nangaparbat3
30.11.19, 12:30
Taka historia sprzed tygodnia: dziewczyna, mieszka sama, kaleczy się tak pechowo, że uszkadza tętnicę. Ma silny krwotok. Dzwoni na pogotowie, słyszy, że szybko nie będzie, bo wybuchł pożar w budynku publicznym, są ranni, ma czekać pół godziny. Jakoś zawija tę krwawiącą rękę, ale nie może krwotoku powstrzymać, boi się, że może zemdleć, a jest sama, więc idzie do najbliższych sąsiadów. I ci jej nie otwierają. Wie, że są, słyszy przez drzwi.
Na szczęście nie zemdlała, rękę zaszyto, OK.
W pierwszej chwili nie wierzyłam, że sąsiedzi nie otworzyli, nie pomogli. Potem jednak przypomniałam sobie tutejsze wątki - o nieodbieraniu niezapisanych numerów, nieodpowiadaniu na domofon, skoro nikt się wcześniej nie zapowiedział.
Jaki to świat? Izolujący się ludzie, którzy nie pomogą - ale też sami nie mogą na pomoc liczyć. Ani oni, ani ich bliscy.