Dodaj do ulubionych

Rosół. Dla oderwania się.

26.10.20, 12:05
Mam bardzo dorodne nogi z kurczaka, że tak to ujmę.
Chce zrobić rosół. Poprzedni wyszedł mega tłusty. Jak to oporządzić przed gotownaiem, żeby nie było tłuste.
Poprzednią nogę dobrze wypłukałam, i rosół robiłam z tzw drugiej wody - i tak było tłuste. Co jeszcze? Jakie są triki.
Normalnie nie kupuje takich tłustych, ale.. kwarantanna, na zakupy większego wpływu nie mam. 😏
Obserwuj wątek
      • snakelilith Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 12:15
        Ale w ten sposób usuwa się też smak, bo ten koncentruje się w tłuszczu. I nie każdy lubi takie odgrzewany rosół, dla mnie świeżo ugotowny jest najlepszy. Dlatego lepiej obrać widoczny tłuszcz. Te wszystkie utuczone kurczaki przeznaczone do grilowania (gdzie wyciekający tłuszcz zapobiega wysychaniu) nie nadają się zbytnio na rosół.
          • snakelilith Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 12:43
            Używa jako bazy do innej zupy? Generalnie nie znoszę też odgrzewanego tradycyjnego rosołu, dlatego jak go gotuję, to planuję jako główne danie z mięsem rosołowym. Ewentualnie resztkę zjadam na kolację. Po włożeniu do lodówki rosół nabiera dziwnego smaku i mogą go jeść jedynie w połączeniu z czymś wyraźnym np. jako ostrą zupę w azjatyckim stylu.
            • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 13:39
              Hmmm, nigdy nie zauważyłam, żeby mi rosół w lodówce zmienił smak czy zaczął smakować dziwnie. Aczkolwiek niechęć do odgrzewanego rosołu potrafię zrozumieć, choć sama potrafię jeść i 3 dni z rzędu, jak mam smaka na rosół 😋
                • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 15:14
                  Mnie chodziło to, że mogę jeść trzy dni pod rząd ten sam rosół, znaczy odgrzewany. Oczywiście nie wciąż w tym samym garze i codziennie odgrzewany. Rosół do lodówki wstawiam w szczelnie zamkniętym pojemniku, nie w garnku i wcześniej odcedzam i wyjmuję z niego wszystko poza mięsem i marchewką. Dla mnie odgrzany następnego dnia smakuje tak samo. Z tym, że ja rosół nie tylko podgrzewam, ale też chwilkę zagotowuję.

                  Wiadomo, nie każdy musi tak lubić nie jest to dla mnie jakieś dziwne.
                  • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 17:55
                    >Oczywiście nie wciąż w tym samym garze i codziennie odgrzewany...


                    dokladnie tak. Rosół trzeba przecedzić a nie zostawiać z "całym syfem" bóg wie ile.
                    Tez zostawiam tylko marchewke i mięso, i to tez czyste, bez żadnych kosci, w takiej postaci, która nadaje sie do polozenia na talerz.
                    Nic nie zmienia smaku.
                      • doubledoublejoyandtrouble Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 18:50
                        pani_libusza napisał(a):

                        > Forum uczy forum radzismile myślałam ze wszyscy tak robią tzn wyjmują „wsad” z ros
                        > ołu i a do lodówki sam bulion. Mało tego ja jeszcze cześć rosołu mrożę i w razi
                        > e potrzeby mam do podkręcenia smaku innych zup.


                        Też tak robię. Wsad zawsze wyjmuję, rosół przecedzam, z wsadu zostawiam tylko marchewkę w talarkach. Poza tym z każdej zupy gotowanej na mięsie i warzywach wyciągam zawsze cebulę, od razu po zakończeniu procesu gotowania. Bo nauczono mnie, że cebula zostawiona w zupie potrafi tę zupę pięknie skisić.

                        (Hm. "Skisić"- jakoś dziwnie mi to brzmi.)
                          • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 11:58
                            >nie gotuję cebuli nigdy z niczym


                            zwykle do rosołu dodaje się cos wiecej poza cebulą...zreszta tu akurat dodaje sie cebule opieczona.
                            Może spróbuj dodac do rosołu coś więcej poza tartą mrozona włoszczyzną? może wtedy twój rosół bedzie miał inny smak od początku i nie będzie go zmieniał
                            • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:03
                              moją włoszczyznę zrywam w osobistym ogrodku i trę samodzielnie, nawet ręcznie, bo mi się elektrycznej maszynki nie chce wyciągać tongue_out Ze amsz kiepskie poczucie smaku i nie wyczuwasz roznicy, to trudno, musisz z tym żyć, jedz dwudniowy rosoł na zdrowie.
                              • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:11
                                >Ze amsz kiepskie poczucie smaku i nie wyczuwasz roznicy, to trudno, musisz z tym żyć, jedz dwudniowy rosoł na zdrowie.


