Dodaj do ulubionych

Eichelberger o rodzinach patchworkowych

22.12.17, 21:29
Rodzina patchworkowa to zaburzony rytm. [...]

– Dlatego warto trzymać się podstawowych zasad. Przyszyte dzieci to nie są nasze dzieci. [...] Nie pozwalamy mówić do siebie „mamo/tato”, nawet jeśli np. przedszkolak próbuje. Trzymamy się hierarchii.

[Znajomy z przyszywanymi dziećmi] słyszy, jak żona wraca do domu, a na klatce schodowej młody krzyczy: „Mamo, po co ci ten zalotnik?”.

– Ostry młody zawodnik. Kluczowe, co synowi odpowiada wtedy matka. Powinna odpowiedzieć krótko: „Kocham go i on mnie kocha”. Koniec kropka. Nie wdawać się z dzieckiem w dyskusje na temat związku dorosłych. [...] Pani znajomemu radziłbym nie gryźć się w sprawie „kocham – nie kocham”. Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami wiem, że działa w tej sprawie trudna cezura czasowa: dziecko zaufa przyszytemu rodzicowi, jeśli relacja patchworkowych rodziców będzie trwała co najmniej parę lat, a najlepiej tak długo, jak długo trwał związek rodziców biologicznych.

Pisze pan, że niektóre matki niepotrzebnie trzęsą się, gdy wysyłają dziecko na weekend czy wakacje do byłego. Niepotrzebnie wtrącają się, próbują wpływać na jadłospis, sposób ubierania czy dbania o higienę dziecka u taty. Podaje pan przykład czterolatka: ojciec wpuszcza go do łazienki, żeby mył się sam, a że mały nie umie, to się u ojca nie myje. Naprawdę lepiej, żeby tak zostało? Czy to nie słuszny powód, żeby matka się wtrąciła? Moja koleżanka co drugi weekend wysyła przedszkolaka do taty i za każdym razem dziecko wraca przeziębione. Koleżanka musi iść na tydzień na zwolnienie. A jeśli matka wie, że u ojca dziecko w słoneczny dzień będzie kolejny raz siedziało przed telewizorem i jadło czipsy, to też ma się nie wtrącać? Mówię o ojcach, ale odnosi się to oczywiście do obu stron.

– Rodzic, który mieszka z dzieckiem na stałe po rozwodzie, nie powinien uzurpować sobie prawa do bycia jedynym, najlepszym i nieomylnym opiekunem. Dziecko ma dwoje rodziców, ma prawo ich doświadczać takimi, jakimi są w rozmaitych warunkach i sytuacjach, jakie rodzice stwarzają. Rozumiem, że matka jest zła, że on karmi dziecko czipsami, ale to dziecko ma takiego a nie innego ojca. Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują. [...] Pomyślmy o rzeczach, których dziecko może nauczyć się od tego drugiego rodzica. Chociażby większej samodzielności i dbałości o samego siebie. Jeśli czterolatek na razie nie potrafi sam się myć, to za chwilę u ojca się tego nauczy. Czterolatek jest już do tego zdolny. Jeżeli nikt nie biega za nim z szalikiem, to szybciej nauczy się samemu reagować, kiedy jest mu za zimno. Otwórzmy się na takie myślenie. Zaufajmy drugiemu rodzicowi.

Znam ojca, który bardzo się starał całe życie, miał dla córki czas, mieli wspólną pasję. Gdy małżeństwo rozpadło się, ten ojciec przez jakiś czas był sam. Z córką dalej dobrze im szło. Gdy po latach wziął drugi ślub, jego (dorosła już!) córka postanowiła chyba go ukarać, bo praktycznie zerwała kontakt.

– Pewnie została przez ojca rozpaskudzona i zaczęła sobie wyobrażać, że to ona byłaby dla niego najlepszą i jedyną kobietą. Czasem trzeba takie niesforne, nieurealnione dziecko po prostu solidnie opieprzyć. I nie gryźć się z powodu jego fochów. Dać sprawie czas.


Co o tym sądzicie? Ja mam mieszane uczucia...

Cały wywiad: wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22680403,wojciech-eichelberger-nie-promuje-rodzin-patchworkowych.html


Obserwuj wątek
    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:36
      Ale o czym co sądzimy? wybrałas kilka fragmentow poruszających rożne tematy.
      Jesli mpytasz o całly wywiad - znakomity. Zgadzam sie chyba ze wszystkim, co Eich. mówi. Prawie wszystkim, bo czytalam tydzień temu i mogłam coś przeczyc.
      • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:52
        >Ale o czym co sądzimy?
        >Jesli mpytasz o całly wywiad - znakomity.

        Właśnie o to sądzimy mi chodziło.

        Wybrałam kilka fragmentów, bo nie chciałam wklejać ściany tekstu.

        Mam wątpliwości odnośnie języka (rozpaskudzona córka), wątków postrfreudowskich, zupełnie nieumocowanych naukowo (zazdrość córki o partnerkę ojca) czy lekceważącego nieco stosunku do medycyny (Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują.)
        • spanish_fly Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:55
          Razi Cię to, bo padło z ust terapeuty? Bo chyba nie kwestionujesz faktu, że bywają rozpuszczone dzieciaki?
          • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:11
            Tak, razi mnie, bo z jednej strony Eichelberger apeluje o okazywanie dziecku szacunku, a z drugiej posługuje się językiem, który ten szacunek odbiera. "Rozpaskudzony" to jest mocno pejoratywne słowo, w dodatku użyte w stosunku do dorosłej osoby, co nadaje wypowiedzi bardzo paternalistycznego tonu. Zwróć uwagę, że sama napisałaś "rozpuszczony" - a to ma już inny wydźwięk.

            Ponadto razi mnie, jak łatwo Eichelberger wydaje sądy o tej fikcyjnej postaci - bez znajomości kontekstu, szczegółów. Jednocześnie te sądy są mocno radykalne.
            • spanish_fly Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:13
              Masz rację, po namyśle zgadzam się, że to podchodzi po nieetyczne.
          • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:53
            no ale co ma rozpuszczenie do jakichs bredni o szaliku.
            • minor.revisions Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 26.12.17, 19:52
              Tu chyba mniej chodzi o szalik a bardziej o to, że papa pewne rzeczy olewa czy robi po swojemu, no konsekwencje i tak spadają na mamę (to ona się zwalnia z pracy bo dziecko chore i tu nie ma najmniejszego znaczenia czy powodem był stres czy szalik).
        • szarsz Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:59
          > lekceważącego nieco stosunku do medycyny (Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu
          > i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują.)

          Ale przecież to prawda jest. Wydawać by się mogło, że nawet nie kontrowersyjna na ematce.
          • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:57
            Wychodzi na to, że jak się dziecko nie będzie spotykało z drugim rodzicem to zaoszczędzi się mu stresów i nie będzie chorować, a rodzic pierwszy nie będzie musiał brać chorobowego.
            Czysty zysk ;D
            • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:10
              bingo! w samo sedno danaide
            • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:18
              No niestety czasami dokładnie tak jest wink.
            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:39
              Żaden zysk. Życie w ogole jest stresujące, a człowiek potrzebuje dwojga rodziców, jak dwoch nóg.
              Jak sie ludzie rozwodzą, trzeba się skupić na dziecku - dobre relacje z obojgiem powinny byc celem obojga. Czasem sie nie da, rozumiem. Ale to jest nieszczęście i trzeba zrobić wszystko, żeby go uniknąć.
    • spanish_fly Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:36
      Zgadzam się praktycznie w 100%.
    • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:44
      A ja się nie zgadzam.
      • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:57
        Podam przykład: jeżeli moja córka chodzi na tańce i lubi je i dobrze jej robią, bo stymulują koordynację mózg- mięśnie, to gdy w soboty ojca on jej nie zawozi bo tak i po co, to szkodzi dziecku.
        Gdy mi ją napoi mlekiem z laktozą i mi w poniedziałek córka rzyga jak kot i muszę brać wolne to szkodzi i mi i dziecku. Czemu nie ma zrozumienia dla mojej złości?
        • spanish_fly Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:04
          Stosował pewne uproszczenia dla jasności wywodu, przecież wiadomo, że bywają rodzice którym nie można w ogóle powierzyć opieki nad dziećmi.
          • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:54
            Ale te uproszczenia są niebezpieczne. Świat uproszczony to świat bezproblemowy, no przecież można tak i siak, problem znika. A jeśli Twój nie zniknął, to znaczy robisz źle, Twoja wina. I jeśli realnie szukasz pomocy to pozostajesz tak bezsilna jak byłaś.
            Pamiętam jak wkurzyłam się lata temu czytając Jespera Juula - lubię to co pisze, ale pisząc o samotnej matce, która rano nie zdąża miał dla niej prostą receptę - niech wstanie godzinę wcześniej.
            Spała taka 5 godzin? Po co, może 4.

            Do artykułu nie mam dostępu.
            • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:16
              Wojciech Eichelberger: Nie promuję rodzin patchworkowych. Przyszyte dzieci to nie są nasze dzieci

              Dziecko zaufa przyszytemu rodzicowi, jeśli relacja patchworkowych rodziców będzie trwała co najmniej parę lat, a najlepiej tak długo, jak długo trwał związek rodziców biologicznych. Z Wojciechem Eichelbergerem rozmawia Aleksandra Szyłło.

              Wojciech Eichelberger - psycholog i psychoterapeuta. Prowadzi Instytut Psychoimmunologii (IPSI). Autor i współautor wielu bestsellerów, między innymi nominowanej do Nike „Kobiety bez winy i wstydu”, „Zdradzonego przez ojca”, „Krótko mówiąc” (felietony z „Wysokich Obcasów”) i „Pomóż sobie, daj światu odetchnąć”. Właśnie ukazała się jego książka „Patchworkowe rodziny. Jak w nich żyć” napisana wspólnie z dziennikarką Aliną Gutek

              ALEKSANDRA SZYŁŁO: Definicja, tak na wszelki wypadek. Rodzina patchworkowa to on i ona (przynajmniej jedno „z odzysku”) plus dzieci.
              WOJCIECH EICHELBERGER: Tak. Jeśli rozstaje się para bez dzieci, to może się rozejść całkowicie i definitywnie. Jeśli są dzieci i choć jedno z rozwiedzionych rodziców wchodzi w nowy związek, to już trzeba zszywać patchwork. Nowy twór, z wielu skrawków. Każdy o innej fakturze i grubości. Mozolne zszywanie. A potem trzeba cały czas podszywać, poprawiać. Już zawsze być uważnym. Jak w dowcipie: mąż stoi w oknie i krzyczy: „Kochanie, lećmy do ogrodu! Twoje dzieci i moje dzieci biją nasze dzieci!”.

              „Budowanie związków w rodzinach patchworkowych można porównać do zaocznych studiów psychologicznych na poziomie uniwersyteckim. Trzeba obudzić w sobie mediatora, ogromną cierpliwość, takt, superinteligencję emocjonalną, empatię, umiejętność komunikowania się”. Do tego rodzic w rodzinie patchworkowej powinien dbać o siebie jak zawodowy sportowiec, żeby podołać psychicznie i fizycznie. Zdrowa dieta, sen, sport, regeneracja, bo jak w samolocie – jeśli nie założysz maski tlenowej sobie, możesz nie dać rady założyć jej dziecku.
              Panie Wojciechu, to bardzo wysokie wymagania! Chyba niewielu jest w stanie im sprostać, a przecież patchworkowych rodzin jest w Polsce coraz więcej.

              – Powiem pani, po co o tym piszę w książce. Przede wszystkim po to, żeby ludzie zdali sobie sprawę, jakie to jest trudne przedsięwzięcie. Dorosła osoba, która zakłada rodzinę patchworkową, powinna liczyć się z tym, że spadnie na nią lawina trudnych sytuacji, którym będzie musiała stawić czoło. Nie promuję rodzin patchworkowych i uważam, że najlepiej jest dla wszystkich, jeśli koncentrujemy siły, by dbać o naszą pierwszą rodzinę. Niestety, nie zawsze się to udaje i nie zawsze jest możliwe. Jeśli ktoś się waha, jeszcze nie podjął decyzji, to ja go chętnie do patchworku zniechęcę. Natomiast czytelnikom, którzy już są w takiej sytuacji, chcę pomóc się w niej odnaleźć. I pomóc znaleźć dobre aspekty tej sytuacji, bo one są.
              Zapewne ma pani rację, że dzisiaj jakaś ograniczona, może, nazwijmy to, elitarna grupa skonfrontuje się ze swoją sytuacją patchworkową tak, jak proponuję to w książce. Na szczęście mam doświadczenie, że wiedza o prawach i mechanizmach psychologicznych jednak powoli przesącza się do coraz szerszych środowisk. Także z pokolenia na pokolenie. Na spotkaniach autorskich poznaję młode kobiety, które opowiadają mi, że od matki dostały moje pierwsze książki w prezencie. Np. „Kobietę bez winy i wstydu”. Kiedy ją wydałem, czytała ją matka, teraz poleca swojej córce. Czy to nie piękne i optymistyczne?

              Rodzina patchworkowa to zaburzony rytm. „Normalnie” jest tak: para się poznaje, beztroskie narzeczeństwo, ślub, z czasem na świat przychodzą dzieci. A tu: od razu dzieci. W dodatku: swoje i cudze. Zaburzeniu ulega też często naturalny rytm biologiczny. 60-letni mężczyzna nagle znowu zostaje ojcem niemowlaka. Biologicznym albo przyszytym. 30-letnia kobieta zostaje macochą niemal dorosłych nastolatków. Itd., itp., wariantów bez liku.
              – Dlatego warto trzymać się podstawowych zasad. Przyszyte dzieci to nie są nasze dzieci. Możemy pełnić wobec nich funkcję „dziadków” lub przyjaciół. Być obecnym, przyjaznym, wspierać, doradzić (jeśli jesteśmy o to proszeni). Ale nie konkurujemy z biologicznym rodzicem. Pełną odpowiedzialność za wychowanie potomstwa pozostawiamy jemu. Bezwzględnie darzymy go szacunkiem i dajemy temu wyraz. Nie pozwalamy mówić do siebie „mamo/tato”, nawet jeśli np. przedszkolak próbuje. Trzymamy się hierarchii. W patchworku na pierwszym miejscu są relacje zapoczątkowane wcześniej, czyli pierworodne dzieci i pierworodni rodzice.
              Podstawową zasadą jest to, że w patchworku wszyscy dorośli mają obowiązek dbać o dobro wszystkich patchworkowych dzieci. A wszystkie dzieci w patchworku mają dostawać równe, sprawiedliwe traktowanie, w tym równy dostęp do dóbr materialnych. Jeśli tych warunków nie spełnimy, narobimy dzieciom i sobie poważnych kłopotów.

              Rolą dziadków w powszechnej świadomości jest też rozpieszczanie. Zatem przyszyte rozpieszczać?
              – Nie, nie. Ze zbytnim rozpieszczaniem to bym uważał. Na miejscu prawdziwych dziadków również. Choć to temat na inną rozmowę.

              „Nie wyobrażam sobie, że mężczyzna może pokochać kobietę, a nie pokochać jej dzieci” – pisze pan. Naprawdę? A ja znam mężczyznę, który twierdzi odwrotnie: „Kocham moją nową partnerkę, ale nie mogę powiedzieć, że kocham jej dzieci z poprzedniego związku. Jej dzieci to nie to samo co ona, to oddzielni ludzie, w dodatku niezbyt mnie akceptują. Miłość do swoich dzieci to biologia, między mną a jej dziećmi tego nie ma”.
              – To w jaki sposób ten mężczyzna kocha partnerkę? Jeśli on traktuje miłość w kategoriach biologicznych, to powiedziałbym mu, że ma przed sobą jeszcze długą drogę do przejścia. Odróżnijmy miłość od przywiązania genetycznego. Miłość nie ma nic wspólnego z pokrewieństwem. Z patchworkowymi rodzicami, którzy przychodzą do mnie na terapię, przerabiamy często wyobrażeniowe zadanie pt. „szalupa”. Statek tonie, ładujesz rodzinę do szalupy ratunkowej. Po pewnym czasie w szalupie zaczyna brakować jedzenia. Dasz dzieci partnerki/partnera do zjedzenia swoim dzieciom? Albo wyrzucisz do morza dzieci partnerki/partnera, a swoje uchronisz?

              Jeśli ktoś odpowie mi, że tak, to...


              • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:20
                To co?
                – To znaczy, że ma jeszcze dużo do zrobienia, by bez szkody dla siebie i innych żyć w patchworkowej rodzinie.

                Załóżmy, że ten mój znajomy chciałby się poprawić. Nie może się przecież zmusić do pokochania dzieci partnerki. Co ma zrobić?
                – Okazywać im szacunek, cierpliwość, ciepło i zrozumienie. Bez względu na ich zachowanie, bo za relację z dzieckiem odpowiada dorosły. Dawać wsparcie. Nie krzywdzić. Pracować nad sobą, by być cierpliwym i uważnym. Wykazywać się klasą. I dać temu czas.

                I to jest ta miłość?
                – To nawet więcej niż miłość. Zbyt często miłość mylimy z przywiązaniem. W każdym razie to z pewnością wystarczy.

                Ten znajomy mówi, że ciężko mu zwłaszcza w obliczu tego, jak przyszyte dzieci potrafią go potraktować. Słyszy, jak żona wraca do domu, a na klatce schodowej młody krzyczy: „Mamo, po co ci ten zalotnik?”.
                – Ostry młody zawodnik. Kluczowe, co synowi odpowiada wtedy matka. Powinna odpowiedzieć krótko: „Kocham go i on mnie kocha”. Koniec kropka. Nie wdawać się z dzieckiem w dyskusje na temat związku dorosłych. Dzieci zawsze solidaryzują się ze związkiem swoich rodziców, zawsze będą go żałować. Pomijam wyjątkowe przypadki, gdzie przemoc czy toksyczna atmosfera w pierwszym domu powodowały, że po rozstaniu rodziców dziecko oddycha z ulgą lub wręcz namawia wcześniej jednego rodzica do ucieczki.

                Pani znajomemu radziłbym nie gryźć się w sprawie „kocham – nie kocham”. Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami wiem, że działa w tej sprawie trudna cezura czasowa: dziecko zaufa przyszytemu rodzicowi, jeśli relacja patchworkowych rodziców będzie trwała co najmniej parę lat, a najlepiej tak długo, jak długo trwał związek rodziców biologicznych. Dziecko w naturalny sposób zadaje sobie przecież pytanie: teraz to już na zawsze czy kolejna chwilówka mamy czy taty? W każdym razie im starsze dziecko, tym dłużej trwa proces nabierania zaufania do przyszywanego rodzica.

                Wielokrotnie w książce podkreśla pan, że wina za rozstanie zawsze leży po obu stronach. Trudno mi się z tym zgodzić. Jeśli on jest uzależniony i nie chce się leczyć albo stosuje przemoc, albo nie jest odpowiedzialny za dzieci i dom, to ona ma szukać w sobie winy? I vice versa?
                – Jeśli on/ona pije i bije albo nie bierze odpowiedzialności za potomstwo, dom, rodzinę, to prawdopodobnie cała wina za rozpad rodziny leży po jego/jej stronie. W rodzinach przemocowych nie chodzi oczywiście o to, by kobieta doszukiwała się w sobie winy za to, że była bita. Mówiąc o obopólnej winie, proponuję, by na sprawę odpowiedzialności za związek spojrzeć szerzej. Każdej osobie, która przeszła rozstanie, przyda się taka refleksja: jak ja przyczyniłem/przyczyniłam się do tego, że były związek się rozpadł? Wtedy mamy szanse wyjść poza oczywistości – bo zdrada, bo alkohol – i nauczyć się czegoś o sobie, co nam pomoże lepiej budować następne związki i dalsze życie. Czy naprawdę go/ją kochałem/kochałam? Albo: dlaczego po raz kolejny wybrałam partnera, który stosuje wobec mnie przemoc? Dlaczego nie zrobiłem/zrobiłam nic ze sobą, skoro już wcześniej było podobnie? Dorosły człowiek jest odpowiedzialny za swoje wybory i za swój sposób istnienia w relacjach, które współtworzy. Współodpowiedzialności i okazji do uderzenia się we własne piersi warto szukać również po to, by po rozstaniu nie zastygnąć na zawsze w roli biednej, szlachetnej ofiary. Zdarza się to również mężczyznom, ale zdecydowanie częściej kobietom. To niebezpiecznie wygodna rola, która blokuje rozwój i niszczy przyszłe życie osoby, która się w takiej pozycji rozsmakuje. Często używana do wikłania dzieci w swoją kreację losu ofiary i konfliktowania ich z drugim rodzicem.

                A dlaczego mamy nie mówić dzieciom o tym, kto zawinił, że się rozwiedliśmy? Może lepiej, żeby matka powiedziała prawdę: „Tato mnie zdradził i dlatego się rozstaliśmy”, niż miałaby kluczyć: „Podjęliśmy wspólną decyzję, że już nie będziemy razem mieszkać, bo tak się czasami dzieje między dorosłymi, ale nadal cię kochamy”. Bla, bla, bla.
                – To wróćmy jeszcze raz do kwestii winy. Większość z nas ma przemożną tendencję, by widzieć źdźbło w oku byłego partnera, ale belki w swoim nie dostrzega. Zanim ewentualnie podejmiemy z dzieckiem rozmowę o jednostronnej winie któregoś z rodziców za ich rozstanie, powinniśmy najpierw sami ze sobą na ten temat porozmawiać. Głębiej i szerzej, niż zezwalają nam na to nasze gorące neurotyczne emocje koncentrujące całą energię na zranionym ego. Aby wykonać taką pracę, potrzebujemy dużo czasu, by po rozstaniu zdążyły opaść kurz i emocje. Wtedy dopiero możemy odpowiedzialnie decydować się na rozmowę z dziećmi, dostosowując jej język i dramaturgię do ich wieku. Temat zdrady rezerwowałbym raczej na rozmowę z pełnoletnimi dziećmi, upewniając się wcześniej, że zdrada partnera/partnerki nie była przeze mnie sprowokowana, np. angażowaniem się w związek na pół gwizdka, brakiem szacunku i zainteresowania. Ale i tak taka rozmowa powinna być zawsze odpowiedzią na pytanie dziecka, a nie okazją dla rodzica do zwierzania się dziecku, szukania w nim sojusznika i wikłania go w nasze emocjonalne komplikacje.

                Przede wszystkim po rozstaniu ustawmy sobie poprzeczkę wysoko. Nie wyrzucajmy pochopnie drugiego rodzica z rodzinnego systemu, raniąc serca dzieci i innych członków rodziny, na których wymuszamy lojalność naszą nawykową pozą niewinnej ofiary. Pamiętajmy, że dziecko ma święte prawo kochać i szanować oboje rodziców.

                Nie mówimy tu o przypadkach skrajnych. Bo jeśli matka ucieka w nocy przed agresywnym mężem z dzieckiem na ręku, to ono i tak już wszystkiego się dowiedziało i wie, kto jest winny, a kto jest ofiarą. Ale większość małżeńskich rozstań tak na szczęście nie wygląda. Trwają długo, są skomplikowane, mają wiele odcieni szarości, a role partnerów w tym dramacie nie są jasno podzielone.

                Pisze pan, że niektóre matki niepotrzebnie trzęsą się, gdy wysyłają dziecko na weekend czy wakacje do byłego. Niepotrzebnie wtrącają się, próbują wpływać na jadłospis, sposób ubierania czy dbania o higienę dziecka u taty. Podaje pan przykład czterolatka: ojciec wpuszcza go do łazienki, żeby mył się sam, a że mały nie umie, to się u ojca nie myje. Naprawdę lepiej, żeby tak zostało? Czy to nie słuszny powód, żeby matka się wtrąciła? Moja koleżanka co drugi weekend wysyła przedszkolaka do taty i za każdym razem dziecko wraca przeziębione. Koleżanka musi iść na tydzień na zwolnienie. A jeśli matka wie, że u ojca dziecko w słoneczny dzień będzie kolejny raz siedziało przed telewizorem i jadło czipsy, to też ma się nie wtrącać? Mówię o ojcach, ale odnosi się to oczywiście do obu stron.
                – Rodzic, który mieszka z dzieckiem na stałe po rozwodzie, nie powinien uzurpować sobie prawa do bycia jedynym, najlepszym i nieomylnym opiekunem. Dziecko ma dwoje rodziców, ma prawo ich doświadczać takimi, jakimi są w rozmaitych warunkach i sytuacjach, jakie rodzice stwarzają. Rozumiem, że matka jest zła, że on karmi dziecko czipsami, ale to dziecko ma takiego a nie innego ojca. Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują. Jeśli oddajemy dziecko pod opiekę drugiemu rodzicowi, to warto skupić się na korzyściach, jakie z tego wynikają. Zapewne drugi rodzic ma wady, ale na szczęście nie powiela naszych wad.
                Pomyślmy o rzeczach, których dziecko może nauczyć się od tego drugiego rodzica. Chociażby większej samodzielności i dbałości o samego siebie. Jeśli czterolatek na razie nie potrafi sam się myć, to za chwilę u ojca się tego nauczy. Czterolatek jest już do tego zdolny. Jeżeli nikt nie biega za nim z szalikiem, to szybciej nauczy się samemu reagować, kiedy jest mu za zimno. Otwórzmy się na takie myślenie. Zaufajmy drugiemu rodzicowi. Dziecko na tym skorzysta, przede wszystkim emocjonalnie. Rodzic, który daje synowi czy córce do zrozumienia na każdym kroku, że tylko on jeden wie, jak o nie prawidłowo zadbać, robi dziecku niedźwiedzią przysługę.
                • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:24
                  Porozmawiajmy teraz o pieniądzach. Mam wrażenie, że pieniądze to jeden z najtrudniejszych tematów w rodzinie patchworkowej. Z jednej strony wielu z nas pewnie czuje, że nie wypada o nich mówić. Z drugiej, jeśli nie będziemy o nich mówić – narosną chowane frustracje. Podoba mi się pana zasada: „Wszystkie dzieci w patchworku mają równy dostęp do dóbr”. Ale popatrzmy, jak to jest w praktyce. Nowy mąż zarabia więcej, nowa żona mniej. Jego dzieci jeździły na Dominikanę, jej na obóz harcerski. Teraz wszystkie chcą na Dominikanę, te, co już tam były, pokazują zdjęcia na Instagramie i opowiadają. Ale pieniędzy dla całego patchworku nie ma na bilet na drugą półkulę.
                  – To w tym roku wszyscy solidarnie pojadą do Grecji. Albo w Bieszczady. Nie bójmy się powiedzieć dzieciom: „Sytuacja się zmieniła, w tym roku stać nas tylko na tyle”. Na długi dystans wszystkie dzieci bardzo docenią takie równe traktowanie. Zadaniem dorosłych jest stworzenie takiej przestrzeni, by patchworkowe dzieci z różnych systemów rodzinnych miały szansę się polubić. Na to możemy pracować również na wakacjach, niezależnie od tego, gdzie pojedziemy. Jeśli gramy w piłkę, to dobierzmy tak drużyny, żeby np. dzieci były razem z przyszytym tatą przeciwko mamie i przyszytemu rodzeństwu. Takie rozwiązania, nie tylko na boisku, mogą pomóc tworzyć i zacieśniać nowe więzi.

                  To trudniejszy przykład dotyczący finansów. Zamieszkują razem. Jego córka ma konia i trenuje jeździectwo, jej córka zawsze o tym marzyła, ale nie było szans. Jego córka w życiu nie pozwoli nikomu usiąść na swoim koniu, to jej skarb, szykuje go do zawodów. Na drugiego konia rodziców nie stać, już ten pierwszy był zawsze dla świeżo upieczonego patchworkowego ojca na granicy wytrzymałości finansowej.
                  – Niech ci rodzice zaparzą sobie dobrą herbatę i spędzą wieczór, rozmawiając o tym, jak rozwiązać tę sytuację. Niech sobie zrobią burzę mózgów, a na pewno coś kreatywnego wymyślą. Pod warunkiem że będą gotowi się słuchać nawzajem i powstrzymają nawykowe emocje, że nie usiądą do rozmowy, jakby szli na wojnę, myśląc: „to moje dziecko”, „w życiu nie pozwolę go skrzywdzić”. Niech pilnują w rozmowie zasady komunikatu „ja”, czyli pokory wobec własnego subiektywizmu: ja tak to widzę, ja tak czuję, mnie się wydaje to najwłaściwsze itp. Niech powstrzymają się od personalnych ataków i diagnoz: ty na pewno... ty nigdy... ty zawsze... Niech zdobędą się na empatię i spojrzą na tę sytuację oczami obu dziewczynek i pomyślą o ich przyszłości, o tym, co dla nich, a nie dla rodziców, byłoby najlepszym rozwiązaniem. I wtedy dojdą być może do tego, że np. mogą tej, co nigdy nie jeździła i nie ma własnego konia, wykupić lekcje w tej samej stajni na wypożyczanym koniu. Na razie. A potem przyjrzą się, jak to działa, i życie im podpowie kolejny krok. W dużej patchworkowej rodzinie jest tyle zmiennych, że sytuacja co kilka miesięcy może się dynamicznie zmieniać.
                  Najstarsze wyjedzie na studia za granicę i nagle jego pokój jest wolny, a sytuacja finansowa rodziny gorsza, bo studia dużo kosztują. Albo lepsza, bo dostało stypendium i już samo się utrzymuje. Patchworkowa rodzina jest jak hologram, każdy, najmniejszy nawet element oddziałuje na wszystkie pozostałe. Dlatego wszyscy uczestnicy takiego systemu muszą być ciągle uważni, kreatywni i elastyczni, robić jak najmniej zamieszania i szybko zszywać to, co zaczyna się pruć.

                  Znam ojca, który bardzo się starał całe życie, miał dla córki czas, mieli wspólną pasję. Gdy małżeństwo rozpadło się, ten ojciec przez jakiś czas był sam. Z córką dalej dobrze im szło. Gdy po latach wziął drugi ślub, jego (dorosła już!) córka postanowiła chyba go ukarać, bo praktycznie zerwała kontakt.
                  – Pewnie została przez ojca rozpaskudzona i zaczęła sobie wyobrażać, że to ona byłaby dla niego najlepszą i jedyną kobietą. Czasem trzeba takie niesforne, nieurealnione dziecko po prostu solidnie opieprzyć. I nie gryźć się z powodu jego fochów. Dać sprawie czas.

                  My, nauczyciele czy rodzice angażujący się w życie szkolne, bywamy świadkami wyjątkowo okropnych zachowań dorosłego człowieka. Przykład: ojciec wyprowadza się nagle z domu do – uwaga – mamy koleżanki z klasy swojego syna. Początek podstawówki. I nadal uczestniczy w życiu szkolnym jak gdyby nigdy nic, tylko teraz jako opiekun tej dziewczynki. Siedzi w szatni, ogląda treningi, stoi pod autokarem przed wycieczką, ale to jej pomógł przynieść walizkę z nowego domu. Chodzi za rękę z nową partnerką. Jego syn jak lubił szkołę i klasę, tak teraz codziennie rano płacze matce, że go boli brzuch i nie pójdzie do szkoły. Inni rodzice oczywiście wszystko widzą, szepczą, no ale udają, że nie widzą.
                  – Powinni zareagować i urealnić tego nieprzytomnego tatusia.

                  Mogę wtrącić się w intymne życie dorosłego mężczyzny i powiedzieć: „Mirek, słuchaj, moim zdaniem postępujesz bardzo nietaktownie i krzywdzisz dziecko. Zastanów się”?
                  – To nie są jego intymne sprawy, jeśli zachowuje się tak publicznie, w szkole. Jak najbardziej ma pani prawo tak powiedzieć, bo tu chodzi o dobro dziecka. Jeśli to nie pomoże, matka tego chłopca powinna zmienić mu szkołę.

                  Tak zrobiła.
                  – Prawdopodobnie to było najlepsze, co mogła zrobić. Nie walczyła kosztem dziecka, postanowiła dla jego dobra ustąpić, zejść z pola konfliktu. To bardzo dobrze, że chociaż jedno z rodziców chłopca potrafiło się w tej sytuacji mądrze zachować i opanować emocje.
                  • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:41
                    Dziękuję za zalinkowanie.
            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:40
              Mozna dzisiaj kupić za dychę.
              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:43
                Dziękuję za informację. Chcesz pogadać o strategiach oszczędzania (na czymś trzeba), żeby dziura budżetowa była mniejsza niż większa?
              • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:51
                Za GW nie dałabym dychy, co to kurde, Twój Styl? big_grin
                • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:54
                  Ja daję dychę za Książki Wyborczej, i chwatit.
                  • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:56
                    dycha za kwartał. tak piszą.
                    • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:28
                      Dobrze, rozważę. Choć patologicznie nie znoszę, jak mi się ktoś wtrąca do moich wydatków nie dokładając do budżetu big_grin
                      • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:35
                        Przepraszam Cię bardzo, po prostu zobaczyłam tę reklamę i wydała mi sie calkiem atrakcyjna, sama ją rozważam, chcialam sie podzielić informacją.
        • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:14
          O, to jest ciekawa kwestia, zahaczająca np. o kwestie diety alergika, konieczność regularnego chodzenia na jakieś zajęcia rewalidacyjne czy na rehabilitację... Ale co tam, grunt, że drugi rodzic tak sobie super zbuduje relację z (zaniedbany zdrowotnie) dzieckiem. A w tym fragmencie naprawdę nie widzę żadnych rewelacji czy objawień dla rodziców, nie rozumiem pochwał forum wink.
        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:45
          W takiej sytuacji pozostaje pytanie, co potencjalnie jest dla dziecka bardziej szkodliwe: dwie soboty bez tańców, czy brak relacji z ojcem. Pomijam wariant optymalny, czyli dobra relacja z ojcem, który dba o jej potrzeby, bo patrzymy na realia.
          • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:55
            Zadaj inne pytanie - co jest gorsze: brak relacji z ojcem czy relacja z kimś, kto notorycznie olewa Twoje potrzeby i problemy.
            • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:57
              To i to jest szkodliwe.
              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:00
                No właśnie. I tu niech się wypowie ekspert. Coś na poziomie proszę, a nie dyrdymały w stylu "nic się dziecku nie stanie jak raz nie założy szaliczka".
            • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:59
              Ja sobie takie pytanie zadaję nieustannie w naszej sytuacji, przy czym w porównaniu z tym, co się dzieje to takie drobiazgi niezawiezienie na tańce (i w ogóle zabieranie dzieci na dwa weekendy w miesiącu" jawi się jako wzór dobrego i zaangażowanego rodzicielstwa. I wcale odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna, a gadaliśmy o tym z partnerem wielokrotnie. Dzieci niestety potrafią do upadłego walczyć o miłość olewającego rodzica.
              Inna sprawa, że z formalnego punktu widzenia, jak sąd zasądził spotkania, a dzieci chcą się spotkać to nie można im zabronić.
              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:09
                A nie jest tak, że dziecko samo podejmuje decyzję co jest dla niego ważniejsze i widać, jak już musi wybierać, jak nie może mieć ciastka i zjeść ciastka, że woli relację od tańca (czy taniec od relacji).
              • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:31
                Te tance to wierzchołek góry lodowej. I komuś może się to wydawać kuriozalne, że tatuś płaci, pracuje, a ta jeszcze wymaga, żeby w soboty się zbierał na tańce. Otóż nie, ja wymagam zainteresowania dzieckiem i zrozumienia, że skoro ja muszę i to robię, to on też powinien. U mnie dzieci są nakarmione, zalecenia lekarzy wykonane, rozrywki zapewnione. I nie chodzi mi o to, że u mnie jedzą pasztet z ciecierzycy, a tam z kogucikiem, ja spektakle w Operze Wiedeńskiej, a ojciec przedstawienie w pobliskim DK, ja mam wypaśny pakiet medyczny, a ojciec zabiera do przychodni. Nie, chodzi o to, że tatuś śpi, a syn dzwoni czy może siostrze podać na śniadanie płatki z mlekiem, bo nic innego nie ma, a ona głodna, a potem, że jakieś dziwne te płatki, bo ją brzuch boli (mleko z laktozą), dzień mija na oglądaniu tv i w sumie tylko na tym, a potem tekst, że jak chcą to niech się umyją, jak nie to do łóżek. I tyle. A potem się dowiadujesz, że ty jesteś przewrażliwiona bo śmiesz robić awanturę o brak szaliczka. Tylko, że ten zgubiony szalik, to jest
                a) płacz dziecka, bo szaliczek ulubiony
                b) - 20 zł
                c) wizyta u lekarza
                d) twoja opieka i twój problem.
                • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:36
                  Nie daj się wkręcić w klimat, że najważniejsze, że tatuś ma kontakt z dziećmi i że powinnaś być za to wdzięczna.
                  • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:06
                    zwykle nie daję sobie wmówić, ale potem czytam takiego wioskowego głupka i mi żyłka skacze.
                    • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:26
                      No daj spokój, też sobie przykład ekspertki przywołałaś big_grin.
                • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:37
                  Stacie, ja Twoje nerwy rozumiem, choć jestem tylko skromną macochą smile Co nie zmienia faktu, że i tak zazdroszczę nieco skali problemów, bo u nas to raczej telefon, że mama "chyba źle się czuje" - czytaj - padła kompletnie narąbana. Przy tym sytuacja, że dziecko tam cały dzień gra na komputerze i je danie z proszku to się nazywa "uff, tym razem było ok". A jakieś jednorazowe nieumycie się przed spaniem to się dzień dziecka nazywa i jest fajne smile
                  • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:12
                    Wiem, każdemu jego porno. Współczuję, ale zapytam, jesteście pewni, że chcecie posyłać tam dzieci?
                    • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:16
                      Jak dzieci chcą iść a kontakty są zasądzone przez sąd to nie ma wyjścia niestety.
                      • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:40
                        Rly, nie ma sposobu na obalenie kontaktów z osobą, która przyjmuje własne dzieci nietrzeźwa? Sorry, ale wychowujecie je w akceptacji takiego stanu, a rozmemlana mamuśka nie musi się ogarniać ani starać. Nie boicie się, że z nich klasyczne DDA wyrosną?
                        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:57
                          Nie ma. wyobraź sobie, że sąd się baaardzo długo zastanawiał, czy jednak dzieci nie powinny być na stałe z nią. Takie są realia sądów rodzinnych. Można oczywiście przerwać spotkanie, jak rodzic jest nietrzeźwy i tyle. Teraz trzeba przyznać od kilku miesięcy spokój, zobaczymy, jak dalej.
                          • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:47
                            Współuzależnienie... (sędziów, oczywiściewink )
                  • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:28
                    Ale rozumiesz, że to nie norma i że w standardowej rodzinie olanie diety bezmlecznej czy oglądanie cały dzień tv słusznie prowadzi do wqurwu drugiego rodzica?
                    • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:59
                      Dieta bezmleczna - ok, zagrożenie dla zdrowia. Od oglądania tv przez cały dzień, jak rozumiem sporadycznie, bo to nie jest opieka naprzemienna nikt nie umarł i w sumie nie wiem, o co wściek. Zakładając, że nie oglądają rzeczy jakoś kompletnie niestosownych do wieku.
                      • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:57
                        O to, że ktoś wypina się na dzieci na cały dzień sadzajac je przed tv. To po co je bierze. TV to żaden demon, pooglądać można, ale tak przez cały dzień? To oznacza jedno, ma swoje dzieci i czas z nimi spędzony głęboko w odwloku...
                        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 13:30
                          Przegięcia są nie ok, ale może razem oglądają. Jak kiedyś z Młodą zaległyśmy przy Sherlocku to sobota minęła... Netflix to zło smile
                          • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 14:16
                            smile
                • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:56
                  Jeśli Ty wymagasz, to on staje okoniem. Zwlaszcza, jeśli masz teraz duzo wyższy status ekonomiczny od niego.
                  Na Twoim miejscu spytalabym, kiedy zabiera dzieci, czy ma mleko bez laktozy, jesli nie, wyjelabym z odowki i dala. bez komentarzy (także pozawerbalnych).
                  szaliczka sie czepiasz - dzieci gubia różne ukochane rzeczy niezależnie od tego, kto ich pilnuje.
                  Tekst, że jak chcą, niech sie umyją, jak nie, do łożek, jest w porządku. Ale skąd Ty znasz te teksty? same Ci dzieci opowiadają, spontanicznie? I super, mowisz wtedy: Aaaa, to mieliście dzień dziecka smile
                  • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:34
                    On zarabia chyba więcej niż stacie. Wiesz, moja matka siedziała biernie, żeby tylko mój tatuś raczył się u mnie raz na miesiąc pojawić. A ten oszust żył na poziomie z 10 razy lepszym, jego nowe dzieci też - bo zajmował wysokie stanowisko w państwowej firmie. I miał czelność spóźniać się z alimentami, czepiać się, że w szkole za coś 3 dostałam albo uwagę za gadanie z koleżanką. Na ch... mi były wymuszone spotkania i taki ojciec. Ubrań nie miałam, butów własnych nie miałam, wszystko stare, po kimś, matka ledwo ciągnęła ale siedziała jak ta zastraszona dziunia. Miała świadków, że miał kochankę, nawet nie umiała przeprowadzić rozwodu z jego winy. Myślisz, że cokolwiek z tego docenił? Jako dorosła wydarlam, co tylko mogłam, choć to promil wobec tego, jak ustawił przyrodnie rodzeństwo.
                    • szeptucha.z.malucha Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:52
                      No, przypomniałaś mi jak usłyszałam od partnerki mojego ojca, że oni przecież muszą żyć na poziomie, bo mają eksponowane stanowiska, wyjechali na wakacje w ciepłe kraje, dlatego alimenty nie dotarły na czas. A ja chodziłam jak obdartus w ubraniach darowanych, jedząc byle co.
                  • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:51
                    Ahahahha, sugerujesz, że to kolejny co nagle zaniemógł finansowo?
                    Nie, Stacie nie ma wyższego statusu ekonomicznego od ojca jej dzieci, wręcz przeciwnie. Pan ma wyższy więc powinien mieć to mleko w lodówce, a jeśli nie pamięta - być głęboko wdzięcznym za przypomnienie.
                    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:07
                      Tak o nim pisze, że bylam przkonana, że ma dużo lepiej.
                      Co do mleka - są dwie ważne sprawy: żeby dziecko mialo możliwie najlepsza relacje z obojgiem rodziców i żeby corka piła mleko bez laktozy. Sprawy powinnosci i wdzięczności są dziesięciorzędne, bo mieszczą się w obszarze rozgrywki miedzy dorosłymi.
                • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:53
                  Stacie, dobrze Cię rozumiem. Miałam taką sytuację, że dziecko poszło do ojca na kilkudniową wizytę w okresie jesiennym w czapeczce, która się nie podobała ojcu wizualnie, więc kazał dziecku chodzić w samym kapturze od kurtki. Jasne, to może być czysty zbieg okoliczności, że dziecko się rozchorowało po powrocie...

                  Napiszę więcej przy wpisie nangi. Ona sugeruje kontrolę matek. Ja zasugeruję sabotaż ojców big_grin
                  • minor.revisions Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 28.12.17, 00:22
                    Hy, hy. Znam dziecko które po powrocie od taty i kochanicy lądowało w szpitalu, tak z osiem - dziewięć razy w przeciągu trzech miesięcy, z objawami które może mieć alkoholik któremu po latach picia wysiada wątroba. W końcu lekarze matce powiedzieli że on jest najwyraźniej czymś świadomie podtruwany bo nie na bola żeby sam z siebie jedzeniem się do czegoś takiego doprowadził. Matka wspomniała ojcu o tym że coś dziwnie regularnie młody po wizytach wymaga hospitalizacji i nagle problemy zdrowotne po wizytach ustały. So much about "nikt nie umarł z braku szaliczka".
            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:43
              danaide napisała:

              > Zadaj inne pytanie - co jest gorsze: brak relacji z ojcem czy relacja z kimś, k
              > to notorycznie olewa Twoje potrzeby i problemy.

              Czy naprawdę tak wielu ojców notorycznie olewa? I czy na pewno olewają potrzeby dziecka, czy raczej wymagania i kontrolę ze strony byłej żony?
              Bo mnie sie wydaje, że całkiem sporo kobiet chce kontrolować innych - dzieci, meżów, eksów.
              • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:01
                Nie Nanga. To nie tak. Mnie się wydaje, że kontrola jest skutkiem. A przyczyną olewanie, zbyt wiele ludzi olewa dzieci. Ojcowie po rozwodzie finansowo i emocjonalnie. Słynne 300 zł na miesiąc i co takie dziecko zje, nie będzie eksia za moje pazurków robić. Poprzez system: mała ściągalność alimentów i społeczne przyzwolenie na niepłacenie tychże. Oraz niebotyczne wymagania stawiane matką, przy jednoczesnej taryfie ulgowej dla ojców "wystarczy, żeby miał kontakt".

                Owszem mogę dać to mleko, ale to nie tylko mleko, zaraz będę pakować masło, ser, płyn do mycia czy wodę mineralną. Dlaczego ja? Nie powiesz, że człowieka 40 letniego, wykształconego, na dobrym stanowisku przerasta kupienie mleka bez laktozy. W każdej biedronce jest. On ma to gdzieś, po prostu. Jak chciał potrafił z USA sobie ściągnąć ukochany model jeansów.

                I nie przemawia do mnie idea, że u taty wieczne wakacje, za to mama w tygodniu nadrobi. Uczy to dziecko, że mężczyźni mogą olewać, a kobiety sobie poradzą. Jaki to wzór dla dziewczynki, jaki dla dorastającego chłopca. Podpowiem: bardzo szkodliwy.
                Jeśli dzieci się nie umyją u taty przez dwa dni, syn nie zrobi lekcji, będą w tych samych ciuchach, to dlaczego ja mam się spinać i w niedzielę wieczorem kąpać, kremować po zaschniętym azsie, latać z wywieszonym jęzorem pomiędzy praniem a lekcjami? Też sobie zrobię wolne. Puszczę dzieci brudne, w brudnych ciuchach, córkę z sączącym azsem, syna bez zadania. Do kogo zapuka opieka? Do mnie czy do ojca?
                • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:02
                  Stawiane matkom. Errata. Temat mnie zbulwersował.
                • aguar Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:43
                  Masz rację.
                • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:04
                  Stacie, to że jesteś wściekła jest zrozumiałe. Inna sprawa, że Twoje dzieci po prostu mają różne schorzenia - jak mówimy o tym, że zdrowe dziecko się nie umyje raz to nic się nie stanie. Twoja sytuacja nie jest typowa, nasza zresztą też.
                  Tak w ogóle to ile lat mają Twoje dzieci?
                  • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:04
                    Syn kończy 13, ale chodzi do klasy z dziećmi rok młodszymi, ze względu na wcześniactwo i inne takie. To już w zasadzie nastolatek, ale sporo pracy przy nim jest. Zwłaszcza jeśli chodzi o naukę i o zdrowie.

                    Córka niedługo skończy 4. Rozwija się znakomicie i jest b. grzeczna i zdrowa. Pod warunkiem, że robi się to, co trzeba. A trzeba mało wink dieta, ćwiczenia logopedyczne i wyrównawcze, rehabilitacja i inne takie. I przede wszystkim uporządkowanie, przewidywalność i powtarzalność. A i z sukcesów, śpi sama od północy do 6 rano. I jakieś pół godziny w przedszkolu. Jest nadzieja...
              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:21
                A może olewają, bo go nie znają, nie zadają sobie trudu, żeby poznać i przy okazji mogą zrobić na złość byłej (a przynajmniej mają takie przekonanie, że zrobią) albo wpędzą ją w jakieś ekstra koszty, żeby te alimenty nie całkiem zmarnowane były? big_grin

                Ojciec mojego dziecka spotykał się z nim wystarczająco rzadko, aby stracić rachubę na jakim etapie jest dziecko. W dodatku w nie swoim mieście. Dostawał informacje co dziecko aktualnie je, jakich słów używa, co lubi i gdzie są fajne dzieciowe miejsca. Czy się piekliłam, gdy z tego nie korzystał? Nie, to tylko wartość dodana do budowy relacji z dzieckiem. Może przecież budować po swojemu.

                Przestałam pisać te listy. A on, jak tę relację zbudował?

                Przykład. Dziecko lubi zwierzęta. Kiedy idziemy ma zoo, przeznaczamy na to jakieś 6 godzin, na spokojnie. Kiedy on zabrał dziecko, córka wróciła bardzo rozżalona. Bo szybko, szybko. Bo obiecał, że będą żyrafy potem, a nie było. Bo plac zabaw to się w ogóle już nie zmieścił. Bo nie chciał wejść piętro wyżej, bo trzeba pilnować wózka (młodszego synka partnerki - jakby nie można było poświęcić 5 minut na pokazanie córce tego piętra wyżej kiedy partnerka pilnuje swoich synków i ich wózka). Bo potem była jakaś nuuudna wizyta... A mała nawet nie wie gdzie to zoo jest więc pewnie jej tam nie będę mogła zabrać...
                Tak to widzą dzieci.

                Kwestie zdrowotne to inna sprawa. Moja córka miała i ma problemy z uszami, obecnie ma podejrzenie graniczące z pewnością AZS, o zęby, wiadomo, trzeba dbać, więc tu wykazywałam się większą nerwowością. Co mi to dało. Nic. Zero spokoju, zapewnienia, że jest ok, uznania problemów. O czapeczce pisałam wyżej. Córka wracała i kilkakrotnie po wizycie u ojca chorowała. Dziękuję, posiedzę. W końcu od tego jestem.

                To nie jest tak, że tam wszystko jest źle. TV sporo, ale może trochę języka załapie. Pochodzi z nudnymi wizytami, ale zawsze to jakieś ogarnięcie społeczne. Jedzenie inne, nie zawsze złe, zależy kto gotuje. Tylko krewetki takie paskudne big_grin Zabrał jej prezenty i zostawił w domu? Spoko, kupię jej jakiś skromny tablet, jak nie będzie miała tylu gier to tyle grać nie będzie.

                Ale idea była jednak taka, że dziecko jest zaopiekowane i idzie do ojca chętnie, a mając te 8 lat jedzie nawet na miesiąc wakacji.
                I co?
          • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:24
            Dziecko stacie akurat jest rehabilitowane i olanie pewnych aktywności jest nie halo...
        • dziennik-niecodziennik Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:53
          No ale to troche co innego...
      • aerra Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:06
        Też się nie zgadzam, a już zwłaszcza z tym, że drugi rodzic może sobie dowolnie i bez porozumienia z pierwszym zmieniać zasady - nie wspominając już o wprowadzaniu takich, które ewidentnie dziecku szkodzą.
        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:13
          Zależy jakie "może" masz na myśli. Moralne? To nie może. Prawnie? Może niestety. Poza tym za "ewidentne szkodzenie" to sąd uzna podawanie dziecku alkoholu i inne tego typu drastyczne rzeczy, a nie np. żywienie wyłącznie w fastfoodach czy niezawiezienie na zajęcia dodatkowe.
          • aerra Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:32
            Ale ja nie mówię o tym jakie są przepisy i prawo w tej kwestii, bo wywiad nie o prawnych aspektach, prawda?
            Mówię tylko, że się z opiniami Eichelbergera nie zgadzam. Mogę chyba? wink
            • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:37
              Jasne, po prostu chciałam doprecyzować.
    • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 21:50
      Czytałam książkę. Ciekawa, choć nie ze wszystkim się zgadzam.
    • szarsz Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:00
      > Ja mam mieszane uczucia...

      A mi się prawie wszystko podoba
    • woman_in_love czy pytano go czemu patchworkówny lubią tak broń 22.12.17, 22:06
      i strzelanie na strzelnicach? Może to jakaś chęć odreagowania na zwizualizowanych postaciach byłych, którzy byli na tyle mądrzy by zwiać zanim zmarnują sobie życie?
      • jem.gluten.i.cukier Re: czy pytano go czemu patchworkówny lubią tak b 22.12.17, 22:38
        Kto to patchworkówna?
      • dziennik-niecodziennik Re: czy pytano go czemu patchworkówny lubią tak b 23.12.17, 09:35
        Nie jestem patchworkówną, a też lubie. Jakis problem?...
    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:07
      Mam wątpliwości odnośnie języka (rozpaskudzona córka),
      tu sie z Tobą zgodzę, nawet nie odnośnie języka, ale co do istoty sprawy. To ojciec zbudował relację, która namieszala corce w głowie - jest ona w pewnym sensie wykorzystana i porzucona, a nie "rozpaskudzona".

      >>wątków postrfreudowskich, zupełnie nieumocowanych naukowo (zazdrość córki o partnerkę ojca)

      Chodzi Ci o to: zaczęła sobie wyobrażać, że to ona byłaby dla niego najlepszą i jedyną kobietą. To się zdarza, z Freudem i bez Freuda.

      czy lekceważącego nieco stosunku do medycyny (Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują.)

      medycyna chyba by potwierdzila?
      • aerra Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:02
        Wydaje mi się, że były badania na ten temat - tzn nie stricte, że dzieci częściej chorują ze stresu niż niedopasowanego do warunków ubioru (chociaż jakby potraktować to co powiedział Eichelberger dosłownie, to właśnie taki kwiatek mu wyszedł), a o tym, że stres powoduje obniżenie odporności organizmu.
        I jeśli to potraktować w ten sposób, jako takie uproszczenie, to i owszem - stres powoduje obniżenie odporności i w związku z tym może też być pośrednią przyczyną zachorowania.
        • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:08
          >Wydaje mi się, że były badania na ten temat - tzn nie stricte, że dzieci częściej chorują ze stresu niż niedopasowanego do warunków ubioru

          a zapewne jeszcze czesciej z powodu braku odpowiednich witamin a takze z powodu nie wychodzenia na swieze powietrze ( wymieniac dalej moge...)

          no sorry ale to ze choruja z XYZ powodow czesciej nie znaczy ze nie zapada sie na infekcje z powodu zbyt dlugiego i mocnego wychlodzenia organizmu. W przeciwnym wypadku ludzie by nie chorowali czesciej na jesien i zime , ale byloby to rownomiernie i latem i pozna wiosna jak i w sezonie zimowym.

          Facet gada od rzeczy podajac 10001 powodow by stac sie kontrowersyjny i zaprzeczyc niezaprzeczonemu. Druga Doda i Madonna prowokatorka w psychologii.

          • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:29
            Otóż to, u mnie ten brak szaliczka przy minusie równa się ból gardła wink.
          • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:01
            To zalezy. Ja się zgadzam w zasadzie z wszystkim, co pisze. Jako matka corki, która ma troje rodzeństwa z dwiema next.
            • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:38
              Nanga, niejeden raz wspominałaś o byłym i wynikało z tego, że jesteś gigantycznie ugodowa. A odnośnie do tego, co np. pisze stacie, braku zadbania, stabilności, zaspokajania ważnych potrzeb nikt dziecku nie wróci. Dzieci to i do rodziców meneli chętnie pójdą na przepustkę z porządnej rodziny zastępczej, no taka już małego człowieka natura. Zresztą jedna forumka też o tym piszę, że chcą chodzić do mamusi pijaczką.
              • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:47
                Nanga była do tego stopnia ugodowa, że nie ściągała od byłego alimentów <bo on biedny, bo on chory>, podczas gdy pan radośnie robił kolejne dzieci kolejnym babom. Kobieta, która pozwalała na okradanie własnego dziecka, nie powinna pouczać innych, co jest dobre dla dzieci.
                • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:19
                  Kłamiesz. Chory nigdy nie byl tongue_out
                  Rzeczywiście przez jakiś czas nie płacil. Pomagali najpierw moi rodzice, potem jeszcze jego rodzice.
                  Dziecku niczego nie brakowalo - gdyby było inaczej, pewnie i ja inaczej bym sie zachowała.
                  Ma ojca (w tej chwili bardzo zaangażowany w organizowanie wesela, kompletnie odlecianego zresztą) i troje rodzeństwa, z którymi jest blisko związana.
                  Wybrałam jak wybralam, nie żalowalam ani przez chwilę.
                  • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:53
                    Tylko wiesz, wielu samotnym matkom rodzice i byli teściowie nie pomogą, jak były wypnie się na alimenty. W tym rzecz. Poza tym ile można być jednym dorosłym i odpowiedzialnym rodzicem.
                    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:03
                      Moj Boże, trzeba byc aż dziecko dorośnie i sie usamodzielni (dlatego pomyslalam, widząc tytul o ciąży wbrew logice, że każda ciąża jest wbrew logice - bo kto by sie na zimno decydował?)
                      córka juz dorosła zapytala mnie ostatnio, jak ja z jej tatą wytrzymywałam (on nie pije, nie jest przemocowcem, ma wlaściwie same zalety poza tym że jest cholernie, beznadziejnie trudny w kontakcie, coś ma z komunikacją zdecydowanie nie po kolei) i odpowiedzialam, ze po prostu bardzo go kochalam. I mam ją - więc wychodze na czysto.
                      Natomiast doceniam, ze rodzice i tesciowie mi pomagali, wiem, że bylo mi łatwiej, czuję sie obdarowana przez los i dlatego pracuje jako wolontariuszka - żeby sie podzielić.
                      • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:10
                        I chyba dlatego nie rozumiesz osób, które nie mają tego wsparcia, szarpią się że wszystkim i są wykończone życiem mając zaledwie dzieci wczesnoszkolne. I jak pan sobie bimba na obowiązki, to one sobie bimbają na niego i jego zas... prawa.
                        • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:33
                          Nie, rozumiem trud, rozumiem klopoty. Jesli cos budzi mój sprzeciw, to nadmiar kontroli, nieodpuszczanie, rozgrywanie poprzez dziecko sporu miedzy rodzicami.
                          Bardzo trudno jest oddzielić, rozróżnić co jest czym.
                          I jeszcze jedno. Nie pisze wylacznie na podstawie wlasnych doświadczeń. Widze w pracy mnóstwo dzieciakow, juz nastoletnich, które stracily kontakt z jednym z rodziców. To jest straszna rana.
                          • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:44
                            I uważasz, że za każdą utratą kontaktu stoi kontrolująca matka? Ten układ ma przynajmniej trzy podmioty i 6 rodzajów interakcji miedzy nimi.
                            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 13:42
                              Absolutnie nie uważam. Myslę jednak, że nadmiar kontroli może być wielkim problemem. Myślę też, że zmienić mozemy tylko nasze wlasne zachowanie - więc spróbowałambym często tę kontrolę ograniczyć i patrzyla, co bedzie.
                              Zauważylam też, że rodzice, i matki i ojcowie, często "reagują" nie na zachowanie tego drugiego, ale na swoje fantazje o tym, jak się to drugie zachowa. Dzialają z wyprzedzeniem, i wtedy spełniają sie ich najgorsze przewidywania.
                              Dziecko miedzy takimi rodzicami jest jak ziarno w młynie.
                              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:36
                                Zgadzam się, że kontrola jest problemem.
                                Ale nie występuje ona tylko u matek.

                                Występuje też u ojców, i to nagminnie, i przejawia się, przy absolutnym braku świadomości co ile kosztuje, w przekonaniu, że na pewno za dużo/większość alimentów dziecka idzie na potrzeby eks.
                                (Co do nieznajomości realiów vide nieśmiertelne opowiadanie o tym jak ojciec Mikołajka uznał, że żona za dużo wydaje, po czym poszedł na targ i pytał sprzedawcę, czy langusta świeża, a była świeża, bo była żywa itp.)
                                • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 17:21
                                  >>>Występuje też u ojców, i to nagminnie, i przejawia się, przy absolutnym braku świadomości co ile kosztuje, w przekonaniu, że na pewno za dużo/większość alimentów dziecka idzie na potrzeby eks.

                                  A to prawda, świeta. Znam. I niejedną godzine spędziłam kiedyś na forum RiCD dyskutując, ze trudno prowadzić dwie kuchnie i oddzielnie je rozliczać, etc.
                                  Znam też arę opowieści o kontrolujących męzczyznach, przemoc w czystej postaci, nie da sie ukryć.
                          • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:12
                            >Widze w pracy mnóstwo dzieciakow, juz nastoletnich, które stracily kontakt z jednym z rodziców. To jest straszna rana.

                            Czasami lepiej by tak bylo niz kontakty z ojcem pedofilem, przemocowcem czy nigdy nie trzezwiejacym
                            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:14
                              Przecież nie o takich piszę.
                              • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:32
                                Czyli jesteś pewna, że te "dzieciaki w pracy" nie maja żadnych ojców-przemocowców tudzież całej tej niedorobionej reszty?
                                • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:35
                                  Niektore mają. O nich nie pisze.
                                  • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:39
                                    Ale z drugiej strony widzialam, że nawet jesli ten tata czy ta mama są patologią, dzieci nie przestają potrzebować ich czy chociaż jakiegoś ich obrazu. Nawet te zupełnie zbuntowane, z rodzicami raczej szalonymi, chłoną jak gąbka każde pozytywne slowo o rodzicach.
                                    • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 16:03
                                      Cóż, z perspektywy wolałabym mieć nie pozytywny obraz np. mojej matki (sama go budowałam; z ojcem się nie patyczkowałam), ale realistyczny. Może szybciej stanęłabym na nogi.
                                      • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 17:23
                                        Nie o tym mowię. Nawet najgorsza matka ma w sobie albo miala kiedyś cos pozytywnego.
                                    • miniulowa Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 11:39
                                      " nawet jesli ten tata czy ta mama są patologią, dzieci nie przestają potrzebować ich czy chociaż jakiegoś ich obrazu. Nawet te zupełnie zbuntowane, z rodzicami raczej szalonymi, chłoną jak gąbka każde pozytywne slowo o rodzicach. "
                                      Zgadzam się.
                                      Widzę po naszych dzieciach - za każde dobre słowo o matce są gotowe całować mnie po stopach. Mimo, że same dobrze o niej nie mówią i doskonale wiedzą jaka jest.
                  • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:09
                    >Chory nigdy nie byl
                    >Rzeczywiście przez jakiś czas nie płacil

                    W Polsce normalny zdrowy czlowiek chwyta sie chocby byle jakiej pracy chwilowo jesli poprzednia stracil.
                    Tylko patologia nie placi na dziecko.
                    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:20
                      Nieprawda.
                      Chyba że samo niepłacenie jest patologią - z tym mogę się zgodzić.
                      U nas chodziło o to, że zacząl płacić bardzo wysokie (jak na możliwości) alimenty na dwoje kolejnych dzieci. Co prawda moglam przylączyć się do ex-next, stworzyć z nią wspólny front, kasę z pewnościa bym wygrala. wolalam odpuścić - i też miałam do tego warunki, to ma znaczenie i nie kazdy by mogl. dlatego niekomu nie doradzam, by mnie w tej sprawie naśladowal, raczej na odwrót.
        • memphis90 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 11:05
          Tylko dlaczego stres objawia się w domu ojca, a u matki dziecko nie choruje...?
          • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 12:35
            Bo u matki mu widocznie lepiej smile.
    • ichi51e Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 22:17
      Ja sie zgadzam z tym ze rodIc a powinien ufac rodzicowi b w ramach rozsadku - wiadomo jak naraza zycie to nie ma taryfy ulgowej. Reszta dla mnie troche dziwna ale moze poparta doswiadczeniem i praktyka?
      • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:11
        Praktyką nie da się ukryć. Eichlerberger słynie z tego, że dyma swoje pacjentki i nie za bardzo przejmuje się ich stanem cywilnym.
        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:14
          Rodzina patchworkowa to nie jest dymanie pacjentek.
          • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:20
            On z nimi tworzył jakieś rodziny patchworkowe, a przynajmniej tak mu się wydawało.
            Generalnie nie podobają mi sie tezy stawiane w tym wywiadzie, zwłaszcza te dotyczące (braku) zaufania do rodzica z którym dziecko nie mieszka i nieingerowania w kwestie opieki/wychowania/edukacji.
            • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:22
              A, czyli nie zakładał szaliczka... big_grin
              • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:24
                Ujmuję to brutalniej: nie pokrywa kosztów, nie pyskuje.
                • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:29
                  Nie chodzi o pyskowanie tylko o to, co robi rodzic "dochodzący". No robi głupio, źle i szkodliwie, ale prawa nie łamie. I co zrobisz?
                  Nie mówię o sytuacjach, gdzie ludzie mogą się normalnie dogadać.
                  • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:33
                    Chyba jestem w trochę innej sytuacji.
                    Dla mnie głupotą i szkodzeniem dziecku jest np. pozwalanie, żeby przez weekend lekcji nie tknęło, ale wpływu na to nie mam, mogą najwyżej wyrazić swoją opinię.
                    • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:38
                      Właśnie o tym mówię! Pogadać sobie można, opinie powyrażać, a rodzic zrobi swoje i tyle.
                      • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:41
                        W pewnych zakresach na szczęście ma guano do gadania np. w zakresie zajęć dodatkowych, wyjazdów wakacyjnych, założenia aparatu na zęby.
                        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:59
                          Przecież problem nie w tym, co rodzic dochodzący myśli o tym, co robi stały opiekun tylko o tym, co robi, kiedy dzieci są pod jego opieką. Czyli czy np. dopiluje odpowiedniego szczotkowania zębów z aparatem
                          • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:02
                            Wiem.
            • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:25
              Myślę, że tu by trzeba było odróżnić rodziców niewydolnych wychowawczo/niebezpiecznych/nawalających od zwyczajnych różnic w podejściu do niektórych kwestii.
              • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:05
                no ale Pan E nie odroznia i madrale zgrywa. Dla mnie to poziom ksiazek Pawlikowskiej...sorry...
            • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:04
              mi tez nie triss podobaja sie te tezy, i sie z toba zadzam i i wynosze z tego ze Pan E chce sobie ulatwic zycie swoim tumiwisizmem. Czyli leniwiec jeden nie ma ochoty wychowywac i sie wysilac, woli czasem ryknac na rozbestwionego bachora.

              Z jednej strony proponuje ze dziecko samo sie nauczy, ubierze itd. Czyli zostawia je same sobie, a potem zdziwko go chapnie ze dziecko samowolnie sie rozbestwilo i wtedy ryknac potrafi...
              Sorry ale taki z niego psycholog jak z koziej d...traba
            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:03
              triss_merigold6 napisała:

              > On z nimi tworzył jakieś rodziny patchworkowe, a przynajmniej tak mu się wydawa
              > ło.
              jesteś jego terapeutką czy skąd wiesz?
              • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:52
                Ptaszki ćwierkają głośno. Pan jest znaną postacią, jego podboje miłosne również.
                • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:21
                  Mnie to nie interesuje. Czytam jego ksiazki i na ogół bardzo pi pasuje, co pisze. To wszystko.
        • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:21
          Nie da się ukryć, że bez tej jakże cennej informacji nasza wiedza na temat rodzin patchworkowych byłaby istotnie uboższa...
          • triss_merigold6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:24
            Bez tej informacji można by posądzać autora o cień obiektywizmu i np. wiedzy opartej na jakichś obiektywnych źródłach.
            • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 22.12.17, 23:26
              Gwoli ścislości - w książce jest jasno powiedziane, że on mówi też o swoich doświadczeniach.
              • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:06
                To straszny grzech. Lepiej by sie oparł na doświadczeniach na szczurach.
                • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:23
                  A gdzie napisałam, że grzech? Napisałam, że jest uczciwy, bo jasno pisze, że sam ma takie doświadczenia.
                  • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:04
                    Ja nie przeciw Tobie, na odwrót. W necie czasem ironia nie wychodzi sad
        • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 04:30
          Szlocham big_grin.
    • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 00:57
      >Czterolatek jest już do tego zdolny. Jeżeli nikt nie biega za nim z szalikiem, to szybciej nauczy się samemu reagować, kiedy jest mu za zimno.

      Jako matka 4 latka obserwujaca wielu 4 latkow wokol uwazam ze to brednie. Moze to i ma sens z 7 latkiem ale nie 4 latkiem ktory ma gdzies ze jest mroz.

      Sporo tu czytam metody jakiegos faceta pt" sam sie nauczy. Nie, nie nauczy. Masa dzieci jest po prostu zaniedbanych bo rodzice wychodza z zalozenia ze sam sie nauczy, sam bedzie wiedziec jak sie ubrac dzis ( i lazi to w mroz w krotkim rekawku), sam sie umyje ( no i dzieciak smierdzi), sam sie naje( no i po godzinie od niezjedzonego posilku jest w szkole glodny)

      Jesli nie jest to mowa o starszych dzieciach to jest to filozofia tatusia ktory znalazl genialna wymowke na wlasne lenistwo

      Wszystkim niezgadzajacym sie ze mna przypominam ze dawno nie mialy malego dziecka i nie pamietaja.
      • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:00
        P.S. temat zaufania do drugiego rodzica swiadomie pomijam. A to dlatego, ze w kazdej sytuacji ta druga strona jest rozna. Jedni ojcowie czy matki sa odpowiedzialni a drudzy mniej i nie ma co tu robic jakichs ogolnych wytycznych o zaufaniu bo serio wokol nas sa i debile i pedofile o czym zdziwione matki sie potem dowiaduja. Sa ojcowie odpowiedzialni ale sa i idioci i patole. W kazdym przypadku postepowanie jest inne.
      • mala_czajka Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 01:34
        >Jako matka 4 latka obserwujaca wielu 4 latkow wokol uwazam ze to brednie.

        Też mnie to bardzo uderzyło, bo oznacza, że pan Eichelberger (mimo ukończonych studiów psychologicznych) nie ma bladego pojęcia o psychologii rozwojowej. Nie ma też zwykłego, ludzkiego doświadczenia opieki nad kilkulatkiem.
        Oczekiwanie, że czterolatek sam zadba o wieczorne mycie zębów (albo wręcz zmitynguje ojca twierdzącego, że "ja nie myję i żyję") to absurd. Czterolatek często nie jest w stanie stwierdzić nawet, że jest głodny czy że chce mu się pić.
        • vodyanoi Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:57
          I pan Eichelberger wygłasza szkodliwe, bardzo szkodliwe treści. A to dlatego, że może przeczyta to jakiś nawieczony tatuś i uzna - no skoro ten Wielki Psycholog, ta Sława, tak mówi, to musi być prawda?
          I wyśle samotnie czterolatka do łazienki, w której ten czterolatek najpierw rozbije sobie głowę wchodząc samotnie do wanny, potem oparzy gorącą wodą (mam teraz taką baterię w łazience, że siedmiolatkowi musze wodę ustawiać; ja widzę powód do zmiany baterii jak najszybciej, szczerze wątpię, żeby ten, co samotnie czterolatka do łazienki wysyła w ogóle o tym pomyślał), a na koniec ściągnie do wody suszarkę podłączoną do kontaktu i będzie po czterolatku.

          Ten Wielki Pan Psycholog chyba czterolatka widział jedynie w zoo. Znam wielu nieodpowiedzialnych tatusiów z mojego dzieciństwa, tatusiów prawie niespędzających czasu ze swoimi dziećmi, ale nawet oni mają chociaż śladowe pojęcie o psychologii rozwojowej.

          Aha - tak, mam dzieci, które chorują. Mam czterolatkę na stanie. Widzę je codziennie. Uważam, że pan E. powinien zamilknąć, bo takimi wywiadami robi dużo złego. I naprawdę nie wiem, skąd w tym wątku takie zrozumienie dla jego śmiałych tez! Jedyne, czym moge to wytłumaczyć, to że wygłaszają je a) osoby bezdzietne, b) osoby, które małe dzieci miały 100 lat temu, a jeszcze nie doczekały się wnuków. Jeśli się wnuków doczekały, to mam nadzieję, ze nie zostają u nieodpowiedzialnych babć na noc.
        • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:19
          >>Czterolatek często nie jest w stanie stwierdzić nawet, że jest głodny czy że chce mu się pić.

          Raczej nie daje mu sie szansy, żeby wiedzial.
          jakoś wychowałam dziecko w przekonaniu, że od urodzenia wie, czy chce jeść, czy pić. Ja co najwyżej proponowalam.
          Przezylo.
          problemów z jedzeniem zero.
          • owmordke Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:29
            Dzieci sa rozne. Moja corka nie wiedziala i czasem nadal nie wie ze jest glodna; dla niej wszystko jest ciekawsze niz jedzenie. Problem jest taki, ze jak jest glodna, ale nie zdaje sobie z tego sprawy, to strasznie latwo wpada w szal, ryczy o byle co, jest agresywna (a no to ze jest glodna nie wpadnie). Dam jej jesc (jak jej serwuje to nadal jeszcze ryczy, ze ona nie jest glodna - bo chce sie bawic), wylize talerz do czysta w minute i znowu jest malym blond aniolkiem.
            • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:00
              Dokladnie owmordke.
          • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:00
            Widocznie mialas dziecko jedzace, ale sa rozne i twoja rodzina to nie jedyny pepek swiata.

            Sa tlusciochy ciagle jedzace, sa niejadki i wszystko pomiedzy. Odrobina wyobrazni
            • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:23
              Wyobrażam sobie, że to co się dzieje wokoł jedzenia wtedy, gdy dziecko jest najmlodsze, ma duzy wply na to, czy zostanie niejadkiem czy tluscioszkiem.
              • muchy_w_nosie Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 26.12.17, 10:33
                Ha, ha, ha ... syn nigdy nie był zmuszany do jedzenia, mogl sobie wybierać na co ma ochotę .... teraz ma 6 lat i jedzenie jest gdzieś na kocowce listy ... szarym najdalszym końcu ... nie je wybiorczo, po prostu jest tysiąc rzeczy ciekawszych, jak mu nie zrobisz i nie powiesz jedz, to sobie przypomni o 20h i zje banana ...
          • black_magic_women Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 24.12.17, 11:42
            nangaparbat3 napisała:

            >
            > Raczej nie daje mu sie szansy, żeby wiedzial.
            > jakoś wychowałam dziecko w przekonaniu, że od urodzenia wie, czy chce jeść, czy
            > pić.

            I może zdecydować,czy chce bardziej słone, czy w ogóle bez soli/cukru. Dziękuję za uwagę. Ulżyłam sobie świątecznie
            >
          • minor.revisions Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 28.12.17, 00:48
            > Raczej nie daje mu sie szansy, żeby wiedzial.
            jakoś wychowałam dziecko w przekonaniu, że od urodzenia wie, czy chce jeść, czy pić

            Weź nie bredź I nie rozciagaj doświadczenia z jednym dzieckiem na całą populację.
          • stacie_o Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 28.12.17, 19:48
            Pamietam jeszcze tą mądrą nangę, która pisała, że zbyt często rodzice przypisują sobie dobre cechy dzieci jako zasługę ich wychowania. Nanga, ktoś cię podmienił
      • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:13
        >Czterolatek jest już do tego zdolny. Jeżeli nikt nie biega za nim z szalikiem, to szybciej nauczy się samemu reagować, kiedy jest mu za zimno.

        Jako matka 4 latka obserwujaca wielu 4 latkow wokol uwazam ze to brednie.

        A ja własnie tak chowalam corkę, sama jadła, sama się myła, pomagałam tylko, kiedy prosila albo w zaden sposób nie dalo sie tego uniknąć. Sama jadła co chciała od kiedy umiala lapą siegnąć do talerza. wyrosla na bardzo odpowiedzialną i samodzielną osobę.
        Co do tego szaliczka - nigdy nie zapomne, jak babcia powiedziała do mnie:
        WLÓŻ SWETER, BO MI ZIMNO
        widzisz, jak zabawnie to brzmi?
        Zabawnie, ale i strasznie. jedną z najbardziej wstrząsających scen filmowych jest dla mnie ta z "Pianistki", kiedy podczas recitalu bohaterki matka otula ja sweterkiem.
        • princesswhitewolf Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:07
          Nangaparbat...sugerujesz ze skoro matka o mnie bardziej dbala gdy bylam 4 latka niz ty o swoja 4 latke to wyroslam na nieodpowiedzialna i niesamodzielna? Lol. Zyczylabym ktoremukolwiek z twoich dzieci samodzielnosci i odwagi jaka ja cale zycie mialam. Uwazam ze wynika to wlasnie z tego ze ktos sie mna interesowal i dbal o mnie gdy bylam dzieckiem. Dal mi zdolnosc to zainteresowania sie tez i innym czlowiekiem.
          I nie mowimy tu o 8-12 latku ale o 4 latku. Dla mnie olewanie potrzeb tak malego dziecka to patologia. W szkole widze wlasnie takie dzieci

          No dla mnie niezainteresowanie czy 4 latek glodny i nie jest ziebniety jest straszne.
          • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:34
            Absolutnie nie chciałam sugerować, że ktoś tu jest nieodpowiedzialny czy niesamodzielny.

            Ale ja nie rozumiem, dlaczego czterolatek ma nie czuć, że mu zimno. Albo gorąco.
            W najmniejszym stopniu nie sugeruję olewania potrzeb dziecka. Raczej większe zaufanie w jego wiedzę, mozliwości, nawet jak ma 4 lata.
            Nie sugeruję, żeby nie proponować dziecku swetra, nie dawać szalika. Ale jednocześnie wierzę, że jesli mu zimno, to powie. A nawet jeśli nie powie i zmarznie, to czegoś sie nauczy.
            • danaide Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 15:57
              Osobiście zgadzam się z Tobą, że do spraw zimna/ciepła czy jedzenia/niejedzenia w naszym społeczeństwie podchodzi się niemal chorobliwie. Jaka jest pierwsza informacja, jaką otrzymuję od nowej przedszkolanki/nauczycielki? Co i ile moje dziecko zjadło! Jaka jest pierwsza informacja, jaką one otrzymują? Że nie chcę więcej słyszeć o tym co i ile moje dziecko zjadło.

              Tak, moje dziecko informuje mnie o głodzie i zimnie, bo pozwoliłam mu na zaufanie własnym odczuciom, własnemu smakowi czy własnemu gustowi.

              I na tym też traci... ojciec. Bo dla niego np. nie jest ważne czy dziecko dobrze się czuje w legginsach, porządne spodnie to jeansy. Jak zobaczyłam dziecko w jeansach to myślałam, że opluję monitor. Dziecku kupiono i kazano założyć jeansy. Założyło. Na szczęście po wakacjach jeansy zostały u ojca.
              Tyle że noszenie jeansów/legginsów latem zasadniczo nie rodzi reperkusji zdrowotnych.
            • owmordke Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 21:26
              Wiesz ja jestem bardzo wyluzowana jesli chodzi o jedzenie czy ubieranie. Moje dziecko szalika nie ma wcale. Czapke i rekawiczki nosi jesli chce (przy tym nie choruje). Jeszcze niedawno chodzila do szkoly w podkolanowkach, bo rajstopy to zlo, a spodnie rzekomo nosza tylko chlopcy (ja jestem z frakcji spodniowej, wiec na mnie sie nie wzoruje niestety). Pozwolilam jej bo chcialam zeby sama sie przekonala ze jest zimno. W koncu w grudniu zalozyla (ale legginsy nie rajstopy). W miedzy czasie widzialam jak sie trzesla na dworze, jak sie wsciekala ze jej zimno. Nie mogla sie bawic z przyjaciolmi po szkole na dworze bo bylo jej za zimno. A jeszcze zdarzalo jej sie poprosic o loda szczekajac zebami. Ona sie meczyla a ja sie meczylam razem z nia. No po prostu niektore 5 latki nie sa racjonalne, maja inne priorytety, inaczej postrzegaja rzeczywstosc. Byc moze moje dziecko nie jest normalne, nie wiem, ale czasem widze ze jej kolezanki i koledzy z klasy miewaja podobne problemy.

              Ludzie rodza sie z roznym temperamentem i predyspozycjami psychicznymi. Moja corka jest nerwowa, niespokojna, buntownicza, nie lubi jesc i malo spi. Zawsze taka byla, od urodzenia, typowe high need baby. Jesli popelnilam jakies bledy, ktore spowodowaly ze jest taka, a nie inna, to musialam zaczac na poziomie zycia plodowego.
              • memphis90 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 11:30
                Ale słuchaj, ja nie wierzę w to, żeby szczękajace zębami dziecko, domagające się lodów, widziało co się z nim dzieje i co powinno z tym zrobić... Tak jak rodzic pomaga nazywać uczucia "widze, że jesteś zły/smutny/rozczarowany", tak samo powinien nazywać stany fizyczne np. "jest Ci zimno, powinieneś ciepłej się ubrać/ napić herbaty/pobiegać/ wyjść z basenu". Jak rodzic wyluzowany, to może decyzję zostawić dziecku, ale nie można zakładać, że się dziecko samo wszystkiego nauczy... Jak ze wspomnianą hipoglikemią- dziecko nie musi odczuwać glodu, ale może stać się niespokojne, marudne, wręcz agresywne - osoby z cukrzycą ( nawet dorosłe) mają często tego typu problem i są UCZONE objawów hipoglikemii, bo często wcale nie towarzyszy jej głód, a prawidłowa reakcja na nią nie jest oczywista.
                • owmordke Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 12:29
                  Ja jej mowie ze wyglada jakby jej bylo zimno i ze jak zapnie kurtke (jesli chce to jej pomoge) to bedzie jej cieplej. A ona sie na mnie drze ze nie i ze jej nie jest zimno, ale zeby jak najszybciej wracac do domu. Tak samo ma z chodzeniem do toalety. Stara sie jak najdluzej wytrzymac zeby nie isc. Widze ze sie wierci, mowie wyglada na to ze chce ci sie siusiu, idz do toalety to sie lepiej poczujesz, a ona na to ze nie musi... szlag mnie juz trafia od tej jej przekory.
    • owmordke Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 02:22
      Moim zdaniem pan E bredzi i plecie co slina na jezyk przyniesie. Ale ja go jakos tak podskornie nie lubie, wiec nie jestem obiektywna. Moze odrzuca mnie jego nadmierna pewnosc siebie, prezentowanie swoich pogladow jako jedynych wlasciwych i brak odwolan do badan naukowych czy innych aurytetow.
    • szeptucha.z.malucha Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:12
      Ja to odbieram jako opowieść o jego niepoukładanym życiu, czyli piękna projekcja mu wyszła.
    • semihora Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 07:51
      Niektóre rzeczy ok, choć forma podania nędzna, inne to bzdury. Tak sądzę.
    • aguar Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:08
      Mam wrażenie, że on to pisze właśnie z perspektywy takiego rodzica, który po rozstaniu nie mieszkał na stałe z dzieckiem. A nie doświadczył bycia dzieckiem w takim układzie ani bycia samotnym rodzicem mieszkającym z dzieckiem. Ani bycia matką - dla matki dobro dziecka jest ważniejsze niż dobre samopoczucie drugiego rodzica.
    • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 08:16
      Kiedy pracowałam w SP dotarło do mnie, że "Wychowanie" to dla wiekszości ludzi (i ośmiele się powiedzieć, zwłaszcza kobiet) "pilnowanie, kontrola i wymaganie". Widzę z tego wątku, ze to sie nie zmieniło, a inne podejście budzi straszny gniew.
      • verdana Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 09:12
        Nie mam doświadczenia, ale mam znajomych. I uważam, ze pan E. myli i to bardzo starannie dwie zupełnie różne sytuacje. Jedna - matka i ojciec mają inne koncepcje wychowawcze - matka chciałaby, aby dziecko spędzało każdą chwilę pożytecznie, załatwia zajęcia na soboty, bo przecież taniec/basen/ cokolwiek jest takie ważne dla rozwoju dziecka. Ojciec nie idzie, bo uwaza, że dziecko ma weekend dla odpoczynku i ważniejszy jest czas spędzony wspólnie, niż zajęcia. Matka olewa zdrowe żywienie, ojciec pilnuje każdego kęsa. OK. Dziecko jakoś sie dostosuje. Zupełnie, ale zupełnie co innego jest wtedy, gdy dziecko idzie do drugiego rodzica, który dziecko zwyczajnie zaniedbuje. Daje do jedzenia coś, na co dziecko jest uczulone, nie prowadzi na zajęcia rehabilitacyjne, potrzebne koniecznie, nie zajmuje się dzieckiem w ogóle, sadza przed telewizorem i zajmuje sie tylko własnymi sprawami. Można i trzeba uszanować inne koncepcje wychowawcze, ale nie można i nie trzeba szanować olewania dziecka czy krzywdzenia go.
        • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:44
          Dokładnie. Mogę świetnie zrozumieć, że ojciec mojej córki wybrzydzal na zajęcia w szkole muzycznej. Ale nie mogę zrozumieć, że wygłasza przy niej opinie typu, że nie nauka jest najwazniejsza - bo widzę 2 owoce takiego jego wychowania, typowych współczesnych prekariuszy, łasce nie udało się zresztą jakichkolwiek studiów ukończyć, bo imprezki. I cienko przędą, ojciec co rusz im roboty szuka. Po drugie - nie pamiętać o lekarzy, lekarstwa, nakazanej diecie? Jest milion chorób innych niż ból gardła z braku szaliczka. Siedzenia co weekend w środku bez kąpieli i mycia zębów też nie widzę. A właściwie widzę. Wielkiego starego lenia, który zlewa dzieci tak naprawdę.
        • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:22
          ogólnie się zgadzam. Ale w szczegołach to juz trzeba powolutku, po kolei.
      • edelstein Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:40
        Istnieja dzieci,ktorych dzien musi byc ulozony wg planu.Dzirki temu dziecku latwiej sie funkcjonuje.Nie wyobrazam sobie, by ktos w ramach radosnego podejscia do zawodu rodzica caly ten plan rozwalal w drabiazgi.
        Co slysza matki, ktorych dzieci ida do ojcow na weekendy? Jestes zal i nirdobra u taty moge grac ile chce,jesc co chce i nie odrabiac lekcji.
        • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:10
          Na pocieszenie Ci powiem, że to samo słyszą ojcowie, jak matka jest weekendowa.
          • edelstein Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:04
            Na szczescie nie mama tego problemu,zasady ustalilismy jasne i klarowne z exem, ale widze ile problemow maja matki ojcow weekendowych
    • attiya Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 09:11
      nie zgadzam się
      jak ojciec przeziębi dziecko, jak ono zachoruje, to działa na szkodę dziecka, pan Eich jakby co drugi tydzień zaczął brać zwolnienia, to przestałby bronić nieodpowiedzialnych ojców, co nie myją 4 latków, doprowadzają do jego chorób albo karmią je chipsami, nie wspomnę o komentarzu o córce - to ojciec źle wychował dziewczynę i to on ponosi odpowiedzialność, że tak a nie inaczej zachowała się. Jeśli ojciec źle odżywia dziecko i ono ma później problemy, to nie rozumiem pana, który źle pisze o złości matki a nie o nieodpowiedzialności złego ojca - z artykułu wynika, że mam być wyrozumiała dla głupoty ojca - widać, że pan nie potrafi w swoim wywiadzie wznieść się ponad bronienie własnej płci
    • kropkacom Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 09:26
      Jeśli rodzic działa na niekorzyść dziecka to powinien mieć odebrane prawa rodzicielskie. Nikt nie odbierze praw za dawanie dzieciakowi chipsów czy nie nałożenie czapeczki? Może warto to przemyśleć. Naprawdę jednak uważam, że na przykład nie trzymanie diety chorego dziecka czy nie podawanie mu leków, kwalifikuje się do tego aby rodzic nie mógł sam na dłuższy czas zajmować się dzieckiem.
    • edelstein Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:12
      Nie znam goscia, ale juz z tym sie nie zgadzam "Przyszyte dzieci to nie są nasze dzieci. [...] Nie pozwalamy mówić do siebie „mamo/tato”, nawet jeśli np. przedszkolak próbuje. Trzymamy się hierarchii."
      Mam wrazenie, ze gosciu byl nie ojcem przyszytym,a ojcem biologicznym nie mieszkajacym z dzieckiem stad to gloryfikowanie spermodajcow.Hierarchia jest prosta, ten jest na pierwszym miejscu kto zywi i wychowuje na codzien a nie od swieta.
      • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 11:09
        Jest ojcem biologicznym i jest ojczymem. Dla mnie to wygląda jeszcze inaczej. Jesteś ojczymem czy macochą? To pasierbowie określają, kim jesteś w ich życiu, jak znacząca jest to rola i jak blisko chcą Cię dopuścić. Przy czym jest cała masa uwarunkowań - czy rodzic biologiczny żyje czy nie, jaki ma kontakt i ile lat mają dzieci. Forma zwracania się jest tu akurat malo istotna.
        • zlababa35 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:01
          Ale on pisze o tym, żeby to przekraczanie dystansu ucinac. Nie zgadzam się z tym, znam osoby, dla których ojczyzm był i wiele lepszym, prawdziwym ojcem, w porównaniu do tego biologicznego. Odwołując się do tego, co piszesz - śmiem twierdzić, że Ty jesteś o wiele lepszą matką smile. Dziecko nie przekroczy dystansu z przymusu, tylko z chęci.
          • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 13:38
            Do mnie dzieci mówią po imieniu i widzę, że każde z nich dopuszcza mnie na inną odległość, inaczej widzi moją rolę swoim życiu i to jest ok. Nie ucinam przekraczania dystansu, ale też nie narzucam się. I wiem, że one bez względu na wszystko, co funduje im matka, kochają ją i bardzo walczą o jej uczucia.
        • edelstein Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:02
          Ale on twierdzi,ze nie powinno sie pozwalac na mowienie "tato,mamo"do rodzicow niebiologicznych.
          U nas mlody wybral forme, mowi "tato" nikt mu nie narzucal.Tak samo moj partner mowiac o mlodym,nie mowi syn mojej partnerki ani dziecko Edel,tylko nasz syn, mamy syna, bylismy z synem itd.
          • nangaparbat3 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:09
            A to chyba powinno zależeć od sytuacji - czy w ogóle jakiś ociec biologiczny istnieje w zyciu dziecka, i od relacji z ojczymem - czy jest pewna, czy facet może sie zwinąć za dwa lata.
            Przyszło mi tez do głowy, ze przeceniamy znaczenie slowa "mama" dla małych dzieci - "mama " do la nich nie tylko osoba, ale i funkcja, trzyletnia przyrodnia siostra moe córki zaczęla do mnie mówic "mamo" kiedy jej przez parę godzin pilnowałam. Nic glebokiego w tym nie było.
            • edelstein Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:19
              Nanga smieszysz mnie.Mam dziecku zabronic mowic tato,bo moj partner moze sie ze mna rozstac? Pewnosci w zwiazku nie ma nikt i nikt nie bedzie mial.Jakos nie znam dzieci mowiacych mamo do opiekunek,jedynie dzieci zaniedbane nazywaja opiekunki mamami
          • jem.gluten.i.cukier Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 13:40
            To naturalne, jak dziecko małe. Moją mamę wychowywał praktycznie od początku ojczym i też mówiła do niego tato. Ja określeń syn i córka w stosunku do pasierbów nie używam, bo nie jestem przekonana, że by sobie tego życzyli.
    • lauren6 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:20
      Ojciec, który nie dba o podstawowe potrzeby dziecka (higieniczne, zdrowotne) to patus, nie ojciec. Na głowie bym stanęła, żeby ograniczyć te nocowania u ojca.
    • lady-z-gaga Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 10:56
      Kilka słusznych poglądów utopionych w stosie bredni.
      Kolejny przykład podobieństwa religii i psychologii. Obie stawiają nierealne i oderwane od życia wyzwania, a jesli ktoś ma mieć przez to spieprzone życie, trudno, w przyszłości czeka go (być może) nagroda. Albo życie wieczne, albo efekty wychowawcze, jakie obiecuje pan psycholog. Jedno i drugie to nic pewnego. Co do życia wiecznego - nie mam doświadczeń, ale za to znam osobiście dorosłą osobę, ktora wciąż, bez względu na temperaturę i porę roku, wychodzi z domu z mokrymi włosami, chociaż ma juz potężne bóle głowy od wiecznie chorych zatok. Tak więc wizja 4-latka, ktory zadba się o siebie w zastępstwie taty, do mnie nie przemawia. Pan Eichelberger nie odniósł się też nijak do problemu matki, ktora musi chodzić na zwolnienia z powodu chorob dziecka. Jak ją będą chcieli wypieprzyć z roboty, to ma się wylegitymować powyższym wywiadem?
      • verdana Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 12:00
        Dla mnie absurdalne jest też zakazanie mówienia "tato", jesli dziecko ma taką potrzebę. Dla mnie to nie świadczy o zdrowym dystansie, tylko o kompletnej niechęci do zaangażowania się w wychowanie cudzego dziecka.
        • muchy_w_nosie Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 11:16
          Ale jakiego cudzego? Czy mi coś umyka, bo zdaje się że mowa jest o dzieciach partnerów z innych zwizków, krew z krwi, to nie obce dziecko, tak samo jak nasze dla partnera.
        • miniulowa Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 25.12.17, 16:49
          "Dla mnie absurdalne jest też zakazanie mówienia "tato", jesli dziecko ma taką potrzebę."

          Hmmm czy mówienie MAMA też jest ok?
          Bo wiele razy spotkałam się z tym, że o ile "tata" wobec ojczyma jest zupełnie akceptowalne, to "mama" wobec macochy jest absolutnym nadużyciem...
    • undoo Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 23.12.17, 18:42
      Niekonsekwentne brednie osoby, ktora zna rodziny patchworkowe tylko ze slyszenia. Przykre, ze takie teksty padaja z ust terapeuty.
    • an.16 Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 29.12.17, 09:41
      Dobrze gada. Mówienie "tato" do partnera czy męża matki podczas gdy ojciec żyje, płaci alimenty, spędza z dzieckiem czas i generalnie wypełnia role ojca jest infantylne i niepotrzebne. Nawet w przypadku bardzo małego dziecka, bo takie dziecko szybko rośniewink Mamy taki przypadek w rodzinie. Dziewczynka, teraz już 9 letnia ma tatę i "tatę Michała". To nazewnictwo jest tak groteskowe, że nawet dorośli, łącznie z ojcem nazywają gościa tatą Michałemwink Nie mówiąc o jedynym właściwym sposobie matek na postępowanie z dziećmi, czytaj: ciągłej kontroli, nadzorze i wymaganiu jeszcze większej kontroli i uwagi ze strony ojca "bo przecież on i tak mało zajmuje się dzieckiem". No i nie ma czegos takiego jak bycie niejadkiem. Dziecko, którego żołądek nie jest zamulany przekąskami, i ma dostęp do smacznego, różnorodnego jedzenia (niekoniecznie tego co matka uzna za dobre i właściwe) po prostu je. I wie, że jest głodne. Słynne spadki insuliny w ogóle się nie zdarzają przy prawidłowym żywieniu, tzn. gdy dziecko regularnie je wartościowe posiłki, którymi się najada.
      • iwles Re: Eichelberger o rodzinach patchworkowych 29.12.17, 09:53
        pitu pitu....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka