Dodaj do ulubionych

A może by tak...

27.10.20, 00:00
Na fali postów i mojej osobistej frustracji.
Moja obserwacja jest taka, że, na oko, połowa (choć myślę że mniej ) jest zdania że ;
1.To MY mamy wpływ na polityków.
Politycy robią to, co MY im każemy (tak, to jest możliwe,serio i to nie jest myślenie zyczeniowe).
Jaki naród -taki rząd (nie na odwrót!!)
Wiemy, że każda całość składa się z jednostek ,więc każdy ma jakąś cząstkę władzy i możliwości oddziaływania na sytuację w kraju.
Myślimy rozumem a nie tylko emocjonalno-romantycznie.
Rozumiemy że kraj po traumie wojenno-komunistycznej potrzebuje czasu ,żeby się zregenerować ,również mentalnie,więc nie czujemy się gorsi od całego świata,tzw. Zachodu itd.

2.Więc oddzielamy kościoły wszelakie, choćby na wzór Niemiec czy Austrii.
Kościół nie jest żadnym partnerem do dyskusji w tej sprawie i nikt go o zdanie nie pyta.
Dlaczego?-patrz punkt pierwszy.
3.Żyjemy sobie spokojnie, szczęśliwie i dostatnio.

Druga część niby się zgadza, ale...rozwiązanie widzi w rozmowach z księżmi (!), "uświadamianiu "im że ich nie lubią i jak im to wytłumaczą, to księża "się zmienia", zrozumieją że złe robią i wszystko będzie cacy.
Albo przerażeni masowa apostazja zaczną się przypochlebiac społeczeństwu.
Albo się dobrowolnie wycofają z polityki ,bo "wytłumaczmy im że tego nie lubimy".


1. Czyli zdejmujemy odpowiedzialność z RZĄDU (MY go wybraliśmy)
zdejmujemy odpowiedzialność z SIEBIE ("a nie, ja głosowałam na lewicę,która dyplomatycznie NIC nie zrobiła, ale Hołownia tak ładnie szlochal na czacie a Biedroń jest fajny, bo jest gejem")
za wybory
2.I składamy ja w ręce KK, bo przecież rząd nie ma nic do gadania, my też nie mamy nic do gadania , a w ogóle to "jaka władza, takie społeczeństwo".
3.Chodzimy po kościołach ,na przemian grożąc pojedynczym księżom, że ich porzucimy albo pokornie prosząc o "zrozumienie naszego punktu widzenia.

Rzucamy się w ogień płomiennych gestów i słów, z których nic nie wynika.

Na każdym kroku wrzeszczymy "tylko w tym kraju!!!", tarzamy się w pomysłach wylewanych na siebie i rozkoszujemy masochizmem,jacy to jesteśmy najgorsi i bezsilni (rzecz jasna ,nie my, tylko ci "inni" czyli cała reszta, więc to "ich "wina)
Żremy się dalej, ponieważ nie do końca rozumiemy że demokracja polega na tym, że KK moze sobie istnieć i że ktokolwiek może mieć inny punkt widzenia niż my, ale nie potrafimy znaleźć jednego ,wspólnego status quo.

Więc mój pomysł jest następujący:
podzielmy kraj na dwie jednostki...
Jedna pójdzie w tą stronę, druga w swoją.
W ten sposób jedną przestanie ciągnąć druga na swoją stronę.
I wszyscy będą zadowoleni.
Jak wam się mój pomysł podoba?

Tak, jestem wkurzona, rozpolitykowana i sfrustrowana....
Cholernie sfrustrowana.
Dziękuję i gratuluję wytrwałości każdemu,kto dotrwał do końca i to przeczytał .
Obserwuj wątek

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka