Dziewczyny,
Przymierzam się powoli do kupna nowego samochodu. Takiego z salonu, nieśmiganego. Problem w tym, że kompletnie nie wiem, jak to ugryźć.
Jeżdżę od zawsze jakimiś starymi wrakami - to hobby i ideologia mojego partnera ( i temat na osobny wątek

), auto traktuję użytkowo, zdarzają mi się jakieś obcierki itp (stłuczki jeszcze nigdy nie miałam).
Mieszkamy pod miastem, samochód (a właściwie to 2) jest niezbędny do normalnego funkcjonowania, a te graty psują się w najmniej odpowiednim momencie. Stąd pomysł nowego, bo to chyba jedyna opcja, by mieć gwarancję niezawodności.
Budżet mam nieduży, 75k. Na stanie dwójka dzieci, młodsze jeszcze wózkowe (ale wystarczy parasolka). Szukam czegoś w klasie kompaktów, żeby miało te 350 litrów bagażnika, co by się jakoś zapakować z tym wózkiem i zakupami choćby. Fajnie by było, jakby było oszczędne, bo na samej trasie do żłobka i przedszkola z młodymi robię 30 km dziennie. No ale na hybrydę mi nie starczy, ewentualnie jakieś pomysły typu Mild Hybrid, ale nie wiem, czy to nie pic na wodę (?).
Póki co na oku mam Dacię Duster (z LPG fabrycznym) i Kię Stonic.
Ale przede wszystkim pomóżcie mi się w tym odnaleźć, bo patrzę na te katalogi i głupieję. Na co zwracać uwagę? Pakiety serwisowe, gwarancja? Są jakieś haczyki (typu konieczność jakiegoś dodatkowego ubezpieczenia? bo teraz płacę tylko OC).
No i przede wszystkim, warto? Za te pieniądze mogłabym mieć, jak to mój chłop określa, wypierdzianą klasę premium.
A ja mam dylemat. Boję się, że za miesiąc przytrę gdzieś to auto, że dzieciaki zaraz usyfią tapicerkę a próg od bagażnika będzie cały obtarty od ładowania dużego wózka (to są wszystko realne zniszczenia w naszych samochodach wynikające z "normalnego użytkowania"). Warto w takim układzie kupować nowe auto? Co byście poradziły?