byłaś w domu bita przez ojca.

                                      > Ja to nazywam chamstwem i brakiem wychowania.

                                      Tak, dobrze się definiujesz.
                                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 13:21
                                        W preciwienstwie do ciebie nigdy nie sugerowalam, ze jestes chamska bo twoja rodzina taka jest. Tyle w temacie komentowania rodziny oponenta. Nie udawaj , ze nie rozumiesz, jak nie masz argumentow. Zamiast tego przyjrzyj sie choc raz krytycznie wlasnemu chamstwu. Bedzie z tego wiekszy porzytek.
                                        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 15:59
                                          milamala napisała:

                                          > W preciwienstwie do ciebie nigdy nie sugerowalam, ze jestes chamska bo twoja ro
                                          > dzina taka jest.

                                          A po co w ogóle nawiązałaś do rodziny? A teraz grasz oburzoną? Przekonałaś się na własnej skórze, że czasem jak uderzysz to ktoś może oddać, cóż, człowiek się uczy całe życie.
                                          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 00:56
                                            Ale niskie IQ u ciebie to jednak juz kwestia genetyczna. No chyba, ze jednak udajesz, ze nie rozumiesz. Tak czy owak nie masz sie czym chwalic.
                            • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:15
                              big_grin haha [przecież ty to stale robisz. Jedną forumkę mi bardzo przypominasz, a ten nowy nick podejrzany
                  • kropkacom Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:40
                    U jakich dzieci? Znaczy w jakim wieku? Przed okresem szybkiego wzrostu? Dziewczyny przy pierwszej miesiączce? Akurat mam dzieci, nastolatki i dzieci grubych w klasie nie ma. Znam te dzieci już kilka lat i bywało, że nie były chude ale nigdy nie grube. Teraz większość dziewczyn jest chuda. Dla mnie to jest fakt.
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:22
                      Obserwacje własne mają tą jedną wadę, że ograniczają się zazwyczaj do wąskiego kręgu. Tymczasem badania obejmują znacznie większe grupy i opierają się na analizach naukowych. Można bez trudu znaleźć opracowania na ten temat, ale może się również upierać, że czegoś nie ma, bo nie widziałam.
            • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:32
              Wtedy to były zabawy bez nadzoru dorosłych, sami sie organizowaliśmy, ustalaliśmy zasady. Aktualne wożenie dziecka na zajęcia dodatkowe ma się do tego nijak, ciagle są pod kontrolą i odpowiedzialnością kogoś z dorosłych.
              • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:52
                No ale kto ci broni puscic dzieciaka samopas? Wtedy tez byli tacy co nie puszczali chyba ze na zajecia
                • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:21
                  ichi51e napisała:

                  > No ale kto ci broni puscic dzieciaka samopas?

                  Do dokladnie, psiocza psiocza jakby to ktos inny im trzymal dzieci na smyczy a nie one same.
                  • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:26
                    Uspokójcie sie, bo strzelacie ślepakami. big_grin Mój ma 16 lat i jak najbardziej chodzi juz samopas. A i dorastając załapał się jeszcze na ostatni rzut przebywania z kumplami na podwórku, to byli ostatni szczęśliwi. Młodsze rodzeństwo tychże kumpli było/jest już pod większa kontrolą, sami to zgodnie stwierdzili wspominając. Kiedyś było jakoś fajniej wink No i teraz na miejscu ich dawnego miejsca zabaw deweloper postawił blok.
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:20
                fadilla napisała:

                > Wtedy to były zabawy bez nadzoru dorosłych, sami sie organizowaliśmy, ustalaliś
                > my zasady. Aktualne wożenie dziecka na zajęcia dodatkowe ma się do tego nijak,
                > ciagle są pod kontrolą i odpowiedzialnością kogoś z dorosłych.

                To zalezy czyje dzieci. Sama jestes odpowiedzialna a nie kto inny ze nie pozwalasz swojemu dziecku na niekontrolowane zabawy a zamiast tego fundujesz mu wozenie na zajecia doddatkowe.
                • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:57
                  Puścić samopas oczywiście można, co zresztą się dzieje. Różnica jest taka, ze kiedyś prawie wszystkie dzieci prawie całe dnie spędzały na podwórku. Teraz jeżdżą na różne zajęcia, mają w domach sprzęty do zajmowania czasu i tych dzieci jest na podwórkach zdecydowanie mniej niż kiedyś. Wiem, że nie dotyczy to dzieci ematkowych, które jednocześnie chodzą na wiele zajęć pozalekcyjnych i spędzają czas na placach zabaw. Jednak moje obserwacje są inne.
                  • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:20
                    Nie prawda. Nie wszystkie biegały samopas. A już na pewno nie przedszkolaki. A jesienią/zimą człowiek kisił się w domu lub latał "po chałupach". Chyba, że spadł śnieg, to wtedy szło się na sanki. Często z rodzicami, jeśli górki nie było widać z okien/balkonu, a było już ciemno, jak to zimą po południu.
                    Jakby były zajęcia dodatkowe w sensownej odległości lub niemal każdy tak jak dziś miał samochód to pewnie inaczej spędzalibyśmy zimowe popołudnia. Na moim osiedlu nic nie było, może oprócz jakiejś scholi czy oazy przy kościele, teraz jest dom kultury z zajęciami za grosze, a w szkole tez masa zajęć prowadzona przez prywatne firmy, na które może zapisac się każdy, nie tylko uczeń danej szkoły. A latem pełno dzieciaków biega po podwórku pod blokiem od rana do wieczora, wiosną/jesienią - popołudniami, spora część samopas.
                    • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:21
                      *Nieprawda
                    • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:38
                      Jeśli ktoś w latach 80 nie wychodził na podwórko to był po prostu dziwny i coś nim lub jego rodzicami musiało być nie tak.
                      • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 16:57
                        Fakt, że ci co nie wychodzili w ogóle uchodzili raczej za dziwaków, jednak nie przypominam sobie by dzieci w wieku powiedzmy 5-8 lat masowo latały całymi dniami gdzie je oczy poniosa (no chyba, że mama nie widziała, ale jakby się dowiedziała, to nie byłoby wesoło). Młodsze dzieci bawiły sie raczej w okolicy domu, tak by widac je było z okna/balkonu czy tez miały wyznaczony nie przesadnie duży "rewir" do zabawy. Im starsze dziecko tym więcej swobody.
                    • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:41
                      aamarzena napisała:
                      " Na moim osi
                      > edlu nic nie było, może oprócz jakiejś scholi czy oazy przy kościele, teraz jes
                      > t dom kultury z zajęciami za grosze, a w szkole tez masa zajęć prowadzona przez
                      > prywatne firmy, na które może zapisac się każdy, nie tylko uczeń danej szkoły.
                      > A latem pełno dzieciaków biega po podwórku pod blokiem od rana do wieczora, wi
                      > osną/jesienią - popołudniami, spora część samopas."

                      Mam takie same spostrzezenie.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:39
                    little_fish napisała:

                    > Puścić samopas oczywiście można, co zresztą się dzieje. Różnica jest taka, ze k
                    > iedyś prawie wszystkie dzieci prawie całe dnie spędzały na podwórku. Teraz jeżd
                    > żą na różne zajęcia, mają w domach sprzęty do zajmowania czasu i tych dzieci je
                    > st na podwórkach zdecydowanie mniej niż kiedyś.

                    A co cie inne dzieci obchodza jak swoje wypuszczasz samopas. Niech inni sobie robia co chca to nie twoja sprawa. Wazne , ze ty dajesz swoim dzieciom fajne dziecinstwo.
                    • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:19
                      No akurat sześciolatków samopas nie puszczalam. Chyba, że do własnego ogrodka lub najbliższych sąsiadów.
                      Obce dzieci teoretycznie guzik mnie obchodzą, ale mówiliśmy o tym, ze dzisiaj dzieci mają wieksze możliwości ruchu. Owszem, może i mają możliwość większej różnorodności (choć na pewno nie wszystkie), ale ilość ruchu GENERALNIE jest mniejsza niż kiedyś
                      • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:24
                        W takim zwyklym aspekcie moze - tak jak pisala biscotii kiedys dystans 15-20 min nie oplacalo sie pokonywac autobusem tylko szlas na piechote. Na wakacje norma bylo jechac komunikacja (kto mial samochod?) rower tez byl na wsi na biezaco uzywany.
                        To ze ludzie tyja jest glownie wina wysokokalorycznego przetworzonego ulepszonego zarcia - koncerny lubia nam wmawiac „trzeba sie wiecej ruszac” a prawda taka ze 1000+ kalorycznego jednego obiadku nie da sie spalic zwyklym ruchem. Chyba ze ktos startuje w maratonach/triatlonach
                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:47
                        little_fish napisała:

                        cyt. "Owszem, może i mają możliwość większej róż
                        > norodności (choć na pewno nie wszystkie), ale ilość ruchu GENERALNIE jest mniej
                        > sza niż kiedys"

                        Slusznie zauwazylas roznice pomiedzy mozliwosciami a tym co jest.
                        Mozliwosci sa znacznie ale to znacznie wieksze niz wteyd kiedy byl PRL.
                        A czy dzieci maja ruch czy nie, to juz kwestia rodzicow. Zapewne z uwagi na technike ten ruch jest mniejszy, ale tu gdzie mieszkam sport dla wszystkich jest bardzo wazny i dzieci od malego sa w ruchu.
                        Dlatego uwazam, ze nie ma co psioczyc, bo mozliwowsci sa duzo wieksze, jak sie tylko chce to da sie zorganizowac swojemu dziecku duzo mozliwosci ruchowych,
                        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:27
                          milamala napisała:

                          > Dlatego uwazam, ze nie ma co psioczyc, bo mozliwowsci sa duzo wieksze, jak sie
                          > tylko chce to da sie zorganizowac swojemu dziecku duzo mozliwosci ruchowych,

                          To nie jest psioczenie, tylko stwierdzenie faktów. A fakty są takie, że dzieci, pomimo możliwości, mają mniej ruchu niż kiedyś. Kiedyś po prostu ruch pojawiał się w wielu codziennych czynnościach, życie go po prostu wymuszało. Człowiek z natury rzeczy, jak każde inne stworzenie, jak nie musi tracić energii to nie traci. Wygodniej jest pojechać autem, zamiast iść pieszo itd.
                  • ponis1990 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:09
                    To prawda. Kiedyś całe gromady biegały. Dziś pustki
        • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:37
          bi_scotti napisała:

          > Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic.
          >

          Co Ty bajdurzysz? A zakłady chemiczne w Kędzierzynie, Tarnowie, Puławach to co produkowały? Przypadkiem nie nawozy sztuczne? Akurat wielka chemia była takim działem przemysłu w PRL, który nieźle sobie radził.
          To, że w sklepach marchewka, ziemniaki i buraki były zawsze uwalane ziemią, nie oznacza, że były ekologiczne. Nawet jeśli wyhodowane na gnojówce, to były i tak skażone chemią, bo zanieczyszczenie środowiska było przerażające.
          • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:05
            Otoz to. Plus wszyscy palili przy dzieciach.
            • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:22
              ichi51e napisała:

              > Otoz to. Plus wszyscy palili przy dzieciach.

              Wlasnie wlasnie wlasnie, zapomnialam o tym, teraz przynajmniej nikt nie pali a przynajmniej nie przy dzieciach.
              • capa_negra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:34
                Wiele osób miało działkę czy rodzinę na wsi i miało dostęp do ekologicznych warzyw nawożonych obornikiem. Nikt we własnym ogródku chemii nie sypał
                • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:51
                  No więc właśnie. Na wsiach wtedy większość gospodarstw miała również swoją krowę, albo nawet kilka krów, świnie, króliki, kury biegały po podwórkach jedząc trawę, pszenicę czy wygrzebując sobie robaka, były kaczki, indyki, niektórzy mieli gęsi, za stodołami były sady z owocami, krzaczki malin, agrestów, porzeczek, więc dostęp do nieskażonego chemią i ulepszaczami jedzenia jednak był. Sama doskonale pamiętam zapach i smak zwykłej marchwi, albo pomidora, nie mówiąc o smaku mleka, lub masła, które babcia własnoręcznie ubijała ze świeżego mleka. A maślanka to była maślanka, całkowicie coś innego niż teraz mamy w sklepach. Teraz na wsiach mało kto ma krowę, czy kury - mięso, mleko, jajka najczęściej kupuje się w sklepie.
                • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:28
                  We własnym ogródku może nie sypał chemii, ale jak ktoś już zauważył, wody gruntowe były potwornie zanieczyszczone, a i kwaśny deszcz potrafił spaść. Do tego jeśli ogródek był koło szosy, to spaliny z ołowiem dodawały swoje, a jeśli w pobliżu fabryki, to strach się bać.
                  Pewnie, że było smaczne, ale koło prawdziwej ekologicznej produkcji (według dzisiejszych standardów) to nawet nie stało.
                • pruszynkaaa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:53
                  Sypali nawozy sztuczne aż miło! Po prostu wtedy ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego, ck to właściwie jest. Lepiej roslo, większe było, to ladowalu ile wlezie. Te eko jedzenie za PRL to mit Wielki.
                  • memphis90 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 19:00
                    Pamiętam te opowieści, jak to się chodziło po polu i kręciło pończochą wypchaną azofoską czy czymś tam...
          • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:54
            al_sahra napisał(a):

            > Co Ty bajdurzysz? A zakłady chemiczne w Kędzierzynie, Tarnowie, Puławach to co
            > produkowały? Przypadkiem nie nawozy sztuczne? Akurat wielka chemia była takim d
            > ziałem przemysłu w PRL, który nieźle sobie radził.
            > To, że w sklepach marchewka, ziemniaki i buraki były zawsze uwalane ziemią, nie
            > oznacza, że były ekologiczne. Nawet jeśli wyhodowane na gnojówce, to były i ta
            > k skażone chemią, bo zanieczyszczenie środowiska było przerażające.

            Tak dla porzadku, rozrozniasz czasy Gomulki od Gierka, czy to wszystko jedna magma? Ja wiem, ze emama reprezentuje rozne roczniki i dla wielu zapewne PRL od 1944/45 do 1989/90 to jakis jeden wielki glut, w ktorym wszystko bylo the same od poczatku do konca "epoki", no ale tak naprawde to nie bylo the same smile I tyle. Dzielimy sie wspomnieniami a wiec "bajdurzenie" jest jak najbardziej na miejscu tongue_out Cheers.
            • al_sahra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:36
              bi_scotti napisała:

              >
              > Tak dla porzadku, rozrozniasz czasy Gomulki od Gierka, czy to wszystko jedna ma
              > gma? Ja wiem, ze emama reprezentuje rozne roczniki i dla wielu zapewne PRL od 1
              > 944/45 do 1989/90 to jakis jeden wielki glut, w ktorym wszystko bylo the same o
              > d poczatku do konca "epoki", no ale tak naprawde to nie bylo the same smile I tyle

              Jak ja kocham to Twoje ciągłe patronizowanie, Biscotti! Naprawdę Ci się wydaje, że tylko Ty masz pojęcie o PRL-u?

              Przyjmij do wiadomości od kogoś, kto ma na te tematy trochę więcej wiedzy niż Ty, że największe użycie szkodliwych nawozów sztucznych i ogólnie największe skażenie środowiska miało właśnie miejsce w ciągu dwóch dekad 1960-1980. Za Gomułki chemizacja rolnictwa była jednym z priorytetów (uważano to wtedy za przejaw nowoczesności). Największe skażenie wód odnotowano w połowie lat 60. (dokładnych danych oczywiście nie podawano do publicznej wiadomości). Za Gierka zanieczyszczenie Górnego Śląska osiągnęło apogeum. Paradoksalnie dopiero za stanu wojennego trochę się poprawiło.

