Na fali wątku o agresywnym psie, tak mnie naszło

W swoim życiu zostałam 3 razy pogryziona przez psy. Bardzo proszę o zinterpretowanie mojego zachowania (co zrobiłam źle) i o zinterpretowanie zachowania psów. Ja ciągle mam wrażenie, że nie zrobiłam NIC niewłaściwego, ale rozmówcy są odmiennego zdania "musiałaś go sprowokować" Serio? Pytanie do Was też serio.
1.Jak studentka biegałam. Pewnego dnia zaczął mnie gonić obcy pies, który wydostał się zza płotu. Gdzieś tam w głowie zaświtało mi, że jak ja się zatrzymam to pies również. Pudło. Pies mnie dogonił, skutek w postaci różnych problemów i kilku szwów na łydce.
2.Moja mama przygarniała różnego rodzaju psie bidy, najczęściej psie starowinki na ostatniej prostej, więc kilka z nich przeszło przez nasz dom. Pewnego razu pojawił się on - młody, schroniskowy, niczym miniaturka owczarka niemieckiego. Łagodny. Pewnego dnia w obecności mojej mamy zaczęłam żywiej gestykulować, pies skoczył na moją dłoń, kłapnął zębiskami i mnie ugryzł, dodatkowo skończyło się wybitym kciukiem. Moja mama oczywiście psa usprawiedliwiła.
3.Po roku ten sam pies ugryzł mnie niespodziewanie w stopę, kiedy weszłam na murek (mieliśmy taki niski murek nad ogrodzeniem z metalowych przęseł). Zrywałam owoce z drzewa i jedną nogę oparłam o ten murek. Ja byłam od strony drogi, pies na ogrodzie. Ugryzł mnie bez wcześniejszego ostrzegania warczeniem, po prostu pobiegł i agresywnie wbił zębiska, trochę mnie klapki ochroniły, ale i tak miałam pokiereszowaną stopę.
Potem się okazało (powiedzmy, że poufnymi kanałami te informacje przyszły), że pies mojej mamy jako szczeniak został potrącony przez samochód i miał małe szanse na przeżycie, ale wykaraskał się z tego.