Dodaj do ulubionych

gotowanie mnie wykańcza

19.11.20, 12:11
Siedzimy z mężem i córkami na zdalnym. Jeść trzeba. Obiad trzeba ugotować. O ile w normalnym rytmie my jedliśmy jakiś lunch w pracy, córki w placówkach (młodsza przynajmniej) i wieczorem dziewczyny mogły jeść zupę/domowe pierogi czy obiad, traktowany jako obiadokolacja, o tyle teraz muszę robić coś codziennie. Mąż klasyczny, staropolski mięsożerca, tradycjonalista, nawet na kaszę gryczaną się krzywi...
Starsza je rosół i pomidorówkę, smażoną rybę i kotlet z piersi.
Młodsza zje prawie wszystko, ale coraz mniej, ma już odrzut na menu starszej. Rozszerzanie diety starszej idzie strasznie opornie - tak już jej chyba zostanie.

Ja szalu dostaje z codziennym wymyślaniem obiadu - więc mamy na zmianę wspomniane zupy (może być jeszcze ogórkowa i krupnik), spaghetti, naleśniki/placki ziemniaczane/pierogi - to z wiadomych względów staram się rzadko.


Obserwuj wątek
    • przepyszny_jagielnik Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:16
      fortalesa napisał(a):
      > Ja szalu dostaje z codziennym wymyślaniem obiadu - więc mamy na zmianę wspomnia
      > ne zupy (może być jeszcze ogórkowa i krupnik), spaghetti, naleśniki/placki ziem
      > niaczane/pierogi - to z wiadomych względów staram się rzadko.
      >
      >


      To niech mąż wymyśla i gotuje.
        • przepyszny_jagielnik Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:22
          fortalesa napisał(a):
          > Mąż niegotujący.
          > Robi inne rzeczy - uprzedzając zarzutywink

          Dlaczego niegotujący? Jeśli nie umie, to go naucz. Jeśli nie chce się nauczyć, to niech nie je albo je to co jest a nie grymasi.
          A ty nie robisz innych rzeczy?
              • ginger.ale Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 16:30
                przepyszny_jagielnik napisał(a):

                >
                >
                > Przypuszczam że musi sprzątać, bo coś mi się zdaje że jeśli mąż niegotujący, to
                > i niesprzątający.


                W najbliższej rodzinie mam zestaw żona gotującą i piekąca do wypęku, mąż pedant. Codziennie odkurza i myję podłogi w ramach relaksu (stresująca i wymagająca praca). On nie gotuje, ona nie sprząta, wszyscy happy.
                • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 20.11.20, 15:32
                  U nas trochę podobnie latami było.
                  Ale nic nie trwa wieczniewink

                  W tej chwili słyszę podejrzany dźwięk dochodzący z kuchni.
                  Tarcia.
                  Mąż trze.
                  Marchew.
                  Czyli złamał znowu naszą kultową wymarzoną zasadę cytat z przyjaciółki męża gdy wybierali się do sklepu " tylko Żadnych WŁASNYCH pomysłów!!!!"
          • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:08
            kurcze - no drzew nie rąbię do kominka, trawy nie koszę, samochodów nie sprzątam itp itd.
            Mąż gotować nie umie i tyle, nie ma zaciącia do kuchni - pomaga sprząta, ogarnia gary itp.
            Czy każdy musi koniecznie robić to samo?
            • skumbrie Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:52
              I samochód sprząta codziennie przy zdalnej pracy? Trawnik też kosi codziennie? W listopadzie? No może ten kominek codziennie odopalacie.
              A ty obiady gotujesz codziennie. Tak ustaliliscie, to nie marudź.
              • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:19
                jak się mówi - nie ma ofiar są ochotniczki.
                całkiem sporo kobiet nie znosi tego gotowania, ale będzie gotować bo w ich światopogladzie nie mieści się że mąż miałby im ugotować...
                wiec ten mąz sie nawet "urządzać" nie musiał... ochotniczka nadgorliwa sama mu urządziła komforcik , i jeszcze grzecznie przyjmuje połajanki że kasza odpada w menu..
                      • grey_delphinum Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:13
                        Mój syn ma 14 lat i je bardzo wybiórczo. Wiem, jaka to męka wymyślić obiad, by wszystkim smakował, a jeszcze było zdrowy i urozmaicony.
                        Czasami mam ochotę po prostu wyć do księżyca wink
                        Radzę sobie tak, ze mrożę dla niego to, co lubi i daję wtedy, gdy my jemy co innego. Przykład z dzisiaj: my i córka - domowa chińszczyzna z ryżem i zestawem surówek, syn - odmrożony gulasz z indyczych podudzi (udało mi się przemycić w nim sporo warzyw, ale muszą być rozgotowane na sos), ryż i jedna jedyna surówka z kapusty, którą toleruje.
                        Mam jeszcze dla niego zamrożone bitki z indyka w sosie pomidorowym i polędwiczkę wieprzową w sosie własnym. Będą jak znalazł, gdy my będziemy jesć coś, co jest dla niego niezjadliwe.
            • nimaletko Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:40
              Nie, nie musi robić tego samego, ale serio nie widzisz dysproporcji pomiędzy koszeniem trawy (zwłaszcza w listopadzie), sprzątaniem samochodu itp a codziennym gotowaniem dla czterech osób, w tym co najmniej dwóch wybrednych?
              Taki układ mógł być sprawiedliwy przed epidemią, kiedy wszyscy jedliście obiady poza domem, bo rzadziej gotowałaś, ale teraz Ty gotujesz codziennie, a mąż raczej codziennie trawy nie kosi ani samochodu nie sprząta.
              Jak jeszcze dodasz do tego monotonię gotowania w kółko tych samych potraw, to nic dziwnego, że masz dość.
            • przepyszny_jagielnik Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 18:26
              7katipo napisała:
              > A co Was to obchodzi?
              > To chyba sprawa umawiających się stron, jak się umówią w kwestii gotowania? 🤔?
              > ?😧

              To po kiego grzyba ktoś się żali?
              To niech napisze: Chcę się wyżalić ale zakazuję pisania komentarzy.
            • trilllian Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:37
              7katipo napisała:

              > A co Was to obchodzi?
              > To chyba sprawa umawiających się stron, jak się umówią w kwestii gotowania? 🤔?
              > ?😧

              No tak się cudownie umówili, że aż ona założyła wątek pt. "gotowanie mnie wykańcza". Jeśli ma nas to nie obchodzić to cóż pozostaje napisać: nieś swój krzyż?
              • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 20.11.20, 15:45
                Może post startowy był chwilowym brakiem oddechu i nie ma co analizy całożyciowych wyborów i decyzji cudzych kulinarnych robićwink ?

                Kiedyś nieopatrznie założyłam wątek o swojej kradzieży dziecka czekolady chyba spontanicznie rozżalona chwilowo krytyką męża - i dostałam sto analiz swojego nieakceptowalnego wg forumek stylu życia i organizacji rodziny i nawet przegląd cudzych wypasionych szafek na słodycze, żebym chyba zazdrościławink
                Oraz wyrok, że jestem trollem i nie istniejębig_grin tongue_out
        • te_de_ka Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:32
          Najgorsze jest to uwiązanie do garów z jednej strony, a z drugiej - każdy sobie rzepkę skrobie. Mnie w życiu kuchennym ratuje to, że mąż gotuje swoje potrawy i to jest zbawienny płodozmian i dla mnie, i dla dzieci. No ale skoro nie da się go wykorzystać to może dzieci są już na tyle duże, żeby zaproponować coś od siebie. Może jakaś sałatka, zapiekanki - o ile nie są przedszkolakami, niech coś wymyślą. Mój sposób na ustawienie dzieciaków do pionu: oczyścić chałupę z syfów i przekąsek i zrobić sobie odwyk od kuchni. To nie moja rola - gotować i jeszcze prosić, żeby szanowne dzieciactwo raczyło zjeśćsmile
          • mava Re: gotowanie mnie wykańcza 21.11.20, 02:56
            natomiast mnie w życiu ratuje to, że podaje na stół co ugotuje a mąż zje albo jak sie nie podoba to niech zje kanapke, która sam sobie zrobi. Menu ukladam głównie pod dzieci, równie wybredne jak dzieci autorki i JAK WSZYSTKIE DZIECI! żesz...co jest z tymi dzieciakami...?
            Znaczy...to wszystko juz bylo bo obecnie dzieciaki gotuja sobie same albowiem wyrosły na dorodnych mlodzieńcow. Mąz nadal je to, co mu na stól postawię - przyzwyczail sie chłopina....(nadal - zawsze może zjeśc kanapke...)
        • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:59
          Bez zarzutów. Rozumiem, że zaharowany czym innym.
          Z męża niegotującego można zrobić męża gotującego.
          Sam się zrobi.
          Nie gotuj czasami i już, świat się nie zawali.
          Jak macie problem z wymyślaniem - mąż z wujka googla umie skorzystać czy dzieci?
          Dzieci jak za małe na zrobienie sobie jakiegoś prostego posiłku - mogą tatusiowi podsunąć pomysł, przepis łatwy np z netu.
          Niech rozwiną skrzydła.
          Najczęściej, wśród znajomych ogarniających domowe czynności, np gotowanie, kobiet, kobieta sama sobie wmawia, że mąż tego czy tamtego nie zrobi.
          Lub / i ma zestaw oczekiwań co i jak dokładnie powinno być ugotowane, poćożone na stół czy do talerza.
          Daj mężowi wolną rękę. Niech on czasami decyduje i zrobi. Po swojemu.
          I nie krytykuj.
          • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:14
            igge napisał:


            > Z męża niegotującego można zrobić męża gotującego.

            Ale autorka napisała, ze nie ma takiego zamiaru ani potrzeby. Na siłę chcecie ją i tego męża uszczęśliwiać?
            • nimaletko Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 16:19
              A jak według Ciebie powinny wyglądać odpowiedzi w tym wątku?
              Autorka przedstawiła problem, więc ludzie komentują i podrzucają rozwiązania - to naturalne.
              A ponieważ w domu są dwie dorosłe osoby, a gotuje tylko jedna (a druga ma obowiązki, których bynajmniej nie trzeba wykonywać codziennie, więc nie są tak obciążające jak codzienne gotowanie), padają propozycje, żeby ta druga dorosła osoba również zaangażowała się w żywienie rodziny i odciążyła tę pierwszą.
              Prawidłowa reakcja.
                • ginger.ale Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:00
                  mia_mia napisał(a):

                  > Mąż może obierać warzywa, kroić i sprzątać po gotowaniu, a dzieci po jedzeniu,
                  > mi by taki układ bardzo odpowiadałwink

                  Dla mnie czasami najbardziej męczące jest wymyślanie co dziś/kolejnego dnia, co będzie każdemu pasować /żąglowanie dodatkami/ niż potem samo przygotowanie.
                  • turzyca Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:09
                    >Dla mnie czasami najbardziej męczące jest wymyślanie co dziś/kolejnego dnia, co będzie każdemu pasować /żąglowanie dodatkami/ niż potem samo przygotowanie.

                    Siada się raz w tygodniu całą rodziną i planuje menu na cały tydzień, potem wypisuje na tablicy i jest z główki. Z menu wynikają też zakupy, łatwiej i sprawniej.
                    Dzieci się przy okazji uczą prawidłowego planowania posiłków.
                    No i to jest dobry moment na powiedzenie, że będzie pęczak, a jak ktoś chce ziemniaków to obiera dla całej rodziny. Nic tak szybko ludzi nie uczy miłości do kaszy, jak konieczność obierania gruli.


                    Dobrą metodą jest też danie rodzinie grubej książki kucharskiej, każdy zaznacza co mu się podoba, przepisy z 4 głosami spisuje się na kartce i dorzuca się do tego menu raz na tydzień.
                    • ginger.ale Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:33
                      Moje mają 5 lat i na szczęście jedzą kasze, bo wolałabym jeszcze nie dawać im noża i ziemniaków ;p

                      Dziękuję za rady, ale to, że czasem mi się NIE CHCE nie znaczy, że mąż nie robi listy i tygodiowych zakupów. Przy 5 osobach to konieczność. Jak mąż zostaje co 2 tydzień w domu na zdalnej to gotuje, pewnie też nie zawsze mu się chce, ale obiad na mnie czeka smile
                      • turzyca Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 21:19
                        >Moje mają 5 lat i na szczęście jedzą kasze, bo wolałabym jeszcze nie dawać im noża i ziemniaków ;p

                        Pięciolatki obieraczką dają radę obrać ziemniaki bez skaleczenia, tylko obierają w tempie jeden ziemniak na Twoich sześć. Ale będą potem go wyciągać z garnka i jeść z dumą, że obrały.
                      • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 20.11.20, 16:09
                        Bo to bardzo indywidualna sprawa, co męczy, a co jest łatwe i samo jakby się robi.
                        Preferencje każdy ma inne. Nawet w rodzinie, a co dopiero na forum.
                        U nas czasem robimy listę zakupów i co potrzebne, żeby w sklepie nabyć - i w zasadzie nigdy nie trzymamy się w sklepie tej listywink
                        Nie wychodzi nam, nawet jak już nie zapomnimy zabrać listy na zakupy i nawet ją wyjmę z torebki będąc w środku.
                        Ze dwa razy ja sama w domu sobie też zapisałam gdzieś inną listę, listę pomysłów na obiady różne awaryjne. I też nigdy z niej nie skorzystałam.
                        Czasami w drodze z pokoju do kuchni lub po otwarciu lodówki albo zerknięciu do spiżarki dopiero - jest pomysł czy zestaw pomysłów na obiad za chwilę.
                        Albo znowu w trakcie gotowania zmieniasz koncepcję bo coś wpada do glowy albo zachce się konkretnego produktu/ dania/ dodatku.
                        U nas planowanie jakieś jedt ale realizacja planów i list jest hmm umiarkowana, delikatnie mówiąc.
                        I dzieci generują kolejne zmiany i ruinę planów. Oraz babcia, babcie bo jak już mają ideę, że nam coś chcą ugotować np to nie liczą się z żadnymi naszymi planami czy zaopatrzeniem lodówki czy ugotowanym świeżo posiłkiem tylko znienacka wpadają i przywożą coś i nie wiadomo co nigdy, same z siebie w torbie i w słoikach. Lub wymuszają przyjazd i odebranie np kotletów czy zakupów do ich miejsca pracy czy mieszkania.
                        No i oczekują mieć radość i satysfakcję z tego, że zjemy akurat dzisiaj i dokładnie np gołąbki, które właśnie ciepłe są w babcinej torbie. Wtedy mrożę to co sama mam, żeby nie wyrzucać.
                        I mam coś zamrożone gotowe na wypadek kiedy leń mnie dopadnie czy męża.
                        Rzadko zdarza się, nigdy chyba, że mi się NIE CHCE i jednak coś gotuję.
                  • mia_mia Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:27
                    A to akurat ja nawet lubię, lubię oglądać programy kulinarne, przeglądać przepisy. U nas zupełne szaleństwo, ja lubię prawie wszystko poza tym co lubi mąż, który gustuje w klasyce, a syn lubi niewiele, ale jakoś dajemy radę.
                    Jak zrobię chińskie do ryżu on to potrafi zjeść z ziemniakami i mizerią, a synowi wydłubuję mięso z odrobiną sosu i zjada z ryżem. Mamy też oczywiście zestawy, które wszyscy przełkną bez bólu, ale ile możnawink
              • lumeria Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 16:26
                12-letnie dziecko tez może obrać ziemniaki i pokroić warzywa, etc.

                Nie trzeba umieć gotować by zrobić mise en place - przygotować składniki do gotowania.

                Oczywiście szefem ktoś musi być - rozplanować menu, rozdać zadania, zamieszać lyzka w garnku. Ale to nie znaczy, ze szef robi wszystko od A do Z.
            • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 18:57
              Nigdy nie wiadomo aqua, co nagle kogo uszczęśliwiwink SERIO.
              Mój przenigdy niegotujący nic ani nie robiący zakupów synalek ukochany - nagle po wyprowadzce w wieku 20 lat został z dnia na dzień miłośnikiem kuchni i gotowania i realizuje się jako kucharz i zaopatrzeniowiec. Jego aktualne powiedzonka odnośnie cen produktów żywnościowych w sklepach ( młodsza córka, imprezująca u niego często, podsłuchała) funkcjonują teraz w naszym domu jako kultowe. Bo są zabawne i oddają to, że facet dostrzegł np to, że jedzenie kosztuje, zarobić na nie trza i nie zapełnia samo magicznie lodówki, tak samo jak wymyślne potrawy.
              Syn UWIELBIA teraz gotować. Bawi się tym, eksperymentuje, uczy się, karmi swoją partnerkę. Cieszy się różnymi możliwościami estetycznego podania, serwowania, dekoracji potraw dla ukochanej.
              Mam lekkie poczucie winy, że nigdy go chyba niechcący w dzieciństwie nie dopuszczałam do kuchni. Pod choinkę mu jakieś drobiazgi, gadżety kuchenne możliwe, że dołożę. Bo ma mega frajdę z gotowania.
              Mąż zrobił się też gotujący z niegotującego. Ale nie na siłę. Bez jakichś zamiarów moich czy potrzeby wielkiej.
              Teraz ma czas na gotowanie.
              Gotuje inaczej niż ja, pyta się czasem, uczy ale i tak często robi po swojemu.
              Warzywa, zioła - zapomina o nich. Lub wybiera jedno jedyne do jednego dania.
              Tradycyjnie bardziej podchodzi. Wg przepisów. W ogóle inaczej totalnie niż ja
              Czy niż syn. Bardziej jak teściowa. ( u męża w dzieciństwie w domu tylko teściowa gotowała, teść nawet budyniu z proszku nie dałby rady zrobić, zaserwował raz malutkiemu wnuczkowi kisiel z torebki w formie wymieszanej zimnej wody z proszkiem, ziemniaki umiał obrać i ugotować tylko).
              Ale lubię bardzo kiedy mąż gotuje czy kiedy gotujemy razem ( wtedy są lekkie spięcia). Bo jak małż woła nas rodzinnie na obiad czy kolację czy podaje śniadanie do łóżka - człowiek czuje się rozpieszczany i to też jest fajne. Kiedyś gotowałam li i jedynie ja.
              A kiedy znowu razem we dwoje gotujemy to jest to jak wyjście do kina, którego teraz nie ma. Lubię.
              Namawiam regularnie koleżanki niegotujących mężów by dały więcej wolnosci partnerowi i okazję do zabawy w kuchni i szansę nakarmienia dzieci i żony.
              Bo zmiana, zamiana obowiązków, odpoczynek od tego co zawsze - może, nie musi ale może się jednak spodobać.
              Bywają ludzie, którzy nienawidzą konkretnej czynności domowej. Rozumiem, że gotowanie dla kogoś też może być taką czynnością i wtedy opcja nawet czasowego wzięcia na siebie takiego obowiązku jest unikana.
              Jeżdżenie na szmacie jest tym dla mnie. Gotowanie nie. Ale bywa, że muszę tę szmatę wziąć do ręki faktuncertain
              • turzyca Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:13
                > u męża w dzieciństwie w domu tylko teściowa gotowała, teść nawet budyniu z proszku nie dałby rady zrobić, zaserwował raz malutkiemu wnuczkowi kisiel z torebki w formie wymieszanej zimnej wody z proszkiem, ziemniaki umiał obrać i ugotować tylko.


                Był analfabetą? Czy stosował metodę na idiotę, żeby nikt go do roboty nie zagonił?
                • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 20.11.20, 16:39
                  Nie był analfabetą. Nie stosował metody na idiotę. To był bardzo skromny i bardzo pracowity i kochający rodzinę czlowiek.
                  Teściowa zawsze dzierżyła berełko w domu, chyba z tego to wynikało. Oczywiście to inne pokolenie, babcia ma już 76 lat. I dalej haruje zawodowo np i teraz już gotuje sobie raz na tydzień gar zupy czy kotlety i do kuchni się nie zbliża. Wcześniej mając męża i dzieci - ona gotowała. Nawet nie wiem czy lubi. Robi zawsze ten sam zestaw dań od lat. Smacznie. Ale córka jej marudziła raz, że to samo na zmianę.
                  Moja teściowa zawsze robiła i robi w życiu to , co chce. Serio.
                  I nigdy się nie obija, nie leni choć czas na odpoczynek i rozrywki miała i ma też zawsze. Jest poukładana do bólu. Perfekcyjnie zorganizowana. Gdyby nie chciała gotować, pewnie teścia bez problemu zagoniłaby do nauki obsługiwania garów. Spolegliwy był raczej, dawał sobą rządzić. Ale nie byloby im łatwiej wcale w takim układzie bo teściowa zawsze wszystko wie najlepiejwink i musi być wszystko ugotowane ( czy robione) DOKłADNIUTKO wg jej wieloletnich przepisów i każdy ruch tak jak ona uważa, że trzeba i należy. ŻADNYCH WŁASNYCH POMYSŁÓW teść ( czy ktokolwiek) inny nie miałby szansy realizować. Choć akurat teść to może by i nie chciał. Całe życie jadał bez wyjątku 3 malutkie posiłki jakie w kuchni żona zrobiła. Ani przekąski raz w życiu nawet więcej, nie chciał, nie wmusilby w siebie. Plus czarna kawa. Tzn śniadania i kolacje samodzielnie zdaje się robił. Karmił też dzieci, wnuki tym co żona ugotowała. I ziemniaki obierał, żeby ugotowane na żonę czekały. Bardzo zdyscyplinowany i skromny słodziak był.
                  Teściowa nawet jak wnuczek jej okna w mieszkaniu czy w jej pracy myje - to potem godzinę syn opowiada ze śmiechem jak babcia dyryguje i poprawia sto razy każdy dzieciaka ruch po szybie i ma konkretne wymagania tak szczegółowe, że naprawdę aż śmieszne i zabawne. Ale gdyby ktoś nie wypelniał jej zaleceń - sama osobiście by szorowała, a tego nie chcemy. Dziadek codziennie odkurzał pedantycznie i tak zawsze czyste i uporządkowane pokoje. A babcia i tak albo poprawiała dama, albo miała kurczaki zastrzeżenia, że np mebel stuknął szczotką.
                  Aha, gdyby babcia tylko chciała, przez drugą połowę życia stać ją by byąo codziennie jeść w restauracji czy zamawiać jedzenie ugotowane już gotowe. Ale nie chciała. Ona nawet w restauracji z nami z menu zawsze, ku mojemu zdumieniu, wybierała dokładnie ten sam zestaw, co w domu sama by ugotowała. Nie chciała spróbować nigdy nic nowego.
        • jehanette Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:12
          > Robi inne rzeczy - uprzedzając zarzutywink

          czy te rzeczy są równie czasochłonne i upierdliwe jak codzienne (7/7 dni!) gotowanie dla wybrednych domowników? Uprzedzając odpowiedź, nie wierzę, że tak jest.
          • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:49
            to codzienne gotowanie przez kobiety w domu to koszmar mojego dzieciństwa.
            jak ja zazdrościłam braciom, że oni sobie idą skosić trawę raz w tygodniu, a w zimie sporadycznie odśnieżyć podjazd (co uwielbiałam robić no ale to nie była praca kobieca) albo porąbać drewno - a ja w zamian jestem codziennym wielogodzinnym niewolnikiem kuchni.. brrrr.... nigdy więcej takich dysproporcji.
            • magata.d Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 18:31
              12gram napisała:

              > to codzienne gotowanie przez kobiety w domu to koszmar mojego dzieciństwa.
              > jak ja zazdrościłam braciom, że oni sobie idą skosić trawę raz w tygodniu, a w
              > zimie sporadycznie odśnieżyć podjazd (co uwielbiałam robić no ale to nie była
              > praca kobieca) albo porąbać drewno - a ja w zamian jestem codziennym wielogodzi
              > nnym niewolnikiem kuchni.. brrrr.... nigdy więcej takich dysproporcji.

              Wielogodzinnym? Codziennie wiele godzin spędzasz w kuchni? To co ty tam robisz/robiła twoja mama przez tyle czasu? Pięciodaniowe obiady dla gromadki dzieci?
              • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:23
                Tu nie chodzi o ilość czasu. Bo ugotowanie zupy to kilkanaście minut roboty. Bardziej o wymyślanie. I ta powtarzalność, która w pandemii jest bardziej dotkliwa. Wcześniej życie było bardziej urozmaicone, ja wyjezdzalam 1-2 dni w tygodniu na cały dzień. Teraz siedzimy w domu i mamy dzień świstakasmile
                • jehanette Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:21
                  Dokładnie, gotowanie to nie jest samo wrzucenie do garnka. Logistyka z planowaniem posiłków w skali tygodnia plus zaplanowanie kiedy to zrobić między callem na zdalnej a skończenie raportu jest nieraz bardziej meczaca niż samo gotowanie. Więc jeśli małżonek nie pucuje codziennie chałupy od góry do domu albo nie zasuwa w gospodarstwie rolnym to sorry ale powinien partycypowac w zapewnieniu jadła - ugotowanie zupy nie jest skomplikowane, na poczatek. Może też zafundować coś z knajpy, byle sam to ogarnął.
              • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 21:58
                Tak, wielogodzinne. obiady dwudaniowe codziennie a w niedzielę dodatkowo plus deser, i ciasta i chleby pieczone w soboty, liczba gęb do wyżywienia: rodzice +piątka młodych+ schorowani dziadkowie +czasem goście.
                to sobie policz.
                Tura obiadowa codziennie 2,5 godziny samej robocizny. Samo obieranie ziemniaków na taką ilośc osób to ok pół godziny, a po ziemniaki czy jarzyny się szło do piwnicy albo na działkę w wakacje więc się trzeba było sprężać by się w tym czasie wyrobić, krojenie rozbicie panierowanie smażenie 10 kotletów, zielenina z ogródka, surówka której wystarczy dla wszystkich i nie zabraknie, gar kompotu, gar zupy, itd. A potem jeszcze zmywaj stertę talerzy i tych garów. Rano śniadania każdy robił sam w kuchni, ale już posprzątanie należało do tego kto gotuje obiad bo on zostawał w kuchni gdy reszta szła do pracy na zewnątzr. A wieczorem znowu kobiety do robienia kanapek, zapiekanek, mieszania serów, pasztetów, pilnowania żeby mleko nie wykipiało, krojenia jarzyn, szczypiorków, ogórków, smażenia jajecznic by kolacja dla wszystkich była, i znowu czekanie aż zjedzą żeby posprzątać całość. Ble.
        • jowita771 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 17:19
          Jak niegotujący, to powinien chociaż jeść i nie wybrzydzać. Mój też mało gotuje, ale zje wszystko, co mu podam i nawet nie jęknie, bo wie, że następnym razem nie dostanie nic. Od jakiegoś czasu wymyśliłam sobie, że ograniczam spożycie mięsa. I ograniczamy wszyscy, z mięsożernym mężem włącznie, bo to ja gotuję.
          • andaba Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 17:38
            Ale tu chyba nie mąż grymasi, tylko córki.
            Jak się żywią w placówkach, to pewnie smarkate. Też mają gotować?

            PS. U nas kasza gryczana nosi nazwę "znowu to" - kaszę gryczaną gotuję mniej więcej raz na pół roku. I tak mąż zawsze na ten widok mówi "znowu to?!"

                • mia_mia Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:41
                  Nie muszą gotować na cały etat, mogą obrać jednego ziemniaka, kiedy Ty odbierzesz 5, na zdalnym mój syn odkrył pieczenie. Ja prawie nigdy nie piekłam, bo nie lubię ciast, a teraz a to pomagam w ciasteczkach, a to w pizzy i jest to rodzaj rodzinnej rozrywki wieczorami.
                • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 20.11.20, 17:26
                  fortalesa napisał(a):

                  > Chyba jestem staromodna, jednak wolę aby dzieci, zwłaszcza młodsza przedszkolna
                  > , jednak miały dzieciństwo A nie gotowały na pełen etat.

                  Nie muszą na pełen etat. My czasami gotujemy z trzylatką razem. Potem nie ma nie zjem tego, śmego i owego. Bo mówię no ale przecież sama robiłaś te kluseczki, to musisz spróbować czy dobrze wyszły. I jakoś z reguły okazuje się, że moja wnuczka jednak świetnie gotuje smile
    • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:20
      Gotuj na dwa dni. Tyle, że co drugi dzień nowa zupa, i co drugi nowe drugie danie, na zmianę. Gotujesz np. pomidorową i jednego dnia podajesz z naleśnikami z serem na słodko a drugiego z gulaszem i ziemniakami. Gulasz następnego dnia podasz z kluskami, a zupę dogotujesz nową i tak to się kręci.
        • chatgris01 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:31
          Zobacz sobie książkę kucharską Joanny Chmielewskiej, ona też nie cierpiała gotować, a musiała karmić rodzinę, więc miała obcykane dania szybkie i mało pracochłonne (a na bazie wielkiego gara zupy ziemniaczanej robiła następnego dnia a to ogórkową, a to pomidorową).
        • trilllian Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:47
          fortalesa napisał(a):

          > Tak robię, bez tego to już by mnie do Tworek wieźli. Na szczęscie towarzystwo j
          > ak już coś lubi (np. pomidorowa) to zje bez szemrania dwa dnismile

          Weź ty to swoje wybredne towarzystwo posadź przy stole i im powiedz że cię to wymyślanie i gotowanie męczy. Tu macie kwestię smaku, proszę zrobić listę posiłków na tydzień do przodu, do tego lista zakupów, pan niegotujacy idzie do sklepu i kupuje wszystko co potrzeba a ty im to ugotujesz (z ich pomocą), po czym oni posprzątają.

          Naprawdę nie zabierzesz im dzieciństwa, a nawet sprawisz frajdę. Tylko musisz oddać władzę absolutną nad gotowaniem i pogodzić się z tym że nie będziesz kontrolować wszystkiego.
        • przepyszny_jagielnik Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:50
          grey_delphinum napisał(a):
          > Mój mąż też niegotujacy, ale bez szemrania je wszystko, co wjeżdża na stół. Gdy
          > by zaczął narzekać lub marudzic, to nie ręczyłabym za siebie wink

          O właśnie, niech nie grymasi.
          I do tego jeszcze niespodzianka jest na obiad a nie że zamawia co chce jak w restauracji.
        • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:03
          U koleżanki ( tylko ona gotuje i czasami jej duże dzieci, mąż nigdy choć fajny) jakieś narzekania i marudzenia są ze strony rodziny - tylko ona ma to centralnie w dudzie.
          To gotuje, co chce i na co ona sama ma chęć i ochotę. Bez wyjątku.
          Tyle, że przy wyborze produktów uwzględnia czasem inne preferencje dzieci.
          • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:07
            Aha, inna koleżanka ( też fajny mąž i też niegotujący) ratuje się częstszym korzystaniem z bardzo dobrych i bardzo drogich pobliskich delikatesów i ich oferty garmażeryjnej, oraz z rzadka babci pozwala rodzinie swojej coś ugotować. Jej córka też gotuje bo ona lubi ( koleżanka nie). Ale na słodko tylko ta córka gotuje. Przed pandemią chodzili też często do restauracji.
            • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:14
              to mój też niegrymaszący, ale rzeczy typu szpinak nie tknie.Sushi obchodził szerokim łukiem, teraz się powoli przekonuje (ale nie zje tyle żeby to było danie obiadowe).
              Nigdy nie ma zarzutów że niesmaczne, to samo etc.
              Najbardziej mi dolega starsza (12 lat), ktora ma tak wąski repertuar jedzeniowy, że w kółko to samo jemy. Mężowi to nie przeszkadza, najbardziej mi i młodszej.
              W weekend ratujemy się restauracjami - starsza od jakiegoś roku zje Margaritęsmile
              • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:35
                U nas jak ja coś niesmacznego ugotuję akurat bo miewam dziwne pomysłyni zdarza się efekt zaskakujący i moim zdaniem fuj lub neutralny zamiast smaczny - wtedy, z czego moja rodzina się śmieje, ja nie jem, nie tknę ( jakieś coś innego z lodówki na szybko połknę najwyżej), za to mój mąż czy dzieciaki zawsze grzecznie i bez protestów zjadają. Nawet nie narzekają. Nie marudzą. Doceniają dobre intencjewink nakarmienia rodziny.
                W mojej rodzinie od pokoleń lubimy, szczególnie kobiety, karmić.
                Tylko, że moja mama, babcia, teściowa ZAWSZE gotują bardzo smacznie i przejmują się bardzo jak z rzadka coś przesolą albo wg nich nie wyjdzie dokąadnie tak, jakby chciały.
                Ja się nie przejmuję i moja najbliższa rodzina nie ma oczekiwań z kosmosu, że zawsze musi być tak samo i tak samo pysznie.
              • mamtrzykotyidwa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:10
                Rosół i pomidorówkę, to akurat można ugotować wielki gar i zamrozić w pojemnikach na jeden raz i niech sobie dziecko je, na zmianę, a wy wcale nie musicie. Usmażenie 1 kawałka mrożonej ryby, to pięć minut roboty, podobnie kawałka mięsa. Pomroź przygotowane półprodukty, bedziesz miała łatwiej.
              • turzyca Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 20:29
                >Najbardziej mi dolega starsza (12 lat), ktora ma tak wąski repertuar jedzeniowy, że w kółko to samo jemy. Mężowi to nie przeszkadza, najbardziej mi i młodszej.


                Moja siostra tak miała, trochę metod się wypracowało.
                Gotujesz rosół, duży gar, z gorącego odlewasz od razu kilka pełnych słoików, niech się zassą, wstawiasz te weki do lodówki. Wy macie rosół raz, córka ma kolejne porcje w zapasie. Kluski zostają na drugi dzień, potem robisz lane, zacierki lub wkrajasz naleśniki, zależy co Ci pasuje do menu.
            • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:27
              A ja choć gotowanie lubię i uważam za relaks i ekscytującą Akademię Pana Kleksa i pole do eksperymentów i spontanicznych ( czasem ryzykownych) setek pomysłów - mam przejściowo dość i w zasadzie przestałam gotować na razie.
              Za jakiś czas pewnie znowu będę gotować, na razie nie mam natchnieniawink Znudziło mi się.
              Gotowanie ogarnia więc jak trzeba i ma chęć mąż, mamy też entuzjastycznie gotującą bancię gastronomiczną w tym samym mieście choć daleko, dziecko duże kocha samodzielność i własne decyzje dotyczące tego co i kiedy na talerz włoży, zawsze też awaryjnie coś tam leży domowe zamrożone w lodówce, zdarza mi się też jakiegoś gotowca awaryjnego trzymać w lodówce, zaopatrzenie lepsze gorsze jest czyli na szybko coś z warzyw czy kasz, sałatek zrobić można w 15 minut.
              Gdyby wszystko powyższe kiedyś zawiodło i ktoś jednak zgłodniał - zawsze jest opcja pt telefon do przyjaciela.
              Najbliższy przyjaciel 5 minut lasem drogi ( można przy okazji spaceru z psem skombinować posiłekwink )
              Na pewno nie lubię nudy, powtarzalności, przymusu i obowiązkowości bez urozmaiceń. Obowiązki ok - ale musi być płodozmian.
              Raz w życiu, z braku laku, ku szokowi obecnej wtedy w naszej kuchni przyjaciółki mojej - moje dziecko dostało, jako obiad chyba, górę ugotowanej marchewki z zupy jarzynowej chyba, polaną oliwą z kiełkami z cytryną jako surówką obok - i bez grymasów zjadło tyle ile chciało.
    • conena Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:42
      no, jest to zdecydowana wada obecnych czasów, ja mam wrażenie, że jak tylko oderwę się od kompa, to gotuję albo sprzątam i qrwicy już dostaję. nie cierpię sprzątać, robimy to teraz na zmianę z mężem, ale w kółko i w kółko i w kółko na szmacie. dom się brudzi w tempie błyskawicznym, normalnie jak nas nie ma w domu, to tylko się kurzy, a tak, to tu uciapane farbą, w korytarzu ciągle piach, rośliny ciągle syfią.

      niech ta pieprzona pandemia już się skończy.
    • enigma81 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:45
      Mam to samo...
      Samo gotowanie mi nie przeszkadza ale już wymyślanie tak.
      Wracam najpóźniej, dzieci muszą sobie przygotować/odgrzać same, mąż odgrzewa dla nas. On na diecie zdrowotne, ja z nim bo nie będę wymyślać po 3 różne obiad, córka nastolatka je mało i do kuchni się nie garnie, syn z ZA gotować lubi i umie, ale je bardzo wybiórczo. Ułatwieniem dla mnie byłyby zupy - dzieci zjedzą wcześniej a później drugie danie z nami. Tylko, że syn nie jada zup żadnych a córka niewiele.. Kombinuję takie dania, żeby łatwo było odgrzać ale mam wrażenie, że ciągle jemy to samo uncertain
    • snakelilith Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:47
      O matko, jeżeli już gotujesz, to przynajmniej mąż powinien to docenić i nie kręcić nosem. Za dużo dajesz sobie skakać po głowie. Moja propozycja, niech wszyscy domownicy (a zwłaszcza mąż), zrobią listę tego co lubią/chcą jeść. Kilka zestawów obiadowych musi na tej liście być. I nie ma zmiłuj się, w stylu "zrobisz co chcesz", a potem jest foch przy stole, bo to jednak nie to. Niech piszą konkretnie. Uzupełniasz o swoją listę, odrzucasz to, co innych doprowadza autentycznie do mdłości i i gotujesz wymiennie. Przy okazji wszyscy się uczą, że czasem trzeba ustąpić/pójść na kompromis, a ty nie musisz ciągle wymyślać nowych rzeczy.
    • mamamisi2005 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:52
      Raz w tygodniu coś zamawiamy. W pozostałe gotujemy. Ja zazwyczaj, ale mąż też. Oboje nie przepadamy za produkcją żarcia w codziennej rutynie, ale co robić. Pomocny jest lidlomix, zwłaszcza mężowi, obsługa w sam raz na jego możliwości, a efekty smaczne 😉
      • mamamisi2005 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:56
        Kolację zazwyczaj robią dzieci, ale to nastolatki. Zasada jest taka, że nie marudzimy, obowiązku jedzenia nie ma, jak nie pasuje. Rzeczy, o których wiemy, że ktoś nie zje, choćby z głodu miał paść - unikamy. I w sumie jest całkiem dobrze i smacznie.
    • purchawka2017 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 12:55
      Niestety jest to rozwydrzenie.
      Znam dom gdzie stosowano metodę suchego chleba czyli jak ci nie smakuje to mozesz sobie zjeść chlebek z masłem, smacznego. Uważam, ze to dobry pomysł - bez zrzędzenia i namawiania.
      Wiadomo, nie każdy lubi to samo więc ja stosuję płodozmian - raz ulubione danie męża, raz córki, raz moje.
      Wszyscy wszytsko grzecznie jedzą a jak odczuwają wielki wstręt to dostają ww. chleb z masłem albo makaron z pesto ( sami sobie robią).
      U nas gotuje się nawet gdy chodzimy do pracy - lubię gotować , wymyślać , siekanie i smażenie mnie relaksuje. Poza tym jedzenie stołówkowo - lunchowe mi nie smakuje - jest za tłuste i za słone a my jesteśmy "smakoszami" - jak Magda Gessler - byle czego nie damy sobie wcisnąc.
      Gouję obiad na dwa dni, przeważnie drugie danie, zup nie lubimy za bardzo, chyba że typu curry albo inne egzotyczne co nie smakują jak pomyje z dzieciństwa wink
      W dodatku ja nie jem mięsa - robię sobie na zpapas kotlety ze strączkowych, "mielone" z granulatu sojowego albo kupuję w garmażerce jakieś gołąbki wegańskie albo inne wytwory.
      Jeśli jesteś cie przyzwyczajni do takiego jedzenia to moze kupuj gotowe w garmażerce?
      Albo piecz kurczaka , indyka - roboty mało a wszyscy to lubią.
      Utytłać w przyprawach, wsadzić do pieca i poczekać.

      • kanna Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:14
        >Wszyscy wszytsko grzecznie jedzą a jak odczuwają wielki wstręt to dostają ww. chleb z masłem albo makaron z >pesto ( sami sobie robią).

        Mam podobnie smile Jak nie smakuje - przymusu nie ma, lodówka pełna, zapraszam do samodzielności. Chleb tez jest wink
        • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:20
          u mnie też tak jest - jak nie podpasuje, to jedz co innego. Tylko żal mi starszej, bo ona ma rzeczywiście problem - po prostu nie zje i już. Jak ugotuje jakiś sos do makaronu typu carbonarra, kurczak z pieczarkami itp. (bo ileż moża ciągle jeść to samo) to je suchy makaron po prostu. Raz w tygodniu to ok, ale częściej nie chcę aby tak jadła.
          • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:22
            fortalesa napisał(a):

            >Jak ugotuje jakiś
            > sos do makaronu typu carbonarra, kurczak z pieczarkami itp. to je suchy makaron po prostu.

            A nie może zetrzeć sobie do tego suchego makaronu masła i sera żółtego bez jajek, lub dodać pokruszonego białego na słodko? Byłoby trochę bardziej pożywnie. Na ogół z takich restrykcji żywieniowych się wyrasta z czasem. Często to objaw nie kaprysów, tylko alergii. Ja bym pozwoliła córce jeść jak chce, jeśli tylko badania krwi są w porządku.
            • kanna Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:33
              >A nie może zetrzeć sobie do tego suchego makaronu masła i sera żółtego bez jajek, lub dodać >pokruszonego białego na słodko

              Moja tak robi smile Makaron na patelnię, do tego trochę jogurtu, jajko, ser, przyprawy.
                • conena Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:37
                  ritual2019 napisał(a):

                  > fortalesa napisał(a):
                  >
                  > > nie zje żółtego sera, masła. Cały czas mam nadzieję że wyrośnie, to nie
                  > jest k
                  > > westia alergii .
                  >
                  > Czyli czego? Rozpieszczenia?

                  chociażby problemów z SI.
                  • ritual2019 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 16:32
                    conena napisała:

                    > ritual2019 napisał(a):
                    >
                    > > fortalesa napisał(a):
                    > >
                    > > > nie zje żółtego sera, masła. Cały czas mam nadzieję że wyrośnie, t
                    > o nie
                    > > jest k
                    > > > westia alergii .
                    > >
                    > > Czyli czego? Rozpieszczenia?
                    >
                    > chociażby problemów z SI.
                    >
                    >
                    Tiaaa
              • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:26
                fortalesa napisał(a):

                > nie zje żółtego sera, masła. Cały czas mam nadzieję że wyrośnie, to nie jest k
                > westia alergii .

                Alergia nie jest taką oczywistością. Często objawia się takim jedzeniem wybiórczym. Znajoma ma np. na wszystkie... ryby. Zawsze myślała, że fakt iż ją od ryb odrzuca, to taka jej fanaberia. A okazało się, przypadkiem, że jej po prostu szkodzą. U Twojej córki może być podobnie.
                Zatem nich dodaje do tego makaronu to co chce i może, próbujcie. Świeże pomidory z bazylią? Oliwki? Zamiast masła oliwę? Pieczona paprykę bez skórki? Bakłażana? Namawiaj ją na próbowanie małych ilości i nie nakłaniaj do zjedzenia całej porcji jeśli coś nie podejdzie.
                • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:42
                  Dzięki za dobre słowo. Młodą też dosłownie odrzuca od pewnych rzeczy - typu żółty ser, wędlina, nie tknie po prostu.
                  Raczej nie kwestia rozpuszczenia czy nadmiernego jojczenia nad jedzeniem - Młodsza chowana tak samo i je praktycznie wszystko.
                  Staram się nie robić z tego kwestii - nie skupiać się nad żarciem, bo to nienajlepsze dla psychiki nastolatki.
                  • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:56
                    znajoma ma dwójkę dzieciaków, jedno wszystkożerne drugie ciągle wydziwia nad talerzem i bardzo ją to wkurzało.
                    dopiero na spotkaniu rodzinnym rodzeństwo znajomej przypomniało jej, że ona jak była mała to tak samo wydziwiała z jedzeniem i godzinami cedziła łyżkę zupy.
                    ona to wyparła z głowy.
                  • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 18:11
                    fortalesa napisał(a):

                    > Staram się nie robić z tego kwestii - nie skupiać się nad żarciem, bo to nienaj
                    > lepsze dla psychiki nastolatki.

                    I tak trzymaj. Ja też byłam taką nastolatką jak Twoja córka. Jak widać wyrosłam z tego, choć alergię mam nadal, ale lubię jeść gotować i próbować nowych smaków. A bywało w dzieciństwie że jadłam to samo codziennie np. przez trzy miesiące w kółko..I odmawiałam czego innego, wolałam nie zjeść zupełnie nic.
                    Dobrze jest też dla takiego dziecka zrobić sobie od czasu do czasu głodówkę jednodniową. Ważne by o piciu nie zapominać.
                • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:21
                  Raz w życiu namawiałam SKUTECZNIE dziecko do jedzenia. (w ogóle kiedyś nakładałam za duże porcje dzieciom bez sensu)
                  Była to wątróbka. To chyba było coś, czego córka nie jadła wcześniej nigdy i raczej nie chciała z początku spróbować.
                  Dziecko dało się namówić i zjadło. Malutko, odrobinkę.
                  Po czym - zwymiotowało.
                  To było lata temu.
                  Nigdy na stole nie było wątróbki potem, nie lubię serwować ( bo gotować to ok) różnych obiadów dla różnych członków rodziny ale w kwestii wątróbki robię wyjątek. Zresztą częściej kotom kupuję niż nam.
                  Ale to była dobra dla mnie nauczka.
                  Dla córki też.
                  Raczej nie daje się na nic namówić przy stole. Babcie próbują.
                  A ja nie namawiam.

                  I rzeczywiście jest tyle opcji zmian dodatków czy bazy w posiłku, że też można pójść w tym kierunku jak się chce. Zamiast namawiać na cokolwiek.
              • pade Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:36
                Mój syn też miał bardzo długo ograniczony jadłospis. Ktoś Ci tu dał dobrą radę i proponuję skorzystać, czyli zamrażasz rosół, pomidorówkę i co tam starsza lubi i w dni, w które jecie to czego ona nie jada, rozmrażasz porcję.
                Poza tym, popracowałabym nad mężem. Nie gotowałabym w kółko pod jego gusta bo on kosi trawnik. No bez przesady. Raz na jakiś czas można mu specjały podać, ale swoje potrzeby i młodszej też powinnaś uwzględniać.
                U mnie w domu nikt nie lubi dania, które ja kocham. Czyli: na patelnię czosnek, oliwa, tuńczyk/oliwki/suszone pomidory, do tego passata z mascarpone z odrobiną ajwaru. I makaron.
                Raz na jakiś czas robię to tylko dla siebie, a reszta je jakąś zupę, albo makaron z dodatkami.
                Spróbuj coś zmienić bo Ci to gotowanie całkiem zbrzydnie.
                  • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 19:27
                    U mnie córa nie lubi zup. A my z mężem kochamy.
                    I babcia.
                    I przestałam dawać jej te zupy. Z rzadka tylko je jak nic innego nie mam.
                    My tego gorącego płynu mamy więcej dla siebie, mąż popija dodatkowo między posiłkami jak kocha kubkami, a ona dostaje coś innego i tyle.
        • igge Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:54
          Tylko, że u nas ten brak przymusu ma swoją drugą stronę. Tzn działa też odwrotnie i musiałam też nauczyć się nie mieć najmniejszychwink oczekiwań, że jak spędzę pół dnia w kuchni gotując cosie/ coś pracochłonnego i nawet przepysznego i mam świeżutkie gotowe jedzenie np obiad czy kolację dla całej rodziny ( i np dodatkowo czasem wyobrażam sobie dłuuugi wspólny posiłek) - okazuje się np że mąż już najedzony i nic nie wciśnie, a do córki znienacka wpadnie koleżanka za minutę i mają plan upiec sobie pizzę albo zamówić z pizzerii albo robić będą gofry bananowe i zero jedzenia czegokolwiek z tego, co ugotowałam, nawet, żeby było najpyszniejsze i najzdrowsze i najświeższe.
          Ale nie piszę tego, żeby narzekać.
          Póki wszyscy szanują pracę wszystkich i dobrze się w rodzinie czują i jakoś tam częstują się nawzajem przynajmniej tym wszystkim co do jedzenia w domu się pojawia i mogą robić to, co lubią i to, co chcą bez wyzyskiwania najbliższych - moim zdaniem jest ok.
      • magata.d Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:50
        "Albo piecz kurczaka , indyka - roboty mało a wszyscy to lubią.
        Utytłać w przyprawach, wsadzić do pieca i poczekać."

        No właśnie, tez polecam pieczenie mięsa, warzyw. Mięso czy rybę można dzień, dwa wcześniej pokroić, zostawić w misce z olejem i przyprawami w lodowce. Potem tylko wyłożyć na blaszkę i upiec. Zamiast smażyć kotlety mielone upiecz klopsa itd.
    • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 13:00
      zamawiaj z restauracji.
      moja jadłodajnia w której się stołowałam w pracy nadal działa i rozwozi jedzenie. mnóstwo takich jest.
      dwa -trzy razy w tygodniu zamów, pozostałe dni obstawiaj na zmianę z mężem.
        • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:00
          czego nie zje? mnie własnie zupę przywieźli z zamówienia, pomidorowa, dyniowa, z cukini, żurek, barszcz, ogórkowa, pieczarkowa... pierogi z różnymi nadzieniami, szpinak, ruskie, leniwe, kopytka, klasyczne schabowe, mielone, gołąbki, krokiety, pieczeń, devolaj, eskalopki, kotlety drobiowe.... kilka surówek, buraczki na ciepło, kapucha zasmażana, marchewka duszona, ..
          nic nie zje?
          • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 14:52
            z tego to może kotlety drobiowe +ziemniaki/frytki. Zup restauracyjnych nie ruszy, innych rzeczy z tego menu też.

            Przeczytałam własnie wątek i tak sobie myśle, że bardziej niż codziennym gotowaniem jestem zmęczona tym że starsza je mało rzeczy i to nam utrudnia kulinarne funkcjonowanie. I mnie stresuje - bo chociaż wyniki krwi ma b.dobre, to jej wybiórczość i monotonia mnie dobija.
            • 12gram Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:02
              daj po prosu jej spokój. bo histeryzując wokoło tematu jej jedzenia tylko utrwalasz w niej tę "wybiórczość". a pisałaś wyżej, że już nawet młodszej córce się twoje histeria udziela.

              niby dlaczego by miała rezygnować z jedzenia tego co lubi -gdy tzręsąca się nad nią mamusia zawsze jej to pod nos da?
              córka dorasta, może zacząć sama sobie gotować co chce.
              twoje potrzeby żywieniowe organizmu nie muszą być takie same jak córki.
              daj jej na mikołaja ksiązkę z przepisami i przestań okupowac kuchnię.
              • fortalesa Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:34
                Ależ ja się nie trzęsę, po prostu jest jak jest - je mocno wybiórczo, zawsze tak było, nowe rzeczy od czasu zje, ale bardzo wolno to postępuje. pewnie wczesniej tego az tak nie odczuwałam - ona jadła sowją zupę, którą miałą na 3 dni, my w pracy/przedszkolu młodsza i jakoś szłosmile
            • hanusinamama Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:25
              A do tej pory co jadła?? Skoro jadła w szkole to czemu nei zje restauracyjnej zupy?? Kurde u mnie starsza nie lubi ziemniaków młodsza za ryzem nie przepada...ale zeby takie cyrki z jedzeniem? Ile ona ma? Nie smakuje to niech zje kanapke i sama ją sobie zrobi.
            • aqua48 Re: gotowanie mnie wykańcza 19.11.20, 15:29
              fortalesa napisał(a):

              > chociaż wyniki krwi ma b.dobre, to jej wyb
              > iórczość i monotonia mnie dobija.

              Bo to trudne do zaakceptowania, zwłaszcza, że Tobie gotowanie nie sprawia przyjemności i pewnie masz poczucie że Twoje wysiłki idą na marne. Musisz odpuścić. Córce i sobie. Innego wyjścia nie ma.