              > . Dzielimy sie wspomnieniami a wiec "bajdurzenie" jest jak najbardziej na miejs
              > cu tongue_out Cheers

              Oczywiście fajnie jest powspominać, ale trzeba też odróżniać fakty od swoich wyobrażeń. To interesujące, jak bardzo ludzkie wspomnienia, zwłaszcza te zabarwione nostalgią za młodością, odbiegają od realiów. Ty np. masz w głowie jakąś wizję rzeczywistości PRL-u (zła władza, fajni ludzie, ”organiczne” rolnictwo, szczęśliwe dzieci), ale daj sobie powiedzieć, że to właśnie bajdurzenie, bo fakty mówią co innego.
              • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:50
                al_sahra napisał(a):

                > Przyjmij do wiadomości od kogoś, kto ma na te tematy trochę więcej wiedzy niż T
                > y, że największe użycie szkodliwych nawozów sztucznych i ogólnie największe ska
                > żenie środowiska miało właśnie miejsce w ciągu dwóch dekad 1960-1980. Za Gomułk
                > i chemizacja rolnictwa była jednym z priorytetów (uważano to wtedy za przejaw n
                > owoczesności).

                Przyjmuje. I cytat z Chemicznego Portalu Informacyjnego:

                GUS podał historyczne dane dotyczące zużycia nawozów mineralnych i/lub chemicznych w przeliczeniu na czysty składnik na jeden hektar użytków rolnych. W wybranych latach wynosiło ono w Polsce:
                1946 – 4,3 kg
                1950 – 17,8 kg
                1960 – 30,5 kg
                1970 – 124 kg
                1980 – 193 kg
                1990 – 164 kg
                2000 – 85,8 kg
                2005 – 102 kg
                2010 – 119 kg
                2013 – 133 kg
                2015 – 123 kg

                W zakresie produkcji nawozów azotowych i fosforowych Polska notowała podane wielkości: (nawozy azotowe oraz nawozy fosforowe)
                1946 – 35,1 tys. ton oraz 27,8 tys. ton
                1950 – 77,8 tys. ton oraz 82,5 tys. ton
                1960 – 270 tys. ton oraz 207 tys. ton
                1970 – 1,03 mln ton oraz 599 tys. ton
                1980 – 1,29 mln ton oraz 843 tys. ton
                1990 – 1,3 mln ton oraz 467 tys. ton
                2000 – 1,57 mln ton oraz 539 tys. ton
                2005 – 1,73 mln ton oraz 596 tys. ton
                2010 – 1,63 mln ton oraz 486 tys. ton
                2013 – 1,83 mln ton oraz 372 tys. ton
                2015 – 2,01 mln ton oraz 475 tys. ton

                Perception is reality smile Such is life. Cheers.
                • al_sahra Dziękuję, Biscotti 07.12.17, 23:19
                  Bardzo dziękuję za wyszukanie danych, które potwierdzają dokładnie to, co napisałam.

                  Między 1960 a 1970 zużycie nawozów w Polsce wzrosło czterokrotnie, do poziomu takiego samego, jak odnotowany w 2015 r. Najwyższy historycznie poziom odnotowano w 1980 r.

                  Produkcja nawozów fosforowych (nota bene, to są te, które wolno się wymywają) była również historycznie najwyższa w 1980 r. Produkcja nawozów azotowych jest obecnie większa niż w czasach PRL-u, ale należy pamiętać, że jednocześnie bardzo zwiększył się eksport, zwłaszcza od czasu wejścia do UE. Dane dotyczące zużycia, a nie produkcji, mają więcej zastosowania w tej dyskusji.

                  Do tego dochodzą jeszcze opryski środkami owadobójczymi. Wspomniany tutaj DDT był używany już od końca wojny - początkowo z darów amerykańskich, a potem rodzimej produkcji (Azotox). Zaczęto go stopniowo wycofywać za późnego Gierka, ale DTT rozkłada się bardzo powoli i jeszcze długo będzie z nami.

                  Jeśli dalej się upierasz, że rolnictwo w PRL było ”organiczne” - pogratulować wyobraźni i przyznaj się, co palisz.
                  • bi_scotti Re: Dziękuję, Biscotti 07.12.17, 23:35
                    al_sahra napisał(a):

                    > Jeśli dalej się upierasz, że rolnictwo w PRL było ”organiczne” - pogratulować w
                    > yobraźni i przyznaj się, co palisz.

                    Well, Ty swoje, ja swoje (wiem). Parallel worlds - tak juz musi pozostac.
                    Palic legalnie bede mogla dopiero od lipca 2018, wtedy Ci powiem cala prawde i tylko prawde wink A narazie cicho sza - licho nie spi big_grin Cheers.
                    • al_sahra Re: Dziękuję, Biscotti 08.12.17, 02:40
                      bi_scotti napisała:

                      > Palic legalnie bede mogla dopiero od lipca 2018, wtedy Ci powiem cala prawde i
                      > tylko prawde wink

                      No to czekam.
            • anorektycznazdzira Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:08
              Ale co Ty piszesz, bo nie jestem pewna: że za Gomułki było jeszcze ekologicznie?
              DDT sypano tonami na pola już w latach 50tych, ponoć do połowy lat 70 (kiedy zaczęły się pojawiać pierwsze głosy co to syf) Polska wysypała jakieś pół miliona ton (!!!).
              Moja matka pamięta, jak w jej dzieciństwie w domach pryskano DDT (Azotox to się nazywało), żeby much za bardzo nie dawały się we znaki. Kazano jaj wtedy nie bawić się na parapecie gdzie właśnie nalano trutki na muchy... Jej dzieciństwo przypadło właśnie na lata 50te.
        • black.emma Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:22
          Z tym organic to nie przesadzaj, gleby były zanieczyszczone, bo się w nie wszystko lało - wszelkie odpady były albo wylewane albo palone, nie mówiąc o tonach pestycydów. Ale nikt się tym tak nie przejmował.
        • qwirkle Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:26
          bi_scotti napisała:

          > Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic.
          tiaaa.... zwłąszcza po fenomenalnym DDT wink
        • triss_merigold6 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:41
          Jasne, organic. Chyba nie pamiętasz jakie było zużycie nawozów sztucznych i jaki poziom zanieczyszczenia powietrza i wód gruntowych.
          • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:40
            To właśnie w latach 80 wciąż nas dzieciaków przestrzegano przed piciem nieprzegotowanej wody prosto z kranu, teraz już podobno można.

            A kto pamięta jakieś dziwne akcje w przedszkolu/szkole z owijaniem klamek nasączonych jakąś śmierdzącą, odkażająca substancją? Zamierzenie było takie, że każdy ma za ta klamkę łapać otwierając drzwi, nikt tego nie robił zwłaszcza nauczyciele pomagali sobie łokciem, przytrzymywali drzwi nogą. Do tej pory nie rozumiem celu tego przedsięwzięcia.
            • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:32
              Ja sobie nie przypominam owijania klamek czymkolwiek. Może mieliście jakąś epidemię w okolicy?

              Co do wody to rzeczywiście zabraniali jej pić. Ale i tak nieraz piło się szkolną kranówkę, szczególnie w ciepłych miesiącach.
              Miałam małą plasikowa butelkę, do której rodzice wlewali mi kompot czy wodę z sokiem, a na zimę termosik - oba pojemniki szybko się zużyły a rodzice nie kwapili sie do zakupu nowych. A pić się chciało.
              • fadilla Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:44
                Jak widać nie tylko w mojej placówce takie cuda z owijaniem klamek się działy, nizej dziewczyna wspomina, że to przez WZW typu A.
        • bramstenga Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:16
          > Wiekszosc (wszystkie?) tzw. plodow rolnych bylo organic.

          To mit. W PRL-u po prostu nie było żadnych norm dotyczących zanieczyszczeń. W rolnictwie masowo stosowano specyfiki, które dziś byłyby nie do pomyślenia. A mieszkanie w pobliżu zakładu przemysłowego to był wyrok śmierci.
          • triss_merigold6 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:23
            Dokładnie. I naprawdę żywność w PRL była kiepska, może poza jakimś wyjątkami. Jakakolwiek forma zbiorowego żywienia to było dno i kilo mułu, bo personel przepotwornie kradł.
            • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:00
              Nawozy, chemia w wodzie, brud, smród i ubóstwo, tylko wytłumaczcie mi, dlaczego wtedy żaden niemowlak nie miał alergii na mleko, azs i innych immunologicznych dziwactw, a teraz ma co trzeci, albo i lepiej.
              • aurinko Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:04
                Moja siostra miała zdiagnozowaną skazę białkową. Skoro lekarz potrafił zdiagnozować to raczej nie był to pojedynczy przypadek.
                • verdana Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:49
                  Moje dzieci urodziły się w latach 80-tych. Większość dzieci moich znajomych miała potworne alergie na wszystko.
              • triss_merigold6 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:10
                Ależ miały tylko często nie potrafiono diagnozować. W kuzynkę mojej matki wlewano mleko, bo przecież zdrowe, mimo że rzygała tym dalej niż widziała i kobieta do lat nastoletnich chodziła z AZS i czerwonymi plamami na policzkach. Mój osobisty partner jako dziecko miał alergię na pyłki i fotouczulenie, teściowa leki z USA sprowadzała, bo w Polsce nie było.
                • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:14
                  Zgoda, ale upieram się, że teraz jest z tym gorzej. Widzę to po rodzinie. Roczniki z lat 70-80 karmione zwykłym mlekiem, kaszą manną, dziadowskim bebikiem, zdrowe. Nasze dzieciaki- prawie wszystkie z alergią od niemowlaka.
                  • kiddy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:17
                    Zdrowe? Nie żartuj. Ludzie mają alergie, problemy z układem trawiennym, nietolerancje, zaburzenia odżywiania, zaburzenia metaboliczne. Dzieci od zawsze miewały alergie, te rumiane buzie, wieczne wypryski na policzkach, pupie, biegunki to właśnie objawy alergii.
                    • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:54
                      Dokladnie. Mam alergie na bialko! Krzyczy pan Szuja z Kabaretu Starszych Panow w scenie pojedynku na jajka.
                  • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 17:50
                    niu13 napisał(a):

                    > Zgoda, ale upieram się, że teraz jest z tym gorzej. Widzę to po rodzinie. Roczn
                    > iki z lat 70-80 karmione zwykłym mlekiem, kaszą manną, dziadowskim bebikiem, zd
                    > rowe. Nasze dzieciaki- prawie wszystkie z alergią od niemowlaka.

                    Błagam Cię. Jestem dzieckiem z lat 80, siostra - z 70. Naprawdę ani ja, ani ona nie znamy wielu osób, które mogą powiedzieć o sobie, że są zdrowe, my również nie. Ja jak tak na szybko przelecę myślami przez soje otoczenie, to nie znam ani jednej w pełni zdrowej osoby. Od małego alergie, astmy, RZS, AZS i inne badziewia, co druga choroby tarczycy. Pokaż mi tych zdrowych z naszego pokolenia...
                    Może się i nie diagnozowało tak często. Jak się dzieciak dusił, to owszem, do lekarza, ale jak "tylko" obsmarkany chodził albo z wysypką, to co tam... nikogo nie dziwił widok niemowlaka z "lakierowanymi" policzkami.
                    • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:04
                      madzioreck napisała:

                      > Może się i nie diagnozowało tak często. Jak się dzieciak dusił, to owszem, do l
                      > ekarza, ale jak "tylko" obsmarkany chodził albo z wysypką, to co tam... nikogo
                      > nie dziwił widok niemowlaka z "lakierowanymi" policzkami.

                      Ale teraz się diagnozuje i niestety widać stale rosnąca zacho­ro­wal­ność na aler­gie.
                      Na alergie choruje już około 30% społeczeństwa a spodziewany wzrost zachorowań prognozuje 50%.
                      Podobnie jak widać w badaniach wzrost zachorowalności na nowotwory wśród ludzi młodych.
                      Nie da się wszystkiego wytłumaczyć prostym "kiedyś nie diagnozowali".
                      • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:23
                        Oczywiście, że zachorowalność się zwiększa i zwiększać się będzie nadal. Ale pierdzielenie, że kiedyś (lata 70, 80) to dzieci zdrowe jak rydze były, to pierdzielenie właśnie.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 00:58
                    niu13 napisał(a):

                    > Zgoda, ale upieram się, że teraz jest z tym gorzej. Widzę to po rodzinie. Roczn
                    > iki z lat 70-80 karmione zwykłym mlekiem, kaszą manną, dziadowskim bebikiem, zd
                    > rowe. Nasze dzieciaki- prawie wszystkie z alergią od niemowlaka.

                    Moja matka wiecznie z nami po lekarzach biegala.
                    • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 22:38
                      Ależ ze mną też latała, bo miałam i zapalenia płuc i ucha non stop, dawano wtedy albo penicylinę w zastrzyku, albo biseptol. W środku stanu wojennego zostałam wywieziona do Zakopanego na "leczenie powietrzem", dostałam tam zapalenia ucha i okazało się, że na całym Podhalu nie ma w aptekach antybiotyku. ŻADNEGO. Smarowano mnie kamforą.
              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:25
                niu13 napisał(a):

                "dlaczego
                > wtedy żaden niemowlak nie miał alergii na mleko, azs i innych immunologicznych
                > dziwactw"

                No chyba zartujesz! Co ty kobieto bredzisz? Moja siostra zygala po mleku jak kot. To jej mama rozcienczala z woda, no to zygala troche mniej. No bo przeciez wtedy "nie bylo"alergii na mleko. Pobudka kobieto do rzeczywistosci.
                • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:04
                  cos się tak uparła, by nas uświadamiac. My ci swoje, ty nam swoje. Twojej siostrze rozcieńczali 30 lat temu a ja sama miesiąc temu w rpzychodni słysząłam, jak babka się chwaliła, że beilon rozciencza niemowlakowi, bo przeicez on taki tłusty... To co, za 30 alt mam opowiadac jakei baby były ciemne bo dzieciom mm modyfikowane robiły nie tak, jak trzeba?
              • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:34
                Znam co najmniej kilka osób z astmą, o alergiach i innych azs-ach nie wspominając. W moim wieku, czyli 35+, diagnozowanych w dzieciństwie, tylko niekoniecznie na to co im na prawdę dolegało.
              • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:46
                Ee, ja miałam. Jak byłam niemowlęciem to miałam zdiagnozowany azs i skazę białkową, tak się wtedy mówiło.
                Potem w szkole podstawowej i średniej non stop mnie ciągali po dermatologach, ciągle jakieś podejrzenia grzybicy, testy, z których nic nie wychodziło. A nie wychodziło, bo to nie była grzybica, tylko zwyczajna egzema o podłożu alergicznym. Na chemię i roztocza.
              • memphis90 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 19:03
                Miały, miały, tylko wtedy się wszyscy cieszyli, że dziecko ma takie czerwone policzki... Oznaka zdrowia!
        • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:12
          O, nie łudź się z tym ogranic. Chyba, że miałaś swoje z ogródka Moja mama pracowała przez jakiś czas w stacji oceny odmian, jako biolog, tyle ile się sypało wtedy różnych rzeczy to przechodzi ludzkie pojęcie. Wszystkie normy rolnicy mieli w nosie.
          A książek to chyba nikt nie zabrania czytać? Teraz jest niesamowity wysyp świetnych pozycji dla dzieci - za naszych czasów była z tym totalna bieda.
        • lalkaika Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 03:01
          Z calym szacunkiem Pani biscotti ,wiem ,ze to Pani styl etc. Czytam zawsze pochlebne posty ,Pani biscotti /herbatniki po wlosku/ madrze prawi i etc. Staram sie czytac twoje wypowiedzi ale nie daje rady.Cos mnie umknieje /to taka gwara,praska/ale tego belgotu naprawde nie daje rady. Life.
          • 1st.world.problems Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:02
            lalkaika napisała:

