bei
06.03.19, 22:22
W czasie wieczornego spaceru po wsi przechodziłam z koleżanką obok domu, z którego dobiegały wrzaski mężczyzny. Wyzywał żonę, tłukł czymś, wypadały przez drzwi ubrania. Groził jej, ze ja zabije. Odkrzykiwała coś zalękniona. Wiem, ze w domu tym mieszka dwoje małych dzieci. Zadzwoniłam pod 112. Podałam lokalizację (nie ma tam tabliczki z numerem, ale dom jest charakterystyczny). Obiecano wysłać zaraz patrol- z pobliskiego komisariatu (odległość ok 8-9 km. Dzwoniłam o 21 , policja przyjechała dopiero po pół godzinie. W tym czasie mężczyzna uruchamiał auto, szczęściem nieudolnie, w końcu krzyki umilkły, zjechały rolety we wszystkich oknach. To było okropnie długie pół godziny ☹️
Jakim łotrem trzeba być, by tak traktować rodzinę☹️ Policjanci długo nie zabawili, chwila i już ich nie było.