mala_czajka
22.12.17, 21:29
Rodzina patchworkowa to zaburzony rytm. [...]
– Dlatego warto trzymać się podstawowych zasad. Przyszyte dzieci to nie są nasze dzieci. [...] Nie pozwalamy mówić do siebie „mamo/tato”, nawet jeśli np. przedszkolak próbuje. Trzymamy się hierarchii.
[Znajomy z przyszywanymi dziećmi] słyszy, jak żona wraca do domu, a na klatce schodowej młody krzyczy: „Mamo, po co ci ten zalotnik?”.
– Ostry młody zawodnik. Kluczowe, co synowi odpowiada wtedy matka. Powinna odpowiedzieć krótko: „Kocham go i on mnie kocha”. Koniec kropka. Nie wdawać się z dzieckiem w dyskusje na temat związku dorosłych. [...] Pani znajomemu radziłbym nie gryźć się w sprawie „kocham – nie kocham”. Z mojego wieloletniego doświadczenia w pracy z pacjentami wiem, że działa w tej sprawie trudna cezura czasowa: dziecko zaufa przyszytemu rodzicowi, jeśli relacja patchworkowych rodziców będzie trwała co najmniej parę lat, a najlepiej tak długo, jak długo trwał związek rodziców biologicznych.
Pisze pan, że niektóre matki niepotrzebnie trzęsą się, gdy wysyłają dziecko na weekend czy wakacje do byłego. Niepotrzebnie wtrącają się, próbują wpływać na jadłospis, sposób ubierania czy dbania o higienę dziecka u taty. Podaje pan przykład czterolatka: ojciec wpuszcza go do łazienki, żeby mył się sam, a że mały nie umie, to się u ojca nie myje. Naprawdę lepiej, żeby tak zostało? Czy to nie słuszny powód, żeby matka się wtrąciła? Moja koleżanka co drugi weekend wysyła przedszkolaka do taty i za każdym razem dziecko wraca przeziębione. Koleżanka musi iść na tydzień na zwolnienie. A jeśli matka wie, że u ojca dziecko w słoneczny dzień będzie kolejny raz siedziało przed telewizorem i jadło czipsy, to też ma się nie wtrącać? Mówię o ojcach, ale odnosi się to oczywiście do obu stron.
– Rodzic, który mieszka z dzieckiem na stałe po rozwodzie, nie powinien uzurpować sobie prawa do bycia jedynym, najlepszym i nieomylnym opiekunem. Dziecko ma dwoje rodziców, ma prawo ich doświadczać takimi, jakimi są w rozmaitych warunkach i sytuacjach, jakie rodzice stwarzają. Rozumiem, że matka jest zła, że on karmi dziecko czipsami, ale to dziecko ma takiego a nie innego ojca. Dzieci rzadziej chorują z powodu braku szalika – częściej ze stresu i napięcia, którym skonfliktowani rodzice go indukują. [...] Pomyślmy o rzeczach, których dziecko może nauczyć się od tego drugiego rodzica. Chociażby większej samodzielności i dbałości o samego siebie. Jeśli czterolatek na razie nie potrafi sam się myć, to za chwilę u ojca się tego nauczy. Czterolatek jest już do tego zdolny. Jeżeli nikt nie biega za nim z szalikiem, to szybciej nauczy się samemu reagować, kiedy jest mu za zimno. Otwórzmy się na takie myślenie. Zaufajmy drugiemu rodzicowi.
Znam ojca, który bardzo się starał całe życie, miał dla córki czas, mieli wspólną pasję. Gdy małżeństwo rozpadło się, ten ojciec przez jakiś czas był sam. Z córką dalej dobrze im szło. Gdy po latach wziął drugi ślub, jego (dorosła już!) córka postanowiła chyba go ukarać, bo praktycznie zerwała kontakt.
– Pewnie została przez ojca rozpaskudzona i zaczęła sobie wyobrażać, że to ona byłaby dla niego najlepszą i jedyną kobietą. Czasem trzeba takie niesforne, nieurealnione dziecko po prostu solidnie opieprzyć. I nie gryźć się z powodu jego fochów. Dać sprawie czas.
Co o tym sądzicie? Ja mam mieszane uczucia...
Cały wywiad: wyborcza.pl/magazyn/7,124059,22680403,wojciech-eichelberger-nie-promuje-rodzin-patchworkowych.html