            > Z calym szacunkiem Pani biscotti ,wiem ,ze to Pani styl etc. Czytam zawsze poc
            > hlebne posty ,Pani biscotti /herbatniki po wlosku/ madrze prawi i etc. Staram s
            > ie czytac twoje wypowiedzi ale nie daje rady.Cos mnie umknieje /to taka gwara,p
            > raska/ale tego belgotu naprawde nie daje rady. Life.
            belgot to tez gwara praska?
    • riki_i Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:12
      Ja byłem dzieckiem w latach 70-tych i wtedy było różnie. Z hardkorów mogę wymienić "naukę" pływania poprzez wrzucanie kopniakiem na parometrową głębię na basenie, następnie zanurzanie w tej głębinie długiego kija i wyciąganie dziecka kurczowo trzymającego się tej tyczki. Pan wuefmen tłumaczył, że to taki sposób, żeby się dowiedzieć, że woda wypycha. No mnie jakoś nie wypychała, szedłem na dno jak kamień, a szukanie owego kija w warunkach topienia się po ciemku (przy dnie nic nie było widać) to raczej można przyrównać do wyrafinowanych tortur. Niestety, miałem to nieszczęście że trafiłem (na krótko) do klasy sportowej i wożono nas daaaleko do wojaków LWP na basen (wjazd na teren wojskowy był za przepustką). Oni mieli taki naprawdę głęboki, 3 metry. Tak mnie sukinkoty katowali jako siedmiolatka, bezskutecznie zresztą, bo pływać nauczyłem się dopiero jako nastolatek, na normalnym basenie i przy normalnym instruktorze pływania.
      • rysiowa85 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 05:24
        pamiętam ten niby sposób nauki skakania do wody. Nie dość że do dziś pamietam widok falujących płytek na dnie basenu i strach to do dziś nigdy wiecej z własnej woli nie skoczyłam do wody (a pływam dobrze, nawet bardzo). I jeszcze strach że kij którego sie mam trzmac mnie uderzy (a zdarzyło się że uderzył). Dzisiaj juz tego chyba nie praktykują, przygladałam sie nawet lekcjom maluchów i szczęśliwie nie maja juz takich pomysłów.
        • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:58
          Serio byly takie metody??😨
          Jak dobrze, ze nikt mnie nie uczyl w dziecinstwie plywac (ale do tej pory nie umiem).
          Tego wypychania przez wode nie rozumiem, tzn owszem wypycha, ale mnie akurat glowa w dol, nogi do gory.
          • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:43
            Serio. Gdy klasa mojego dziecka miała lekcje pływania, nauczycielka zapewniała: JUŻ nikt dzieci do wody nie wpycha.

            Gdy chodziłam na naukę pływania z racji wzrostu należał mi się duży basen. Pal sześć, że bałam się głębokości. Duzi na duży, mali na mały. Szczyt indywidualnego podejścia do dziecka.
            • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 07:20
              No z pewnością normą taka nauka nie była. Albo ja chodziłam na nienormalny basen. Nikt nas do wody nie wpychał. Kijek asekuracyjny pamietam, ale traumy nie powoduje to wspomnienie. U nas naprawdę był asekuracyjny
              • heca7 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:13
                Ja chodziłam z klasą na basen w Rembertowie . Ponad 30 lat temu. Nikt nas tam nie wrzucał do wody i nie spychal. Nawet kijkow nie pamiętam. Nauczyłam się tam pływać. Bardzo to lubiłam i chyba jako jedyna byłam na wszystkich zajęciach.
                • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:58
                  U nas też się wszyscy nauczyli. Na koniec trzeciej klasy wszyscy zdaliśmy na kartę plywacką
      • whitediamond Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:18
        mialam bardzo podobnie ale po pierwszym razie wpadlam w taka panike, powiedzialam ze nie wejde do wody, matke musieli wzywac, od niej jeszcze dostalam opiernicz (zero wspolczucia) a nauczylam sie plywac sama w wieku 12 lat w jeziorze wink
      • feliz_madre Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:42
        Potwierdzam. Ja się właśnie w ten sposób nauczyłam pływać - wrzucana z pomostu do jeziora z hasłem: płyń!!!
        • aurinko Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:02
          Ja wyrzucona z żaglówki na środek jeziora nie tylko nie nauczyłam się pływać ale też nabawiłam się strachu na całe życie i teraz jak tylko woda sięga mi do klatki piersiowej to zaczynam się dusić i muszę wyjść na brzeg. Pływać już się nie nauczę.
      • la_mujer75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:13
        Mnie też wrzucono do wody, aby przełamać mój lęk przed skakaniem. Na szczęście zaraz złapałam ospę i nie mogłam chodzić na basen. Pływać nauczyłam się sam (rok później w Bałtyku). Do teraz - nie ma mowy abym wskoczyła do wody. Nawet na nogi!
        • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:43
          Mnie na basenie skopywano ręce, którymi chwytałam się krawędzi. Nauczyłam się. Miałam 12 lat
      • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:30
        riki_i napisał:

        > Ja byłem dzieckiem w latach 70-tych i wtedy było różnie.

        No więc właśnie. Było różnie. Nie znam czasów, w których było tylko źle, albo tylko dobrze.
        A wielu musi mieć taki czarno-biały świat. Kiedyś wszystko złe, teraz wszystko super, albo odwrotnie.
        Tamte czasy miały swoje plusu i te mają. Podobnie z minusami. Generalnie lepiej żyć w czasach gdy wszystko jest, ale nadmiar też nie jest zdrowy, a brak potrafi wyzwolić kreatywność. Warto patrzeć na pewne zjawiska szerzej a nie tylko zero jedynkowo.
      • wapaha Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:07
        Straszne.
        Moje pierwsze zetknięcie z basenem w dość małym mieście ( ok 60 tys ?) to brodzik- mały basen dla dzieci, z ciepłą wodą, stosunkowo płytki ( woda sięgała do ramion). Na ścianach wzdłużnych miał barierki, których trzymaliśmy się podczas wykonywania ćwiczeń oddechowych ( barierki takie jak na sali baletowej ) dopiero po ok 1,5 roku nauki najlepsi i najodważniejsi mogli pójść na "duży" basen. Miałam skończone 7 lat , gdy skoczyłam z trampoliny na główkę ( a raczej zaliczyłam tzw. deskę ). Głębokość wody 3,6 m - wysokość trampoliny 2 m. Skoczyłam , bo chciałam, nikt mnie nie wpychał wink
        Osobiste doświadczenia rzutują na charakter i postrzeganie rzeczywistości-Ameryki nie odkrywam ale czuję się w obowiązku tutaj to napisać, zwłaszcza czytają wpisy milamala. Miała fatalne doświadczenia, osobistą traumę i chce przedłożyć to na wszystkich-a tak się nie da. Ludzie są nadwrażliwi, wrażliwi i mało wrażliwi- po mnie pewne doświadczenia zleciały niczym woda na kaczce, zostawiły jakąś pamięć ale nie rozpamiętywanie, jakieś wspomnienie ale nie żale. I pamiętam ten ból gdy skoczyłam na dechę, i jak uczyłam się oddychać i się zachłystywałam i zimną wodę i obawy na głębokości ( woda ok 22 st) i z innych doświadczeń bicie linijką po ręce, kary cielesne w szkole i czasem w domu, świniobicia , kurobicia i inne akcje. No i co ? I nic.Miałam szcześliwe dzieciństwo, mam szczęśliwe życie.
    • capa_negra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:24
      Moje dzieciństwo wspominam cudownie.
      Zabawa na podwórku - trzepak, piłka, wrotki, rower, robienie "widoczków", a może "skarb" to się nazywało??? coś kolorowego, pod kawałkiem szkła, zakopane w piasku
      Wyprawy na nadrzeczne łąki po winniczki i wyścigi ślimaków na szybie, wyjazdy na wieś: las za płotem, rzeczka za drogą.
      W zimie lodowisko przy każdej szkole, wyprawy przed świętami po bombki do prywaciarza i na sanki, na górkę bo kiedyś w zimie śnieg padał.
      Do przedszkola chodziłam tylko jeden rok, nawet nie pamiętam czy dlatego, że obowiązek był ( początek lat 70) czy też dlatego, że rozpieszczoną jedynaczką byłam i socjalizować mnie chcieli. Pamiętam, że leżakowania nie lubiłam i zupy mlecznej nie jadłam, ale udokumentowana alergię miałam - skaza białkowa to się nazywało. Matka służba zdrowia z ciężkim charakterem ( tu na forum dobrze by się odnalazła, wtedy w Sanepidzie pracowała..) zrobiła "próbny koniec świata" - teraz dżihad to się nazywa wink jak mnie jeden raz pomoc/salowa?? niejaka Gienia nakarmić próbowała.
      Dużo książek, dużo znajomych, mało telewizji i zero internetu bo go nie było wink.
      Czy wasze dzieci wam wierzą, że kiedyś nie było internetu, komórek, nie każdy miał telefon, telewizja była czarno-biała, a w niej 2 programy?? I że na sałatę, rzodkiewkę, pomidory i całą sezonową resztę czekało się, aż ta po prostu urośnie???
      • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:06
        U mnie to sie nazywalo "widoczki".
        Jak bylam mala, nie wierzyłam, że nie było telewizji wczesniej.
        Jak oni zyli? 😁
        W sumie sama nie moge teraz uwierzyc, ze nie bylo komorek - jak mysmy funkcjonowali bez nich 😂
        A jednak sie dalo😉
        Ale szkoda, ze nie bylo internetu, ja bym tam chciala takie magiczne urzadzonko jak smartfon.
        • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:30
          Jakie dało? Jeszcze w nowych wspaniałych czasach było okres, gdy żyłam bez komórki i nie miałam zainstalowanej linii telefonicznej, bo tepsa się nie wyrabiała i terminy były kilkuletnie i wierz mi - nie dało się. Znajomi nie widzieli czy wpadać i nie wpadali, na robotę też się nie szło umówić, mogłam latać na uczelnię i sprawdzać pocztę mailową...
          • peonka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:04
            Bo jest różnica, czy żyjesz bez komórki i telefonu stacjonarnego w czasach, kiedy one są raczej powszechnie dostępne, czy kiedy nikt ich nie ma...
            • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:53
              Jasne, z własnej woli zrezygnowałam z łączności. Widać niektórzy nie tylko nie pamiętają PRL-u, ale nawet początków telefonii komórkowej, czy to telefonów w walizce, czy to już tych w super promocyjnej cenie 1000 zł pod koniec lat 90tych i trochę mniejszych od buta.
        • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:04
          Czy przypadkiem "widoczki" to nie Polska centralna i wschodnia, a "skarby" Polska zachodnia?
          • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 15:13
            Nie, ja jestem z zachodniej.
      • aurinko Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:03
        U mnie to był "sekret* smile zrywalismy kwiatki i zakopywalismy pod denkiem od słoika smile
        • karme-lowa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:39
          aurinko napisała:

          > U mnie to był "sekret* smile zrywalismy kwiatki i zakopywalismy pod denkiem od sło
          > ika smile
          U nas "pamiętnik".
    • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:26
      Do przedszkola malo co chodzilam, ale pamietam jedna scene. Chlopiec stoi na stoliczku, pani go tam postawily, sciagnely mu spodnie i majtki i kazaly innym dzieciom go ogladac na golasa za kare, ze sie zesikal do majtek.
      Potem sie rozchorowalam i przestalam chodzic do przedszkola.
      W domu bylo tylko troche lepiej. Choc nie wiem do konca, bo w przedszkolu chyba nikt mnie nie bil, bylam zreszta ukladna i usluchana dziewczynka, a w domu owszem.
      Dziecinstwo w PRL to hardkor i jak ktos je teraz wychwala to mysle, ze ma chyba cos w glowie nie tak.
      • muchy_w_nosie Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:49
        Ale obecnie też są patologie i w domu i w przedszkolu. Koło mojej pracy w okolicach wieży ciśnień był żłobek gdzie przywiązywali dzieci i karmili spleśniałym jedzeniem - to było z 5 lat temu.
        To że ktoś pochodzi ze skrzywionego środowiska nie oznacza, że wszystkich bito i poniżano ... odrazu po twoim podejściu widać że coś nie tak.
        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:03
          muchy_w_nosie napisał(a):

          > To że ktoś pochodzi ze skrzywionego środowiska nie oznacza, że wszystkich bito
          > i poniżano ... odrazu po twoim podejściu widać że coś nie tak.

          Jesli ktos pochodzi ze srodowiska, w ktorym WYJATKOWO jak na owe czasy nie bito i nie ponizano to nie znaczy, ze wszyscy mieli takie szczescie.
          Po twoim podejsciu tez widac, ze cos jest nie tak.
          Poniewaz charakteryzujesz sie duza doza naiwnosci stawiam, ze u ciebie tez bito ale ty jestes z tych "co im sie nalezalo" i "dziekuja rodzicom, ze ich bili , bo inaczej zostaliby kryminalistami".
          • little_fish Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:25
            Dobrze czasem poczytać takie wątki. Człowiek po raz kolejny docenia ile miał w życiu szczęścia ....
        • mikams75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:37
          splesnialy chleb topamietam z kolonii... polewali woda zeschniety chleb a to po krotkim czasie plesnialo.
          • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:51
            Lata 80-te: na jednym z obozów sportowych na deser dostawałyśmy tabliczkę tłuszczową: coś jak czekolada bez kakao, ale na pierwszym miejscu składników musiał być tłuszcz.
            Kiedy znieśli kartki na cukier, poleciałam do sklepu i kupiłam sobie cukierki: cukrowe kolorowe kuleczki, zeschnięte i twarde, ale słodkie!
            Za komuny w domu często były grzanki z serem i słodką papryką, chyba z Bułgarii. Była w dużym słoiku i ciągle jej ubywało. Zastanawiałam się, z czym będziemy jeść grzanki jak się skończy papryka. Kiedy w słoiku było papryki na 2-3 mm na dnie skończyła się komuna.
            • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:22
              Trzeba bylo te papryke wczesniej wysypac!! big_grin
      • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:51
        milamala napisała:

        > Dziecinstwo w PRL to hardkor i jak ktos je teraz wychwala to mysle, ze ma chyba
        > cos w glowie nie tak.

        Biorac pod uwage research i przewidywania, ze obecne pokolenie kilkulatkow bedzie zylo krocej niz ich rodzice, jako pierwsze w historii rozwoju tzw. cywilizacji, to mozna jednak uznac, ze ow hardcore mial wiecej zalet niz obecne co? softball? tongue_out
        PRL byl beznadziejny gdy sie bylo doroslym, to na pewno i poza dyskusja. Ale akurat lata 60te, 70te czy nawet 80te to nie byly zle czasy na bycie dzieckiem, dorastanie. Wherever, rowniez w PRL. Cheers.
        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:59
          bi_scotti napisała:

          "to mozna jednak uznac, ze ow hardcore mial wiecej zalet niz obecne co?"

          Niby dlaczego?


          "> PRL byl beznadziejny gdy sie bylo doroslym, to na pewno i poza dyskusja. Ale ak
          > urat lata 60te, 70te czy nawet 80te to nie byly zle czasy na bycie dzieckiem, d
          > orastanie."

          PRL to byly zle czasy dla dzieci, choc lepsze niz mialy poprzednie pokolenia, dzieci PRLu to bylo juz ostatnie masowe pokolenie dzieci bitych przez swoich rodzicow bez najmniejszej zenady a wrecz w ramach tzw. wychowania, ktorego wtedy nie bylo. Na dziecinstwie dzieci z PRL mniej wiecej konczy sie koszmar dziecinstwa.
          Teraz ludzie maja swiadomosc i powazniej podchodza do wychowania dzieci, a jesli ktos tego nie ma, to inni reaguja.
          • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:06
            milamala napisała:

            > d
            > zieci PRLu to bylo juz ostatnie masowe pokolenie dzieci bitych przez swoich rod
            > zicow bez najmniejszej zenady a wrecz w ramach tzw. wychowania, ktorego wtedy n
            > ie bylo. Na dziecinstwie dzieci z PRL mniej wiecej konczy sie koszmar dziecinst
            > wa.
            > Teraz ludzie maja swiadomosc i powazniej podchodza do wychowania dzieci, a jesl
            > i ktos tego nie ma, to inni reaguja.

            I coz Ci odpowiedziec? You are wrong. That's it. Zarowno w ocenie rodzicielstwa w okresie PRLu, jak i parenting skills obecnie. Life.
            • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:12
              "I coz Ci odpowiedziec? You are wrong. That's it. Zarowno w ocenie rodzicielstwa w okresie PRLu, jak i parenting skills obecnie. Life."

              Nie, to ty sie mylisz, i to bardzo.
              • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 04:02
                Bez przesady, źadna z moich koleźanek z dzieciństwa nie była bita. Ja teź nie. To raczej nie była norma.
                • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:54
                  No nie wiem.
                  U mnie norma byla dokladnie inna.
                  A nie pochodzę z zapadlej wsi, tylko wielkiego miasta.
                  • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:19
                    Oczywiscie ze za komuny bicie dzieci to byla norma. Ja osobiscie raz dostalam w d.. od samej pani przedszkolanki, za to, ze na lezakowaniu bronilam sie przed molestowaniem ze strony kolegi. Z mila checia bym jej dzisiaj oddala, ale pewnie juz wacha kwiatki od spodu. W domu tez bylo lanie jak sie cos przeskrobalo. A glupich pomyslow nie brakowalo. Milo wspominam dziecinstwo, choc jestem swiadoma tego, ze cos takiego jak "prawa dziecka" wowczas chyba w ogole nie istnialo. Jezeli jakiemus dziecku dziala sie wowczas krzywda z powodu przemocy domowej czy naduzyc seksualnych, to nie mogl liczyc na praktycznie zadna pomoc.
                • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:33
                  To, że nie wiesz, że były bite nie znaczy, że bite nie były.
                  O tym się nie mówiło. Miałyśmy inne tematy. Zresztą - nie mówiło, bo co by mówienie dało?

                  A matkę miałam po uczelni pedagogicznejbig_grin
                  • capa_negra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:26
                    Nigdy nie byłam bita, "szlaban" był dla mnie pędziwiatra największą karą
                • krejzimama Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:55
                  Zadna z moich koleżanek nie umarła na raka. Ja tez nie. Ergo raka ni ma.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:36
                    krejzimama napisał:

                    > Zadna z moich koleżanek nie umarła na raka. Ja tez nie. Ergo raka ni ma.


                    Ha ha ha wlasnie. Tak rozumuja niektore niby dorosle kobiety.
                    • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:09
                      Nie, to bardzo nietrafione porównanie. Bo ja nie napisałam, że żadne dziecko nie było bite. Znałam też bite dzieci, ale to nie była norma, tylko margines. Z moich najbliższych koleżanek nie była bita żadna, więc jeśli w danej grupie było sporo niebitych osób, to znaczy, że normą nie było bicie. Norma to większość.
                      • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:09
                        To ile Ty miałaś tych koleżanek? 10 milionów?
                • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:33
                  a.va napisała:

                  > Bez przesady, źadna z moich koleźanek z dzieciństwa nie była bita. Ja teź nie.
                  > To raczej nie była norma.

                  Taaaak? A ciekawa jestem skad ty to wiesz? Prebywalas z tymi kolezankami 24 godziny na dobe 7 dni w tygodniu i ich rodzicami? Mialas jakies zainstalowane kamery w ich domach?
                  Dorosla jestes? Czy ciagle naiwna jak dziecko?
                  Myslisz, ze u mnie kolezanki wiedzialy, ze ojciec sie nademna zneca? Przeciez nie robil tego przy nich. A ja sie nie skarzylam bo po co.
                  • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:07
                    Stąd, że z nimi rozmawiałam, także o rzeczach bardzo trudnych. Czemu miałyby mi nie powiedzieć?
                    • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:14
                      A czemu mialy by ci powiedziec? Co by to dalo? Ja nigdy o takich sprawach z przyjaciolkami nei rozmawialam. A zwlaszcza z takimi co to u ktorych wszystko jest 'normalne" i moglyby mi nie uwierzyc, bo przeciez ... norma wg niej bylo to, ze dzieci sie nie bilo. Nie powiedzialabym komus kto by mi nie uwierzyl, bo ma wyidealizowany obraz rzeczywistosci.
                      • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:20
                        Jak to co by to dało, od tego są przyjaciele, żeby się poskarżyć, jak coś złego się dzieje. Zresztą widziałabym przecież, czy któraś jest posiniaczona, że się boi wrócić do domu, znałam dobrze ich rodziców, spędzałam w ich domach mnóstwo czasu, takie rzeczy jak bicie się widzi. U mnie w domu nie było normalnie, było bardzo źle, więc nie było bariery, że u nich źle, a u mnie normalnie i wstyd coś powiedzieć.
                        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:38
                          a.va napisała:

                          > Jak to co by to dało, od tego są przyjaciele, żeby się poskarżyć, jak coś złego
                          > się dzieje.

                          Jak sie ma takiego przyjaciela, ktory uparcie ignoruje rzeczywistosc i nie wierzy z zasady, ze dzieci bito, to po co takiemu przyjacielowi mowic? Po to chyba zeby ci powiedzial, ze tylko ci sie wydaje.

                          "Zresztą widziałabym przecież, czy któraś jest posiniaczona, że się
                          > boi wrócić do domu"

                          Rozumie, ze ogladalas im pupy plecy, a poza tym, jak widze, ze dla ciebie bicie oznacza prynajmniej porzdne siniaki najlepiej z krwawymi wybroczynami widocznymi nawet pod koszulka. Inaczej bicie nie jest dosc wazne zeby nazywac to biciem.
                          Wiekszosc bicia mojego ojca byla bezkrwawa. Siniaki nie byly widoczne dla innych, bo po twarzy mnie paskiem nie zdzielal, a tylko twarz jest stale widoczna.

                          "znałam dobrze ich rodziców, spędzałam w ich domach mnóstwo
                          > czasu, takie rzeczy jak bicie się widzi"

                          Przy takim poziomie mega naiwnosci, to chocby sama ciebie ci rodzice pobili to bys tego nie zauwazyla.
                          Skoro ci mowie, ze moj ojciec mnie bil i nigdy tego nie czynil gdy ktos byl u nas to o czym ty kobieto opowiadasz? Ze ci rodzice mieliby bic twoje kolezanki w twojej obecnosci zebys dojrzala? Zreszta nawet gdyby to zrobili to i tak bys sobie to jakos tak przerobila w glowie, ze koniec koncow dalej bys nic nie widziala nic nie slyszala.
                          • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:48
                            Nie wiem, czemu mnie obrażasz, nie jestem naiwna ani głupia, z całą pewnością nie miałam nigdy wyidealizowanego obrazu świata, bo, jak już to napisałam, wychowałam się w patologicznym domu.
                            Nie przyszło mi do głowy, że biliby w mojej obecności, ale przecież o biciu świadczą także inne rzeczy niż samo bicie. Np. to, że dziecko boi się wrócić do domu albo mówi: nienawidzę swojego ojca. Byłam zawsze nadwrażliwa, wyczuwałam niuanse i nastroje, po prostu jestem pewna, że bym to zauważyła.
                            A ty jesteś pewna, że nie, więc nie ma sensu ciągnąć tej dyskusji, zostańmy przy swoich zdaniach.
                            • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:02
                              No to ci jeszcze raz mowie, ze znecal sie nademna ojciec, ktory w rodzinie znany byl, ze jest czlowiekiem "trudnym" a mimo to do dzis malo kto mi wierzy, ze bylam bita.
                              W ostatnie wakacje w rozmowie z moja kuzynka przyznalam , ze bylam bita, na co ona zareagowala: no nie wiem. Ja wiem, ze ona wie, ze nie bylam i juz, bo to zburzyloby jej obraz rodziny, wujka, ktorego moze i lubila, ktory w kazdym razie jej krzywdy nei zrobil.
                              Nawet moja matka , ktora zawsze byla tego niemym i nieragujacym swiadkiem stwierdzila kiedys 'alez tatus wcale was nie bil".
                              Jak ty uparcie twierdzisz, ze nie bylo bicia bo ty nie widzialas, to niestety jedyne co mozna ci powiedziec, to ,ze jestes naiwna i to bardzo.
                              Bicia mozna nie zauwazyc. U mnie nikt nigdy tego nie zauwazyl. A do domu i tak musialam wracac, bo co mialam zrobic? Pod mostem spac?
                              Twierdzenie, ze czegos nie bylo, bo ja nie widzialam jest po prostu naiwne.
                              • larrisa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:11
                                Skoro, twoim zadaniem, bicie było czymś naturalnym i normalnym w tamtych czasach czemu twoja rodzina temu zaprzecza?
                                • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:22
                                  larrisa napisała:

                                  > Skoro, twoim zadaniem, bicie było czymś naturalnym i normalnym w tamtych czas
                                  > ach czemu twoja rodzina temu zaprzecza?

                                  Czytaj laskawie ze zrozumieniem, moja matka i kuzynka nie zaprzeczaja, ze bicia kiedys nie bylo, zaprzeczaja , ze ja bylam bita.
                                  Nie wiem dlaczego ktos zaprzecza rzeczywistosci.
                                  Moge tylko domniemywac, ze matka nie chce pamietam przede wszystkim swojego w tym biernego udzialu, a kuzynka nigdy nie widziala, a wujka lubila, wiec woli wierzyc, ze wujek byl fajny, niz, ze wcale takie do konca nie byl.
                                  Skad mam wiedziec czemu ludzie wola nie widziec smutnej rzeczywistosci. Tylko mechanizm obronny jest tu wyjasnieniem.
                              • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:42
                                Cały czas piszesz tylko o sobie, że nikt nie zauważył, że byłaś bita. ja tego przecież nie neguję. Skoro tak piszesz, to tak było. Ja ci piszę co innego - że w relacjach, w których ja byłam, niezauważenie jest mało prawdopodobne. Byłaś z kuzynką na tyle blisko, że zwierzałyście się sobie? Że mówiłaś jej, czego się boisz, kogo nienawidzisz, czego się wstydzisz? Takie trudne rzeczy? Ja miałam bardzo bliskie relacje z przyjaciółkami, więc wiedziałyśmy o sobie bardzo wiele i widziałyśmy w swoich domach bardzo wiele. No więc posłuchaj mnie teraz uważnie - ja ci nie piszę, że niemożliwe, żeby nikt nie zobaczył, że byłaś bita, ja ci piszę, że niemożliwe, żebym ja nie zauważyła, że moja przyjaciółka była bita. Piszę o mojej sytuacji, nie o twojej.

                                Twoja matka to po prostu wyparła, typowe. Byłam na grupie terapeutycznej, na której było dużo osób bitych w dzieciństwie. Dziś ich matki mówią dokładnie to samo, co twoja matka - co ty opowiadasz, tatuś cię nigdy nie bił. Nie chcę dalej brnąć w przekonywanie ciebie, bardzo ci współczuję, musiało ci być okropnie ciężko.
                                • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 21:55
                                  Ale z drugiej strony w starszym pokoleniu ciągle pokutuje przekonanie, że klaps (nawet klapkiem) to nie bicie. A skoro nie bicie to przecież nikt nie bił. A nawet jak razy czy dwa ktoś dostał, to żadna tragedia, bo to wyjątkowo i na pewno zasłużenie.
                                  Na szczęście to się zmienia, chociaż takich, którzy uważają, że klaps to nie bicie nadal jest sporo.
                                  • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:12
                                    U mnie na klapsach się nie kończyło, a i tak rodzice do dziś twierdzą, że ich dzieci bite nie były... pas na tyłek to też nie bicie uncertain
                        • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:18
                          A.va ty piszesz o kątowniki, siniakach, a to nie o to chodzi, że ludzie powszechnie znęcali się nad dziećmi, tylko, że bicie było powszechne. Bicie w sensie klapsy gola ręką, zdzielenie kapciem czy ścierką. Od czasu do czasu większość dzieciaków jak coś przeskrobala dostawala klapsa i nikt się tym jakoś szczególnie nie przejmował. Na prawdę nigdy nie obiło ci się o uszy hasło "klaps wychowawczy"? Nigdy nie słyszałaś o "natarciu uszu"? No chyba, że dla ciebie to nie jest przemoc uncertain
                          • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:46
                            Ale ja nie piszę o klapsach, klaps, bo się matka wkurzyła, zdarzał się. Ja piszę o biciu pasem, kablem, ręką do siniaków i krwi, a nie o jednym klapsie raz na 3 lata. Choć mnie nawet klapsów nie dawano, ale innym dzieciom dawano, to była właśnie norma. Klaps od wzburzonej matki, a nie regularne bicie.
                            • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 21:56
                              No właśnie - sama przyznajesz, że bicie było normą wink
                            • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 06:55
                              Bicie do krwi nie bylo norma, a.va...
                              Nawet nie do siniakow.
                              Powiedzmy do spuchnietego tylka.
                              Tak, jak myslalam dla ciebie bicie oznacza krwiaki i strugi krwi-nie.
                        • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:09
                          a.va napisała:

                          Zresztą widziałabym przecież, czy któraś jest posiniaczona, że się
                          > boi wrócić do domu, znałam dobrze ich rodziców, spędzałam w ich domach mnóstwo
                          > czasu, takie rzeczy jak bicie się widzi.

                          Jesteś potwornie naiwna. Potwornie.
                          Byłam dzieckiem bitym, za mniejsze lub większe przewinienia pasem w tyłek. Nie, nie chodziłam posiniaczona, w każdym razie nie tam, gdzie widać, ale nie raz trudno było na zadku usiąść. Nie skarżyłam się, bo niby po co, co to miało dać. I nie ja jedna obrywałam, choć nie twierdzę, że wszyscy.
                          Nic się nie widzi, jak się jest królewną żyjącą wizją "normalnego" świata.
                          • madzioreck Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 18:15
                            OK, doczytałam. Dla Ciebie bicie się pewnie zaczyna od etapu jak się krew poleje i twarz posiniaczona.
                • milva24 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:43
                  a.va napisała:

                  > Bez przesady, źadna z moich koleźanek z dzieciństwa nie była bita. Ja teź nie.
                  > To raczej nie była norma.