                                he he..."kiepska" riposta...Mam poczucie smaku własciwe dla wiekszosci tu dyskutujacych oraz własciwe wielu profesjonalnym kucharzom, którzy w swojej kuchni stosuja "przegyzanie sie" smaków w potrawie, kilkudniowe marynowanie mięs, zeby nabrały właściwego smaku itd
                                Nie wpdłaś na to, że to może ty masz "kiepski" smak?
                                • snakelilith Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:39
                                  mava napisała:


                                  >
                                  > he he..."kiepska" riposta...Mam poczucie smaku własciwe dla wiekszosci tu dysku
                                  > tujacych oraz własciwe wielu profesjonalnym kucharzom, którzy w swojej kuchni s
                                  > tosuja "przegyzanie sie" smaków w potrawie, kilkudniowe marynowanie mięs, zeby
                                  > nabrały właściwego smaku itd
                                  > Nie wpdłaś na to, że to może ty masz "kiepski" smak?

                                  Nie chodzi o dobry, czy kiepski smak, a już w ogóle nie o przegryzanie, a tylko indywidualne upodobania. Istnieją przecież ludzie, nawet tu na forum są takie ematki, które nie jedzą mięsa, bo ono im po prostu śmierdzi. Ja mam podobne podjeście do zup gotowanych na mięsnych wywarach. Nie lubię, podśmierduje mi to trupem, choć generalnie do mięsa nie mam negatywnego podejścia. Jedyną zupą gotowaną na kościach jest dla mnie rosół z kury i on musi być świeży. Odgrzewanie stwarza, że zupa staje się dla mnie niezjadalna. Nawet dodanie innego mięsa do rosołu to dla mnie no go, od wywaru z kaczki, to mogłabym się nawez porzygać, dla mnie obrzydlistwo i z każdym odgrzaniem ten bagienno- trupi smak jest coraz bardziej intensywny. Więc profesjonalnych kucharzy mam w dudzie, ja gotuję większość moich zup na wywarach warzywnych, do niektórych zup dodaję wędzonej szynki, czy boczku, a od czasu do czasu robię sobie świeży rosół z kury. I tylko z kury i tylko świeży. Nie ma przymusu jedzenia odgrzewanego wywaru z gantów.
                                  Swoją drogą, kilkudniowe marynowanie mięs, to archaizm z czasów przedlodówkowych. Auguste Escoffier, założyciel nowoczesnej francuskiej haute cuisine, wyzwolił kuchnię z przymusu marynowania, nadając jej lekki charakter podkreślający naturalny smak świeżych produktów.
                                  • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 13:06
                                    snakelilith napisała:


                                    >
                                    > Nie chodzi o dobry, czy kiepski smak, a już w ogóle nie o przegryzanie, a tylko
                                    > indywidualne upodobania.

                                    Snake, ja twoje upodobania jak najbardziej rozumiem i nie mam najmniejszego zamiaru namawiać cię do jedzenia rosołu na drugi czy trzeci dzień. Zastanawiałam się tylko, w jaki sposób i niby od czego odcedzony wywar rosołowy zmienia smak. Ty rosół tolerujesz tylko od razu po ugotowaniu, a dla mnie następnego dnia ten rosół też jest smaczny, bo zwyczajnie nie każdy lubi to samo i ok. Dyskusja wywiązała się dlatego, że zdaniem Szmytki wszyscy, którzy jedzą rosół następnego dnia, nie mają smaku. Później okazało się, że ona gotuje rosół na utartych warzywach. Natomiast dla mnie taka zupa, to nie rosół tylko co najwyżej jarzynowa na rosole.

                                    Co do mięsa, to ma ono swój zapach i dla jednych jest on przyjemny, dla innych śmierdzi. Tak samo mogłybyśmy się spierać o perfumy. Niedawno był tu taki wątek i wyczytałam w nim, że jedne z moich ulubionych perfum niemiłosiernie śmierdzą 😁

                                    No i jeszcze taka jedna uwaga - rosołu z lodówki wyjmuje tylko tyle, ile mam zamiar zużyć. Reszta stoi nieodgrzewana. Nie odgrzewam całego gara x razy, tylko każda porcja rosołu odgrzana jest jeden raz.
                              • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:19
                                > i trę samodzielnie, nawet ręcznie, bo mi się elektrycznej maszynki nie chce wyciągać

                                i szczerze mówiąc to nie bardzo rozumiem PO CO to robisz????
                                Mnie to nie tylko nie chciałoby sie wyciagać "elektrycznej maszynki"(???) ale w ogóle nie chciałoby mi sie trzeć , w jakikolwiek sposób.
                                Moze spróbuj nie trzeć tylko wkładac pokrojona w duże kawałki (np marchew na pół czy ćwiartki) i wtedy twój rosół będzie miał lepszy smak?
                                Oraz inne zupy - mało jest zup gdzie włoszczyzna (tarta) ma swoje uzasadnienie...chyba tylko jarzynowa i to tez taka włoszczyzna musiałaby byc wrzucona na samym koncu bo przeciez taka tarta to ile sie gotuje? 5 minut góra..
                                A może ty nie potrafisz gotować, po prostu? bo jakies dziwaczne sa te twoje posuniecia w kuchni...
                                • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:49
                                  a co ciebie to obchodzi, do rosołu nic nie trę, trę do innych zup, bo wszak o nich napisałam w poscie, na który raczyłas odpowiedziec, oczywiście ebz zrozumienia o czym mowa...A trę, bo wszyscy wolimy farfocle warzywne niż kawałki warzyw. Ciekawość zaspokojona?
                              • doubledoublejoyandtrouble Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 15:09
                                szmytka1 napisała:

                                > moją włoszczyznę zrywam w osobistym ogrodku i trę samodzielnie, nawet ręcznie,
                                > bo mi się elektrycznej maszynki nie chce wyciągać tongue_out Ze amsz kiepskie poczucie
                                > smaku i nie wyczuwasz roznicy, to trudno, musisz z tym żyć, jedz dwudniowy roso
                                > ł na zdrowie.

                                Oj, jakie emocje...
                    • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 20:40
                      Ale ja ci nie każę jeść rosołu na drugi dzień. Też podtrzymuję swoje zdanie, że mój rosół smaku nie zmienia. Twojego nie smakowałam, więc nie wiem, jak smakuje na drugi dzień. Ty nie smakowałaś mojego, więc też nie wiesz.
                      • doubledoublejoyandtrouble Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 21:04
                        eliszka25 napisała:

                        > Ale ja ci nie każę jeść rosołu na drugi dzień. Też podtrzymuję swoje zdanie, że
                        > mój rosół smaku nie zmienia. Twojego nie smakowałam, więc nie wiem, jak
                        > smakuje na drugi dzień. Ty nie smakowałaś mojego, więc też nie wiesz.

                        Mój też nie zmienia, co więcej - jestem przekonana, że osoba, która mojego rosołu nigdy nie próbowała - nie ma pojęcia, jak on smakuje po 12 i po 24 h smile Ale może nawet o rosół można próbować rozkręcić jatkę big_grin
                          • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 11:45
                            czyli potwierdzasz, że zmienia smak big_grin skoro lepszy... DLa mnie każda dupa zmienia smak po odgrzewaniu, dlatego niczego nie jemy na drugi zien. Jako lepsze dnia nastepnego uwazam tylko barszcz czerwony i fasolkę po bretońsku, ale ja goruję taką gęstą i nie jest u mnie w kategorii zupa.
                            • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:04
                              >DLa mnie każda dupa zmienia smak po odgrzewaniu, dlatego niczego nie jemy na >drugi zien.

                              też tak podejrzewam ale nie próbowałam jeść, szczerze mówiąc...chyba trzeba sie (pod)myc codziennie?
                              Wg sztuki kuchennej wiele potraw nabiera smaku po np. dobie czy dłużej i wręcz tego sie od nich oczekuje (że sie przegryzą). Jesli np. ugotuje żurek czy grochówke to moi faceci mowia, że nie zdążyła sie przegryźc i lepsza dla nich zawsze jest po kilku godzinach (nastepnego dnia).
                              Jesli rosół przecedzisz to nie ma sie co przegryzać, to proste
                              • mava Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:23
                                >zmienia. Jest bardziej słony i esencjonalny - takie mam wrażenie


                                sam bulion, przecedzony, nie ma z czego stac sie bardziej słony i esencjonalny, z czego miałby te esencje i sól wyciągnac?
                                Po prostu zostawiacie cały gar bez odcedzenia, przyznaj sie. Wtedy kazda zupa/potrawa staje sie bardziej "esencjonalna" bo smaki róznych skladników obecnych w potrawie, przegryzaja sie
                                • kokosowy15 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:55
                                  I o to przecież chodzi. Włoszczyzna do zupy daje się dla jej smaku, więc na drugi dzień ten smak i zapach jest bardziej intensywny. Dla mnie każda zupa, nie zawierająca ziemniakow na drugi dzień jest lepsza. A już pomidorowa, kapusniak czy grochówka musi odstać choć kilka godzin. Mięso marynuje się nie dla ułatwienia przechowania lecz uzyskania odpowiedniego smaku ale i struktury. To samo przy dojrzewaniu mięsa.
                                  • snakelilith Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 13:03
                                    kokosowy15 napisał(a):

                                    > I o to przecież chodzi. Włoszczyzna do zupy daje się dla jej smaku, więc na dru
                                    > gi dzień ten smak i zapach jest bardziej intensywny. Dla mnie każda zupa, nie z
                                    > awierająca ziemniakow na drugi dzień jest lepsza.

                                    Ale przy zupach gotowanych na mięsnych wywarach nie tylko włoszczyzna daje smak, inaczej można sobie te zwierzące gnaty od razu darować. Ja gotuję zupy na warzywnych wywarach i te nie mają następnego dnia tego trupiego smaku odgrzewanego rosołu. Więc nikt mi nie wmówi, że zmiana smaku odgrzewanego następnego dnia rosołu, to zasługa (albo wina) włoszczyzny.
                      • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 11:47
                        ale ja nie mowię, że mi każesz i nie mowię nic o twoim rosole, tylko o twoim subiektywnym odczucie smaku, masz po prostu słabsze niż my - wyczuwający tę rożnicę. To tak jak z nosami, każdy ma inną wrażliwość na zapachy. Smak kazdej zupy zmienia się po odgrzaniu, jak i smak każdego innego dania. Ze się komuś nie zmienia to kit, zwyczajny kit wynikający z tego, że mniej wrażliwe podniebienia macie tongue_out
                        • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:24
                          szmytka1 napisała:

                          . Ze się komuś nie zmi
                          > enia to kit, zwyczajny kit wynikający z tego, że mniej wrażliwe podniebienia ma
                          > cie tongue_out

                          Wow! Nie ma to jak się dowartościować przy okazji rosołu 😂

                          Potrawy zmieniają smak, bo jak już ktoś wyżej napisał, z czasem się „przegryzają”, czyli wszystko przechodzi swoim smakiem. Właśnie po to rosół gotuje się kilka godzin, żeby te wszystkie smaki się wygotowały i wymieszały. Przed wstawieniem do lodówki rosół odcedzam, więc wywar nie ma jak i z czym się przegryzać, więc nie, nie zmienia smaku. Jeśli rosół stoi długo z wszystkimi warzywami nawet po prostu na kuchence, to zmienia smak, bo wciąż „naciąga” warzywami. Odcedzony wywar wstawiony do lodówki nie zmienia smaku tylko dlatego, że stał się zimny.

                          Z moim podniebieniem jest raczej wszystko w porządku, bo wyczuwam zmianę smaku innych potraw. Niektóre zupy jarzynowe następnego dnia mi totalnie nie smakują, żurek czy pomidorówka po kilku godzinach smakują jeszcze lepiej, a fasolkę po bretońsku czy gołąbki jadam dopiero następnego dnia od ugotowania, bo wg mnie dopiero wtedy są dobre.

                          Najbardziej jednak lubię stare sery, takie co to zmieniały smak przez co najmniej pół roku. Takie już mam plebejskie podniebienie 🤣
                          • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 12:52
                            bosz.. eliszka nie myslałam, ze jesteś taka płytka, że czyjesz stwierdzenie o mniej wrazliwym podniebieniu tak cie ubodzie i wysuniesz podejrzenie o dowartosciowania się. Napisz w odwiecie, że umiesz szpagat zrobić, ja nie umiem, na pewno mi to humor zepsuje a samoocena poleci w dół, że hoho.
                              • szmytka1 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 13:25
                                mnie nic nie obraziło, lub ser, smietanę, co tam chesz, to mam wrazenie ciebie uraziła uwaga o tym słabym poczuciu smaku... I myślałaś, że się przejmę, że ser lubisz big_grin To ci podpowieadam gorzej się rpzejmę szpagatem, albo jeszcze podpowiem - nie mam za grosz słuchu muzycznego. Tu tez mozesz poczuć się lepeij - skoro imputujesz innym taką zależność pomiedzy wskazaniem u kogoś słabego punktu/podejrzeniem o gorszy smak a własną wyższą samooceną
                                • mona-taran Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 13:30
                                  Smak to jest przecież bardzo indywidualna sprawa, tu się nie ma co obrażać nawzajem:p np. Mój chłop uwielbia cukierki salmiakki, które dla mnie są uosobieniem smakowego koszmaru a on nie pojmuje jak ja mogę jeść cynamon :p
                                  • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 13:55
                                    mona-taran napisała:

                                    > Smak to jest przecież bardzo indywidualna sprawa, tu się nie ma co obrażać nawz
                                    > ajem:p np. Mój chłop uwielbia cukierki salmiakki, które dla mnie są uosobieniem
                                    > smakowego koszmaru a on nie pojmuje jak ja mogę jeść cynamon :p

                                    Toteż ja się nie obraziłam i nie mam pojęcia skąd takie wnioski. Naprawdę nie myślałam, że rosół, to taka emocjonalna potrawa 😄
                                    • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 27.10.20, 15:06
                                      To był żart i nie podejrzewałam, że ktokolwiek potraktuje to poważnie. Serio takie wnioski wysnułaś z moich wpisów, że ja się obraziłam o rosół???? Rozbawiło mnie doszukiwanie się głębokiego sensu oraz analizowanie czułości podniebienia innych, bo lubią rosół inaczej, więc się podczepiłam i zażartowałam. W zamian dostaję wnikliwą analizę, hmmmm.

                                      A tak w ogóle, to właśnie zauważyłam, że napisałam o emocjonalnym rosole 🤣. Dlatego mój rosół nie zmienia smaku, bo ma emocje, o! 🤣🤣🤣
    • daniela34 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 12:11
      Przed gotowaniem- możesz zdjąć skórę. Z tym, że wiadomo, wtedy gotujesz krócej, bo się będzie rozwalać mięso. No i to nie jest sposób dobry, jeśli chcesz te nogi potem serwować jakkolwiek.
      Wtedy po ugotowaniu schładzasz i zbierasz tłuszcz z wierzchu. Płukanie i robienie z drugiej wody skuteczne nie jest.
    • eliszka25 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 13:34
      Zgodzę się tu ze snake. Tuczone kurczaki nie nadają się na rosół. Kilka razy próbowałam, bo łatwiej jest kupić kurczaka niż prawdziwą rosołową kurę, ale to kompletnie nie ten smak. Nawet jeśli nie wyjdzie za tłuste.

      Z dorodnych kurczaczych nóg zrobiłabym węgierskie czirke (nie mam pojęcia, czy tak się to pisze, ale kolega Węgier tak to wymawia). Pewnie z resztą niedługo zrobię, bo mam porcję udek, które czekają w zamrażarce.

      Udka z kurczaka przyprawić solą, słodką i ostrą papryką, obsmażyć na oleju do zrumienienia skórki, przełożyć do garnka, zalać wodą i zagotować. Na patelni po smażeniu udek zeszklić cebulę pokrojoną w kostkę, dużo cebuli. Na 6 udek biorę przynajmniej 6 dużych cebul. Dodać zeszkloną cebulę do gotujących się udek i gotować aż mięso będzie miękkie. Oczywiście w razie potrzeby doprawić do smaku solą i papryką. Kiedy mięso jest już na tyle miękkie, że wchodzi w nie widelec, dodać do garnka zahartowaną z sosem kwaśną śmietanę - też sporo, jakieś 200 ml, ale to już zależy od tego, co komu smakuje. Sos ze śmietaną gotować bez przykrycia na średnim „ogniu” żeby się trochę zredukował, czyli jakieś 15 min. Gotowe danie podawać z makaronem, np. muszelki.

      Moim zdaniem to bardzo łatwe danie, które zimą rozgrzewa nie gorzej niż rosół. Zwykle robię w dużym garze, żeby starczyło nam przynajmniej na 2 obiady.
      • kokosowy15 Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 16:57
        Mięso z kurczaka wytapiam na patelni, opalam palnikiem, a głównie nie kupuje gdy jest zbyt tłuste. Nigdy też rosołu nie gotuję z samego drobiu, zawsze z dodatkiem wołowiny. Nie trzeba schładzać do zebrania tłuszczu, w temperaturze ok 35 stopni już większość tłuszczu jest na powierzchni.
      • yadaxad Re: Rosół. Dla oderwania się. 26.10.20, 21:07
        To ciekawe, bo tradycyjny rosół na zimę, robiło się w dużej ilości. W zimie kur się nie biło. Wygotowywało się go do twardej galarety i chowało w mroźnym spichlerzu. Potem " kostki" rozpuszczało i chwaliło w zimie pożywny rosół na przeziębienia.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka