vodyanoi
15.03.20, 09:54
No to wygląda to tak.
W jednym z sanatoriów mają człowieka z podejrzeniem. Góra nie wie, co robić. Wsadzili go wczoraj do izolatki, ale nie zamknęli. Koleś sobie wyszedł i chodzi po korytarza, bo mu się nudzi.
Sanatorium pełne, mnóstwo starszych ludzi, chorych ludzi. Turnus niedawno się zaczął, ale jego początek zbiegł się z ogłoszeniem zamknięcia szkół. W związku z tym ludzie, którzy przyjechali, nie mają żadnych zabiegów (rehabilitanci nie przyszli). No to się włóczą bez celu i mimo zakazu opuszczania ośrodka, i tak wychodzą do sklepów itp. Dlaczego przyjechali, skoro była taka sytuacja? Ano dlatego, że za brak przyjazdu byłaby kara (ok. 3 tys. zł) oraz brak sanatorium w przyszłości. W tej chwili kierownictwo sanatorium powiedziało - jak chcecie jechać, to sobie jeźdźcie (bez kary), ale oczywiście z kolejki sanatoryjnej na przyszłość wypadacie. Tak więc nie wiedzą, co robić. Szczególnie, że gdzie i jak mają jechać? Jeśli jest ktoś z podejrzeniem, to sami mogą być zarażeni i co? Mają jechać zarazić całą rodzinę, która od środy siedzi w zamknięciu?
I tak to wygląda w praktyce.