                  Rozmawiałam na ten temat z wieloma osobami w moim wieku (miedzy 30 a 40 lat). Bitych w sensie klapsów czy paska była większość. Niektórzy byli tłuczeni. Te osoby pochodziły z różnych środowisk i miejscowości od wsi do sporych miast.
                  • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 15:49
                    Wszyscy dostawali. Wiecej babcie ciocie pan czy pani w szkole/przedskolu obcy ludzie rowniez czuli sie uprawnieni do klapsowania/czy bicia.
                    • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:05
                      To byłam jakimś nieprawdopodobnym wyjątkiem. Nikt mnie nigdy nie uderzył. A wychowałam się w dość patologicznej rodzinie. Aż trudno mi uwierzyć w to, co piszecie.
                      • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:10
                        Ciekawam na czym owa patologia polegala w takim razie?
                        Alkoholizm?
                        Owczesnie chyba tylko to by sie kwalifikowalo.
                        Lanie bylo powszechne, pamietam opowiesci o tym.
                        Moze nie 100% rodzicow tak robilo ale z 80%?
                        Nie mowimy tutaj o wybijaniu zebow czy lamaniu kosci przeciez, tylko "zwykle" lanie reka, a mpja mama np. trzepaczka.
                        Wszyscy pisza to samo, a ty wciaz nie wierzysz?
                        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:19
                          cyt. "Nie mowimy tutaj o wybijaniu zebow czy lamaniu kosci przeciez, tylko "zwykle" lanie reka, a mpja mama np. trzepaczka. "

                          Moze wlasnie o to chodzi, ze dla niej bicie to wybijanie zebow, lamanie kosci a juz lanie reka, pasem czy obroza to norma.
                          • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:22
                            Nie, właśnie mam na myśli lanie pasem. Dla mnie to kosmos.
                            • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:30
                              No to byłaś szczesciara, skoro az kosmos.
                              Nawet w przedszkolu sie dostawalo czasem linijka po pupie i to nie byl symboliczny klaps.
                              W sumie jak czytam ten watek, to sobie uświadamiam, ze w jakims sensie uwazalam ze to "normalne", ze "to nic takiego" ze wszyscy tak mielismy, a potem smialismy sie z tego.
                              I nawet nie wiem czy mam traume czy nie.
                              A mam traume np. po dentyscie i borowaniu bez znieczulenia w szkole.
                              Po prostu "tak wtedy bylo".
                              Wrecz wydaje mi sie dziwne, ze dla kogos to "kosmos".
                              Moze rzeczywiscie dzisiejsi rodzice odreagowuja wlasne dziecinstwo i czasem ida w druga strone-czyli nawet slowne skarcenie to dla nich za duzo.
                              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:43
                                konsta-is-me napisała:

                                "> Moze rzeczywiscie dzisiejsi rodzice odreagowuja wlasne dziecinstwo i czasem id
                                > a w druga strone-czyli nawet slowne skarcenie to dla nich za duzo"

                                Dokladnie tak jest. Masz racje. Dzisiejsi rodzice odreagowywuja, ale tez staraja sie poszukac (troche niezdarnie) lepszej drogi wychowawczej niz to czego doswiadczyli w dziecinstwie.
                          • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:49
                            Scierka kapciem klapsy przez leb... u Niziurskiego jest Zlosliwy Miecio ktory sam sobie ucho naderwal bo pani ho trzymala a on sie wyrywal...
                            • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:05
                              ichi51e napisała:

                              > Scierka kapciem klapsy przez leb... u Niziurskiego jest Zlosliwy Miecio ktory s
                              > am sobie ucho naderwal bo pani ho trzymala a on sie wyrywal...

                              No wlasnie, u mnie to samo, sama siebie bilam, bo ojciec machal pachem, obroza, czy co tam mial pod reka, a ja nie zdolalam sie na czas uchylic.
                        • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:27
                          Nie, nie chodzi o to, że wam nie wierzę, dziwię się, że moje środowisko było takie porządne pod tym względem. W życiu bym nie przypuszczała. Ani z przedszkola, ani ze szkoły nie pamiętam ani jednego przypadku uderzenia dziecka przez dorosłego. O rodzinach, gdzie ojciec potrafił zlać dziecko, inni dorośli mówili: no i czemu ona (matka) nie pójdzie na milicję albo się nie rozwiedzie.
                          Ok, wierzę wam oczywiście, ale nabrałam dużego szacunku do dorosłych, którzy mnie wtedy otaczali. Okazuje się, że wbrew temu, co mi się wydawało, miałam dużo szczęścia.
                          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:48
                            a.va napisała:

                            > Nie, nie chodzi o to, że wam nie wierzę, dziwię się, że moje środowisko było ta
                            > kie porządne pod tym względem.

                            Alez nie bylo, w kazdym razie baaaaardzo malo prawdopodobne, ze bylo. To ty widzisz to srodowisko tak naiwnie. Uwazasz, ze skoro ty czegos nie widzialas, to tego nie bylo.A tak niestety nie jest.
                            Bylo, bylo, na pewno bylo, tylko ty nic o tym nie wiesz, bo nawet wtedy, zwlaszcza w tw. poradnych domach nikt nie bil swoich dzieci na oczach postronnych, zawsze grzecznie poczekal, az wyjda wszystkie kolezanki. Ilez to razy nie chcialam puscic moich kolezanek. zadna po dzis dzien nie wie, ze to nie z milosci do nich bylo tylko ze strachu przed laniem.
                            Pochodze z tzw. bardzo porzadnej rodziny i nikt by mi nie uwierzyl. Zreszta komu sie skarzyc, jak to kiedys bylo norma.
                            • a.va Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:48
                              No właśnie, nie chciałaś puścić swoich koleżanek. Czyli jednak robiłaś coś, po czym można było poznać. One nie poznały, ale nie mów, że nie dało się poznać.
                              • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:55
                                a.va napisała:

                                > No właśnie, nie chciałaś puścić swoich koleżanek. Czyli jednak robiłaś coś, po
                                > czym można było poznać. One nie poznały, ale nie mów, że nie dało się poznać.

                                Nie wiem czy sie dalo, bylam po drugiej stronie barykady. Wiem, ze nikt nic "nie widzial i nie slyszal".
                          • mondovi Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:02
                            Też nigdy nie dostałam nawet klapsa, ale wiedziałam, że niektórzy w klasie dostawali lanie, nie szokowało mnie to specjalnie. Klapsy w przedszkolu były na porządku dziennym - u niektórych pań.
                      • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:16
                        a.va napisała:

                        > To byłam jakimś nieprawdopodobnym wyjątkiem.

                        Najwyrazniej wlasnie tak jest.
                      • milva24 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:28
                        Z tych nie bitych w domu była moja koleżanka, która tylko raz dostała po tyłku od babci i regularnie po łapach linijką od jednej nauczycielki w szkole. Chyba, że coś innego.za bicie uznajemy. Czy klaps to dla Ciebie bicie? Czy uderzenia linijką po łapach to bicie?
                      • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:30
                        a.va napisała:

                        > To byłam jakimś nieprawdopodobnym wyjątkiem. Nikt mnie nigdy nie uderzył. A wyc
                        > howałam się w dość patologicznej rodzinie. Aż trudno mi uwierzyć w to, co pisze
                        > cie.

                        To jest forum. Tu się lubi przejaskrawiać. Zauważ, że prawie zawsze się też użytecznych wielu znajomych, którzy w rozmowach potwierdzą tezę, jaką akurat się lansuje w wątku wink
                        • milva24 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:33
                          A dlaczego to my przejaskrawiamy a nie a.va?
                          • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:39
                            Po pierwsze, nigdzie nie napisałam, kto przejaskrawia. Po drugie - absolutnie nie kojarzę, że bicie było jakieś powszechne i na taką skalę. Owszem, na pewno było bardziej tolerowane niż teraz, ale nie było normą i chlebem powszednim.
                            W szkole podstawowej pamiętam raz jeden nauczycielkę, która uderzyła linijką w ręce hałasujących chłopców. Samo to, że to pamiętam, świadczy, że było to jakieś wydarzenie i to rzadkie. W przedszkolu zupełnie nie pamiętam żadnego uderzania czy bicia dzieci.
                            • milva24 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:46
                              A czy klapsy to dla Ciebie bicie?
                              • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 19:49
                                No to chyba oczywiste. Ktoś cię w szkole klapsował?
                                • milva24 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 22:58
                                  W szkole nie, choć pamiętam, że raz w podstawówce dostałam linijką od dyrektora za bieganie po korytarzu.
                                  A a.va wyżej napisała, że dla niej klaps to nie bicie. To chyba wyjaśnia zadziwiającą sytuację, że nie zna nikogo bitego.
                                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:00
                                    milva24 napisała:


                                    > A a.va wyżej napisała, że dla niej klaps to nie bicie. To chyba wyjaśnia zadziw
                                    > iającą sytuację, że nie zna nikogo bitego.

                                    Wyjasnilo sie nieporozumienie. Na tym polega to, ze niektorzy pamietaja powszechne bicie a inni nie.
                    • szpil1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:50
                      ichi51e napisała:

                      > Wszyscy dostawali. Wiecej babcie ciocie pan czy pani w szkole/przedskolu obcy l
                      > udzie rowniez czuli sie uprawnieni do klapsowania/czy bicia.
                      >

                      U nas w przedszkolu niejaka pani Jadzia lała wszystkie dzieciaki po równo. Aż któregoś dnia po odbiór dziecka przyszedł czyjś tato i zobaczył dzieci grzecznie w kolejce czekające na swoją kolej, zeby dostać lanie. Zrobił potężną awanturę i było trochę lepiej. A po prawie 15-stu latach pani Jadzia mnie op...a na ulicy, bo ją zignorowałam i nie powiedziałam "dzień dobry". No, jakoś nie czułam ochoty, by jej się kłaniać.

            • daisy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 18:41
              Nie, bi-scotti, to były czasy złe dla dzieciństwa, czasy koszmarnej szkoły, w której rodzice mieli bardzo mało do powiedzenia, a działy się rzeczy okropne. Bicie, poniżanie, niszczenie psychiczne - przez nauczycieli. Jak dzisiaj wspominam swoją podstawówkę, w wielkim mieście, to włosy mi stają dęba. Dopiero przy moim dziecku zaczęłam rozumieć, że byłam tak samo zdolna jak on, tylko że jego szkoła hołubi, wspiera i wyciąga, co z niego najlepsze, a mnie gnoiła ile wlezie, przy kompletnym braku zainteresowania rodziców (którym zapewne nie przychodziło nawet do głowy, że mogliby coś zrobić - bo pewnie nie mogli). Czasami naprawdę mi smutno, jak o tym myślę, i żal mi siebie małej dziewczynki.
              • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:23
                Ilu mialas kolegow/ile kolezanek samobojcow (or attempting suicides) w podstawowce? w high school? na studiach? Moje dane: jeden kolega sie powiesil w high school, znalam 3 osoby ktore popelnily samobojstwo w czasie studiow, pewnie z 4-5, ktore tried but failed. A teraz porownaj z obecnymi stats, podejrzewam, ze polskie sa podobne do tzw. developed world. Czegos jako dorosli nie robimy dobrze sad Przy wszystkich cudach wspolczesnej szkoly, w ktorej odnajduje sie Twoja corka, bez porownania wiecej dzieci i mlodziezy sie w niej nie odnajduje ... bez porownania wiecej niz za tego oblesnego PRLu uncertain Czyli skoro jest tak swietnie to czemu jest az tak beznadziejnie? Oczywiscie, mozna spekulowac: social media, helicopter parents, wyscig szczurow, jedzenie, komercjalizacja ... etc. etc. etc. Cokolwiek "to" nie jest, jest inaczej niz za czasow naszego dziecinstwa, lepiej w pewnych aspektach ale wcale nie "ogolnie" lepiej. Cos sie polepszy, to sie popierzy sad Life.
                PS. Bylam w szkole bullied, isolated, hated ... nie zaznalam wsparcia od prawie zadnego doroslego procz wlasnych rodzicow ale w tym wszystkim bylam lucky: nikt nie mogl mi dokuczac przez social media, nikt nie mogl upowszechnic mojego zdjecia z podlym komentarzem, na podworku doceniano to, ze dobrze gralam w pilke i niezle biegalam wiec z jakimis rowiesnikami moglam nawiazac sensowne kontakty. PRL to nie byl paradise ale czasy obecne zdecydowanie nim tez nie sa, a o ile sa lepsze, o tyle tez sa i gorsze ... Widze to, niestety, na codzien uncertain Cheers.
                • daisy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:04
                  >>Przy wszystkich cudach wspolczesnej szkoly, w ktorej odnajduje sie Twoja corka, bez porownania wiecej dzieci i mlodziezy sie w niej nie odnajduje ... bez porownania wiecej niz za tego oblesnego PRLu uncertain <<

                  Bi, mam swoje lata i do szkoły stosunek co najmniej krytyczny, ale czegoś takiego nigdy bym nie powiedziała! Zaliczyliśmy z dzieckiem dwie szkoły, więc mam trochę orientacji, plus oczywiście ciągle wymieniam relacje z zaprzyjaźnionymi rodzicami innych dzieci. Dzisiejsza szkoła nie da się w ogóle porównać do PRL-owskiej, zwłaszcza takiej z lat 70-tych. Kiedy czasem opowiadam dziecku, co działo się w mojej szkole, w ogóle nie chce wierzyć. uncertain
                  Jeżeli wziąć pod uwagę, że w szkole dzieci spędzają większość czasu w tygodniu, to zmiana na lepsze jest diametralna.\\

                  Nie jestem pewna, czemu uważasz, że jest beznadziejnie, i to "aż tak"? Serio.
                  • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:19
                    Bi ma nierealne spojrzenie. Moja matka przerabiala PRLowska szkole moja i sioistry teraz przerabia szkole swojej wnuczki ktora mieszka i ktora przypadkiem jest moja byla i mowi jedno: nawet nie ma co porownywac szkol PRLowskich z obecnym, to jak niebo i ziemia. Przy wszystkich problemach obecnej szkoly, to dalej jest pikus w porowaniu z tym co bylo za casoe PRL a dodam, ze obie bylysmy dobrymi uczennicami i matka nie miala zadnych z nami problemow.
                  • bi_scotti Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:49
                    daisy napisała:

                    > Nie jestem pewna, czemu uważasz, że jest beznadziejnie, i to "aż tak"? Serio.

                    Bo pracuje, miedzy innymi, z mlodzieza, ktora wedlug rodzicow i pedagogow jest brilliant i radzi sobie swietnie a in reality np. sie tnie, obskubuje wlosy, glodzi/obzera, robi rozne rzeczy swiadczace o tym, ze sobie z reality nie radzi. Bywam na spotkaniach podobnych do mnie professionals z calego swiata (lacznie z EU i PL) i porownujemy dane, zarowno historycznie jak i geograficznie. No nie jest swietnie uncertain Wrecz przeciwnie. Do tego dochodzi swiadomosc zmniejszajacych sie perspektyw wlasciwie dla wszystkich procz ... bo ja wiem ... nielicznych utalentowanych spiewakow operowych wink To dobija, szczegolnie mlodych, ktorzy duzo wczesniej niz poprzednie pokolenia wiedza co ich czeka - Uncle Google ma na wszystko odpowiedz, eh uncertain A do tego dochodzi izolacja, rosnaca ilosc mlodych ludzi zaprzyjaznionych glownie lub wylacznie z ... wlasnymi rodzicami, brak zrozumienia swiata no i stats on depression, mental health struggles, suicides rosna. Juz, juz nam sie wydaje, ze wiemy jak pomoc by za chwile przekonac sie, ze zasypujac jedna dziure przyczynilismy sie (my, dorosli) do powstania nastepnej uncertain Tu masz przyklad tego miotaania sie, ze niby nie jest zle ale czy jest dobrze? www.economist.com/news/united-states/21731693-could-they-hold-culprit-their-hands-teenagers-are-growing-more-anxious-and
                    I tak w kolko. Wspolczesna szkola, wbrew pozorom, wcale nie jest przyjazna uczniom, bo nie daje im szans budowania community. Community jest w social media a to nie jest tak naprawde zadne community. No i kolo sie zamyka. Gadgets i usmiechnieci nauczyciele nie zastapia tego, co mialy poprzednie pokolenia: poczucia wspolnoty pokoleniowej, kolezenskiej, szkolnej, poczucia solidarnosci z wlasna generacja. A powstawaniu takich wspolnot my, dorosli, bardzo skutecznie przeciwdzialamy na 1000 sposobow wymienionych powyzej, wymienionych zreszta jako cos pozytywnego. Ja jestem optymista smile Wierze w to, ze pokolenie moich dzieci i Waszych dzieci sie ocknie i bedzie od nas madrzejsze wracajac do roznych wczesniejszych rozwiazan (teoria Rhett Butler big_grin) gdy na nich przyjdzie czas wychowywania kolejnego pokolenia - pendulum raz w te, raz we wte. Life.
                    • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:20
                      I twój indywidualny przykład, na dodatek spaczony spojrzeniem terapeuty, który pracuje z dziećmi z problemami ma o czymś tu świadczyć?
                      Ja nie znałam żadnego samobójcy. W mojej szkole - i podstawowej, i średniej, za czasów kiedy do nich chodziłam nikt samobójstwa nie popełnił. Ba, jako dorosła, do dnia dzisiejszego nadal mogę powiedzieć to samo. Nie znałam żadnego samobójcy, ani nawet nikogo kto miał samobójcę w rodzinie.
                      A co do statystyk... weź, skoro pracujesz i siedzisz w temacie, to powinnaś sobie doskonale zdawać sprawę, jaka jest diagnostyka teraz, a jaka była kiedyś! Ileż to osób było diagnozowanych? 10%? Przy poważnych zaburzeniach więcej, ale depresja (weź się po prostu w garść) czy takie ZA (jest dziwny i nietowarzyski) były w Polsce praktycznie niediagnozowalne. Statystyki zatem można sobie wsadzić.
                      I tak a propos: ja nie mam żadnego poczucia wspólnoty pokoleniowej czy szkolnej i w ogóle nie czuję takiej potrzeby. Poczucie wspólnoty z przypadkowymi ludźmi? A po cholerę? Znajomi z różnych kręgów, czy rodzina, to tak, ale to było i jest.
                    • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:49
                      > Wspolczesna szkola, wbrew pozorom, wcale nie jest przyjazna uczniom, bo nie daje im szans budowania
                      > community. Community jest w social media a to nie jest tak naprawde zadne community. No i kolo sie zamyka.

                      ??

                      Czy u Ciebie nauka odbywa sie przez e-learning? Absolutnie sie nie zgodze ze stwierdzeniem, ze szkola nie daje szans na stworzenie relacji. No wlasnie szkola zmusza do kontaktow z rowniesnikami, do fizycznego przyjscia do miejsca, gdzie zbieraja sie ludzie i co wiecej zmusza ich do wspolpracy, przebywania wiele godzin ze soba, czasem tez wyjazdow i wowczas przebywania ze soba 24h na dobe.

                      Za to w drugiej czesci trafiasz w sedno.
                      > Community jest w social media a to nie jest tak naprawde zadne community.
                      Czyli wtedy kiedy dzieciaki opuszczaja szkole w ruch ida laptopy, komputery i komorki, xboxy czyli swiat wirtualny. kazdy wybiera to co go najbardziej interesuje i zaczyna sie izolacja. Rodzicom rzecz jasna to sie nie podoba, ale im to pasuje, bo maja dzieciaka z glowy. A tego za komuny nie bylo.

                      Jaki z tego moral? Wylaczyc tv, komputer, zamienic dzieciakowi smartfona na smartwatcha, nie kupowac xboxa na Swieta itd. Wyjsc ze swiata wirtualnego, do realnego, to czlowiek sam bedzie szukal towarzystwa.
                    • daisy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 16:42
                      Bi, jednak się nie zgadzam. W szkołach mojego dziecka wprowadzony i egzekwowany jest zakaz używania telefonów, więc dzieciaki muszą się ze sobą bawić, gadać, cokolwiek. Szkoła socjalizuje i jeżeli gdzieś buduje się poczucie wspólnoty, to właśnie tam. Większy jest nacisk na różne wspólne działania, projekty, prace w grupach i takie tam, czego za naszych czasów w ogóle nie było. Dzieci mają większą świadomość swoich praw i, owszem, zagrożeń.
                      Za naszych czasów dzieciakami, które nie radziły sobie z rzeczywistością, zwyczajnie nikt się nie zajmował. Nie wiadomo, ile ich było, ale na pewno były zostawione same sobie. Stąd może twoje przekonanie, że dzisiaj jest ich więcej? Mam wśród znajomych dwójkę dzieciaków, które przestały radzić sobie w szkole, do tego rodzice mało ogarnięci - ale szkołą zareagowała dość szybko, mają nauczanie indywidualne, nauczyciele przychodzą do domów, starają się... W latach 70-tych kiblowałyby po dwa lata w każdej klasie i już. I jeszcze wytykane palcami i wyśmiewane, zapewne również przez nauczycieli.
                      W szkole naprawdę teraz jest tysiąc razy lepiej. A to bardzo dużo. Reszta zależy od rodziców.
          • jem.gluten.i.cukier Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:40
            Jeśli jest tak dobrze to skąd biorą się te dzieci, które się tną, zapijają i ćpają? skąd taka liczba depresji i zaburzeń odżywiania? Ze szczęśliwego i bezpiecznego domu?
            Po pierwsze - sporo Polaków nadal akceptuje kary fizyczne, z tego co pamiętam to około połowa, a ile się nie przyznaje w badaniach, bo wie, że nie wypada, a swoje robi...
            Po drugie - klapsy to nie wszystko, nawet nie wiesz, ile patologii kryje się w tak zwanych porządnych rodzinach. Na przykład córka zamożnych prawników, która ma wydzielane jedzenie, bo zdaniem rodziców jest za gruba. wyjaśniając - nie jest, jest zupełnie normalna, ale nie spełnia wyśrubowanych standardów estetycznych rodziców.

            I jeszcze tak z obserwacji - zastanawiam się, ile dzieci nie ma szans na kontakt wzrokowy z rodzicami, bo ci są non stop wgapieni w ekran telefonu. Serio, zastanawiam się, czy niektórzy ludzie mają dzieci tylko dlatego, że na smartfona nie dają 500 zł?
            • pade Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 19:33
              jem.gluten.i.cukier napisał(a):

              > Jeśli jest tak dobrze to skąd biorą się te dzieci, które się tną, zapijają i ćp
              > ają? skąd taka liczba depresji i zaburzeń odżywiania? Ze szczęśliwego i bezpiec
              > znego domu?
              > Po pierwsze - sporo Polaków nadal akceptuje kary fizyczne, z tego co pamiętam t
              > o około połowa, a ile się nie przyznaje w badaniach, bo wie, że nie wypada, a s
              > woje robi...
              > Po drugie - klapsy to nie wszystko, nawet nie wiesz, ile patologii kryje się w
              > tak zwanych porządnych rodzinach. Na przykład córka zamożnych prawników, która
              > ma wydzielane jedzenie, bo zdaniem rodziców jest za gruba. wyjaśniając - nie je
              > st, jest zupełnie normalna, ale nie spełnia wyśrubowanych standardów estetyczny
              > ch rodziców.
              >
              > I jeszcze tak z obserwacji - zastanawiam się, ile dzieci nie ma szans na kontak
              > t wzrokowy z rodzicami, bo ci są non stop wgapieni w ekran telefonu. Serio, zas
              > tanawiam się, czy niektórzy ludzie mają dzieci tylko dlatego, że na smartfona n
              > ie dają 500 zł?
              >

              Nie znasz się. Kiedyś po prostu nie diagnozowano zaburzeń. A poza tym winni są rodzice i kropka.
        • rozaly Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 02:02
          A polskiego was wtedy nie uczyli?
    • aankaa Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 01:27
      zbadaj tarczycę i zapisz się na terapię
    • ykke Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:29
      U mnie zawiązywaly babki oczy rajstopami dzieciakom, które nie chciały, bądź nie mogły zasnąć na lezakowaniu .
    • butch_cassidy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:43
      U mnie w przedszkolu najgorsze było leżakowanie - trzeba było faktycznie leżeć i nic więcej - oraz mielone. Czyli wychodzi, że nie trafiłam najgorzej wink
    • kagrami Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:45
      Chce mi się pić, akurat biegamy na podwórku przedszkolnym. Panie zagadane, nie chce się wstać i iść po napoje. Jedna daje mi swoją łyżeczką spróbować swojej kawy sypanej zaparzanej.
      Pamietam że byłam dumna że spróbowałam kawy bo mama mi nie pozwalała. No i dalej mi się pić chciało.
      • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:40
        U mnie picie było sciśle reglamentowane: w kubeczkach jak naparstki, żebyśmy nie sikali. Czasem na ogródek przynosili w kance na mleko kwaśną serwatkę, której nienawidziłam. Ciągle chciało mi się pić
        • wilowka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:51
          O tak, największe rozczarowanie, lato, biegamy zziajani a do picia wynoszą zsiadłe mleko sad I jeszcze nakładanie obiadu na jeden talerz - musisz zjeśc całą zupę i dopiero dostaniesz drugie w ten sam talerz. Jak się guzdrzesz, to masz pecha - dostaniesz kluski na słodko prosto do pomidorowej
          • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:00
            Ja sobie wlasnie uswiadomilam, ze cala podstawowke przejechalam o suchym pysku smile na drugie sniadanie zawsze dostawalam kanapke z zoltym serem (czasem taka z czerwca znajdowalam w plecaku gdy we wrzesniu pakowalam sie do nastepnej klasy, hehe). Sklepik czasem byl otwarty i sprzedawala pani od matematyki (widocznie tylko ona umiala liczyc pieniadze, hehe) i tam mieli paczki i oranzade w woreczku. Ale czlowiek nie zawsze mial kase, poza tym pod sklepikiem zbieral sie dziki tlum. Wiec widzialam, jak chlopcy pili wode z kranu w kiblu. W kiblu smierdzialo bo chyba ich w ogole nie myto. Co nie przeszkadzalo starszym klasom zamykac sie w kabinie, rozkladac zeszyty na klapie i przepisywac zadania domowe, zajadajac przy tym kanapke big_grin. W kranie byla tylko zimna woda. Gdyby wowczas nagle pojawila sie ciepla, to bym nie wiedziala o co chodzi. Chyba jedyne co mnie ratowalo, to to ze na przerwie o 11 dawali kubek mleka.
            • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:45
              Ja tez chyba nigdy nie mialam nic do picia.
              Jak kanapka z twarozkiem, to jablko ratowalo sytuacje😉
              Wlasciwie nie wiem dlaczego nie bylo zwyczaju noszenia picia, chyba przez mala dostepnosc plastikowych butelek wtedy.
            • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 21:03
              Pamiętam jak już w nowych czasach mieliśmy wymianę z Norwegią. Przyjechali licealiści, odwiedzili nas w szkole. W pewnym momencie zeszliśmy na dól, do toalet (chyba się Hades nazywał). Rozglądali się bezradnie: a papier? Jaki papier? A mydło? Jakie mydło?
              • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 15:25
                E tam, przesadzasz, mydlo bylo😃
                • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 07:44
                  U nas nawet kurkow nie bylo wink zawsze na zebraniach byla mowa o tym ze uczniowie ze szkoly wieczorowej kradna
            • peonka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 21:29
              A ja pamiętam, że miałam bidon. Taki plastikowy, przebarwiony od herbaty, czasem przeciekal. Ale wiele dzieciaków takie mialo.
              • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 22:40
                Te bidony zaśmiargały
                • peonka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 23:32
                  Co robiły? big_grin
                  Tak, wiem o co ci chodzi. Fakt, czuć je było najpierw plastikiem, potem stechlizna. Od czasu do czasu kupowano nowy wink
                  • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 13:53
                    Kolejny argument, że PRL był "eko": nie było plastikowych opakowań, tylko papier i szkło
                    • riki_i Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 14:02
                      Cytroneta w plastikowych woreczkach była. Faktycznie, w napojach ogólnie dominowało szkło, ale wniosek, że PRL był ekonomia jest z gruntu błędny. To wtedy polskie dachy pokrywano eternitem, większość rzek stała się tak brudna, że nie dało się w nich kąpać, a elektrociepłownie wypuszczaly w powietrze tony toksycznych pyłów.
                      • riki_i Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 14:03
                        * - był eko

                        Ps. Pieprzony słownik w smartfonie
                        • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 22:08
                          Dlatego byłam ironiczna. Gospodarka .
                      • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 07:45
                        Taka ekologia a woda z saturatora wlasnie z powodu tych szklanek okazjonalnie plukanych woda nosila nazwe gruzliczanki
                  • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 10.12.17, 15:27
                    A rzeczywiscie, pamietam pamiętam mialam taka plastikowa plaska butelke z kubkiem.
                    Ale chyba tylko na wycieczki ja zabieralam.
    • bei Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:53
      Nie chodziłam do przedszkola, zostawiałam w domu z nianią a później sama. W czasach szkolnych całą gromadą chodziliśmy zimą na „ lodowisko”- na zalane łąki albo na zalew. Latem kąpaliśmy się bez nadzoru na plażach (strzeżonej i dzikich), chodziliśmy tez nad rzekę i na kanały.
      Bawiliśmy się na terenach budów (pracownicy pracowali do 15stej, budowy nie były strzeżone)
      Co do nieskalanej chemią żywności to mam inne zdanie- widziałam transporty nawozów sztucznych wyśmiewane na polach wiosną i jesienią- nie było ich mało.
      Pamietam domy młodzieży, domy kultury. W mojej miejscowości (małej) były dwa. Dzieci miały zapewnione atrakcje (i to bez żadnych opłat), warsztaty wokalne, nauka gry na instrumentach, kolka teatralne, taneczne, warsztaty plastyczne, bezpłatna nauka jazdy konnej, zorganizowane półkolonie w czasie letnim i zimowym, bezpłatne wyjazdy wakacyjne- trzytygodniowe.
      W naszej szkole były akcje picia mleka (mleko za darmo), pobliskie spółdzielnie mleczarskie za darmo karmiły nas jogurtami, kefirami, serkami , pobliskie piekarnie zaopatrywały nas w bułki , drożdżówki i paczki- tez za nie nie płaciliśmy. Mieliśmy prężną dyrekcję w szkole, potrafiła znaleźć patronaty😊
      Bezpłatne wypożyczalnie łyżew i wrotek, dowozy do szkoły szkolnym autobusem (po lekcjach odbywaliśmy kilka przejazdów naszej trasy, bo autobusy służyły nam za klub towarzyski😊.
      Nie było lekcji języków obcych (w szkole tylko rosyjski), ale pamietam kolka tematyczne- matematyczne, przyrodnicze, miłośników Melpomeny, historyczne, geograficzne i j rosyjskiego.
      • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:35
        To pewnie ekolodzy wyśmiewali się z tych nawozów: smile
      • mikams75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:40
        to szkolne mleko bylo obrzydliwe - przypalone i z kozuchem!
        • szpil1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:51
          mikams75 napisała:

          > to szkolne mleko bylo obrzydliwe - przypalone i z kozuchem!

          I w obtłuczonych kubeczkach smile
      • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:04
        I przychodnie osobne wejścia dla chorych i zdrowych dzieci smile Pediatra przychodził do domu, a teraz mogę pomarzyć, by w sezonie grypowym dostać się do lekarza i często gęsto muszę prywatnie.
        • szpil1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 20:54
          Ja z przychodni najlepiej pamiętam dentystkę, wyjątkowo chamską, wredną babę, krzyczącą na dzieci, bo ośmieliły się płakać. Leczenie bez znieczulenia, oczywiście. Traumę miałam przez wiele, wiele lat uncertain
          • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:03
            Byłam u ortodonty mając dziesięć lat. Popatrzyła mi w paszczę i powiedziała: Aktorką nie będzie!
            Kaniec filma.

            Wróżka czy co?
            • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 00:18
              a ja nosiłam straszny aparat uncertain
      • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:09
        U mnie w szkole an ferie mozna było sobie wypozyczyc do domu łyżwy i sanki. I ciągle były zawody sportowe, które organizowali wfmeni z dyrektorami szkół - miedzyszkolne, gminne, powiatowe, ale takie powszechne, ze cała chmara dzieci startowała, a nie tylko ci trenujący jakos szczegolnie. Moje dziecko na zawodach to może być, jak na jakąś akcję miejskiego ośrodka sportu je zapiszę no i tam gdzie chodzi na swoje zajęcia sportowe płatne. Ze szkoły jeszcze nigdy nic.
      • alpepe Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:59
        były bezpłatne kolonie? Ja jeździłam w latach osiemdziedziątych i pocz. 90 i wiem, że zawsze było to płatne.
        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:42
          alpepe napisała:

          > były bezpłatne kolonie? Ja jeździłam w latach osiemdziedziątych i pocz. 90 i wi
          > em, że zawsze było to płatne.


          Wlasnie, co to za mit sie rozpowszechnil. To, ze wyscie nie placili ... tylko wasi rodzice to nei znaczy , ze byly za darmo.
          Ostatnio przybiegla do nas kolezanka corki i namawia ja na jakiestam darmowe zajecia. Ja sie potem pytam jej matki o te zajecia i okazuje sie, ze wcale nie sa darmowe, tylko dzieci takimi rzeczami sie nie interesuja. Ale potem jak sa dorosle to warto, zeby dorosli i sie wreszcie zorientowali, ze nawet wtedy nie wszystko bylo "za darmo".
          • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:55
            Byly platne, ale np czesto dofinansowywane. Ja jezdzilam na 'nauczycielskie', zaklad pracy ojca dofinansowywal nam 80% kosztow wyjazdu bodajze. Doplaty wychodzily groszowe. A teraz tego chyba nie ma.
            • aamarzena Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:45
              Zalezy od firmy. Są takie, które doplacają do wypoczynku dzieci całkiem przyjemne kwoty.
              Dawniej też nie wszystkie zakłady dopłacały, tylko zazwyczaj te duże, które miały własne ośrodki. Mniejsze firmy nie zawsze organizowały wypoczynek dla dzieci pracowników, więc trzeba było załatwić miejsce w innym zakładzie po pełnej cenie, a dopłaty były nieduże. Fakt, że inaczej się wtedy rozkładało zatrudnienie, wiele osób pracowało w wielkich zakładach czy też mniejszych oddziałach podpadajacych pod jakis zarząd centralny. Mało kto pracował w małej prywatnej firmie. Teraz jest mnóstwo małych firm.
      • lady_mary Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:18
        U nas w szkole pierwsze klasy były w oddzielnym budynku, było ich sześć w roczniku. Mleko było przynoszone przez starszych uczniów w wielkim garze. Wyobrażacie sobie to dzisiaj - dwóch ósmoklasistów dzwigajacych wielki gar gorącego mleka?
        • peonka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:55
          Mleko u nas było wydawane w kuchni. Ale za to na przerwach dyżurni sprzedawali w sklepiku pączki i drozdzowki. Z wielkim koszem szło się do pobliskiej piekarni (przez ulicę!), odbierało bułki, a potem sprzedawalo je w sklepiku - bez książeczki sanepidu i przeszkolenia na kasę smile po poludniu zdawało się utarg. Nie pamiętam, aby były jakieś większe manka i afery.
    • ada.maris Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 07:54
      Z przedszkola ekstremalnych wspomnień brak, ale pamietam, ze w tamtych czasach nic właściwie nie było zabezpieczone jak należy i jako kilkulatki smigalismy po dachach bloków, jak był fajny palacz, to pozwalał nam sie bawić w kotłowni, czasem robiliśmy sobie żarty przez tamtejszy telefon, komin osiedlowy rownież stał dla nas otworem i nierzadko korzystaliśmy z jego drabinki i wspinaliśmy sie na sam szczyt, jeździliśmy po torach pozostawiona na uboczu drezyną. Jeszcze grywaliśmy w taka grę, która teraz wydaje mi sie totalnym hardkorem- 2 osoby naprzeciwko siebie rzucały scyzorykiem na zmianę, w swoją stronę. Nóż miał sie wbić w ziemie i sie do niego nogę dostawialo. Swoje dzieciństwo w PRL wspominam bardzo dobrze i nawet te wszystkie niedostatki, mam wrażenie, ze dzięki temu umiem sie cieszyć z wielu rzeczy, ktore dla moich dzieci sa czymś zupełnie normalnym i oczywistym, a zatem nie doceniają.
      • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:36
        W drugiej klasie powiedzieli nam, że nie wolno się bawić na hałdach piasku w pobliskim lesie, bo właśnie dzieciaki zasypało i nie dało się odratować.
        • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:17
          My zima jezdzilismy na lyzwach po zamarznietych "gliniankach". Nikt sie specjalnie nie zastanawial czemu toto sie tak nazywa dopoki facet sie tam nie utopil bo ugrzazl w tej glinie i nie mogl wyjsc.
          Wtedy zabroniono dzieciakom chodzenia tam samopas. Można bylo tylko z kims dorosłym, jakby to cos zmienialo 😂
    • anorektycznazdzira Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:04
      Lipiec, upał 40 stopni, przedszkolaki drugą godzinę biegają na podwórku.
      Przyniesione zostaje "picie": gar kisielu rozlewany chochlą do szklanek... Do dzisiaj zachodzę w głowę, jak trzeba było rozumować żeby coś takiego wykombinować. Opcjonalnie: przynoszono gar gęstego zsiadłego mleka big_grin
      • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:09
        To i tak nieźle, u mnie przynoszono po kubku przegotowanej ohydnej wody.
        • anorektycznazdzira Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:11
          wszystko bym wtedy dała za każdą dowolnie śmierdzącą i ohydną wodęsmile
      • memphis90 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:33
        No co Ty, kisiel na rzadko do picia i napój z galaretki były super! Skoda tylko, że w tej drugiej godzinie biegania w lipcowym upale przynosili nam te napoje gorące - jakby nie mozna było przygotować ich rano i wystudzić...
      • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:39
        Smak herbaty na koloniach nie do podrobienia. Robili rano i trzymali cały dzień na gazie, z cukrem, żeby była ciepła?
        A same herbaty nie były takie złe.
        • dorotkamaskotka Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:44
          była jeszcze kawa zbożowa na wodzie. Ohydna lura, bleee
          • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 17:12
            No wlasnie ona chyba byla na mleku wylacznie. Takie oszukane kakao. Smak nie do podrobienia
        • leokadia35 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:46
          Moja teściowa mi opowiadała , że jej synuś mając 4 lata , wyszedł sobie z przedszkola i wrócił sam do domu, mieszkali blisko . Dziś trąbili by o tym w każdych wiadomościach przez tydzień 🤣
          • ada.maris Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:01
            Ja mając lat 7 odbierałam swoją siostrę lat 3 z przedszkola, jak akurat rodzice nie mogli😃
          • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:15
            Norma. Mieszkalam w bloku obok przedszkola i id poczatku wracalam sama. Wozna mnie tylko odprowadzala do furtki w plocie i patrzyła jak przechodze przez ulice. Samochodow wtedy bylo duuuuuzo mniej niz teraz, wiec bylo bezpieczniej.
          • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:13
            A gdzie tam, zdarza się i teraz i nie trąbią. Trąbia jak trafi na emetke i zrobi dżihad. Sama znam kilka przypadków. Moj osobisty syn wyszedł tak np ze szkoły w 1 klasie i pani wychowawczyni się nie połapała. 2 x. W tym raz, jak miał mieć zajecia z pania 1:1.
          • capa_negra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:36
            Mój brat zimą 78/79 miał 3 lata, zimą uciekł z przedszkola w samej bluzce i rajstopach, boso.
            Szłam do szkoły na 9 i nagle młody wypadł za rogu i centralnie wpadł mi w ramiona.
            Nie mam pojęcia co by było gdybyśmy się mieli, mróz był jak cholera, a panie nawet nie zauważyły że dziecka nie mają. Odprowadziłam młodego, poszłam do szkoły, po południu powiedziałam rodzicom. Pamiętam, że młody był potem tydzień chory i że tato przejechał się po paniach w przedszkolu. Po tej akcji zaczęły zamykać wewnętrzne drzwi. Trzeba było dzwonić.
            • anorektycznazdzira Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 14:15
              My z grupką zakolegowanych dzieciaków wyszliśmy pod siatką w ogródku na ulicę. Taką normalną, otwartą, auta i tak dalej- i zabieraliśmy się do zwiedzania świata. Siatka była źle przymocowana a panie pilnowały jak to pilnowały. Traf chciał, że moja mama własnie przechodziła tamtędybig_grin uczyła wtedy w szkole i miewała "okienka", poszła więc po jakieś zakupy czy coś. Nieźle ją zatkało, zebrała towarzystwo z ulicy, odprowadziła i co nieco powiedziała paniom o pilnowaniu dzieci...
            • mikams75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 16:42
              ja mialam takiego kolege w przedszkolu, co notorycznie zwiewal z przedszkola do mnie big_grin Ja bylam w domu z babcia, ktora jakos sie nie dziwila, czemu on nie jest w przedszkolu.
      • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:08
        U mnie tez czasem dawali kisiel do picia! To bylo dobre smile Tylko, ze strasznie rozwodnione big_grin
    • triss_merigold6 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:44
      W przedszkolu z jedzeniem miałam luz i nie musiałam jeść zup mlecznych, dziadek znał dyrektorkę.wink
      Leżakowanie mi nie dolegało, spałam.
      Najgorzej wspominam brak picia (albo gorące i słodkie, herbaty posłodzone do wyrzygu) i paskudne żarcie na wszystkich koloniach, o stołówce szkolnej nie wspominając.
      • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 09:45
        Ja też miałam luz, bo miałam "skazę białkową", a jak raz mnie zmuszono do zjedzenia budyniu na mleku, to jak zarzygałam pół stołówki, to już nigdy więcej mnie nie zmuszano wink Lepiej, babcia mi przynosiła w dni budyniowe (ale za cholerę nie pamiętam co jadłam zamiast zup mlecznych) w ramach podwieczorka herbatniki Petit Beurre - tylko musiałam siedzieć sama w innej sali (a panie chyba myślały, że to kara, hahah), żeby inne dzieci nie widziały, że jem ciastka.
    • ms.piggy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:47
      ..może nie przedszkole, ale Zerówka w szkole i klasa 1 - wstrętne babsko, które postawiło sobie za cel przestawienie mnie na praworęczność, pamiętam jak strasznie jej się bałam, gdy zbliżała się do mnie każąc zmienić rękę, czasem nagle z tyłu pojawiała się "a coooo tyyyyy roooobiszzzzz, NATYCHMIAST przełoż pióro", rysować prawą nie potrafiłam, to z czasem pozwalała mi rysować lewą.
      Teraz jest oburęczna, np. lewą liczę na kalkulatorze, a prawą piszę ,tylko rysować (ładnie) potrafię lewą, nawet z pisaniem jest to obojętnie którą.
      • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:55
        Mam podobnie. Przestawiała mnie własna matka, żeby dzieci się ze mnie nie śmiały w szkole. Kazała mi pisać lewą, ale o rysowaniu nie wspominała. Prawą piszę gorzej, za to piszę też lustrzanką.
        • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:56
          Lewą, znaczy się.
        • ada.maris Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:06
          Mnie tez mama przestawić próbowała, ale po wielu nieskutecznych próbach podpytala pediatry, a ten o dziwo zalecił nie przestawiać i dali mi spokój. Nauczyciele tez mieli zapędy, ale na szczęście nie siłowe.
          • kaka-llina Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:35
            Ja miałam 4 lata starszego kuzyna, który tez był leworęczny. Moja posrana ciotka latała z nim po lekarzach (pediatrach, neurologach, psychologach) i jak jej "najlepsi" powiedzieli, żeby broń boże nie przestawiać bo to tylko może zaszkodzić to trąbiła o tym na lewo i prawo i w szkołach "dżihad" robiła, wiec jak się okazało, ze tez jestem leworęczna już nikt się mnie nie czepiał, oprócz mojej innej ciotki (druga strona rodziny), która BTW była nauczycielką (moja matka jej taka awanturę zrobiła, ze się do niej przez rok nie odzywała). Nie pamiętam zresztą w żadnej szkole, żeby się tego ktokolwiek czepiał, bardzo się zdziwiłam na studiach bo poznałam sporo osób w moim wieku, które były przestawione...
      • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:14
        dziecko w rodzinie miało zagipsowaną lewą rękę, by przerzucic je na praworeczność uncertain
        • lalkaika Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:45
          you win
          • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:56
            pamiętam to dobrze bo to moj równieśnik i to był pierwszy gips jaki widziałam. Po co go nosi mnie nie dziwiło wtedy big_grin
            • herca Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 23:38
              big_grin
    • aurinko Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:50
      Nie chodziłam do przedszkola (ani do żłobka ), ale byłam wożona samochodem bez fotelika, czasem na przednim siedzeniu; ganiałam bez komórki po całym osiedlu, działkach i bagnach, jadłam nie myte owoce i warzywa (często brudnymi rękoma jeśli to było gdzieś na dworzu), chodziłam na wagary przez pół roku w każdą środę i tak ściemniałam nauczycielom, że sprawa się rypła dopiero po pół roku; piłam oranżadę z jednej butelki w kilka osób, nie byłam odrobaczana, na sanki chodziłam do lasu i wracałam o zmroku totalnie przemoczona...itp itd. Dzisiejsze dzieci w najlepszym razie miałyby traumę a w najgorszym swój pogrzeb.
      • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:01
        Moja tesciowa ze świeżo narodzonym synem na rekach tesc wiozl do domu motocyklem. Bez kaskow oczywiscie.
        • annajustyna Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:37
          Wyobrazilam sobie te scene big_grin.
          • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:42
            Jak mi to tesc opowiadal to sie zastanawialam czy sie Chmielewskiej nie naczytal. Ale nie, cala rodzina potwierdzila.
        • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:12
          > Moja tesciowa ze świeżo narodzonym synem na rekach tesc wiozl do domu motocyklem. Bez kaskow oczywiscie.

          Hahaha big_grin nie wierze!
          • aerra Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:37
            Mnie przeraziło, jak kiedyś podczas rozmowy z babcią mojego męża wyszło, że jak jej dzieci były małe - 2 lata i 1 rok, to ona je zostawiała na 2 godziny same, bo szła do pracy, a dziadek, w sensie, jej mąż, jeszcze z pracy nie zdążył wrócić. Pracowali w hucie, na zmiany, ale one się nakładały - z dojazdem do huty te 2 godziny właśnie. I tak codziennie.
            Wyobrażacie sobie coś takiego?
            Moja babcia z kolei brała moją matkę ze sobą do pracy. Była nauczycielką, więc moja mama miała w klasie swój kącik, w którym się bawiła, miała być tylko cicho. I matka opowiadała, że pamięta, jak babcia mówiła: masz tu jakąś tam zabawkę, tylko pamiętaj, baw się cichutko.
            Jak była ciut starsza, te 4-5 lat, to zostawała w mieszkaniu z 2 lata młodszym bratem, tyle że to mieszkanie było na piętrze szkoły, więc blisko i babcia zaglądała na przerwach.
            • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:40
              nie musimy sobie wyobrazac big_grin mnie mama zostawiala z 4 letnim bratem (mialam 2). nie pamietam na jak dlugo - pewnie nie na caly dzien ale godzine -dwie pewnie spokojnie. kiedys to jakies inne dzieci musialy byc.
            • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 20:55
              Faktycznie. Moja matka też mnie zabierała do pracy! Prowadzi kiedyś lekcję, a tu przybierające na sile śmichy-chichy. Odwraca się, a ja na tablicy jakieś słonie czy maluchy w wózkach a la Butenko smaruję.
              • heca7 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 18:43
                Ha! Ja miesiąc temu musiałam w niedzielę pojechać na dyżur do szpitala. Wchodzę do gabinetu a tam młoda pani doktor z 4 letnim synkiem u boku siedzi.
              • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 11.12.17, 19:06
                Mnie tez mama zabierala do pracy i uwielbialam to!
                Poznalam bary i restauracje "od kuchni", magazynu i znalam wszelkie pisma, przepisy i gramatury.
                Stukalam na maszynach do pisania i kalkulatorach.
                Zawsze pracowala w okolicach Rynku we Wrocku i do tej pory to "moj" teren.
      • livia.kalina Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:50
        >a w najgorszym przypadku swój pogrzeb
        To tak jak dzieci w PRlu. Pamiętam Przemka, który jak wszystkie dzieci biegał całe dnie samopas aż któregoś dnia przejechał go na ro0werze walec. Pamiętam też zKubę, który pewnego razu, żeby nie być znowu pobitym przrz ojca tzn sklapsowany, powiesił się na strychu.

        Od prlowskiego wychowania wiele dzieci miało traumy: od powszechnego bicia, również w szkole i przedszkolu, od przemocy na wszelkie inne sposoby. Zgadzam się, że pewna nad wrażliwość i nadopiekuńczość współczesnych rodziców bierze się z traumy wychowania prlowskiego.
        • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:49
          livia.kalina napisała:

          "Zgadzam się
          > , że pewna nad wrażliwość i nadopiekuńczość współczesnych rodziców bierze się z
          > traumy wychowania prlowskiego."

          Wreszcie ktos odpowiedzial na zadawane sobie przeze mnie pytania. Dokladnie, masz swieta racje. ta obecna nadwrazliwosc wychowawcza to skutek traum z wlasnego dziecinstwa. Rodzice wspolczesni czasem staraja sie za bardzo, aby ich dziecko taka trauma nie zostalo dotkniete.
          jednak warto czytac ematke.
      • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:06
        Wiecej dzieci umieralo wtedy niz teraz
        • kiddy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:15
          Oczywiście, tylko że wtedy się mówiło, że wpadł pod traktor/spadł z dachu/utopił się w stawie/wylał na siebie gar wrzątku, bo "jak to dzieciak, głupie to to". Bzdura z tą sielanką wychowania "kiedyś". Dzieci i ich potrzeby dopiero zaczyna się dostrzegać. Może nasze wnuki będą miały już zdrowy stosunek do własnych dzieci, choć obstawiam, że taka zmiana zajmie minimum 100 lat.
          • milamala Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:51
            kiddy napisała:

            > Oczywiście, tylko że wtedy się mówiło, że wpadł pod traktor/spadł z dachu/utopi
            > ł się w stawie/wylał na siebie gar wrzątku, bo "jak to dzieciak, głupie to to".
            > Bzdura z tą sielanką wychowania "kiedyś". Dzieci i ich potrzeby dopiero zaczyn
            > a się dostrzegać. Może nasze wnuki będą miały już zdrowy stosunek do własnych d
            > zieci, choć obstawiam, że taka zmiana zajmie minimum 100 lat.

            Swieta racja. Wreszcie ktos to dostrzega. Juz myslalam, ze wszyscy ulegli jakiejs zbiorowej halucynacji i nikt juz nie pamieta jak to bylo na prawde.
            • kiddy Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 17:23
              Ludzie nie pamiętają, trochę się wstydzą tamtego podejścia. Ja mam zawodowe skrzywienie, jestem z wykształcenia historykiem, zajmowałam się historią społeczną XIX i XX w. Ile ja się naczytałam gazet, wspomnień, tam wszystko jest.
              • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:22
                Rzecz w tym, ze przeplyw informacji kiedys, a dzisiaj to przełom na miare rewolucji. Jak kiedys nie napisali w gazecie, czy nie powiedzieli w dzienniku, to skad czlowiek mial wiedziec? Przeciez o napasciach na dzieci w ogole sie publicznie nie mowilo. Skoro srodkow zaradczych bylo mniej, a bezpieczenstwo i odpowiedzialnosc za nie nie istnialo, to na logike wypadkow musialo byc wiecej.
              • 1maja1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 09.12.17, 12:20
                Moglabys podac zrodla? Bardzo mnie interesuje ta tematyka, cos tam w internecie na jakims blogi znalazlam, ale Nie bylo tego duzo.
    • mikams75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:52
      ja mam jakos mile wspomnienia, no pare niedogodnosci pamietam typu paskudne zupki mleczne, mleko suchnace spalenizna i z kozuchem (a w domu jadalam z apetytem i zupki mleczne i wypijalam mleko!). Ja niezbyt pamietam, ale mama mi opowiadala, ze w przedszkolu jak dzieci siadaly do jedzenia, zgrzane po jakiejs zabawie, to panie otwieraly okna na osciez, robily przeciag a pozniej wiekszosc dzieci byla chora. Niestety nie przewalczyla wietrzenia sali w inny sposob. A ja ciagle bylam chora, wiec jakos za wiele z przedszkola mi nie utkwilo w pamieci. Iles lat pozniej odkryto w ogordku tego przedszkola pokazny pocisk, nawet nie byl gleboko pod ziemia. Ze tez zadne dziecko nie dokopalo sie lopatka....
      Sporo wiecej pamietam z roznych kolonijnych wyjazdow np. upychanie kotletow po kieszeniach, wlewanie ukradkiem zupy z powrotem do wazy, robienie setek przysiadow za kare (silna bylam i nie rozumialam zupelnie na czym ta kara polega). Ale generalnie to mnie to wszystko bawilo, bardzo lubilam jezdzic na kolonie, mimo wielu niedogodnosci, slabych warunkow bawilam sie swietnie - faje towarzystwo, wywolywanie duchow w nocy, jakies szalenstwa w niebezpiecznych miejscach.
      • alpepe Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:24
        to z tym wietrzeniem, to stara praktyka, ja z rocznika 76, też było coś takiego, a znajomej dziecko, rocznik 2002 też to przerabiało.
        • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:28
          Chyba do dzisiaj tak jest. Uchyli okno nie przy swoim biurku, tylko kolo stoliczkow dla dzieci. Czy w publicznych miejscach przechowywania dzieci nie moze byc monitoringu sal z monitorami udostepnionymi rodzicom? U nas zalozyli kamere na korytarzu, zeby widziec rodzicow. A ja jako rodzic chyba mam prawo widziec, co dzieje sie na sali? A w zlobkach to juz w szczegolnosci.
        • annajustyna Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 12:34
          Ja bylam chorowita, to mnie pod otwartym oknem kladly... Oczywiscie mojej mamie w zywe oczy klamaly, jak wracalam po paru tygodniach zapalenia pluc, ze nieprawde opowiadam. I jeszcze ta kawka, ciasteczka i papierosy w trakcie naszego przymusowego lezakowania.
    • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:59
      No i nie zapominajmy o psychopatycznych wuefistach (wątek o naszych nauczycielach) oraz ekshibicjonistach gratis w pakiecie z każdym ośrodkiem kultury, pałacem młodzieży itp.
      • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:30
        Wlasnie... ekshibicjonisci. Jako dzieciak ciagle slyszalam o nich historie jak o yetim big_grin Teraz cisza. Wymarli? wink
        • nenia1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 11:08
          bombalska napisała:

          > Wlasnie... ekshibicjonisci. Jako dzieciak ciagle slyszalam o nich historie jak
          > o yetim big_grin Teraz cisza. Wymarli? wink

          Przenieśli się do internetu.
          • heca7 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 15:29
            Dokładnie. Skończyli się zboczeńcy chowający za drzewem pod szkołą.
    • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 08:59
      Ja tez sie czasem zastanawiam 😀
    • danaide Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:01
      Z przedszkola przypomina się, jak jeden kolega został umieszczony na stosie leżaków postawionych pionowo pod ścianą. Za karę czy w nagrodę?...
    • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:02
      Jedyne co wspominam to probe podania nam tranu. Ustawili w rzedzie trzecie od konca dziecko sie zarzygalo. I my wsxyscy za nim. Odtatnia proba podania tranu.
      I pani bila dzieci linijka.
      • konsta-is-me Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:13
        Heh, my codziennie pilismy tran, na pietrze, obok akwarium.
        Najczesciej dostawalo sie cwiartke kromki chleba z sola do tego.
      • szmytka1 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:23
        u nas taką drewnianą, metrowa po wyciągniętej dłoni i trzeba było kleczeć z ręcami w górze. I w każdej klasie były woreczki z grochem. one miały być chyba do gimnastyki korekcyjnej, ale służyły do kleczenia za karę.. To była moja ukochana pani. Do tej pory, po 30latach jak mnie spotyka, to bardzo przyjaźnie mnie wita. Z troską odradzała mi np. małzeństwo z moim mezem big_grin Czasem myślę, że po czesci miała rację uncertain tongue_out
    • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:11
      A najlepiej pamietam zbiorowe rzyganie. W przedszkolu po plynie Lugola i na kolonii po zupie pomidorowej, ktorej na szczescie nie tknelam bo mi sie jakas podejrzana wydala 😂
      • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:12
        I nikt tam na te kolonie sanepidu nie wzywal! Ot,dali wszystkim chorym wegiel i tyle. I przesuneli wycieczke na nastepny dzien.
        • antyideal Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:02
          Nam na koloniach podano na obiad zepsute mięso wink nikt się chyba nie zatruł, bo nie dało się tego ugryzc, odrzucał sam zapach. Do dziś go pamiętam.
          • dziennik-niecodziennik Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:47
            Ja jakos nie wspominam kolonijnego zarcia zle. Tylko raz ta pomidorowa sie trefna trafila...
            • mikams75 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:09
              ja pamietam, ze mieso na koloniach zawsze czyms cuchnelo, regularnie upychalam po kieszeniach uncertain
      • janja11 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:27
        Z kolonii to mi się przypomniało jak koleżanka dostała kurczaka z niewypatroszonym żołądkiem. Oglądaliśmy wszyscy to zjawisko, zanim wymieniono porcję na taką zwyczajną.
        Hania miała ta dziewczynka na imię, a ja pisałam nawet o tym kurczaku w liście do moich rodziców.
    • janja11 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 09:23
      Wy na pewno piszecie o przedszkolu?
      Z mojego przedszkola pamiętam super wychowawczynię Panią Elę. To była przedszkolanka z powołania, osoba, która lubiła dzieci (a to wcale nie jest takie oczywiste w tym zawodzie).
      Pani Ela była mega kreatywna. Organizowała nam przedszkolne teatrzyki, grała na takim elektrycznym pianinie, nauczyła nas mnóstwa piosenek, które do dzisiaj pamiętam i śpiewam swoim dzieciakom, no i puszczała filmy z takiego terkoczącego projektora.
      I nie pamiętam, żeby Pani Ela kiedyś na nas krzyczała.
      Z Panią Elę nawet leżakowanie po obiedzie na materacach było atrakcyjne, bo można było gadać i się wygłupiać.
      Panią Elę odwiedzałyśmy jeszcze wiele lat po ukończeniu przedszkola.
      Ojej, aż mi się łezka w oku zakręciła.
      • ichi51e Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:08
        Z dobrych wspomnien - przedstwienia dzieci. Pol roku sie szlifowalo - i te kostiumy! Do krakowiaka do walca do polki do poloneza... teraz wszystko z bibuly i kartonu. A wyedy jak czas przychodzil pkole wyciagalo z magazynu...rodzic mial tylko o czerwone kalosze zawalczyc
      • niu13 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 10:13
        Ja też pamiętam te fajne panie, jednak te straszne tak, jakby to było wczoraj. Np. pani Krysia od rozlewania zupy (z wiadra), ktora podczas naszego leżakowania była wynoszona pod pachy i za nogi przez dwóch z pogotowia, bo dostała załamania nerwowego. Jako dziecko z Ursynowa, na ktorym trwał wieczny niedobór szkół i przedszkoli, byłam wożona po całym mieście do podejrzanych placowek, w których udało się zatuszować rejonizację. To z panią Krysią mieściło się na Powiślu i było mordorem: kiedyś pocięłam sobie rękę, bo wszystkie kubki miały obłupane uszy.
      • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:35
        A w jakich latach chodzilas do przedszkola? Bo za komuny nie bylo czegos takiego jak elektryczne pianino. Pierwsze pojawily sie po uwolnieniu rynku czyli gdzies w 1990, takie w zoltych pudlach.
        • janja11 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:54
          było, było. Pani Ela rozstawiała je na takim stojaku. Siostra-organistka w naszym kościele też takie posiadała.
          Korg pierwszy syntezator wyprodukował w 1970 roku.
          Zobacz stare teledyski Kombi z lat 70tych.
    • ruczki_dwie Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:56
      Chodziłam do przedszkola za Gierka. big_grin

      Pamiętam zarazę - WZW typu A nam się przyplątało i kilkoro przedszkolaków znalazło się w szpitalu, skąd słali do nas listy z rysunkami przekreślonych lodówek. Przez pewien czas na klamkach zawisły grube warstwy bandaży nasączone czymś żółtym i zapachowym, od odkażania butów też coś przy wejściu leżało. Placówka ani na jeden dzień nie przerwała działalności. Nikt z rodziców afery nie robił.

      Pamiętam przymus spania, a z tym u mnie był problem. I pamiętam wykrzywione nienawiścią gęby niektórych przedszkolanek, jak w trakcie leżakowania wyszłam do toalety i przechodziłam koło kanciapy, gdzie panie sobie ucięły pogawędkę.

      Pamiętam ostrą panią Zosię, która nam jedzenie na talerze nakładała, sprzątała po jedzeniu, rozstawiała i składała łóżeczka do spania. Ja się pani Zosi bałam, ale nie Ewka, która pewnego dnia zsikała się w trakcie leżakowania. I mam taki widoczek przed oczyma: pani Zosia na granicy wybuchu ściągająca zasikane prześcieradło i poszewki, a Ewka "toples na dole" w przykrótkiej koszulce skacze po sali i wykrzykuje: "Przyszedł tygrys. d.... wygryzł." i tak w kółko.
      • bombalska Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 08.12.17, 10:37
        > Ja się pani Zosi bałam, ale nie Ewka, która pewnego dnia zsikała się w trakcie leżakowania. I mam taki widoczek przed oczyma: pani Zosia na granicy wybuchu ściągająca zasikane prześcieradło i poszewki, a Ewka "toples na dole" w przykrótkiej koszulce skacze po sali i wykrzykuje: "Przyszedł tygrys. d.... wygryzł." i tak w kółko.

        Buhahaha big_grin
    • domowapani Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 11:59
      Cóż... Dziś Pan Łuczko, nauczyciel biologii w mojej SP, poszedłby siedzieć.
      Do dziś nie ogarniam, jak inni nauczyciele i dyrektor mogli pozwalać na walenie przez niego głową ucznia o ścianę, bo uczeń biegał na przerwie.
      • janja11 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 13:54
        Może to zwykły przypadek, ale u nas też właśnie nauczycielka biologii miała najbardziej nierówno pod sufitem. Pamiętam jak dziś, jak szarpała za włosy koleżankę, która nie umiała odpowiedzieć na jej pytanie. Totalna cisza była, bo wszystkich zamurowało dosłownie. I nie był to jedyny jej taki numer.Ta kobieta uczyła jeszcze parę ładnych lat w tej szkole.
        I co ciekawe na forum szkoły wiele osób ją mile wspominało. Że niby fajnie, że taka ostra była, bo się dużo przy niej nauczyli.
        To chyba taki syndrom sztokholmski, bo inaczej nie umiem wytłumaczyć zachwytu nad babskiem-sadystką.
    • beata985 Re: Dzieckiem będąc w PRL, czyli dlaczego jeszcze 07.12.17, 12:05
      Zawsze czułam się gorsza bo nie chodzilam do przedszkola ale czytając wasze wspomnienia widze że miałam bardzo dużo szcześcia....
      Na basen nie pamiętam dokładnie w którym roku to było ale coś pomiędzy 80-84 też źle nie było.. .
      Kolonie rocznik jak wyżej też nie najgorzej....
      W tyłek mnie nie lano...za to kuzynka której rodzice to elyta1i inteligencja uciekala przed ojcem po podwórku który gonił ją z pasem...
      Trafiali się nauczyciele z którymi nieco przeszłam ale z tego co widze w tej kwestii dużo się nie zmieniło....corka ma gorzej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka