mary_lu
05.05.18, 15:12
Jestem w maleńkiej miejscowości wczasowej, właściciele pensjonatu poinformowali mnie, że 200 metrów dalej jest ewenement w tej części wybrzeża - bar rybny, w którym ryba jest miejscowa, świeża, smażona na często zmienianym oleju. Poszłam tam, tłumy biły się o stoliki, panie prowadzące lokal przemile i takie matczyne, kolejka przy kasie przekrzykuje się jak to wczoraj było pysznie i jak to ktoś raz sprobuje, to ciągle wraca.
Dostaliśmy w końcu to jedzenie, rzeczywiście super miejscowy dorsz, dobrze usmażony. Ale wszystko bez przypraw. Nawet niemal bez soli, a solę z zasady mało. Surówki bez smaku, warzywa z wody to naprawdę tylko warzywa wyłowione z wrzątku. Żadnego sosu, oliwy, cytryny, masła. Keczup jest na stoliku co najwyżej. I przychodzi córka właścicielki, przemiła i uśmiechnięta i zbierając naczynia pyta czy smakowało, z góry zakładając tylko jedna możliwa odpowiedź. Co mówicie?