piataziuta
25.03.19, 13:38
Spełnienie moich marzeń o wolności wygląda od lat zawsze tak samo:
Wsiadam w samochód i jadę na wieś.
Sama.
Na miejscu rozpoczynam odpoczywanie od ludzi, w otoczeniu fauny i flory.
Jest pięknie. Nikt mi nie przeszkadza.
Jest to marzenie teoretycznie do spełnienia, bo mam domek na wsi do dyspozycji.
Jednak realia wyglądają tak:
Wsiadam w samochód i jadę na wieś.
Ale zaraz, najpierw muszę zapakować walizkę.
Jeszcze wcześniej muszę zrobić pranie.
No więc jadę na wieś.
Po drodze jest rodzinne miasto, więc wypada odwiedzić rodzinę.
Najpierw wiec jadę do rodziców.
Wypijam kawę, chcę jechać do siostry. Matka mówi: poczekaj 3 minuty, pojadę z tobą, tylko wezmę prysznic.
Czekam na nią półtorej godziny.
Jedziemy do siostry, odwiedzam jej dzieci.
Ale zaraz, jedno jest w przedszkolu. Czekam więc na nie do 15stej, no muszę się zobaczyć z przedszkolakiem!
Czas nam szybko mija i robi się 19sta.
Jadę na wieś.
Ale zaraz, nie mam mam nic do jedzenia. Po drodze jadę do sklepu.
Dojeżdżam na miejsce o 21.
Pozostało mi tylko posprzątać, przynieść walizkę i zakupy z samochodu, umyć lodówkę, rozpakować zakupy, zmienić pościel i rozpalić w kominku.
Pod warunkiem, że znajdę narąbane drewno...
Co prawda do tego etapu nigdy nie doszłam (zwykle po wizycie u siostry po prostu zawracam do domu), ale następnego dnia prawdopodobnie nie będę mogła znaleźć sobie miejsca i będę myślała o powrocie do domu. Jest też szansa, że rodzice zrobią mi "niespodziankę" i przyjadą.
Także odechciało mi się.
A u was jak wyglądałoby spełnienie marzeń o wolności?
Jesteście w stanie je bezboleśnie wcielić w życie?
Bardzo potrzebuję inspiracji...