Idę dzis po południu do mojej GP, więc mam nadzieję, że do tego czasu mi pomożecie nazwać niektóre rzeczy po imieniu.
Coś się dzieje, ale nie wiem, co.
Po pierwsze męczą mnie okrutnie skurcze mięśni (najczęściej skurcze atakują łydki i stopy, ale również uda po wewnętrznej stronie, dłonie, czasem ramiona, czasem plecy), po zrobieniu badań krwi wiem, że mam za wysoki poziom potasu. Dodam, że codziennie piję Magnez skurcz - jednak niewiele to pomaga.
Każdego ranka trzęsą mi się ręce, jakbym co najmniej miała kaca giganta. Tyle że jak w ogóle nie piję alkoholu. Od jakichś trzech lat.
Przez ostatnie trzy dni czułam się bardzo dziwnie. Cały czas miałam uczucie, jakbym była pod prądem. Nie wiem jak to dokładnie wyjaśnić. Gdzieś z tyłu głowy czułam jakby coś w rodzaju lekkich uderzeń o dźwięku przesypywania sita, to samo działo się przy chodzeniu i braniu czegoś do ręki. Tu wydaje mi się, że powrót do kwasu foliowego i tiaminy mi pomógł, bo dzis już tego nie mam. A szczerze wam powiem, że jest to strasznie denerwujące.
Druga sprawa, to straciłam apetyt, mogłabym nie jeść całymi dniami i nie odczuwam głodu, raczej cały czas czuję się taka napompowana/przepełniona? I do jedzenia po prostu się zmuszam. Menu mam bardzo okrojone - jakaś kanapka w pracy, czasem banan lub inny owoc na cały dzień. Ale ten stan nie powoduje, że jestem słaba, wręcz przeciwnie, mam energię do pracy (a pracuję 7 dni w tygodniu, w tym dwa dni po 12 godzin), a po powrocie do domu nie padam na twarz ze zmęczenia. Za to czuję ciągle spragniona, czasem mówić nie mogę, bo mam tak suche usta i język.
No i to chyba najbardziej mnie denerwuje. Spanie. W sumie śpię teraz znacznie krócej niż kilka miesięcy temu, średnio 4 - 5 godzin. A zdarza i to wcale nierzadko, że zasypiam przy swoim biurku, np. podczas czytania ematki

. Z jednej strony to śmiesznie wygląda, gdy budzę się z twarzą na talerzu z kanapkami, czy co gorsza z jakimś daniem na ciepło, ze zlepionymi włosami i uczuciem połamania kości, czy innych tam mięśni. Z drugiej strasznie mnie to wk.wia. Mój mąż pracuje na noce, więc śpi w domu raptem dwie noce z całego tygodnia i gdy widzi, że "odpływam" przy biurku, zwyczajnie kładzie mnie spać do łóżka jak małe dziecko.
No i przez ostatnich kilka miesięcy z dłoni dosłownie schodzi mi skóra, z opuszków palców, z wewnętrznej strony dłoni. Płatami. Nie powiem ile kremów do rąk już zużyłam, ale dużo. Czasem trochę to pomaga by potem wrócić ze zwiększonym złym działaniem na moje dłonie.
A do tego strasznie się pocę. Ale to strasznie. Do tego stopnia, że mam mokre włosy, a ubranie jest tak wilgotne, że mnie oblepia dosłownie. Na pewno to pocenie nie jest wynikiem jakiegoś stresu, bo ich nie mam, póki co

Nie pracuję w jakimś szczególnie gorącym miejscu, tylko w normalnej pokojowej temperaturze. Dodam, że nie pracuję ciężko. Pilnuję, żeby dziennie zrobić przynajmniej te 10 tys. kroków i są dni, kiedy robię mniej, ale też są dni, kiedy robię więcej i to znacznie więcej. A mój puls waha się między 115 a 140 uderzeń na minutę. Tak mi przynajmniej pokazuje mój zegarek.
Wizytę mam dzisiaj o 15.45 mojego czasu i mam ogromną nadzieję, że mi coś podpowiecie, a ja to przekażę mojej GP.
W kwestii dentysty - leczenie moich zębów będzie.. bardzo drogie

i długie, ponieważ jestem skomplikowanym przypadkiem. Lista leków, które biorę codziennie zrobiła na doktorze wrażenie.
Uprzejmie proszę o niehejtowanie i niepisanie komentarzy nie na temat, bo i tak je zlekceważę i nie będę na nie odpowiadać.
Z góry dziękuję za pomoc.