elle_du_jour
31.01.20, 14:01
Nie wiem czy ktoraś z Was widziała ten serial na Netflixie. Ja zaczęłam, ale szybko odpadłam już w trakcie pierwszego odcinka, gdyż silnie na nerwy działa mi to newage'owe nawiedzenie rodem z Los Angeles. Bardzo wiele krytyki spłynęło już pod adresem tej produkcji, i w ogóle pod adresem samej Gwyneth i jej firmy Goop, ale jedno muszę oddać aktorce: że chce, by kobiety skontaktowały się WRESZCIE ze swoim ciałem.
Trzeci odcinek (przeskoczyłam bezpośrednio z połowy pierwszego do trzeciego) traktuje o kobiecej przyjemności – orgaźmie (bardzo powierzchownie) i anatomii pochwy i sromu. Jedna z członkiń zespołu firmy Goop, z pozoru nowowczesna, światła i otwarta kobieta w okolicy 30, wyznała, że NIGDY nie oglądała się "tam na dole" w lusterku. Nigdy. Czy ja jestem jakaś z kosmosu, że mnie to bezbrzeżnie dziwi? Litości, mamy XXI wiek, kolejne fale feminizmu przetaczają się jedna po drugiej. Kobiece narządy są jak każde inne: jak oko, jak ręka, jak gardło – jak już ktoś chce porównywać je do jakichś wilgotnych, dziwnych, mrocznych zakamarków. Kto z nas nie zagląda sobie do gardła? W zwykłym odruchu ciekawości jak jest zbudowane lub chociażby po to, by sprawdzić czy jest zdrowe gdy nas coś niepokoi. W zasadzie są to narządy dużo ważniejsze niż gardło – tamtędy w końcu wydajemy na świat dzieci, są źródłem wielkiej przyjemności i naszej seksualności czyli koniec końców części TOŻSAMOŚCI (wraz z mózgiem, oczywiście). No szokuje mnie to i już. To nie jest zagubiona, zahukana 15letnia panienka z początku ubiegłego wieku tylko dorosła kobieta w jednym z najbardziej "wyzwolonych" miast świata! Jedynym sensownym usprawiedliwieniem wydaje mi się to, że być może kobieta ta jest po jakiejś traumie, chyba tylko wówczas zrozumiała może być niechęć do tych części ciała i brak zainteresowania jak wyglądają. Ale czy z drugiej strony, taka osoba podjęłaby się pracy w takim miejscu jakim jest Goop, które poleca wkładanie do pochwy jadeitowych jajek, ćwiczenie mięśni kegla i doświadczenie masturbacji bez poczucia winy i wstydu?
Hm, co myślicie? Czy spotykacie się z takim nastawieniem u współczesnych, zdrowych, niestraumatyzowanych kobiet? O ile w ogóle o tym rozmawiacie w swoich kręgach, bo o to też trudno.