nightdream
01.07.20, 13:58
Taka sytuacja: mieszkamy w bloku, mamy garaż w bloku obok. Pod naszym blokiem jest tylko uliczka (i to z zakrętem zza którego często znienacka wyjeżdżają auta). Przy garażu jest trawnik i ślepa uliczka zakończona zjazdem do naszego właśnie garażu. Nad naszym garażem (i sąsiednim) są mieszkania.
Wczoraj szarpałam się z montowanem fotelików w aucie, które stało na podjeździe a dwójka moich dzieci jeździła na rowerach i hulajnogach po parkingu i fragmencie tej uliczki przy garażu - czyli pod klatką sąsiadów. Trwało to ze 20 minut, o godzinie 15.
Zdarza nam się czasem przy tym garażu coś robić i dzieciaki wtedy tam jeżdżą - to jedno z niewielu bezpiecznych miejsc w mojej okolicy gdzie mogę coś zrobić a dzieci (4 i 6) same pojeździć. Myślę, że nie częściej niż 2-3 razy w tygodniu, po max 20 minut - bo zazwyczaj jak się ogarniemy to jedziemy na rowery się przejechać gdzieś dalej. Czasem dzieciaki rysują na tym kawałku placu kredą.
Zebrałam wczoraj gromki ochrzan od sąsiadek z parteru (czyli nad garażami), że zrobiliśmy sobie pod ich blokiem prywatny plac zabaw i że mamy sobie iść pod swój blok (50 metrów dalej i de facto na ulicę) bo my tu tylko garaż mamy a nie mieszkamy tam. No i standardowe gadanie że głośno, że przeszkadza, że mamy spadać bo to ich chodnik a nie nasz. Trochę się zaperzyłam bo sąsiadka wyjechała od razu z krzykiem na moje dzieci więc się pokłóciłyśmy. Po fakcie zrobiło mi się głupio, bo nie lubię tak rozwiązywać sporów a prawda jest taka, że dzieciaki nie są najcichsze.
Tyle, że koło mojego bloku był kiedyś plac zabaw... i został zlikwidowany bo przeszkadzał sąsiadom... i rosną tam krzaki. Jest lato, są wakacje, robię milion rzeczy z dziećmi, jeździmy na rowerach, cudujemy ale czasem kurde te 20 minut pod blokiem pozwala mi ogarnąć porządek w aucie, pakowanie na wyjazd czy krótki spacer z psem na siku czy na naukę chodzenia na smyczy...
Serio, dzieciaki w środku dnia na osiedlu też przeszkadzają? Mają siedzieć w domach, żeby pod blokiem niechcący hałasu nie robiły?
Ja się zaperzyłam, bo mi się od razu przypomniała sąsiadka z mojego dzieciństwa, która regularnie wywalała mnie i moje koleżanki spod naszego bloku bo się bawiłyśmy na takim mini placu zabaw (a mama miała nas na oku z okna). A nam nie było wolno iść gdzieś dalej, poza zasięg wzroku rodziców... Do tej pory wspominam tę wredną babę i to jak moja mama się z nią wykłócała, że dzieci latem w domu siedzieć nie będą...