Dodaj do ulubionych

finansowa pomoc teściów i rodziców

13.10.04, 11:47
Jak to jest, dziewczyny? W różnych postach pojawiają się stwierdzenia:
teściowie/rodzice są ok, bardzo nam pomagają finansowo. Intryguje mnie fakt
przyjmowania pomocy finansowej od rodziców, a wiele z was traktuje to jak coś
oczywistego. Dla mnie to dziwne. W końcu jesteśmy dorośli, mamy swoje
rodziny, dzieci... a dorosły człowiek to człowiek odpowiedzialny za swoją
rodzinę. Głupio byłoby mi brać pieniądze od rodziców, bo to by znaczyło, że
nie potrafię utrzymać swoich dzieci. Znam taki przypadek - facet już po 40-
stce, żona trochę młodsza, dwoje nastoletnich dzieci. Teściowa podrzuca im
kasę, kupuje lodówkę, płaci za angielski chłopców... Ojcu rodziny (ktory nb.
teściowej nie znosi) nawet nie drgnie powieka. Jak ją stać, to niech płaci -
mówi. A jej wcale nie stać, bo jest na marnej emeryturze. A jemu wcale nie
głupio. A Wam?
Pozdrawiam, kuku
Obserwuj wątek
    • koleandra Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 11:54
      Juz ten temat był maglowany conajmniej kilka razy...
      Moim zdaniej jeśli tesciowa chce płacić a młode małżeństwo chce brac to
      wszystko jest ok. Oczywiście teściowie/rodzice nic nie muszą jesli nie chcą a
      dzieci nie mają prawa oczekiwać, najwyżej mogą poprosić o pomoc jesli im bardzo
      ciężko.
    • ligia76 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 11:58
      Osobiście nie widzę nic złego w pomaganiu dzieciom.
      Oczywiście chodzi mi o "zdrowe" pomaganie.
      Jeśli rocicom/teściom sprawia to radość, nie widzę powodu aby się obruszać i nie przyjmować prezentów/pieniędzy.
      Chora sytuacja jest wtedy, kiedy dzieci żerują na rodzicach np. nie pracując (nie mówię tu o bezrobociu, tylko o celowym braku zatrudnienia), to już patologia totalna.
      Sama kiedyś dostałam samochód od teściów i nie widzę w tym nic złego, teść się uparł i koniec. Dodam że mój mąż jest jedynakiem, pracujemy obydwoje (obecnie jestem na urlopie wychowawczym).

      Pozdrowienia
      Ligia


      Pozdrowienia
      Ligia
    • twinmama76 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:01
      Ja absolutnie nie oczekuję pieniędzy od moich rodziców, ani teściów. Ale na
      przykład gdy oboje z mężem nie mieliśmy pracy, to teściowa przez 3 miesiące
      płaciła nam za mieszkanie. Jak mogliśmy przyjąć? Ano nie mieliśmy oszczędności
      na tyle, żeby płacić, a nie chcieliśmy karnych odsetek.
      Z drugiej dla mojego męża nie byłoby nic dziwnego w tym, gdyby mamusia kupiła
      mu monitor, na który ma ochotę, ale aktualnie nie bardzo pieniądze. Dla mnie
      jest to nie do przyjęcia. Uważam, że jesli mnie na coś nie stać w obecnej
      chwili, to zbieram.
      Dziwią mnie ludzie, którzy chełpią się pięknie wyposażonym mieszkaniem, drogim
      samochodem, wspaniałymi wczasami...a okazuje się, że za wszystko płacą rodzice.
    • mik5 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:03
      Oczywiście nikogo to nie usprawiedliwia, ale dla niektórych rodziców jest
      punktem honoru to, zeby jak najwięcej pomagac swoim dzieciom, bez wzg. na ich
      wiek. Moja koleżanka z pracy, pani już na emeryturze ciągle opowiada, ze jej 40
      letnia córka rzadko kiedy gotuje sama obiady (nie mieszkają razem ale córka z
      rodziną przyjeżdża do mamy w niedziele po wałówkę), ze kiedy zięc nie miał
      pracy, to oni z mężem oddawali dzieciom 1 swoją pensję, ze kiedy córka z
      wnuczka są na wczasach, to ona prasuje zięciowi koszule, które on po
      wyciągnięciu z pralki przywozi, itp. itd. To wszystko jest rzeczywiście trochę
      niepoważne, ale w pewnym sensie tej córce zazdroszczę. Chyba rzeczywiście jest
      to kwestia dogadania się zainteresowanych stron.
    • ufnolek Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:11
      Hmmmm.Mieszkam z mezem i dzieckiem u tesciowej.To ona placi rachunki,ale tylko
      dlatego ze sama tego chce i za nic nie chce naszych pieniedzy.Dodam ze jedzenie
      i wszystkie inne rzeczy kupujemy sami.Mi osobiscie ta sytuacja bardzo nie
      pasuje bo przy jakis spieciach czasem jej sie wymsknie ze nas utrzymuje itp.
      ale dalej nie chce naszych pieniedzy.Chyba sama niewie o co jej chodzi,a moze
      cieszy ja to ze ma nas w garsci i moze nami rzadzic.A moja mama czesto daje
      Kacperkowi pieniązki,a my za to kupujemy mu zabawki,ubranka czy inne potrzebne
      mu rzeczy.Gdybym nie wziela pieniedzy od mamy obraziła by sie i byłoby jej
      strasznie przykro.Bo kocha swojego wnuczka i cieszy sie ze moze mu cos dac.Ja
      po nic nie wyciagam reki,nie uwazam ze mi sie cos nalezy,dziekuje za to co
      otrzymuje i ciesze sie z tego co mam.
      Lidka
      • kuku-007 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:31
        Mi osobiscie ta sytuacja bardzo nie
        > pasuje bo przy jakis spieciach czasem jej sie wymsknie ze nas utrzymuje itp.

        No właśnie, jaka jest cena takiej "pomocy"? Czasem całkiem spora. Moja mama w
        ramach prezentu slubnego dołożyła nam na początku małżeństwa pewną sumę, kiedy
        kupowaliśmy piewsze mieszkanko (piszę - mieszkanko, bo było bardzo małe smile.
        Było to mniej wiecej 10% całej sumy. Do dziś (minęło ze 13 lat) "przypomina"
        nam co jakis czas o tym fakcie w mało przyjemnych sytuacjach (próby zwrócenia
        jej pieniędzy były nieudane i skończyły sie rękoczynami). Inny przykład:
        koleżanka w średnim wieku, z rodziną. Ona i mąż pracują, zarabiają przeciętnie.
        Pomaga im jej mama. Mąż nie protestuje. Doszło do tego, że mama potrafi grzebać
        im w koszu z brudną bielizną, w lodówce, nie mówiąc o tym, że decyduje o
        wyglądzie ich mieszkania. Wybrała im np. szafki do kuchni, które im sie nie
        podobały. Powiedziała: bierzecie te, ja płacę, inne - płacicie sami. Zgodzili
        się...
        Ale chodzi mi o coś innego - o to, że dorośli ludzie, mający własne rodziny tak
        łatwo godzą się, żeby współutrzymywali ich rodzice (często wręcz tego
        oczekują). Że uważają to za normalne. Ja za normalne uważam całkowitą
        samodzielność i nieogladanie się na rodziców czy teściów (nie mówię o
        upominkach dla wnuków czy prezentach z okazji oraz ekstremalnych sytuacjach jak
        choroba czy brak pracy). Chodzi mi o normalne, codzienne życie. Samodzielne
        życie.
        pozdrawiam, kuku
    • burza4 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:18
      Dla mnie tacy ludzie nie mają krzty honoru po prostu. Rozumiem jeszcze
      przyjmowanie pomocy w rodzinie, która ma dobre relacje i dobry status
      materialny rodziców umożliwia tę pomoc a dzieci faktycznie potrzebują. Ale w
      przypadku, kiedy chodzi o rzeczy z gatunku ekstrasów i to kupowane np. z
      emerytury babci, to jest to pasożytnictwo i egoizm. Nawet jeśli babcia sama się
      naprasza. A już w ogóle w sytuacji takiej, kiedy się teściowej nie znosi, a jej
      pomoc przyjmuje bez mrugnięcia okiem to dla mnie oznacza brak godności, takie
      osoby oceniam jako zwykłe łajzy. Uważam, że po prostu NIE WYPADA przyjmować
      prezentów, jeśli się wie, że darczyńcy na takie gesty nie stać - a nie trzeba
      tu wiele - wystarczy pomyśleć, ile rodzice zarabiają, a ile trzeba żeby się
      utrzymać. Nie wiem, jak niektórzy mogą spać spokojnie ze świadomością, że np.
      babcia oszczędza na lekach dla siebie, zeby dzieciom/wnuczkom kupic coś
      drogiego. Źle bym się czuła, gdyby rodzice kupowaliby mi np. nowy telewizor, a
      ja wiedziałabym że ich własny ma 15 lat, taki prezent tkwiłby mi ością w gardle.
      • aniaop Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:28
        Wszystko zalezy od sytuacji. Moj tata np zarabia 3 razy tyle co ja i uwaza, ze
        po to ma te pieniadze, zeby je wydawac. Czesto robi wiec wnuczce prezenty, malo
        tego zdarza mu sie np mnie wyciagnac na zakupy i kupic mi plaszcz z
        komentarzem, "ze nie moge wygladac jak corka bezrobotnego"
        • burza4 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:37
          aniaop napisała:

