Dodaj do ulubionych

jednostronna chemia

08.10.20, 16:27
Doszłyśmy z koleżankami do wniosku, że żadna z nas nie doświadczyła jednostronnego rażenia piorunem sycylijskim a nawet że żadna z nas nie zna takiego przypadku ze słyszenia. Jak już iskrzyło, to z obu stron. I moje pytanie, czy istnieje takie zjawisko w przyrodzie?

Nie mówię tu dla jasności o tym, że komuś się ktoś tak na chłodniej podoba i może coś z tego będzie (bo tutaj brak wzajemności częsty), przyjaźń, która u jednego z przyjaciół się rozwinęła (tutaj też prawdopodobieństwo kosza wysokie) , ani psycho-stalkerów, ani też jakieś nastoletnie wyidealizowane "miłości", chodzi mi o typową silną chemię. Czy zdarzyło się wam kiedyś, że piorun raził tylko jedną osobę?
Obserwuj wątek
    • jowita771 Re: jednostronna chemia 08.10.20, 17:50
      Widziałam z zewnątrz i byłam również zaangażowana. Byłam po jednej i po drugiej stronie. Jak mnie trafiło, to miałam nadzieję, że obiekt nie zauważy, ale to trudno ukryć,. Będąc obiektem uczuc też nie miałam wątpliwości, że jest silna chemia z drugiej strony.
    • hexella Re: jednostronna chemia 08.10.20, 18:31
      Ja tam nie jestem chemiczką ale moim zdaniem jak chemia, to musi być dwustronnasmile Wiecie, takie napięcie między dwojgiem ludzi, że niemal widać przeskakujące iskry. Widziałam takie cudo między moim przyjacielem i nowo poznaną kobietą i to jest coś, czego nie da się określić zwykłym zakochaniem. Kiedy stałam w pobliżu tej dwójki to niemal czułam, że mi włoski na rękach stają dębawink Byli jak elektrownia atomowa.
      • hanusinamama Re: jednostronna chemia 08.10.20, 19:25
        Tak, na studiach dobre 3 miesiace snił mi jeden taki 3 lata wyżej. Boski był. Ja jeszcze byłam w zwiazku z kimś innym. Zakonczyłam związek (bo sie sypało juz wcześniej). Po tygodniu podszedł, zagadał...zaprosił na kawe....jeżu kochany jak ja z tej kawy chciałam uciekać smile
        • mona-taran Re: jednostronna chemia 08.10.20, 20:35
          Haha, przypomniał mi się jeden taki świr, który to czuł do mnie ogromną wręcz chemię. Miałam jakieś 17 lat chyba.. przychodził do mnie CODZIENNIE przez całe lato ,zapytać czy pójdę z nim na plażę. Kiedy akurat mnie nie zastał potrafił siedzieć z moją babcią na ławce przed domem i gadać z nią godzinami czekając aż wrócę. Ja wracałam, kazałam mu spadać i tak dzień w dzień. Babcia najpierw mnie próbowała namawiać żebym dała mu szansę "bo taki fajny ten Andrzej, kulturalny i miły" ale po dwóch czy trzech tygodniach sama miała go dość i stwierdziła że coś z nim jest nie teges.. Któregoś dnia, już na koniec lata, wracam do domu i widzę Andrzeja biegnącego przez podwórko, za nim pies a za nimi babcia się drze " wynoś się stąd czubku!" 😂 Więcej nie przyszedł :p

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka