antonina.n
28.08.20, 11:11
Bo właśnie usłyszałam szereg bluzgow od znajomej, którą koronawirus pani sprzetającej wysłał na kwarantannę. Znajoma wiedziała, ze pani dojeżdża komunikacją miejską, ze sprząta w kilku/kilkunastu miejscach i wydawałoby się, ze akceptuje ryzyko. Teraz wyklina na czym świat stoi, ze interes jej padnie i w ogóle dramat.
Rozumiem złość, można dyskutować o potrzebie kwarantanny (moim zdaniem słusznej), ale ja nie o tym.
Ja o tym, ze jak ja się rozchoruję, to na kwarantannę pójdą rodziny moich uczniów - tak się składa, ze większość to właściciele ogromnych firm, zatrudniający setki/tysiące pracowników. I teraz kurde, co? Jak będę nakłaniać do zajęć online, to pomyślą że mi się nie chce. A jak się rozchoruję, to przewiduję reakcję jednak bardzo nerwową. Wydaje mi się, ze właściciele takich firm to i dziesięć lat mogą siedzieć na Karaibach i nie zakonotują uszczerbku finansowego, ale podejrzewam, ze oni mają inne zdanie na ten temat.
Bez sensu. Takie przemyślenia z rana.