Dodaj do ulubionych

Apropos zepsutego mięsa

24.01.18, 20:03
Naprawdę wyrzucacie mięso leżące w lodówce po 24 h ???

Ja ostatnio sama robię wędliny i w części przepisów mięso musi leżeć w przyprawach/zalewie nawet 3-5 dni. Przecież ono jest posolone.

Sama jestem z tych brzydliwych i takiej 3-4 dniowej zupy bym nie zjadła, ale np jogurt po terminie, jak nie jest spleśniały, jak najbardziej.
Obserwuj wątek
    • bialeem Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 20:44
      Dla mnie zupa bez śmietany może stać 3 dni. Jak się ją podgrzeje do gotowania w międzyczasie nawet dłużej. Mięso w przyprawach nie musi być solone, ale też może stać dłużej. Ryba max 4 dni (2 moczenia w maślance i 1-2 w przyprawach), mięcho właśnie max 5, ale to już tak na skraju trochę. Głównie dlatego, że nie wiesz do końca ile leżało w mięsnym. Gdyby było świeże świeże ze świni wyjęte, to w przyprawach zasolone mogłoby i dłużej. W odpowiednich warunkach chłodniczych woły się sezonuje i kilka miesięcy, ale to nie do odtworzenia w domowej otwieranej i zamykanej lodówce.
      • kk345 Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 20:56
        >Mięso w przyprawach nie musi być solone, ale też może stać dłużej
        Ale oczywiście NIE w folii
        • bialeem Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:01
          Folia podnosi wilgotność i pomaga bakteriom, ale nie wiem czy wyższa wilgotność jest w stanie przebić zasolenie. Wiesz, bakterie mają jakieś swoje spektrum w którym mogą utrzymać tonus i tych słonolubnych jest niewiele nie są niebezpieczne. Fizyki nie pokonasz. Rozpuszczalnik dąży do wyrównania stężeń, osmoza, blablabla. Ogólnie sól jest świetnym czynnikiem antybakteryjnym.
          • kk345 Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:05
            No ale piszesz o NIE solonym, stąd mój dopisek o braku folii, bez soli w folii oślizgnie.
            • bialeem Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:10
              A to taksmile
    • iwoniaw Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 20:46
      Nie, w lodówce nie - ale takie przeleżałe 24h na wierzchu w ciepłej kuchni to już bym się bała jeść.
    • chatgris01 Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 20:55
      kota_marcowa napisała:

      > Naprawdę wyrzucacie mięso leżące w lodówce po 24 h ???
      >

      Jesli z jakiegokolwiek powodu po tych 24 godzinach nie moge go zuzyc, to nie wyrzucam, tylko zamrazam (oczywiscie mowa o swiezym, nie juz raz zamrozonym i rozmrozonym).
    • konsta-is-me Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:03
      5 dni to za duzo dla mnie.
      2-3 i to pod warunkiem ze byloby wysmarowane tluszczem i przyprawy z gatunku tych bakteriobójczych (chili, czosnek, itp)
      Nasluchalam sie barwnych opowiesci o zatruciach.
      To samo mam z wekowanym miesem-no, nie ufam i juz.
    • kota_marcowa Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:11
      No dobra, to jeszcze inaczej wink
      Zrobiłam dziś fasolkę po bretońsku, z mięsem i kiełbasą. Część, gorącej jeszcze wsadziłam do słoików, zakrętki się ładnie zassały, jak długo według was może poleżeć w lodówce?
      • bialeem Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 21:31
        dla mnie - póki coś nie zacznie w niej rosnąć albo póki nie wybuchnie plus zapach po odkręceniu.
      • milva24 Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 23:42
        Po zassaniu pewnie z tydzień.
      • a.va Re: Apropos zepsutego mięsa 26.01.18, 22:45
        Długo, zupy mi tak wytrzymywały 2 tygodnie. Zassane i odwrócone do wystygnięcia do góry nogami.
    • dziennik-niecodziennik Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 23:39
      No way. Spozywam jedzenie dopoki nie jest zepsute. Nie wywale dobrej rzeczy tylko dlatego ze lezy w lodowce wiecej niz 24h.
    • 3-mamuska Re: Apropos zepsutego mięsa 24.01.18, 23:53
      Ja nie jestem w stanie zjesc zupy/kotletów/zimniaków z dni poprzedniego.

      Nie robiłbym tez wędlin które lezą w przyprawach 5 dni surowe.
      Wędlina ser to max 3 dni, i znika lub wywalam.
      No nie dam rady, obiad codziennie świeży.
      Nie lubie tez mrożonego jedzenia gotowego, i mrozonego surowego mięsa.
      Wec niemal codziennie jestem w sklepie i kupuje po trochę co trzeba.
      Mam duże zapasy suchych produktów , zmrożone tylko owoce /frytki na czarna godzinę.jarmuz i szpinak do smoothies.
      • aerra Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 00:09
        Ale jak robisz taką polędwiczkę suszoną, to ona jest surowa zawsze. Bo leży najpierw w cukrze, potem w soli, potem w przyprawach, a potem się ją suszy. Obróbki termicznej nie ma wcale wink
        • kk345 Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 00:13
          Też pomyślałam o suszonej- wg ematkowej definicji takie serrano jest zepsute, do wywalenia w trybie pilnymsmile
        • jasnoklarowna Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 11:30
          Hej podziel się przepisem na tą polędwiczkę w cukrze a potem w soli plizzzzzz
          • aerra Re: Apropos zepsutego mięsa 26.01.18, 19:45
            Polędwiczkę oczyszczasz z wszystkich żyłek i błonek, myjesz, osuszasz. Obtaczasz grubo w cukrze, do pojemnika i do lodówki na 48-72h. Co ok 12 godzin obracasz, dosypujesz cukru wg potrzeby, odlewasz wodę, jeśli puściło, żeby nie leżało w mokrym.
            Po tym czasie myjesz porządnie, osuszasz i powtarzasz to samo, tylko z solą. Też 48-72h.
            Potem myjesz, osuszasz, zasypujesz przyprawami jakie lubicie wink Wsadzasz w pończochę, wieszasz w suchym, ciepłym i przewiewnym miejscu i suszy się tydzień.

            • bialeem Re: Apropos zepsutego mięsa 26.01.18, 20:37
              Oh. Cudo! Kocham wędzone polędwiczki, ale to brzmi nawet lepiej. Ostatnio kupiłam dwie piękne i zrobiłam w zalewie balsamiczno-miodowo-sojowo-musztardowo-oliwno-ziołowej i też stała 48h & była pyszna. Następna będzie na surowo.
      • snakelilith Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 01:58
        3-mamuska napisała:

        > Ja nie jestem w stanie zjesc zupy/kotletów/zimniaków z dni poprzedniego.
        >

        No to masz jakąś fobię, bo z normalnym dbaniem o świeżość spożywanych produktów nie ma to nic wspólnego. Rozumiem, że ktoś może mieć taki problem, nie rozumiem jednak, że robi z manka cnotę, zamiast z ograniczającą życie manierą walczyć. Aż tak trudne to nie jest, zupa z poprzedniego dnia nie gryzie, a taka z warzywami smakuje nawet lepiej. Sowją drogą, jedząc poza domem, na przykład na wakacjach, też jadasz mrożone mięso i potrawy ugotowane wiele wcześniej. Jestem pewna, że nie potrafiasz tego nawet wyczuć.
        • 3-mamuska Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 18:20
          snakelilith napisała:

          > 3-mamuska napisała:
          >
          > > Ja nie jestem w stanie zjesc zupy/kotletów/zimniaków z dni poprzedniego.
          > >
          >
          > No to masz jakąś fobię, bo z normalnym dbaniem o świeżość spożywanych produktów
          > nie ma to nic wspólnego. Rozumiem, że ktoś może mieć taki problem, nie rozumie
          > m jednak, że robi z manka cnotę, zamiast z ograniczającą życie manierą walczyć.
          > Aż tak trudne to nie jest, zupa z poprzedniego dnia nie gryzie, a taka z warzy
          > wami smakuje nawet lepiej. Sowją drogą, jedząc poza domem, na przykład na wakac
          > jach, też jadasz mrożone mięso i potrawy ugotowane wiele wcześniej. Jestem pewn
          > a, że nie potrafiasz tego nawet wyczuć.


          Heheh ty wiesz lepiej czy to fobia. I wiesz lepiej czy potrafię czy nie wyczuc. Jak sie nie pali i nie pije to ma sie wyczulony smak.
          Mi nie smakują warzywa zimniaki z zupy rozmoczone cała noc. Tobie smakują .

          Spytaj geslerowa czy da sie wyczuc mrożone mięso czy nie.
          Na wakacjach sama gotuje. Mrożone warzywa sa wręcz obżydliwe.
          Kotlet świeży usmażony i zimny ok ale juz odgrzewany ble,
          A mrożone moze byc groszek i kukurydza.
          Bigos zjem i sałatkę na drugi dzien i nie mam problemu.
          • memphis90 Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 21:08
            Gesslerowa niech lepiej powie, czy da się wyczuć kudły w kremie z mascarpone albo zupie... Mrożenie warzyw jest najlepszą metodą konserwowania ich.
            • kk345 Re: Apropos zepsutego mięsa 26.01.18, 22:47
              Ona się nie czepia zasady mrożenia warzyw, tylko podawania ich w szczycie sezonu na świeże.
    • jola-kotka Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 04:17
      Ale tam mowy o lodowce nie bylo to lezalo na " kuchence". Z lodowki po 24h mieso zjem.
    • lauren6 Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 08:04
      Dla mnie nie liczą się dni/godziny tylko stan, zapach mięsa. Zdarzało nam sie wyrzucić świeżo kupione, paczkowane mieso, bo śmierdziało. Zdarza mi się robic dania z miesa, którego wczesniej nie chciało mi się przyrzadzić jeśli nie wyglada na psujace sie.
    • sfornarina Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 09:09
      Jemy zupy, gulasze i potrawy jednogarnkowe trzymane do 4-5 dni w lodówce i nigdy nikt się nie struł, właczajac jednoroczniaka wink
      Nie pojmuję, jak można marnować tak jedzenie...
    • odnawialna Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 13:07
      Surowe mięso w marynacie trzymam do max 48 godzin (dużo zależy od świeżości mięsa w momencie zakupu).
      Ugotowane zupy, sosy, usmażone kotlety w lodówce do 3 dni, czyli dziś gotuję, jutro, pojutrze jeszcze zjadliwe. Jeśli nie były przechowywane w lodówce, najczęściej to właśnie duszone mięso w szybkowarze, który nie mieści mi się w lodówce, to na następny dzień jeszcze zjadliwe, ale co zostanie ląduje w koszu (rzadko, bo zwykle gotuję małe ilości).
      Zawsze przestrzegam zasady, że na drugi, trzeci dzień, przed podaniem ponownie zagotowuję potrawy, lub wrzucam do piekarnika na min. 150 stopni.
      Nigdy nikt się nie struł i nikogo brzuch nie bolał smile
      Aha, mam też zasadę, że nie kupuję okrojonych warzyw w sklepach i sama też z lekka nadpsutych nie okrawam, tylko wyrzucam. Czasem aż mi szkoda, np. wielkiego pięknego pomidora z jedną plamką na 3-4 milimetry, ale jakiś profesor utknął mi w pamięci, który tłumaczył, że takie warzywo może pięknie wyglądać, ale już jest całe zainfekowane i nadaje się tylko do wyrzucenia.
      • memphis90 Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 16:09
        A ja w drugą stronę- mimo, że piszą, że trujące i nie wolno - małe plameczki, obicia itd odcinam z dużym zapasem. Nie wyrzucę całej papryki, bo się w jednym punkcie odbiła i "zainfekowala". Jakoś nie wierzę w niewidoczną grzybową plechę rozsianą jak pajeczyna w całym ogólnie jędrnym, dobrze wyglądającym warzywie. I też póki co nikt z nas się nie zatrul, a nie wyrzucam jedzenia po jednym dniu.
    • default Re: Apropos zepsutego mięsa 25.01.18, 18:43
      Kiedyś zrobiłam taki numer: wieczorem pocięłam schab na kotlety, obtoczyłam w przyprawach, posoliłam, zamknęłam w szklanym pojemniczku z pokrywką - i zamierzałam wstawić do lodówki, żeby usmażyć je na obiad następnego dnia. Ale nie wstawiłam... Pojemnik stał na blacie przez noc i do późnego popołudnia następnego dnia. Nie było to zimą, ale też i nie w upał.
      Gdy wróciłam z pracy i odkryłam ten fakt, miałam w pierwszej chwili odruch wyrzucenia... zwłaszcza, że mięso miało nieco podejrzany zapach. Ale ponieważ nie miałam nic innego na szybko, to zaryzykowałam, kotlety usmażyłam i dałam mężowi. Zjadł ze smakiem i wychwalał, że są zupełnie wyjątkowe, tak aromatyczne i wyraziste w smaku jak nigdy ! Nic mu nie było.
      Najwyraźniej jest padlinożercą i mięso z zapaszkiem bardziej mu smakuje, zupełnie jak naszym psom smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka