bukietlisci
28.04.19, 19:41
Taka sytuacja: jedziecie z dziewięciolatkiem pierwszy raz do nowej stadniny. dziecko jeździ od roku. Trenerka za bardzo nie zainteresowana uczniem, koń ok. 7 minut chodzi na lonży z dzieckiem w siodle - przez ten czas trenerka obserwowała konie na padoku, rozmawiała z mężem, rozglądała się - słowem, robiła wszystko tylko nie intereswoałą się uczniem.
Koń się płoszy, dziecko utrzymuje się w siodle. za chwilę podobna sytuacja. po kolejnych minutach ( już coś się dzieje , pani zauważyła że ma ucznia i coś tam robią) koń płoszy się kolejny raz, wierzga, trenerka z trudem utrzymuje go na lonży. Matka dziecka pyta, co się dzieje? odpowiedź: nic, ten koń jest bardzo łagodny. tymczasem sama widziałam że jak ostatni raz wyrwał z kopyta , wierzgnął i skakał tak że nie mogła go utrzymać.
Matka dziecka po lekcji, która się zaraz skończyła usiłowała dowiedzieć się , czy to tak wygląda na ogół - trenerka nie widzi problemu, sarkastycznie ( żeby nie powiedzieć : złośliwie) komentuje kask jeździecki i kamizelkę ochronną dziecka . że niby po co je nosi??? spadało już??? nie? to po co ten strój?
byłam tam jako osoba towarzysząca. mam marne doświadczenie z końmi ale trenerki które znam jakoś w inny sposób prowadzą lekcje. zostałam poproszona o opinię przez matkę dziecka. powiedziałam: nie jeździj tam więcej. słusznie?