Dzisiaj: Zaczepia mnie na ulicy turystka, Rosjanka, pyta o herbaciarnię. Coś tam odpowiadam, nie pamiętam co. Ona odchodzi, a po chwili ona, ja i grupa rosyjskich turystów siedzimy w jakimś korytarzyku, coś jak przychodznia. Rosjanie (właściwie Rosjanki) śmieją się, żartują, mówią, że ich koleżanka szukająca herbaciarni jest kopnięta, nie chce wejść do żadnego lokalu z alkoholem. Tłumaczę, ze we Wrocławiu była kiedyś herbaciarnia, w rynku, nie wiem czy jeszcze jest ani czy nie ma tam także alkoholu. Ale mogą pójść sprawdzić - zaczynam im tłumaczyć, jak dojść, siedzimy blisko siebie, dużo żartów, śmiechu i nagle uświadamiam sobie: WIRUS! krzyczę, zeby sobie poszli, trochę zaskoczeni wychodzą, a ja zostaję przerażona, bo w tym śnie wiem, że rosyjska mutacja jest jeszcze gorsza.
Przebudzenie naprawdę mnie uszczęśliwiło i pamiętam, że pierwsza myśl to było: no co ty, przez sen się nie zarazisz.
Poza tym uważam, że na planie symbolicznym to sen był polityczny, a jakże.
Wszystko się miesza ze wszystkim i ogólnie kicha