18lipcowa3
15.07.18, 21:30
Wjechalam dzis w jednokierunkowa uliczkę. Krótka bo krótka ale jednak. Zagapilam sie. Owszem moglam cofnąć ale sądziłam ze krotka uliczka zdaze wyjechać. No ale najechał jednak. Luksusowe dosc auto... Wyglądal na kulturalna osobe. Macha oczywiście lapami ale zjechał. Oboje więc sie zmieścilismy ja pomachalam ze dzieki, mijamy sie. Oczywiście okno otwiera to ja tez. I do mnie "kur. a to jest jednokierunkowa!" ja do niego z uśmiechem "wiem, no ale jednak juz musze z niej wyjechac"
A on do mnie krzyczy - to sie kua.. robi wsteczny i cofa kur..a. Oczywiście z boku jeszcze szczeka pani z fotela pasażera zeby mi przypomnieć ze to jednokierunkowa bo moze nie usłyszałam dobrze od niego...zrobiłam mine "wy tak serio" Zamknęłam okno odjechałam. Szkoda mi czas i nerwów.
Tak moja wina jest wiadoma.
Ale powiedzcie mi czemu tak wulgarnie? Czemu ludzie maja misje pouczać tak bardzo innych? Czy ja jemu ostateczne krzywde wielka zrobiłam ze wjechałam? Czy to jest powod by uśmiechnieta kobiete w aucie mieszac z błotem?
Kobieta siedzi obok a ten jak ostatni prymityw.
Serio lepiej sie człowiek czuje jak kogoś zbluzga? Pouczy? Odwazny kurdupel w audi bo kobieta naprzeciwko. Ciekawe czy by karkowi tak wrzucał?
Kierowcy zwłaszcza w tym przoduja., za kółkiem w ludzi wstępuje taka agresja tylko w PL.