solone.pomidory
20.09.21, 23:27
Jakiś czas temu w trakcie kłótni mąż powiedział do mnie coś co było ciosem poniżej pasa. Dotyczyło to głównie mojej rodziny, ale też pośrednio mnie. Nie mogłam uwierzyć, że coś takiego mogło mu przejść przez gardło, ale jak później o to spytałam to klasycznie odwrócił kota ogonem. Nie przeprosił i nie wyjaśnił a ja zostałam bez odpowiedzi.
Gryzło mnie to jednak bardzo. Dzisiaj po tygodniu cichych dni w końcu doprowadziłam do konfrontacji i go przyparłam do muru.
I tu się zrobiło dziwnie, bo zaczął się plątać, że to ludzie tak przebąkiwali. Ludzie w sensie nasi sąsiedzi.
I tu małe wyjaśnienie. Mieszkamy w mojej rodzinnej miejscowości. Mąż jest przyjezdny. Długi czas mieszkaliśmy w jego mieszkaniu w mieście, a teraz mamy dom blisko mojej rodziny, wybudowany na działce przepisanej mi jeszcze przed ślubem.
I rzeczywiście mąż szybko złapał kontakt z sąsiadami, on z resztą potrafi zjednywać sobie ludzi. Tu więc jestem w stanie uwierzyć że ktoś mógł zacząć snuć jakieś zwierzenia.
Jednak dalej nie wiem co z tym począć. Przyciskać dalej, żeby wskazał kto i co dokładnie powiedział? Odpuścić temat? Pogadać z rodzicami i spróbować wyczuć grunt o co może chodzić?
Czuję, że będzie mnie to gryzło i nie da mi spokoju, a mój obecny stan psychofizyczny i tak jest bardzo kiepski.
Może wy drogie ematki coś spróbujecie doradzić.