sortfort
15.12.19, 22:01
Jak to z tą samotnością jest. Tak czytam wątki o jeżdżeniu na święta i widzę interpretację typu:
- u rodziców będzie jedno z dzieci, ale drugiemu dziecku się wytyka, że jak ono nie pojedzie do rodziców to oni będą samotni, porzuceni, opuszczeni i jak dziecko tak może im robić...
Mam taką znajomą. Ciotka mieszka w domu sama a za płotem z jednej strony ma syna z rodziną a z drugiej ma siostrę - wszyscy ją odwiedzają, przynajmniej raz dziennie ktoś do niej zagląda, wszelkie uroczystości rodzinne spędzają wspólnie z nią. W sumie obok siebie mieszka 6 osób z tej samej rodziny i codziennie się widują. Natomiast Siostrzenica tej ciotki mieszka sama w mieście jakieś 100km dalej, nie ma nikogo bliskiego tam gdzie mieszka, sama jak palec ze wszystkim sobie radzić musi. Rodzina niezbyt zainteresowana by jej w czymś pomagać, odwiedzać też nie bo oni domatorzy i ciężko z domu się wybrać.
I co od ciotki słyszy ta siostrzenica gdy tam do nich przyjedzie? Słyszy w kółko śpiewkę "bo JA tu taka sama jestem, niiikt mnie nie odwiedza, czemu tak rzadko przyjeżdżasz, i twoja mama taka sama jest, tak ją opuściliście, przyjeżdżaj częściej przecież" .
Jak sie zastanowić - kto tu tak naprawdę jest samotny i opuszczony przez rodzinę?