madame_edith
03.10.19, 15:16
Ja wiem, że audytorium nie to, czytałam wątki o Waszych zdolnych dzieciach. Ale zaryzykuję i się Wam pożalę.
Jestem matką nieuka. Ale nie takiego, co to niby "zdolny leń" i "gdyby tylko chciał" miałby 6, a ma olaboga tylko 4. Ani takiego co ma realne trudności wynikające z zaburzeń, potwierdzonych orzeczeniami. Nie. Mój syn ma po prostu w d..pie specjalną szufladę z napisem "szkoła/nauka". Jego lenistwo i ślizganie się nie ma sobie równych. Uczy się, bo go do tego zmuszam, robi absolutne minimum i oceny ma stosownie żenujące. Było tak zawsze i pewnie coś na początku jego edukacji zaniedbałam, z córką jest zupełnie inaczej.
Prezentowałam już wszystkie możliwe postawy rodzicielskie od siedzenia z nim codziennie i nauczania każdego niemal przedmiotu po "radź sobie sam, szkoła to Twoja odpowiedzialność". Żadna z metod się nie sprawdza. Aktualnie jest w klasie 8, więc wróciliśmy do przymusu bezpośredniego (w siódmej sobie "radził" sam, skutek - 5 dwój na świadectwie). Miesiąc minął, mnie już to bokiem wychodzi tym bardzej, że sukcesów za wielu nie ma.
Konswekwencje i skutki swojego nieuctwa zna, to jest inteligentny człowiek, z dużym poczuciem humoru, bardzo dużo rozmawiamy i ja go nie tylko kocham, ale i lubię. Nawet u psychologa byliśmy, czy aby depresji nie ma. Nie ma, po prostu taki jest. On by się nawet chciał dobrze uczyć, owszem, pod warunkiem, że nie wymagałoby to żadnego wysiłku. Samo słuchanie na lekcji mu nie wystarcza, z resztą kto go tam wie, jak on słucha.
Żeby była jasność - ja nie oczekuję cudów, dla mnie może być kimkolwiek, byle lubił kiedyś swoją pracę. Może sobie iść i do branżówki, ale z przekonaniem, a nie z braku innych opcji.
Nie pytam Was czy przestać go pilnować, bo nie przestanę. On jest za młody, żeby go zostawić z konsekwencjami totalnego olania edukacji. Bardziej mnie interesuje czy znacie przypadki, że się ktoś taki ogarnął i wziął do roboty, jak mu zaświtał pomysł na życie. Bo jako mamusia 40 letniego bezrobotnego bOMbelka zupełnie się nie widzę... A może jakieś dziecko ematki też nie jest "dzieckiem ematki" tak jak moje.