domowapani
07.03.18, 10:05
Mój dzień powszedni:
Wstaje o 6.45. Budzę, a raczej dobudzam dzieci, myje się, ubieram siebie i najmłodszego, schodze i robię śniadania, drugie śniadania, przygotowuje obiad, prasuje mężowi koszule, jeśli akurat nie jest żadną wyprasowana. Dzieci wychodzą o 7.50 do szkoły. Najczęściej wyjście poprzedzone jest kłótniami między dziećmi. O pierdoly, ale dzień w dzień lezą na fochu.
Mąż wstaje o 8.30-8.45, do tego czasu każe sobie zamykać drzwi od sypialni, bo czeka go nerwowy dzień (codziennie) i bo nie mógł zasnąć do późna (codziennie).
Prysznic, schodzi na dół i w popłochu zbiera się do wyjścia.
Wraca około 17.30 - 18.00.
Wtedy gra z dziećmi, odrabia lekcje jeśli wcześniej nie odrobiły. Ogólnie jest od długiego czasu bardziej od przyjemności i pytania jak było i czy zapisałam ich na jakieś zajęcia, niż od zrobienia czegoś konkretnego.
W ciągu dnia wiadomo - sprzątam, piore, dzieci o 14 wracają i mają obiad. Zakupy. Teraz jeszcze chwilowo nie mamy opieki, więc wszystko w towarzystwie 2,5 latka.
I mąż wie, że bardzo mnie irytuje jego wstawanie na ostatnią chwilę i wdu..e manie porannego jazgotu starszych dzieci. Jak się na nich wydre, to ma pretensje, że nie mam cierpliwości i nie umiem załatwić tego ns spokojnie.
Dzisiaj znowu akcja. I zadzwoniłam do niego z pytaniem, czy zejdzie i zrobi porządek, czy mam się zacząć drzec - córka stwierdziła że sama nie idzie do szkoły, a syn że jej nie zaprowadzi. Córka już chodziła sama. Ale dziś stwierdziła, że napewno ja ktoś dziś porwie - nie chciała iść poprostu do szkoły. To była wymówka.
No i potem było.... Bo ja powiedziałam, że chyba mam prawo oczekiwać pomocy z jego strony i że mam prawo oczekiwać żeby ruszył zadek godzinę wcześniej i o tej 7.30 zszedł zjeść śniadanie i zobaczyć, jaka sytuacja, skoro sytuacja jest notoryczna.
A on, że taaak, że ja to zawsze mam prawo, że do wszystkiego zawsze mam prawo! Ze on zmęczony, niewyspany, że do pracy, że to że tamto. A ja sie poryczalam, bo ciągle tylko słyszę że jak chce coś robić zawodowo, to on mi da wsparcie. Tylko jego wsparcie ogranicza się do pomocy finansowej i "chodź przytul się", a nie do realnej.
Czuje się do du.y.
Ja muszę być zawsze dzielna, on zawsze ma wytłumaczenie.
Możecie zacząć kopać.