          > Wszystko zalezy od sytuacji. Moj tata np zarabia 3 razy tyle co ja i uwaza,
          ze po to ma te pieniadze, zeby je wydawac. Czesto robi wiec wnuczce prezenty,
          malo> tego zdarza mu sie np mnie wyciagnac na zakupy i kupic mi plaszcz z
          > komentarzem, "ze nie moge wygladac jak corka bezrobotnego"


          Toż właśnie piszę o zgoła odwrotnej sytuacji - kiedy tatuś/mamusia z niewielką
          renciną od ust sobie odejmuje, żeby dzieciom kupić np. DVD na raty...smile)) albo
          o takiej kiedy np. teściową utopiłoby się w łyżce wody, ale jak już głupia coś
          kupi, to niech będzie, łaskawie się to przyjmuje... takie postawy budzą moją
          żywiołową pogardę...

          Osobiście jednakowoż poczułam się o niebo lepiej (w sensie doroślej), kiedy
          stałam się samorządna i niezależna i nic nikomu nie musiałam zawdzięczać.
          • aniaop Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 13:14
            >
            > Osobiście jednakowoż poczułam się o niebo lepiej (w sensie doroślej), kiedy
            > stałam się samorządna i niezależna i nic nikomu nie musiałam zawdzięczać.


            Masz racje, tez sie tak czulam przez te kilka lat, kiedy moglismy liczyc tylko
            na siebie. Teraz jednakze mam meza na wychowawczym i prezentow nie odmawiam,
            traktujac jednakze te sytuacje jako przejsciowa.
    • mamastasia Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:25
      A nam rodzice pomagają różnie i jest nam z tym dobrze i im chyba też, bo sami
      się ofiarują. Np teść dodaje nam do opłaty za internet 50% ceny, bo sam chce i
      sam o tym pamieta (my go nie prosimy ale też nie odmawiamy), a internet jest
      potrzebny do pracy mojemu mężowi. Częściej jednak jest tak, że coś tam nam przy
      okazji kupują (masło, cukier, proszek do prania itp) i dają nam to jako
      "prezent". Moi rodzice mają malutkie gospodarstwo i dzięki nim nie kupujemy
      mięsa, większości warzyw. Choć to nie są pieniądze to jednak łatwo można to na
      nie przeliczyć. Jest to jednak dobra wola darczyńców, a my nie liczymy tylko na
      to, że nam ktoś coś da. Choć muszę przyznać, że wspiera to nasz budżecik.
      Myślę, że obecnie różnie bywa i nie zawsze można tak łatwo powiedzieć - jesteś
      dorosły i radź sobie sam - wszyscy wiedzą jakie są zarobki, jak jest z pracą i
      jakie mamy ceny.
      • michiko wszyscy licza na rodziców a tymczasem oni 13.10.04, 12:31
        nie maja obowiązku pomagac nowożeńcon ani tym z jakimś stażem małżeńskim. Bo
        niby z jakiej racji.
        Niektóre pary pobierają sie nie mając dosłownie nic- a jakoś to bedzie- a
        bedzie tak z rodzicami beda mieszkać rodzice dadza jeść itd. Zupełny brak
        realizmu. Rodzice swoej zrobili- wychowali i trzeba dac im odpocząć a nie
        obarczać ponownie brakiem kasy dziećmi itd.
        Im tez sie cos od życia nalezy
      • klaudia1973 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:35
        osobiście nigdy nie korzystaliśmy z pomocy ani rodziców ani teśców, zawsze
        staralismy ise tak gospodarzyc aby jakos szło , choc czasmi było cięzko
        np przez mc jedlismy chleb ze smalcem a na obiad rosól i kartofle
        , ale tak trzeba było , w swoim czasie moich rodziców było stac na bardzo
        duża pomoc ale my nie skorzystaliśmy , nigdy nie oponowali za naszym
        związkiem , wiec jakn nie to nie, jest nam z tym bardzo dobrze bo jak
        wywalam stare meble to nie patrze nie ogladam sie za siebie kto i ile na
        co dał
        , mój mąz ma zawsze jakies hobby i sporo to kosztuje , i wówczas gdyby
        rodzice dokładali napewno pojawił by się zgrzyt typu my dajemy na zycie a
        on ma fanaberie
        , jak chce wypic wódki to pije za swoje , oali za swoje , jak ma ochote
        moja mam to np kupuje dzieciom owoce słodycze jak do na s przychodzi .
        ogólnie przez 14 lat naszego wspólnego zycia nigdy nie wzielismy pieniedzy
        od rodziców i8 tesciów
        jestem cholernie z tego dumna bo wszystko co mamy jest nasze w 100% i
        nigdy nie było inaczej. PS
        strasznie tom nie modne wsród młodych małżenstw ale my jestesmy happy
    • szymanka Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 12:57
      Właścwie to nie wyobrażam sobie, że mogłabym przyjmować ciągłą pomoc od
      rodziców/teściów. Ciągłą to znaczy miesiąc w miesiąc otrzymywać pieniądze, lub
      mieć jakieś opłacone rachunki.
      Ale z drugiej strony, teściowa po ślubie kupiła nam pralkę i lodówkę. Przy
      zakupie samochodu brakło nam 2 tysiące, pożyczalismy od teściów. Zwrotu za nic
      nie chcieli przyjąć. Sami z siebie kupili nam działkę za 10 tys. Teściowa
      często kupuje mojemu synowi ubranka. To samo moja mama. Więc ta pomoc jest i to
      spora.
    • le_lutki Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 14:09
      A ja to chyba mam po wlasnej matce, ze rekami o nogami sie opieram przed
      jakimikolwiek zobowiazaniami materialnymi czy innymi u innych osob z rodziny.
      Ale w praktyce to wyglada tak (kilka przykladow z zycia):
      - kiedy chcialam zmienic samochod (tuz po studiach), bo moj garbusek sie
      zbiesil, to ja wplacilam 1/3 kwoty z oszczednosci, a 2/3 zaplacil moj Tata.
      Pozniej regularnie co miesiac splacalam mu minimum 1000 PLN miesiecznie, a w
      porywach (jesli mialam dobre fuchy) to i 2000. Taki uklad byl uczciwy i pasowal
      obu stronom.
      - kiedy bralismy slub we Francji, ja co prawda bylam zwolenniczka wersji:
      cicho, kameralnie i bez pompy, ale bylam w tej wizji odosobniona. Glownie moja
      tesciowa nalegala na "nalezyta" oprawe, ale nie tylko. Uzgodnilismy, ze koszty
      (niemale) slubu i wesela zostana podzielone na 4 miedzy: jednych moich tesciow,
      drugich tesciow, moich rodzicow i nas z mezem. Rodzice sami zadeklarowali chec
      uczestnictwa w wydatkach. Skonczylo sie na tym, ze moi rodzice (stosunkowo
      najmniej zarabiajacy w tym towarzystwie) dali nam najwiecej, o wiele wiecej niz
      by wypadalo (i nie da sie im odmowic!) a tesciowi maz odeslal czek z
      jego "wkladem" po roku od slubu i niekonczacych sie zalach, ze "musial placic
      na nasze wesele i nie rozumie czemu".
      - moze sie zdarzyc, ze kiedy nam sie przyjdzie wyprowadzic na poludnie, to po
      sprzedazy naszego tu mieszkania bedzie nam sporo brakowac zeby tam cos kupic
      (ceny horrendalne). Tym niemniej propozycja pracy nie do odrzucenia. I
      tesciowie juz - na wahania mojego meza - zapowiedzieli swoja pomoc w razie
      koniecznosci, oczywiscie na zasadzie pozyczki (podobnie jak bylo z obecnym
      mieszkaniem, juz splaconym). Wolalabym tego uniknac z roznych wzgledow, ale
      milo ze strony tesciow, ze zaproponowali. I wiem tez, ze maz najpierw sprobuje
      na wlasna reke zanim wyciagnie ja do nich...
      - mam w rodzinie (w Poslce) przypadek taki, ze smarkaci za wszelka cene chcieli
      sie pobrac (19 i 23 lata) wiec "na zlosc mamie" zrobili sobie dziecko, ktore
      zreszta bardzo wszyscy kochaja. Rodzice dali mieszkanie (osobne!), placa czynsz
      mlodym malzonkom, malzonkowie jesli sie okazuje, ze trzeba nowy fotelik
      samochodowy dla dziecka - to INFORMUJA o tym fakcie rodzicow bez skrupulow i po
      dwu dniach fotelik jest. Pani sie zachcialo nagle studiowac - dziecko przeciez
      popilnuja w week-end dziadkowie (choc na codzien sie ich kijem odgania). I
      jeszcze wszystko byloby w miare normalne gdyby nie to, ze kiedy sie pojdzie do
      nich w odwiedziny, to "glowa" tego domu bez mrugniecia okiem krytykuje tescia w
      sposob niewybredny, ze sie "miesza" (??), ze nie rozumie dlaczego uwaza go za
      nieudacznika zyciowego i ze lepiej jakby sie zajal soba. Dziw bierze, dlaczego
      w sposob tak wybiorczy mialby sie zajac soba, ale wole nie wnikac bo mi sie i
      tak scyzoryk otwiera w kieszeni... Odrobine dumy! Skoro krytykujesz nie
      zyciagaj reki tylko zarabiaj na swoja rodzine! Ale nazywa sie, ze mlodzi "sa na
      swoim"...Taka dojrzalosc i niezaleznosc za cudze pieniadze. Dla mnie nie do
      przyjecia.
      Kiedy ja sie wyprowadzilam od rodzicow, na wlasne zyczenie, to musialam liczyc
      pieniadze co do grosza (oplaty, czynsz, samochod, jedzenie) ale to byl moj
      wybor i sama odpowiadalam za to, co robie. Choc przyznam, ze mila jest
      swiadomosc, ze kiedy sie wpadnie w tarapaty, to bedzie mozna liczyc na rodzine.
      Ale to dla mnie odrebna rzecz.
      pozdrawiam
    • adsa_21 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 14:21
      Mi rodzice co miesiac przelewaja kilkaset zlotych na konto, a tescie nas
      utrzymuja tzn. mieszkamy z nimi ale oni placa rachunki itp. Maz tylko doklada
      sie do benzyny, czasem robimy zakupy. Reszta pieniadzy z pensji meza(budzet)
      idzie na jedzenia i rzeczy dla Adasia,ubrania dla nas, splate rat itp
      Bardzo chcialabym byc choc troche niezalezna finasowo, chociaz od rodzicow..
      Dlatego szukam pracy...
      Oni zarabiaja dosc dobrze ale nie chcialabym by nam pomagali..
      Mieszkanie na koszt tesciow jakos mi nie przeszkadzasmile
    • malafm Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 14:37
      Jak to jest u nas? Otóż mimo, że prawie 3 lata temu wyprowadzilismy sie od
      rodziców nadal nam pomagają i to zarówno tak praktycznie jak i finansowo. Nie
      dają nam pieniędzy tak po prostu do ręki ale ciągle cos kupują Wice ( soczki,
      wędlinkę, mleczko, słodycze). I słuchajcie nie będę nawet pisać ile razy
      prosiłam żeby tego nie robili...Za każdym razem słyszę, że oni przecież nie
      przejedzą pieniędzy...Zawsze jak zaprowadzam małą to kupuję te soczki, deserki
      itd. i myslicie że to coś daje. Odbieram ją i to przeważnie jest zapakowane do
      plecaka i wędruje z nami do domu. Następna sprawa to obiady. Otóż ja pracuję w
      układzie 2 dni pracy i 2 dni wolnego albo 3 dni pracy i 3 dni wolnego. Gdy
      jestem w pracy ( od 10 do 20.oo) to wiadomo nie gotuję. Mała je albo w
      przedszkolu albo poprawia obiadem u mamy, mąż wraca z pracy o 19 i jak małą
      odbiera od rodziców tam je obiad (odgrzany).Więc wtedy wiadomo sytuacja niby
      prosta, ale zostają te dni kiedy mam wolne...i jak to wygląda w praktyce? Otóż
      bardzo często albo wręcz najczęściej i tak ten obiad jest u rodziców. Mama za
      każdym razem powtarza, że nie będzie gotowała dla 2 osób bo tak nie umie i
      nawet nie ma sensu gotować na 2 domy. A jak już się uprę i coś w domu sama
      ugotuję to naprawdę z trudem udaje mi się ich przekonać żeby przyszli do nas i
      zjedli. Kiedyś zaprosiłam ich na niedzielny obiad, więc oczywiście rosołek i
      drugie danie. A oni przyszli i mówią że już zupę jedli bo przecież nie będa
      mnie objadać. No ręce mi opadłysad. Słuchajcie w związku z taką sytuacją jaka
      jest uparłam się i co miesiąc daję im pieniądze niby na te nasze obiady.
      Oczywiście nigdy nie chcą wziąć ( doszło do tego że zostawiam gdzieś na meblach
      w wazonie np.). Ja wiem że to się trochę śmieszne wydaje ale kiedyś jak
      próbowałam na spokojnie z nimi porozmawiać, że musimy to zmienić i te obiady
      muszą się skończyć to...oczywiście niezbyt przyjemnie skończyło sie spięciem i
      zarzutami z ich strony, że ich już nie potrzebujemy. Dlatego teraz odpowiem na
      pytanie kuku-007: nie jest mi głupio, że rodzice nam pomagają. Ale może
      dlatego, że my tej pomocy nie wymuszamy ani tak naprawde o nią nie prosimy tak
      bardzo. To wynika z ich podejścia i może to głupio zabrzmi ale pomagają bo mają
      z czego a gdyby nie mieli to pomagaliby nadal tak w praktyce jak to tez
      robią.Oki może trochę zagmatwałam ale mam nadzieję ze rozumiecie o co mi chodzi.
      Pozdrawiam
      Mała
    • anaj75 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 14:39
      Nadziwić się nie mogę... U nas, przed wychowawczym, kiedy oboje zarabialiśmy,
      choć na dorobku, sami pomagaliśmy naszym rodzicom, wysyłając pod pretekstem np.
      urodzin, dnia matki itp. trochę pieniędzy. Teraz jest to niemożliwe ale zdarza
      się, że zasponsorujemy przyjazd którejś z mam do nas, żeby się wnukiem
      nacieszyła.
      Ciekawe, czy ktoś miał podobną sytuację?
      • anaj75 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 15:22
        Czuję potrzebę dookreślenia moich poglądów, bo wypowiedziałam się trochę
        emocjonalnie i bezrefleksyjnie wink.
        Myślę, że nie ma nic złego, gdy w rodzinie osoby o lepszym statusie
        materialnym, pomagają tym, w gorszej sytuacji. Tak przynajmniej funkcjonuje to
        w mojej rodzinie na osi: rodzice - dzieci, rodzeństwo itd. Gorzej, gdy pomocy
        udzielają biedni rodzice, w miarę dobrze zarabiającym dzieciom. Istotny jest
        też klimat emocjonalny takiego pomagania. Jeśli kryłaby się za tym potrzeba
        zdominowania strony wspieranej, odrzuciłabym taki dar.
        Wielu rodziców uważa, że ich obowiązkiem jest pomoc dziecku np. w zakupie
        mieszkania. Jeśli są w stanie, to ok. Dzięki temu, wielu moich znajomych
        mieszka dziś w swoim M.
        W naszej sytuacji przyjęcie takiej pomocy jest niemożliwe, bo rodzice mają
        mniejsze dochody niż my. A my nie mamy, z kolei, tak dużych, by kupić sobie
        jakieś lokum.
        Czasem to nawet mi żal i trochę zazdrość mnie chwyci, że nic nam za darmo z
        nieba nie spadnie wink. Wałęsamy się po stancjach, licząc, że kiedyś sami sobie
        na coś zapracujemy.
        I jeszcze jedno: dużo lepiej czuję się w roli osoby dzielącej się swoimi
        pieniędzmi niż przyjmującej je od innych. Może to stąd...
        Nie wiem, czy komunikatywnie się wypowiedziałam ale pisząc robię kilka innych
        rzeczy na raz smile
        Pozdrawiam.
        Jana
      • nanuk24 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 20:53
        Oj! ja mam tak.Mieszkam za granica,moi rodzice w Polsc(zreszta cala moja
        rodzina)Rodzicom moim sie nie przelewa(moja mama pracuje, ale od 3 miesiecy nie
        dostala jeszcze wynagrodzenia),takze raz w miesiacu wysylam pieniadze,4 razy w
        roku paczki:dla siostry, brata, mamy, taty ,szwagra itd.I sprawia mi to wielka
        frajde,ze moge im pomoc a i oni sa mi bardzo wdzieczni.
        Natomiast mamy problem z meza mama.Tesciowa mieszka w Rosji i uparla sie, ze
        wysle nam 1000$(a bo dziecko sie urodzilo,bo pewnie potrzebujemy, bo daje
        pieniadze swojemu drugiemu synowi,a my pewnie czujemy sie urazeni itp.)Zawsze
        odmawiamy,bo kto widzial, zeby z Rosji do Stanow wysylac dolary! Parodia!
        Tesciowa w koncu wyplakala sie mezowi w sluchawke,ze jest jej przykro, bo jej
        nie potrzebujemy, ze nie widziala syna 6 lat i chcialaby czuc sie potrzebna...
        Wiekszosc rodzicow robi to z milosci do swoich dzieci.Jezeli chca, to daja i
        nie uwazam,zeb bylo to cos zdroznego.
    • bedada Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 14:57
      W tym roku w marcu znalazłam się w takiej sytuacji: ja na wychowawczym,a mój
      mąż stracił prace.Tak więc moi rodzice zamiast dawać nam kase robili nam raz na
      tydzień duuże zakupy w supermarkecie.Opłaty za mieszkanie robiliśmy sami.Cała
      sytuacja trwała całe szczęście tylko miesiąc,bo szanowny małżonek bardzo się
      przejął,że nie może utrzymać rodziny i szybko znalazł sobie nową lepiej płatną
      (nawet)prace.Ale i tak jestem moim rodzicom wdzięczna,za te zakupy.Miło jest
      wiedzieć,że w najcięższych chwilach swego życia można liczyć na rodziców!I nie
      chodzi mi tylko o kwestie finansową!
    • umargos Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 15:52
      Nam rodzice pomagają. Oboje, i moi i męża. Dzieki moim rodzicom mamy
      mieszkanie. Jak spłacimy nasz kredyt będziemy spłacać ich. Przyjęlismy pomoc
      bez większych skrupułów (no bardziej ja, bo inicjatywa była mojej mamy i to
      jeszcze przed naszym ślubem). Z naszej strony, bez wahania jestem w stanie
      powiedzieć, że rodziny mogą na nas liczyc w różnych sprawach - od pielegnowania
      w chorobie do fizycznej pomocy przy remoncie, czy przy jakichkolwiek
      problemach. Mogą liczyc na wsparcie z naszej strony, tak jak my mogliśmy i
      mozemy nadal z ich strony. A choć to głównie rodzice nam pomagają, to samo
      podejście do tematu (i pewnie wychowanie) sprawia, że może na nas liczyc
      rodzeństwo (akurat moje, bo mąż jest jedynakiem) i my możemy liczyc na nich.
      Zawsze w chwili problemów, najróżniejszych, jest kilka telefonów pod które
      można zadzwonić i uzyskać wsparcie. Nawet tylko pogłaskanie po głowie lub kopa
      w d... zależy co potrzebne. I nie mam z tego powodu żadnych obiekcji. Daję i
      biore, nie liczę, bo i po co. Kocham całą moją rodzinę i jestem dla nich tak,
      jak oni dla mnie, bez zastanawiania się kto więcej kto mniej, kto coś tam itp..
      No i układ jest uczciwy...nikt nikomu niczego nie wylicza.
      Pozdrawiam
      Ula
    • saba76 Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 16:10
      chyba wszystkich spisalaś pod 1 kreske,a tak się nieda

      Owszem czasem kożystam z pomocy rodzicow,ale jesli pieniadze to tylko male
      pozyczki i zawsze zwrotne.
      U nas w rodzinie dziala niezobowiązujący handel wymienny,ja mam czereśnie na
      dzialce i troche warzyw ,wiec ratuje szfagierke,teściową i mame(czereśniami),mo
      ja mam też ma dzialke ,ale ma gruszki i jabłka i podżuca nam,teściowa jak maja
      to daja grzypki,szfagierka ciuszki po chlopcach,ja coś tez nieraz podżuce z
      ciuszków i tak wszystko dziala. Jest to pomoc? jest!

      Bylo też u nas tak ,że niemielismy na chleb i wtedy niezmuszani,sami z siebie
      rodzice podżucali nam przetwory i coś innego-pieniazki raczej nielubie
      przyjmować i żadko to robie.
      Dzial to rownież w 2 strone ,gdy teściowie niemieli,albo moji rodzice też
      pomagałam.

      Nawiasem ,mówiąc w przypadkach ekstremalnych zawwsze lepiej liczyć na pomoc
      innych a lepiej jak to jest rodzina,a tu trzeba współpracować.
    • mamausi Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 16:29
      każdy ma takie podejście do wszystkiego jak mu się w życiu osobiście powodzi,
      gratuluje młodym małżeństwom które potrafią się same utrzymać i nie potrzebują
      pomocy rodziców, myślę że taka sytuacja sprzyja relacjom rodzinnym(np.teściowa-
      synowa,nie jest łatwo brać od kogoś jego ciężko zarobione pieniądze)ale
      niestety nie zawsze tak jest, tzw wpadka, zdarza się często, wiem można
      powiedzieć "nieopowiedziani, przecież wiadomo skąd się biorą dzieci..."ale
      jestem pewna,że nie ma tu osoby, która będąc kilka lat w stałym związku nie
      uprawiała nigdy seksu bez zabezpieczenia, porostu niektórzy nie maja tyle
      szczęścia i kończy to się nieplanowana ciążą co dalej usunąć?!!!Ja niestety
      muszę godzić się na pomoc finansowa ze strony rodziców - teściów, ponieważ sami
      nie potrafimy powiązać końca z końcem, nie jest łatwo mając dwadzieścia parę
      lat zarobić tyle pieniążków by dokończyć studia(czy uważasz że mam zakończyć
      swa edukacje podnieść dumnie głowę do góry i napisać takiego posta, że mi
      rodzice nie muszą pomagać? utrzymać dziecko, siebie, mieszkanie, naprawdę nie
      jesteśmy w stanie. Naprawdę nie jestem zadowolona z tego że muszę przyjmować
      pomoc rodziców,a czasami nawet prosić o nią, ale musze porostu i jest mi z tym
      źle i bardzo mnie denerwuje jak osoba która nie ma o tym pojęcia pisze takie
      posty.
      • aniaop Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 16:39
        mamausi napisała:

        > każdy ma takie podejście do wszystkiego jak mu się w życiu osobiście powodzi,
        > gratuluje młodym małżeństwom które potrafią się same utrzymać i nie
        potrzebują
        > pomocy rodziców, myślę że taka sytuacja sprzyja relacjom rodzinnym
        (np.teściowa-
        > synowa,nie jest łatwo brać od kogoś jego ciężko zarobione pieniądze)ale
        > niestety nie zawsze tak jest, tzw wpadka, zdarza się często, wiem można
        > powiedzieć "nieopowiedziani, przecież wiadomo skąd się biorą dzieci..."ale
        > jestem pewna,że nie ma tu osoby, która będąc kilka lat w stałym związku nie
        > uprawiała nigdy seksu bez zabezpieczenia

        - owszem ja jestem taka osoba. Zawsze (od 10 lat) lykalam pigulki, teraz
        przyklejam plastry. A sex bez zabezpieczenia uprawialam tylko, kiedy staralam
        sie o dziecko. Wiec nie uogolniaj.


        , porostu niektórzy nie maja tyle
        > szczęścia i kończy to się nieplanowana ciążą co dalej usunąć?!!!Ja niestety
        > muszę godzić się na pomoc finansowa ze strony rodziców - teściów, ponieważ
        sami
        >
        > nie potrafimy powiązać końca z końcem, nie jest łatwo mając dwadzieścia parę
        > lat zarobić tyle pieniążków by dokończyć studia(czy uważasz że mam zakończyć
        > swa edukacje podnieść dumnie głowę do góry i napisać takiego posta, że mi
        > rodzice nie muszą pomagać? utrzymać dziecko, siebie, mieszkanie, naprawdę nie
        > jesteśmy w stanie. Naprawdę nie jestem zadowolona z tego że muszę przyjmować
        > pomoc rodziców,a czasami nawet prosić o nią, ale musze porostu i jest mi z
        tym
        > źle i bardzo mnie denerwuje jak osoba która nie ma o tym pojęcia pisze takie
        > posty.
        • kuku-007 Re: do mamausi 13.10.04, 16:59
          jestem pewna,że nie ma tu osoby, która będąc kilka lat w stałym związku n
          > ie
          > > uprawiała nigdy seksu bez zabezpieczenia

          Ja też jestem taką osobą, więc nie uogólniaj tym bardziej.smile A rodzinę
          założyłam, kiedy było mnie na to stać. I wcale nie miałam 100 lat, tylko 21.
          Można.
          pozdrawiam, kuku
    • cruella Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 17:57
      Tak, to prawda, niewiele osób uczciwie przyzna, jak wielką pomoc dostaje od
      rodziców/teściów. Tu mały prezencik (niby niezobowiązująco) tam "dołożyli się "
      do mieszkania, tu pilnują dzieci, tam zostają z nimi na wakacje.
      Mieszkamy z nimi, więc i tu pomoc jest spora ale...my umiemy braćsmile))

      Jak to było u nas?

      Ja i mąż nie chodziliśmy głodni ani brudni. Tu jednak rola wychowawcza i pomoc
      się kończyła. Żadnych inwestycji w języki czy "dobrą szkołę" (a pieniądze w
      domu zawsze były). Bo to wszystko (kino, książka, zabawki) przekraczały ramy
      obowiązków rodziców. Etap inwestycji i pomocy w większym stopniu zakończył się
      wraz z maturą. Już na pierwszym roku dostaliśmy stypendia i za nie musieliśmy
      kupić sobie książki i potrzebne rzeczy, opłacić stołówkę. Wówczas (już) mąż
      dorabiał na boku by związac koniec z końcem. Ze skromnych oszczędności (ja
      również dorabiałam korepetycjami) musieliśmy dokładać się do prowadzenia domu
      rodziców. Będąc na drugim roku przeszliśmy na studia zaoczne, musieliśmy po
      prostu pójść do pracy( jak dumnie to brzmi, dwie pensje w wysokości min.
      socjalnego). I tu ręka rodziców znacznie się wyciągnęła, musieliśmy bowiem
      dokładać więcej (bo małe dziecko zużywa więcej wody, bo trzeba częściej palić w
      centralnym...). Po sześciu latach takiego cichego zaglądania do potrfela
      wyprowadziliśmy się, wynajmując mieszkanie w obcym mieście (a W-wa do łatwych
      miejsc nie należy). Skończyliśmy studia, kupiliśmy mieszkanie. Mimo, iż
      rodziców stać było na pomoc my kupowaliśmy mieszkanie całkowicie zdani na
      siebie. O teściach nie piszę, byli chyba szczęśliwi, że wreszcie nie mają
      obowiązku dokładać do syna.
      Jaką pomoc dostałam od rodziców? Mogłam u nich mieszkać przez te kilka lat po
      ślubie, mama zajmowała się ponadto synem 3-4 godz. dziennie przez dwa lata. To
      prawda, nie musiała. Jestem dorosła, powinnam sama zadbać o opiekę nad
      dzieckiem. Cóż jednak, skoro niania nie mogła siedzieć z synem dłużej niż 8
      godzin a ja pracowałam do 19. To prawda, byliśmy i jesteśmy dorośli, to nasze
      kłopoty i zmartwienie. Ale mimo wszystko pozostaje ból i jakiś smutek, że nie
      mogłam na nich liczyć w najgorszych dla nas momentach, w przysłowiowych
      zakrętach życia. I nie mam tu na myśli wykładania pieniędzy ale zwykłą
      pożyczkę. Cóż, chyba nauczyłam się liczyć tylko na siebie.
      Trzeba pamiętać jednak o tym, że każdy kij ma dwa końce. Rodzice cały czas
      manifestują nam, że nie potrzebują od nas żadnej pomocy, o opiece na stare lata
      nie mówiąc. Nie potrzebują naszej "łaski", szkoda...bo w ten sposób znów dają
      nam znać że znaczymy dla nich tyle co sąsiad zza ściany.
      smile)))))))))))))
      • cruella buźki 13.10.04, 23:50
        miały być w drugą stronęsad((((((((((((((((((((((((((
        faktycznie wyszło, jakbym się cieszyła
    • aleksandrynka Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 18:13
      mi też nie głupio. Rodzice pomagają nam, i to bardzo, bo nas kochają i mają
      taką możliwość. To ich wybór, chociaż też wiedzą, że na wiele rzeczy nie byłoby
      nas teraz stać. Mogłabym poczekać, ale skoro oni chcą nam pewne rzeczy kupić
      teraz, to bardzo się cieszę i jestem super-wdzięczna. Moim dzieciom też pomogę,
      kiedy zaczną samodzielne życie. Tak jest u mnie w rodzinie i już, nie ma co się
      nad tym rozwodzić. Co innego, gdyby nie było moich rodziców albo mnie w
      przyszłości stać... To jest też tak, że ja zawsze pomogę moim rodzicom, to
      oczywiste. I to bez względu na to, co robią teraz dla nas.
    • mama_wiktora Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 13.10.04, 18:21
      Ja bym podzieliła kwestie pomocy finansowej na zdrową i niezdrową. Zdrowa to
      moim zdaniem taka, jaka jest w każdej normalnej i zdrowej rodzinie. Ludzie po
      prostu sobie w takiej rodzinie pomagają finansowo i niefinansowo w miarę swoich
      możliwości (w ekstremalnych sytuacjach także poza tymi możliwościami) z dobroci
      serca w ludzkim, normalnym odruchu, bo tak to jest w rodzinie. Widzę, że jest
      potrzeba, ja mogę pomóc, więc pomagam. No i oczywiście nie wymagam niczego w
      zamian. Jeśli w przypadku pomocy finansowej stać mnie tylko na pożyczkę,
      ustalamy jasno, że to jest pożyczka i na jakich warunkach. Niezdrowa dla mnie
      to wtedy, gdy pomoc taką wykorzystuje się aby uzyskać dominację nad osobą,
      która pomoc przyjmuje. Albo gdy oczekuje się lub przyjmuje się pomoc od osoby
      której na tę pomoc tak naprawdę nie stać.

      U mnie to nie jest tak, że oczekuję i uważam za oczywiste, że pomoc jakąś od
      rodziców uzyskam. Od kiedy skończyłam 19 lat zarabiam sama, oczywiście że nie
      od razu było tego tyle, żebym mogła się idealnie sama utrzymać, ale starałam
      się nie być obciążeniem dla rodziców, bo wiedziałam że ich na to nie stać.
      Studia które wybrałam wymagały płacenia czesnego i nie mogłam oczekiwać, że
      wyczarują mi te pieniądze. Studia były dzienne, a ja pracowałam popołudniami i
      wieczorami, potem doszło stypendium, w sumie nieźle wychodziłam i nawet mogłam
      coś rodzicom odpalić. Potem dostałam lepszą pracę, zaczęłam drugie studia
      zaocznie, byłam już mężatką i wynajęliśmy mieszkanie. Potem wzięliśmy kredyt i
      spłacamy własne M.

      Rodzice pomagają tyle ile mogą. Opiekują się naszymi dziećmi, zapraszają czasem
      na obiad, finansowo do tej pory raczej nie było potrzeby, czasem wręcz to my
      (ja i brat) kupowaliśmy coś droższego w ramach prezentu dla nich. Choć teraz,
      kiedy u nas finansowo krucho, i zawisło nade mną widmo zmiany pracy (zwalniają
      i mnie też to czeka) mama zaproponowała że zafunduje mi kurs abym mogła
      doszlifować mój niemiecki, co niewątpliwie może pomóc w szukaniu pracy.

      Teściów właściwie nie mam więc nie wiem, jakby to mogło wyglądać. Babcia męża
      często kupuje starszakowi owoce, proponuje czasem inne prezenty, ale odmawiamy
      tak aby jej nie urazić, bo dla niej to naprawdę duży wydatek, a dla nas na
      szczęście jeszcze nie.

      Podsumowując, moim zdaniem dorośli ludzie powinni żyć na swój rachunek, nie
      mogą oczekiwać, że ktoś ich będzie utrzymywał i rościć sobie tego, ale rodzina
      ma się trzymać razem i zdrowe relacje powinny być takie, że w rodzinie ludzie
      sobie bezinteresownie pomagają. I tego bym oczekiwała. Że moja rodzina nie
      odwróci się ode mnie gdy naprawdę będę pomocy potrzebowała.
    • michiko Kobiety zrozumcie rodzice nie maja obowiązku wam 13.10.04, 18:27
      POMAGAĆ!!!! Kupowac, dokładac, nianczyć dzieci. Oni swoje wam dali wychowali
      wykształcili i pa. Nie rozumiem pretensji ze rodzice czy teściowe nie pomagają.
      Jak sie jest dorosłym na założenie rodziny to trzeba być dorosłym zeby samemu
      podołac finansowo a nie liczyć na łatwizne
      • procesor Re: Kobiety zrozumcie rodzice nie maja obowiązku 13.10.04, 18:41
        Tak nie mają obowiązku..
        Ale niektórzy mają dobre serce i mimo że ich dzieci sa dorosłymi ludźmi to chcą
        być z nimi i tworzyć RODZINĘ. Nie chodzi o żerowanie na kimś.

        Jeszcze nie tak dazwno rodzina to byli dziadkowie, rodzice i dzieci. A czasem
        jeszcze ciotki-stare panny itp.
        I wiecie co? Ludzie czuli sie potrzebni, wspierali sie nawzajem.
        I w mojej rodzinie też tak jest że sie wspieramy. A nie patrzymy że "dorosły
        jestes to teraz radź sobie sam". Dla mnie to bezduszne. Rodzina powinna sie
        opierac na miłości a nie na handlu - "my już w wasze wychowanie włożylismy -
        teraz sami sobie radźcie - potem moze jeszcze nam oddacie..".
        • mysia.8 Re: Kobiety zrozumcie rodzice nie maja obowiązku 13.10.04, 19:36
          wg mojej definicji milosc opiera sie na czyms innym niz na ciaglym dawaniu
          pieniedzy, kupowaniu prezentow czy dokladaniu sie do czegos; kochac sie i
          wspierac mozna na inne sposoby, zalozycielce watku chodzilo zdaje sie o to, ze
          jak dwoje doroslych ludzi zaklada rodzine to powinni to robic w takim momencie
          kiedy bedzie ich stac na utrzymanie tej rodziny bez ciaglego liczenia na
          finansowa i materialna pomoc rodzicow...
          • cruella :( 13.10.04, 19:50
            A mnie jeszcze jedno przychodzi do głowy...
            Jeśli faktycznie jest tak, że schodzimy z głowy rodziców już w wieku 20 lat, to
            przez resztę życia powinni zadbać o zaplecze finansowe na starość. A tak też
            nie jest. Jeśli słyszę od rodziców, że to moje dziecko i od opieki są opiekunki
            to...od czego sa płatne opiekunki dla starszych osób?
            • procesor Re: :( 13.10.04, 20:55
              cruella napisała:
              > A mnie jeszcze jedno przychodzi do głowy...
              > Jeśli faktycznie jest tak, że schodzimy z głowy rodziców już w wieku 20 lat,
              > to przez resztę życia powinni zadbać o zaplecze finansowe na starość. A tak
              > też nie jest. Jeśli słyszę od rodziców, że to moje dziecko i od opieki są
              > opiekunki to...od czego sa płatne opiekunki dla starszych osób?

              No właśnie..
              Poprzedniczka napisała że miłość to nie dawanie pieniędzy czy prezentów. OWSZEM.
              Ale..
              Ale miłość nie widzi problemu w tym by w potrzebie przyjąć wsparcie lub je
              dawać.

              A ty Cruello włąsnie doświadczesz czegos co każe ci watpić w miłość rodziców.
              Bo kiedy potrzebujemy wsparcia (a nie oszukujmy sie każdy czasem potrzebuje,
              czasem nawet ogromnego) to chcemy wiedzić że jest ktoś kto nas kocha, kto nam
              pomoże. I rozumiem co czujesz włąśnei dlatego że na moich rodziców mogę liczyc.
              A oni na mnie.
              I nie chodzi tu o pieniądze czy prezenty. Bo ani oni, ani ja nie mamy forsy.
              Chodzi o to że mam w nich oparcie. I nie tylko w nich. Bo i moje rodzeństwo tez
              takie jest, i ich rodziny.

              Czasem odmowa przyjęcia pomocy jest egoizmem. smile
            • mysia.8 Re: :( 13.10.04, 21:07
              cruella napisała:

              > A mnie jeszcze jedno przychodzi do głowy...
              > Jeśli faktycznie jest tak, że schodzimy z głowy rodziców już w wieku 20 lat,
              to
              >
              > przez resztę życia powinni zadbać o zaplecze finansowe na starość. A tak też
              > nie jest. Jeśli słyszę od rodziców, że to moje dziecko i od opieki są
              opiekunki
              >
              > to...od czego sa płatne opiekunki dla starszych osób?

              masz dziwne podejscie do swoich rodzicow... uwazasz, ze jak utrzymywali Cie i
              wychowywali przez te 20 lat to nie zasluguja na zadna opieke z Twojej strony?
              ktos tu zacytowal, ze gdyby sie nie decydowac na dziecko to mozna by bylo sobie
              kupic na starosc Maybacha za pieniadze zainwestowane w wychowanie dzieci, moze
              mozna by im tego Maybacha "wynagrodzic" opieka i wsparciem na stare lata? nie
              uwazasz, ze Twoim psim obowiazkiem jest zapewnienie rodzicom opieki na starosc
              w ramach wdziecznosci za to co zrobili dla Ciebie chociazby przez te 20 lat?
              widze, ze nie, wrecz przeciwnie, Ty im nawet masz za zle ze na starosc nie chca
              niańczyć twojego dziecka i wspominasz cos o platnych opiekunkach dla starszych
              osób;
              zreszta bez sensu jest po raz kolejny bicie piany na ten sam temat, punkt
              widzenia zalezy od punktu siedzenia; mlodzi ludzie, ktorzy sa samodzielni i nie
              wisza na garnuszku rodzicow beda zawsze potepiac tych którzy wisza, a Ci na
              utrzymaniu, chocby czesciowym, rodziców wstawiaja jak zwykle teksty o milosci,
              potrzebie wsparcia, solidarnosci rodzinnej... pelna idylla wink a tu tylko o
              forse chodzi
              • procesor Re: :( 13.10.04, 21:47
                mysia.8 napisała:
                > (...) a Ci
                > na utrzymaniu, chocby czesciowym, rodziców wstawiaja jak zwykle teksty o
                > milosci, potrzebie wsparcia, solidarnosci rodzinnej... pelna idylla wink a tu
                > tylko o forse chodzi

                Hehehe, fajny obraz rodziny rysujesz.
                Ponoć każdy według siebie ocenia....

                Gdybym miała forsy jak lodu to tak samo miałabym ścisły kontakt z rodzicami i
                rodzina - bo nie wyobrażam sobie wychowywania mojego dziecka z dala od babc,
                ciotek, wujków i rodzeństwa ciotecznego, których moje dziecię uwielbia.
                Miałabym tylko ten komfort że oprócz miłości mogę ich obdarowac także
                potrzebnymi im rzeczami. I wiem że oni myślą podobnie. smile
                Wśród przyjaciół tez mam takich co są jak rodzina. I nie finanse sa tym co nas
                spaja ale wspólnie przeżyte lata.

                CHolera ale te ludzie teraz interesowne. Nawet w kręgu rodziny. Czy ja jakaś
                nienormalna jestem? Bo sie nie będę o majątek z rodzeństwem kłócić (najpierw
                tzreb by skądś go wytrzasnąć, ten majątek)?? smile
                • wieczna-gosia Re: :( 14.10.04, 11:00
                  no wlasnie....
                  tylko o forse tu chodzi wink))
                  Oczywiscie.
                  wink)
                  Nie kumam problemu wink)
                  Nigdy nie mialam specjalnych ambicji zeby byc niezalezna- ani od meza, ani od
                  rodzicow, ani od nikogo.
                  A jednak tak jakos wyszlo, ze przez najtrudniejsze lata naszego malzenstwa
                  bylismy absolutnie niezalezni- moj maz pracowal dorywczo po to zebym ja mogla
                  skonczyc liceum, ja pilnowalam dzieci po to zeby ktos mogl popilnowac moich.
                  Moja mama wtedy czekala az sie rozwiode ( a byla pewna ze to nastapi) zas
                  tesciowa pracowala od rana do nocy. I luz. Teraz, kiedy paradoksalnie mamy
                  wiecej dzieci ale tez wiecej mamy po prostu- nasze zwiazki finansowe z
                  rodzicami sa wieksze. I widze roznice w sposobie dawania mojego tescia, u
                  ktorego nienawidze miec nawet dlugu wdziecznosci ze mnie podwozl wink mojej
                  tesciowej, ktora uwielbia dawac siebie i dla ktorej zdrowia psychicznego
                  opiekunka przemka wystepuje pod szyldem mojej kolezanki wink) poniewaz tesciowa
                  uwaza ze bez sensu marnowac pieniadze jak przeciez ona moze popilnowac. Ja zas
                  kazdee moje dziecko oddam tesciowej w ciemno z goraczka i zapeleniem wyrostka-
                  tak jej ufam, natomiast wole zeby sie relaksowala a moimi dziecmi zajmowala
                  dorywczo jak na przyklad w ktorys weekend ja juz nie moge wink))) albo jak sa
                  chore itp winkNie musze chyba dodawac ze sie relaksuje jezdzac do swojej mamusi i
                  babysittujac tam (grannysittujac....) na zmiane ze swoja siostra wink
                  Moi rodzice kompletnie nie maja zdolnosci mojej tesciowej do dawania czasu i
                  uwagi. Natomiast potrafia dawac pieniadze wink) wlasnie tak je daja ze wychodza z
                  zalozenia ze jak dali to znaczy ze one juz sa nasze i mozemy je puscic w
                  kasynie, ryzykujemy zas jedynie tym,ze nastepnym razem nam nie dadza wink jesli
                  natomiast pozyczaja- no to pozyczaja i wtedy oczekuja zwrotu itd. Placa wiec za
                  wakacje dzieci, czasami za jakies zajecia dodatkowe, za ktore ja odmowilam
                  placic. Ania poszla do szkoly spolecznej miedzy innymi dlategoze mam pewnosc ze
                  jesli mi sie noga podwinie to oni uiszcza. I taki uklad im podpowiada- moja
                  mama nie umie zbytnio dawac czas i uwage, a widze ze by chciala zywo
                  uczestniczyc w naszej rodzinie. Bo sila rzeczy jako najliczniejsza grupa (hehe)
                  stalismy sie centrum wink
                  Czy oczekuje pomocy mamy- powiem szczerze ze do tego stopnia nie, ze juz mamy
                  pazdziernik, a ja ochlonac nie moge ze wyjechala z dziecmi na wakacje, w
                  dodatku wrocila zachwycona i zapowiada powtorke wink natomiast ciesze sie ze mi
                  pomaga, nie z powodu forsy, tylko z powodu tego, ze jest blisko mnie. I ze ja
                  bede mogla jej pomoc.
                  Moja babcia teraz wymaga pomocy- mama wziela opiekunke, bo sama nie dawala rady
                  przede wszystkim psychicznie- bala sie czy babcia sie naje, czy wezmie leki
                  itp. A ja sie wkurzam ze moj kurzodomowy potencjal sie marnuje, bo po co
                  opiekunka jesli ja jestem duzo w domu... niestety mieszkam zbyt daleko sad Nie
                  wiem jak ja sie bede zajmowac mama- czy bardziej osobiscie czy bardziej
                  zdalnie... ale mam nadzieje ze osobiscie (chyba blizej mi tu do pomagania a la
                  tesciowa- byc moize dlatego tez ze nigdy nie mialam specjalnie gotowki do
                  rozdawania...) bo ja lubie byc z moja mama czy babcia. Lubie im podac, zrobic,
                  ugotowac, pogadac, przytulic, zadzwonic. Rzucic wszystko jak mi babcia placze w
                  sluchawke ze czuje sie samotna i wpasc do niej z ciastem. Lubie po prostu i
                  ciagle mi tego za malo. Jesli trzeba bedzie wziac mame czy babcie do siebie lub
                  oddac do domu opieki- zrobie wszystko zeby je wziac do siebie. Nie dlatego ze
                  uwazam ze domy starcow sa zle, ale ze uwazam, ze ja lepiej wypelnie taka
                  opieke, bo zrobie to z miloscia. A do pomocy zawsze kogos mozna wziac.
                  I zmierzajac do konca. bede najszczesliwsza osoba jesli moim dzieciom bede
                  mogla pomoc materialnie. Zeby zamiast ciulac na m3 wyjechaly na Karaiby bo ja
                  nie bylam wink tylko ciulalam wink I w ogole uwazam ze dach nad glowa podstawa
                  egzyztencji wink natomiast pewnie jakby chcialy na tewe dostac... oo to juz sie
                  zastanowie i raczej sama na te Karaiby uderze a oni niech ciulaja- to sie
                  zdrowy egoizm nazywa wink
                  • procesor :) wieczna-gosiu 14.10.04, 14:14
                    Przeczytałam wszystko i odetchnęłam z ulga.
                    smile

                    Świat jeszcze nie zginie. wink
    • mysia.8 Re: Cruella? 13.10.04, 22:59
      ja czegos nie rozumiem i mam nadzieje, ze mi to wytlumaczysz; po jaką cholerę
      mieszkalas przez 6 lat z rodziną u matki, ktora Cie bila reka w twarz, scierka,
      deska, wyzywala od najgorszych, nie dosc, ze z nia mieszkalas to jeszcze matka-
      alkoholiczka (bo dobrze zrozumialam historie Twojego smutnego zycia) przez 2
      lata nanczyla Twoje dziecko? czemu po tylu latach upokorzen nie wyrwalas sie z
      domu; mysle ze znam odpowiedz - matka miala pieniadze, a wy nie byliscie sie w
      stanie sami utrzymac, prawda? to jaks schizofrenia: opowiadac o smutnym
      dziecinstwie z matka-potworem, wyciagac do niej rece po pieniadze i miec
      pretensje, ze nie chce nadal nianczyc dzieci; dla mnie to kompletny brak
      logiki, no chyba ze jestes masochistka, wtedy wszystko stanie sie dla mnie jasne
    • mysia.8 Re: Cruella? 14.10.04, 04:41
      > Moja mama nie jest alkoholiczką, ma wyższe wykształcenie i jest nauczycielką.
      a co ma piernik do wiatraka?

      wybacz, ale ja nie kupuje Twojej historii, zbyt duzo w niej sprzecznosci
      w kazdym razie z mojej strony EOT;

    • ania.freszel Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 14.10.04, 14:18
      Nam bardzo pomagaja i Tesciowie i moi rodzice. Ja nie uwazam osobiscie ze nam
      sie to nalezy, bo tak jak wspomnialas jestesmy dorosli i powinnismy byc
      odpowiedzialni. Czasem to mi nawet glupio jak choroba. Jednak wychodze z
      zalozenia ze gdyby moj syn potzrebowal ode mnie i meza pomocy pomoglibysmy bez
      mrugniecia okiem. Uwazam ze to bylby nasz psi obowiazek. Ale tak ogolnie to
      kwestia indywidualna. Zalezy jaka kto ma sytuacje i jakie uklady z familia
      Aneczka
      • kssia Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 14.10.04, 14:32
        Cześć
        Nam też pomagaja rodzice i teściowie. Jestem na wychowawczym a u męża marnie
        płacą. Bardzo jestem im wdzięczna za pomoc a głupio mi strasznie, czuje się jak
        taka "niedorosła". Mam nadzieję ze jak tylko odchowam córkę to sie to zmieni.
        Inicjatywa pomocy wyszła od samych rodziców, my chcielismy jakos kombinowac z
        debetami i przetrwać ten wychowawczy.
        Bardziej mnie martwi stosunek mojego męża do tej sytuacji , mam wrażenie że
        jemu ta pomoc jakoś nie przeszkadza, uważa że to normalne , że rodzice nam
        pomogają. Nawet mam do niego pretensje , uwazam że powinien sie bardziej starać
        żeby utrzymać rodzinę skoro był na tyle dorosły żeby ją załozyć.
        Wiem że nie odbieramy rodzicą chleba smile)))) ale ja mam ciągłego kaca z tego
        powodu
        pozdrawiam
        • lurien Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 14.10.04, 19:13
          a ja na przykład mam 21 lat, jestem na 3 roku studiów, mój mąż tak samo, ciąża
          była nie planowana ale bardzo cieszy i bardzo jest chciana, tyle, że w tej
          sytuacji musimy korzystać z pomocy rodziców, i tak kontynuowalibysmy studia i
          tak nas rodzice utrzynmywali, w sumie nie dokladaja nic wiecej do tego co bylo
          przez osatnie lata, reszte sami zarabiamy, chcemy dalej studiowac dlatego
          rodzice nam pomagaja, gdyby nie bylo dziecka tez by tak bylo
          mam nadzieje ze gdy bede miala 25, 26 lat juz bedziemy mogli sami sie
          utrzymac smile
          pzdr Ania 26 tc
          • aszar.kari ??? 15.10.04, 02:03
            Czy moge otrzymac odpowiedz (moze byc na poczte) dlaczego moj post z pytaniem
            do Cruelli o wyjasnienie sprzecznosci Jej postow zostal usuniety? Nigdy nie
            posluguje sie wulgarnymi slowami, staram sie byc uprzejma nawet gdy nie do
            konca wierze w opisywane historie, co takiego bylo w tym poscie, ze okazal sie
            nieodpowiedni?
            Pozdrawiam,
            Aszar
            • cruella do aszar.kari masz @ n/t 15.10.04, 12:15
    • anek.anek Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 15.10.04, 12:47
      U nas jest tak, że nie prosimy o taką pomoc. Chyba, że zdarzają się sytuacje
      wyjątkowe: np. tata dopożyczył nam brakującą sumę do mieszkania. Ale też my
      sami zobowiązaliśmy się do jej zwrotu. A pewnie on nie będzie chciał przyjąć
      tych pieniędzysad
      Nie protestuję jednak kiedy rodzice (jedni i drudzy) angażują się finansowo w
      wnuka. To już ich sprawa. Czasem dają jakąś kasę i mówią :kup coś małemu". Na
      początku próbowałam prostestować, ale w końcu uznałam, że oni tak chcą i
      protestami mogę ich tylko urazić. Pieniądze wpłacamy małemu na specjalne konto -
      powstanie coś w rodzaju funduszu. Rodzice o tym wiedzą. większych darowizn po
      prostu nie przyjmujemy. To nasze życie, nie jest tak źle żeby rodzice musieli
      nam kupować pralkę czy lodówkę. Ale czasem dostajemy coś - ostatnio np. mikser,
      ale to było podarowane na Gwazdkę, więc nawet nie mogłam zaprotestować, bo to
      przecież Św. Mikołaj.
      • lurien Re: finansowa pomoc teściów i rodziców 15.10.04, 14:10
        nie popadajmy w paranoje, u mnie w rodzinie wszyscy lubimy sie nawzajem
        obdaerowywac, przy okazji świąt Bożego Narodzenia są to większe prezenty, przy
        okazji urodzin również, imieniny i odwiedziny łączą sie czasem z małymi
        podarunkami, uważam, że jest to bardzo przyjemne, prosto z serca

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka