Dodaj do ulubionych

No dobra, a wakacje życia?

09.07.18, 19:26
Tak żeby trochę rozluźnić atmosferę wink

Zacznę od siebiesmile
Ja praktycznie zawsze miałam zagospodarowane prawie całe wakacje, obowiązkowo obóz nad morzem, jakiś wyjazd zagraniczny, potem jakieś tam z babciami, ciotkami, rodzicami etc. Wszystkie w zasadzie były udane, ale najlepsze wspomnienia mam z mojego pierwszego samodzielnego wyjazdu na obóz smile

To był wyjazd na obóz pływacki nad Solinę, wyjazd był ze szkoły do której się właśnie dostałam (tak w te wakacje kończyłam dopiero 7 lat big_grin ). obóz był w głuszy, na cyplu, po żarcie trzeba było pływać do Polańczyka łódką, a jakże, wiosłową. Spaliśmy w wojskowych namiotach, były drewniane podłogi i prycze. Kible, stołówka też były pod namiotem. Menażki i gary po posiłkach myło się piaskiem w jeziorze (jeszcze wtedy woda była czysta smile ) Siebie zresztą też. Matka spakowała mi wielką torbę, której nie miałam siły podnieść, do obozu przytargał mi ją ratownik, ale nie powiem, żebym oprócz bielizny jakoś szczególnie z tych rzeczy korzystałatongue_out Byłam maskotką obozu, wszyscy pozostali uczestnicy mieli po kilkanaście lat, w moim wieku był tylko syn pielęgniarki, więc bawiliśmy się razem. No i cała ta młodzież była naprawdę w porządku, opiekowali się mną, w grach chętnie brali do drużyny mimo, że wiadomo, że pożytku ze mnie żadnego tongue_out zabierali na łódkę po termosy z żarciem, to i po Solinie sobie popływałamsmile Były nocne warty, piosenki przy ognisku, zabawy terenowe w lesie, jaszczurki biegające po namiotach, którym, jak się przestraszyły odpadał ogon. Pływać można było w zasadzie cały czas, bo jak się łatwo domyśleć cała kadra, to byli ratownicy, więc zawsze jakiś siedział na plaży. No i przez bite 3 tygodnie była przepiękna pogoda.

Rodzice, pełni obaw przyjechali sprawdzić jak sobie radzę (telefonów tam żadnych nie było), a ja w ogóle nie chciałam z nimi siedzieć, bo wolałam obozowe atrakcje, no to sobie pojechalibig_grin

Żaden inny z moich wyjazdów, nawet tych najbardziej egzotycznych nie umywa się do tego. To były moje wakacje życia smile
Obserwuj wątek
    • leanne_paul_piper Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 19:39
      Miesiąc w Kenii. Było cudownie, było trudno, było luksusowo i było bardzo spartańsko. Kenia to kraj kontrastów i takie też były nasze wakacje. Pamiętam bardzo komfortowy domek w Msambweni, morze wypitego wina i likierów do świeżo ugotowanych przez moje kochanie ośmiornic, długie nocne (nie)Polaków rozmowy i rż.nięcie do granicy eksplozji.
      A potem upał, kurz, karaluchy na łóżku i łazienka, do której człowiek bał się wejść. I gorączka, która mnie trawiła od Nairobi do północnego wybrzeża prowincji Kikambala.
      I spanie na materacu położonym na betonie, z rozwieszoną nad nim dziurawą gdzieniegdzie moskitierą. I mały, 3-4 tygodniowy kotek, dla którego załatwiałam mleko i którego przemyt do Europy na poważnie rozważałam.
      I przepiękne wyrzeźbione ręcznie z drewna stoliki, które stały wystawiane na sprzedaż przy drodze. Takie, których nigdy nie spotka się w Europie.
      Czy ktoś jeszcze się dziwi, że czerwona ziemia Kenii stała się moją nieodłączną częścią?wink
      • thaures Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 19:53
        Zawsze czekam na wakacje i mam wrażenie że każde wakacje, to wakacje życia.... Od 26 lat je spędzam na pewnej wsi i moment, kiedy ją widzę powoduje u mnie zatrzymanie serca że szczęścia. W zeszłym roku po raz pierwszy zobaczyliśmy również radość naszego psa, gdy wysiadł z auta i zobaczył, że tam jesteśmy... To było czyste psie szczęście. W tym roku mamy zamiar go nagrać.
        Od paru lat dodatkowo robimy pięciodniowe wypady typowo zwiedzaniowe. Każdy kraj, każde miasto jest nowy i tym samym niezwykły. Jedne miasta bardziej mnie rzucają na kolana, inne mniej, ale zawsze to nowe super doświadczenie. Mój mąż w Wenecji pada na kolana i wstaje dopiero odjeżdżając, ja zachwyciłam się Londynem.
        Do tej pory natomiast pamiętam zwiedzanie z plecakiem Beskidu i spanie w schroniskach. Nigdy tego nie powtorzylam, a było też niezwykłe.
      • niu13 Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 19:58
        Piękne wspomnienia!!
      • aaa-aaa-pl Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:03
        Pięknie - Kenia to moje marzenie.
    • cauliflowerpl Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 19:49
      Żagle na Mazurach n studiach.
      A najfajniejszy był dzień, gdy spierniczaliśmy przed potężną burzą, potem było zimno i lało, więc na resztę dnia poszliśmy do knajpy gdzie upodliliśmy się przy akompaniamencie szant śpiewanych przy sąsiednim stoliku bo cóż innego było robić, a na zakończenie oddaliśmy grajkom wszystkie drobne. Nazajutrz, gdy poszłam na zakupy na kacu, na pytanie o drobne całkiem serio odpowiedziałam "oddałam ubogim".
    • aguar Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 20:00
      Zgodnie z mężem twierdzimy, że dwutygodniowe all inclusive na Kos z niespełna dwulatkiem na początku czerwca 2011.
    • zasiedziala Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 20:03
      Pewne lato w Południowych Włoszech, które skończyło się w zimie wink Pojechaliśmy z moim ówczesnym chłopakiem na miesiąc na południe przypilnować mieszkania jego siostry, która wracała na ten miesiąc do domu rodzinnego. Pomimo tego, że nie płaciliśmy nic za zakwaterowanie, jakimś cudem po tygodniu skończyły nam się prawie wszystkie pieniądze. Po kolejnym tygodniu obżerania sąsiadów okazało się, że nawet na południu Włoch da się w sezonie coś zarobić. W następnym tygodniu zdecydowaliśmy, że zostajemy. Okazało się, że ze znalezieniem kolejnej kwatery za śmieszne lub żadne pieniądze nie było żadnego problemu. W międzyczasie zaczęli do nas zjeżdżać znajomi przywożąc tony jedzenia. I tak sobie żyliśmy z dnia na dzień, aż nas zastała zima, spartańskie warunki zaczęły mocno dokuczać, a ja zaczęłam mieć obawy co z moimi studiami. Były to raczej bieda-wakacje, ale z jednym luksusem. Poczuciem totalnej wolności. Nigdy wcześniej ani nigdy później nie czułam tak bardzo, że nic nie muszę i jakoś to będzie. Czasem się zastanawiam jak by się to wszystko skończyło, gdybyśmy przetrwali pierwszą zimę wink
    • zabka141 Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 20:39
      Nie pamietam szczerze kiepskich wakacji, za to od czasu do czasu mam sen, ze mieszkam z powrotem z rodzicami, bez swojej rodziny i nigdzie nie jade na wakacje. A moje kolezanki po kolei wyjezdzaja i mnie sie tak bardzoo nudzi. Ciekawe czy ten sen ma cos wspolnego z prwada, tylko o tym zapomnialam?

      Moje wakacje zycia to Kambodza z mezem, jeszcze bez dziecka. I niedawno Tajlandia, juz z dzieckiem, 3 latka. Tropiki i zderzenie z inna kultura w obu przypadkach. W Kambodzy do tego po prostu wszystko nam sie poodbalo, ludzie nniesamowicie mili. Jestem blondynka i czasami do mnie podchodzili pytajac czy moga zrobic sobie ze mna zdjecie smile Niesamowite Angkor Wat, nie ma czegos takiego w Europie ze widzisz takie zabytki, a mozesz sama tam chodzic, wszystkiego dotknac.

      W Tajlandii zas bylismy traktowani jak celebryci ze wzgledu na dziecko. Corke interesowaly swiatynie, slonie, poznala dzieci tajlandzkie, bawila sie z nimi na przyklad w przerwach od zwiedzania, tak bez slow, np. w turlanie butelki z woda. Mega wzruszenie jak dzieci moga sie ze soba porozumiec bez jezyka. Zaproszono nas do szkoly na taki ich dzien dziecka, gdzie moja corka dostala prezent. W malej wiosce poznalismy rodzine z maluszkiem i dziewczynka w wieku mojej corki, byli bardzo biedni jak na nasze standardy. Dziewczynka miala taki odruch ze pobiegla do swojej chaty i przyniosla mojej corce opakowanie chrupek z tego dnia dziecka ze szkoly, ktore sama dostala. Poznalismy na tych wakacjach tez duzo innych rodzin podrozujacych z dziecmi, a jak podrozowalismy dawniej sami to prawie nigdy nie poznalismy nikogo.
    • manala Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 21:20
      Moje wakacje życia były w Wildwood, NJ w 1996. Pojechałam z jakiegoś programu studenckiego (wtedy to nie było popularne, były dwa egzaminy, itd). Lecieliśmy przez Helsinki (dodatkowa atrakcja dla wielbiciela Finlandii) Nocą zwiedzaliśmy NY. W Wildwood wynajeliśmy domek z francuzką i dwójką holendrów. Takich karaluchów jak tam nie widziałam nigdzie : ) Wspólnie odkryliśmy również, że ROOT BEER to nie było to co miało być ; )
      Tam zarobiłam pierwsze pieniądze, miałam pierwszego pracodawcę i kartę do bankomatu ; ) Zakochałam się w swoim szefie. Byłam w Washingtonie (mało pamiętam), Baltimore i Filadelfii. Wróciłam rok później - poświęcając rok studiów. O rany jakbym chciała dzieciaki tam zabrać...
    • kornelia_sowa Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 21:22
      Och, byly takie. I zupelnie nie chodzilo o miejsce czy pogode.
      Syn mial juz 6 lat, marzylismy o drugim dziecku. Bylismy po "nieudanej" ciazy i wlasnie stracilam bliską osobę.
      3 czy 4 dnia pobytu jechalismy na wycieczke. Kazalam mezowi zatrzymac auto zeby obfocić gniazdo z bocianami.
      No i za 9 mcy urodzila sie nasza Najpięniejsza smile
      • baba_za_kolkiem Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 21:36
        smile super!
        • bi_scotti Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 22:17
          U mnie jak u Thaures, wszystkie kolejne sa "wakacjami zycia" smile I te z mama i tata na splywach kajakowych z nocowaniem w brezentowych, przemakajacych namiotach i wysluchiwaniem opowiesci "jak to bylo przed wojna" przy ogniskach ... I te dziewczeco-nastoletnie na Mazurach, w Tatrach, nad Baltykiem - ubogie, pelne komarow i zbierania po wsiach np. zelazek na dusze wink No i te juz dorosle tu i tam po swiecie, canoeing/camping z rosnaca rodzina gdy dzieci malenkie a potem coraz wieksze ... No i zimowe na nartach downhill i/lub cross-country z wieczorami w jakichs schroniskach, przy kominkach z muzyka zywa (lub nie) w tle ... Wakacje daleko, w tzw. exotic destinations jak i te zupelnie blisko w jakims Provincial Park 200 km od domu ... Wszystkie byly amazing. Pozostaja zdjecia, anegdoty, czasem jakies chachkas/dust-collectors czy magnets przywiezione ku pamieci smile Wakacje zawsze sa perfect ... nawet gdy w danym momencie wydaje sie, ze moglyby by byc lepsze wink Cheers.
    • default Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 22:15
      Chyba te pierwsze samodzielne, mialam 17 lat i calutkie wakacje wloczylam sie po Polsce autostopem z grupa hipisow. Spalismy w namiocie albo gdziekolwiek, jedlismy cokolwiek, bo kasy raczej nikt za wiele nie mial, czesto jakies kartofle i mleko od chlopa, tego samego co pozwalal nam rozbic sie na jego lace. Slonce, jeziora, morze, muzyka i spiewy przy ognisku, i wolnosc, wolnosc, wolnosc. Tak to pamietam. Co prawda niektorzy chadzali nocami na pola maku i wiadomo po co, mnie to na szczescie nie pociagalo, cieszylam sie latem, przygoda i swoboda. Wtedy opalilam sie najbardziej w zyciu. Nigdy przedtem ani potem nie bylam tak brazowa wink
      • kruella83 Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 22:45
        Najlepsze to były wakacje z rodzicami na campingu w pewnej wielkopolskiej miejscowości ,którą kocham do dziś i zawsze ubolewam kiedy nie pojadę chociaż raz w roku . W ogóle kocham wielkopolskie , stamtąd pochodzi mój ojciec i mieszka tam prawie cała moja rodzina
    • bywalec.hoteli Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 22:45
      Podróże po Rumunii kilkanaście lat temu: pociągami, busikami, z plecakiem, na traktorze, na stopa, po górach, dolinach, wioskach, pięknych miastach, nad morzem itp. smile Do dzisiaj polecam znajomym Rumunię i twierdzę, iż Rumuni są super (nie należy ich kojarzyć z inną nacją).
      • rulsanka Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 13:50
        O tak, też byłam w Rumunii 2x jeszcze przed wejściem do UE. Raz na południu, celem była delta Dunaju. Drugi raz na północy, monastyry w okolicach Suczawy. Było niesamowicie, piękny kraj.
        • katja.katja Re: No dobra, a wakacje życia? 14.06.19, 15:26
          Prawda smile
    • onnomatopeja Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:08
      Nie miałam takich wakacji i już mieć nie będę - do końca życia czeka mnie tylko zapi...nie i nic więcej.
    • yuka12 Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:08
      Studia. Oboz archeologiczny we Francji. Wszystko przygotowane, autobusy oplacone i na kilka dni przed wyjazdem przychodzi list po francusku ( chociaz cala wczesniejsza korespondencja z organizatorami obozu byla po angielsku). Nikt na klatce i w otoczeniu rodzicow francuskiego nie znal, ktos ze szczatkowa znajomoscia zdolal odczytac, ze chodzi o oboz i przyjazd smile. No dobra, trudno i tak nie mialam jak przebukowac transportu, wiec wyjechalam, jak wczesniej planowalam. Na szczescie busik dowiozl mnie do samej miejscowosci, a napotkany tubylec doprowadzil na miejsce. Za to w muzeum wytrzeszczyli na mnie oczy, bo mialam przyjechac 5 dni pozniej. O tym wlasnie byl ten list, ktorego nikt nie umial przeczytac 😄. Jakos jednak dogadalam sie z powaznymi panami, zostalam przydzielona do francuskich studentow na praktykach, mieszkalam z nimi i prowadzilam prace wykopaliskowe do czasu przyjazdu wlasciwej grupy. Dzieki tym pierwszym kilku dniom odgrylam pierwszy raz kuchnie francuska, pierwszy raz w zyciu jadlam melony i przejechalam sie lokalnymi kolejami (ten komfort w porownaniu z PKP, pachnacy i zadbani pasazerowie, normalnie szok cywilizacyjny). Jeszcze lepsze przezycia mialam w dalszej czesci pobytu ( np. poznalam swietnych ludzi z roznych krajow), ale do dzisiaj wspominam to wszystko jako jedna wielka fascynujaca i w sumie fajna przygode.
      • yuka12 Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:20
        Dodam, ze dla mnie moje studia byly jedna wielka wakacyjna przygoda zycia. Nigdy wczesniej ani pozniej nie bylam tak szczesliwa i spelniona pod wieloma wzgledami. 5 najpiekniejszych lat w moim zyciu.
    • biala_ladecka Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:23
      Te w czasach bezdzietnych, to zaraz po maturze, koleżanka zaprosiła nas do swoich dziadków na wieś na Roztocze (my z wielkopolski). Wszystko tam było inne, nowe i cudowne, a my młodzi, piękni i beztroscy.
      Już z córką to wakacje w Juracie, które nie doszły do skutku ze względu na standard kwatery (kameralny czteropokojowy ośrodek mojego ówczesnego zakładu). Miałam ciężki moment w życiu i byłam w nie najlepszej kondycji. Samochodem jeździłam od kilku miesięcy i dotarcie na Hel było dla mnie ogromnym wyczynem. Kompletnie wykończona weszłam do pokoju, rozejrzałam się, popłakałam, a potem wsiadłam w samochód, wróciłam do Rumii, zaopatrzyłam nas w decathlonie w namiot, materace, stół, krzesła i wróciłam na Hel. I chociaż obiektywnie nie robiliśmy nic niezwykłego to każdy kolejny spędzony tam dzień to był festiwal szczęścia. Do zimy szarpałam się z zakładem pracy o zwrot kasy za tę norę big_grin
      Ja ogólnie jestem dość przygodogenna, taki urok, albo klątwa, ciężko określić. Dzieciak się nie nudzi big_grin
      • straggly Re: No dobra, a wakacje życia? 09.07.18, 23:33
        Najpierw budżetowy wyjazd z narzeczonym do Albanii (to byl rok 2010, kazdy nas pytal: to tam nie ma wojny?), wycieczka stopem na druga strone Albanii, za wielkie gory, pierwszy raz wtedy widzialam tak turkusowa wode. A zaraz potem 6 tygodni we Wloszech jako au-pair, trafilam na fajna rodzine i mieszkałam przez ten czas z nimi w sumie w 5 miejscach/domach od środkowych do północnych Wloch. Zakochałam sie wtedy we Wloszech, poznałam ich kulturę, kuchnie, zwiedziłam mnostwo fajnych miejsc i podszkolilam niezle język (pojechałam po 4 miesięcznym kursie i miesiacu samodzielnej nauki w domu, wiec pewnie gadałam kali miec, kali iscsmile ). Od tego czasu wracam do Wloch srednio 2 razy w roku i nadal nie moge sie nasycić - teraz juz z mezem i 2 dzieci.
    • riki_i Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 00:07
      W sumie to cały czas myślę, że wakacje życia dopiero przede mną - taki jestem nieuleczalnie naiwny... Staram się łapać chwile i trudno by mi było wskazać coś, co w całości stanowiło by jakiś totalny number one w moim życiu. Zwłaszcza, że nie przypominam sobie wyjazdu, na którym nie byłoby ani jednego gorszego momentu tylko same highlights (nawet jak kiedyś poleciałem na Ibize z najładniejsza studentką na roku, to po paru upojnych dniach zdarzył nam się wypadek na motorze i było kiepsko)

      Ale.. z sentymentem wspominam, gdy na Mauritiusie w hotelowym kasynie podszedłem do jednorękiego bandyty, którego od długiego czasu katowala jakaś podstarzala Niemka. Ledwie zacząłem grać, a tu bach! jakieś sygnały dźwiękowe, melodyjki.. okazało się, że rozbiłem bank. Zaczęli mi bić brawo, szampan itp. Tyle, że tam się grało na jakieś stawki w lokalnej walucie, nic nie wartej, ta cała "olbrzymia" wygrana to było może z 1500 zł.

      No ale wystarczyło nam na jednodniowa wycieczkę VIP (trochę jeszcze dołożyłem) i już to było super hiper ekstra. Prywatny kierowca, limuzyna, katamaran i latanie na spadochronie za motorówką. Spiłem się winem i średnio pamiętam jak lądowałem (łapali mnie jacyś Murzyni, bo na rauszu wszystko zrobiłem na opak), ale zarówno ja, jak i moja późniejsza żona wspominamy to do dziś jako cudowne chwile. Chciałbym mieć w życiu tyle kasy, aby móc sobie bez napinki fundowac takie rzeczy.

    • anahera Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 01:57
      Dla mnie kazde, uwielbiam podroze i staram sie co roku zwiedzac nowe miejsca. Ubiegle wakacje byly wspaniale - kumpela konczyla kontrakt w Wietnamie wiec bylismy u niej przez 2 tyg, zwiedzilismy Sajgon, Delte Mekongu, Vung Tao, Hoi An, Hanoi, Ha Long Bay i Sape. Akurat jedna z naszych lini lotniczych otwierala loty na trasie Mel-Saigon i trafily nam sie super tanie. Potem ona zjechala do nas przed powrotem do Polski, dolaczyli inni przyjaciele i w 8 osob polecielismy zwiedzac Kakadu i Darwin. Na wariata, bo wszystko pobukowane a pare dni przed wylotem telefon z jednego z hoteli ze ich zalalo (pora deszczowa) i hotel zamkniety, w dodatku obie drogi (polnocna i poludniowa) do Kakadu tez pod woda. Stworzylismy na poczekaniu plan B objazdowki w innym kierunku i polecielismy, w Darwin podczas zwiedzania muzeum wojennego zlapala nas taka burza ze siedzielismy po ciemku w bunkrach (wywalilo swiatlo) a pioruny walily w drzewa 3m dalej. Gdy wyjechalismy z Darwin to otworzyli poludniowy wjazd to Kakadu. Jedna noc w srodku Kakadu z dusza na ramieniu bo znowu lalo bite 24h i nie wiadomo bylo czy tam z kolei nie utkniemy ale rano przywital nas dostawca ktory przejechal o swicie TIRem wiec droga byla do uzycia. Potem na koncu jeszcze ja z synem i moja mama polecialysmy z kolezanka na tydzien na Nowa Zelandie. Dla mnie blisko a nigdy nie bylam. I w NZ sie zakochalam. Spelnilam jedno z wieloletnich marzen - trekking po aktywnym wulkanie. Nastepne wakacje mam krotkie bo miesiac zabiora mi praktyki (studiuje), ale planujemy znowu NZ wieksza ekipa, po prostu musze tam zabrac meza. A planowane 'wakacje zycia' to maja byc za 2 lata jak skoncze studia - planujemy z kolezanka poltora miesiaca w Ameryce Poludniowej, zakonczone rejsem na Antarktyde. Nie wiem skad wezme na to pieniadze, ale cos wymysle, raz sie zyje.
      • earl.grey.tea Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 07:22
        "planujemy z kolezanka poltora miesiaca w Ameryce Poludniowej, zakonczone rejsem na Antarktyde." Czasu może być mało.
        My zaplanowaliśmy na leniwą podróż od Wyspy Wielkanocnej po Przylądek Horn październik-styczeń. I to ma być nasza podróż życia.

        Jak na razie, mimo obejchania sporego kawałka świata nie czuję, że to bylo TO
        • anahera Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:35
          Wiem sad Mozliwe ze uda sie przeciagnac do dwoch miesiecy ale trudno przewidziec dzis czynniki na koncowke 2020r
    • rosapulchra-0 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 06:20
      Dwa tygodnie na Krymie.
    • jkl13 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 07:45
      Podróż życia mam nadzieję dopiero przede mną (planuję w 2021), ale dwie najlepsze już za mną. Pierwsza to miesiąc wakacji w Polsce pod namiotem, zwiedziliśmy całą ściana wschodnią. Pogodę mieliśmy idealną, na 31 dni padało 2 godziny, dzieciaki lat 4 i 8 wpisały się na medal, zobaczyliśmy wszystko co chcieliśmy z naddatkiem. Było niesamowicie.
      Drugie to nasz pierwszy wyjazd do Włoch, również z namiotem i dziećmi. Zakochalismy się, dzieciaki do dziś wspominają kemping i chcą wracać, a ja zakochałam się we Florencji i na pewno tam kiedyś wrócę.
      Zaś w 2021 planuje podróż życia do Afryki i mam nadzieję, że będzie tak cudownie jak sobie wyobrażam...
      • ertyla Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:02
        Musiałaś napisać "ścianę wschodnią"?
        Nie mogłaś : wschodnią Polskę ?
        • cauliflowerpl Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:24
          No nie, Ty jednak jesteś trollem.
          • ertyla Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:27
            Nie, mieszkam w Lublinie.
          • ertyla Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:33
            I nazywanie tego regionu Polski ścianą wschodnią jest stygmatyzujace, napietnujace i obraźliwe, co od dawna wiadomo. Ale wg ematki obrona własnej tożsamości, to ewidentnie trolling. Puknij się w głowę.
            • cauliflowerpl Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:39
              A ja jestem z Tarnobrzega a w Lublinie studiowałam, i patrz, jakoś nie mam kompleksów z powodu tego określenia.
              • ertyla Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:46
                Nazywasz to kompleksem?
                To faktycznie masz problem ze zrozumieniem, co piszę.
            • mid.week Re: No dobra, a wakacje życia? 14.06.19, 16:32
              Wiesz co, wg mnie stygmatyzujące ( o ile w ogóle to wyrażenie stygmatyzuje i jest obraźliwe) w wyrażeniu "ściana wschodnia" jest słowo "wschodnia" więc zmiana na "Polskę wschodnią" niewiele da...

              Z forum historyków:
              "stwierdzam, iż słowo "ściana" nie niesie za sobą żadnego znaczenia wartościującego a wywodzi się raczej z pojęcia "strona" względnie trochę mniej szczęśliwego "granica". Np. "Nowa wojna rozpaliła się od ściany wschodniej" - gdy Sienkiewicz w ostatnim rozdziale "Potopu" eufemistycznie ze względu na carską cenzurę wspomina o wznowieniu działań wojennych polsko-moskiewskich po zakończeniu walk ze Szwedami"
              • 35wcieniu Re: No dobra, a wakacje życia? 14.06.19, 17:02
                Wpis sprzed roku...
    • butch_cassidy Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 08:38
      Interrail z koleżanką na studiach, całą Europę tak zwiedziłyśmy, poznałyśmy sporo ciekawych ludzi, były fajne przygody.

      Potem Maroko z jeszcze nie mężem, też sporo włóczenia się i niecodziennych wrażeń.
    • tol8 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:33
      Co roku takie są. Tak planuję, by niczego nie żałować, mieć pogodę i zwiedzać nowe miejsca. Mimo, że w namiocie i tanim kosztem, to jednak zwiedziłam już całą Europę zachodnią i południową i jeżdżę coraz dalej. Teraz plany na Islandię, Gruzję i USA
    • leni6 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:35
      Mam nadzieję że wakacje życia jeszcze przede mną, ale na razie szczególnie dobrze wspominam dwa wyjazdy. Pierwszy to Londyn zaraz po maturze, w większości sfinansowany przeze mnie, pierwsze zupełnie samodzielne wakacje, byłam z koleżankami ale dużo zwiedzałam sama, pierwszy raz poszukałam się samodzielnie za granicą. Drugi to Tajlandia i Kambodża, był to nasz drugi pobyt w tym rejonie, perfekcyjnie zorganizowany, wszystko się udało, wspomnienia pozostaną do końca życia.
    • bella_roza Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 09:45
      miałam różne ciekawe wyjazdy ze zwiedzaniem w różnych częściach świata, ale najlepiej odpoczywam na polskiej wsi albo nad morzem - koniecznie w samodzielnym drewnianym domku - gdy nie za wiele się dzieje, czytam książki na leżaku, drzemię w dzień.... po takim urlopie mam naładowaną baterię. i co roku mam dylemat co wybrać na urlop, ciekawość świata gna mnie daleko a zmęczenie dyktuje taki lajtowy wypoczynek.
      • mikams75 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 10:32
        to moze przez caly rok co jakis czas urzadzaj sobie taki weekend relaksu, wowczas ten docelowy urlop przeznaczysz na intensywne zwiedzanie. Ja wlasnie staram sie cak sobie wygospodarowac czas, zeby miec w ciagu roku regularnie mozliwosc podladowania baterii i im starsze dziecko tym latwiej mi ten czas wygospodarowac. Wowczas nie dociagam do urlopu podpierajac sie nosem.
    • banksia Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 10:01
      Nie mam pojęcia. Jak zawsze, są jeszcze przede mną smile

      Lubię road tripy, kemping, naturę, morze, bezludzia. Z pośród dotychczasowych podróży byłoby paru "kandydatów" jednak najlepsze z pewnością dopiero mnie czeka smile
    • milamala Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 10:04
      Pare takich bylo, moze nie wakacji zycia, ale super wakacji, wiekszosc dotyczyla ludzi, ktorzy sie przez nie przewineli. Jako dwudziestoparolatka jezdzilam zbierac owoce do Szkocji, zbieralam owoce, wypoczywalam, zwiedzalam cudowna Szkocje, do ktorej nigdy bym pewnie nie dotarla gdyby nie te owoce, cudowny szalony czas, wyjazd do Grecji z przyjaciolkami - mega szalony czas, byly tez wakacje z przyjaciolka w Londynie w ramach pilnowania domu jej kuzyna, ktory sobie do Meksyku wyjechal. Swietne byly tez wakacje w Turcji, choc atmosfere psuli nieuczciwi mieszkancy. Bardzo lubie wakacje w pobliskich Niemczech w malowniczej dolinie Muzeli. Jakos tak dziwnie w Niemczech zawsze dobrze wypoczywam. Generalnie miewam fajne wakacje.
      Ale wakacje zycia to chyba jeszcze przede mna, czeka mnie wypad do Afryki, Azji, obu Ameryk noi Australii oczywiscie.
    • mikams75 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 10:27
      ciezko mi wybrac, bo ja w zasadzie kazde wakacje zaliczam do udanych mimi, ze bywaly jakies wtopy, ale ja to traktuje jako przygody. A zwiedzilam kawal swiata w kazdych warunkach - od biwakow na totalnych zadupiach do wypasionych hoteli.
      Kilka miesiecy jezdzenia po Indiach wywarly na mniej najwieksze wrazenie pod kazdym wzgledem i chyba te utkwily najbardziej w pamieci.
      Nie byla to relaksujaca podroz, raczej meczaca, ale ja z tych co nie lubia stacjonarnych wyjazdow. Jak potrzebuje wody, ciszy, wypoczynku i lezenia do gory brzuchem to w okolicy mojego miejsca zamieszkania mam sporo takich miejsc do wykorzystania w weekend i korzystam z tego regularnie smile
    • janja11 Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 12:00
      Widzę , że zdecydowanie większa frekwencja jest na wątku o wakacjach nieudanych.
      Tak jak jedna z forumek mam nadzieję, że te najlepsze wakacje są jeszcze przede mną.
      Cudnie wspominam wyjazd na jedną z greckich wysp. Wszystko spontanicznie, last minute z koleżanką. Teoretycznie zupełnie do siebie nie pasujemy i wyjazd mógł być totalnym niewypałem. Ale wyszło świetnie. Trafiłyśmy na fajną ekipę. Razem każdego wieczoru ruszaliśmy do Camelota i balowaliśmy do świtu przy okazji nawiązując mnóstwo nowych znajomości z ludźmi z całego świata.
      Całą wyspę objechałyśmy z nowo poznanymi znajomymi z Izraela. Było cudnie smile
      Najważniejsi są ludzie, których poznajemy.
      • milamala Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 14:04
        Bo tak jest, czlowiek przeciez nie przewiduje, ze jutro umrze, tylko, ze czeka go jest setki wakacji, dziwnym byloby nie miec nadzieji, ze przed nami jeszcze cos lepszego. W koncu zawszsze ma sie jakies plany na kolejne i kolejne miejsca do zobaczenia. Lepiej tak myslec, niz skupiac sie na tym, ze pewnie jeszcze zdarzy nam sie tez jakas wtopa wakacyjna.
        • milamala Re: No dobra, a wakacje życia? 10.07.18, 14:07
          Dodam, ze jakbym musiala wybrac wakacje zycia to bylby to wakacje w Grecji. Chetnie wybralabym sie z ta sama ekipa jeszcze raz, choc niekoniecznie do Grecji.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka