claudel6
28.09.21, 11:01
"Przy granicy polsko-białoruskiej w nocy zmarł 16-letni Irakijczyk - podaje Onet za Fundacją Ocalenie. Według jej informacji, w piątek chłopcu i jego rodzinie udało się przedostać na polską stronę. Mimo że 16-latek był w ciężkim stanie zdrowia, został z rodziną wypchnięty na stronę białoruską."
www.tokfm.pl/Tokfm/7,103085,27621317,nie-zyje-16-letni-uchodzca-fundacja-ocalenie-zostal-wypchniety.html
"Ponad 20 osób (w tym ośmioro dzieci) przez cały poniedziałek (27.09) tkwiło przed placówką Straży Granicznej w Michałowie (Podlaskie). Irakijczycy i tureccy Kurdowie nie chcieli wejść do środka, ani dać się wywieźć. - W lasach są martwe ciała, my też umrzemy przerzucani z Białorusi do Polski i odwrotnie.
Grupę w poniedziałek wczesnym rankiem zauważyli mieszkańcy wsi Szymki, zawiadomili Straż Graniczną. Cudzoziemcy od początku opierali się, nie dawali się zapakować do auta. Byli przerażeni, że znowu trafią na granicę z Białorusią. Około godz. 10 dowieziono ich jednak pod placówkę SG w Michałowie. Tu odmówili wejścia do budynku, kładąc się na chodniku, rozpaczając.
Stojący po drugiej stronie ogrodzenia aktywiści z Grupy Granica, w tym prawniczka Maria Poszytek, usiłowali skomunikować się z zatrzymanymi. Mimo że funkcjonariusze to utrudniali, udało im się zdobyć część pełnomocnictw do reprezentowania. W grupie jest większość uciekinierów z Iraku oraz tureccy Kurdowie. Ponad połowę stanowią kobiety i dzieci, w tym także malutkie, płaczące na rękach matek, w śpioszkach ubrudzonych już po długiej tułaczce.
(..)
Suat z Turcji krzyczał do aktywistów i dziennikarzy zgromadzonych za ogrodzeniem, by wytłumaczyć im swoje tragiczne położenie: – Chcemy tu zostać i stać się obywatelami Polski, ale nam na to nie pozwalają. Kiedy idziemy na Białoruś, biją nas tam, zabierają pieniądze i odsyłają z powrotem do Polski. Białoruska policja wyrzuca nas do Polski. Te dzieci nie mogą chodzić, one wszystkie umrą w drodze, w lesie. Nie mamy jedzenia ani wody. Idziemy 40 kilometrów na Białoruś, tam nas łapią, biją i odsyłają do Polski. I tak w kółko między Polską a Białorusią.
Powinni odesłać ludzi do ich ojczyzny samolotem albo ich tu przyjąć, bo takie błędne koło nie działa. Ludzie są zdesperowani. Tam w lasach leżą martwe ciała. Uwierzcie w to. Kurdowie i Turcy idą w tę i tamtą stronę, niektórzy umierają. Europejski Trybunał Praw Człowieka powinien znaleźć rozwiązanie tego problemu. Umieścić tych ludzi w obozach albo nie pozwolić im wyruszyć w tę drogę, bo oni w jej trakcie giną – mówi Suat.
(..)
Około godz. 16 funkcjonariusze podstawili pod placówkę autokar i zabrali do niego rzeczy cudzoziemców. Uchodźcy usiedli na ziemi, objęli się, złapali za ramiona, przytulili dzieci. Składali ręce jak do modlitwy. Skandowali: „Poland!", nie mając zamiaru się stąd ruszać.
Mimo to o godz. 17 wezwani żołnierze porozdzielali ich i wnieśli albo wprowadzili do strażnicy. Dzieci płakały.
W końcu zapakowano wszystkich do autokaru, który pojechał przez Białystok w stronę Supraśla. Samochód aktywistów, który jechał za autobusem, zatrzymano na „rutynową kontrolę". Zatrzymano także auto dziennikarki „Faktu" Agnieszki Kaszuby i zarzucono jej, że utrudnia czynności funkcjonariuszom, pomimo że nie znajdowała się w strefie stanu wyjątkowego.
Agnieszka relacjonowała: – Razem z Michałem Kościem, fotoreporterem z Agencji Forum, którego zabrałam z Michałowa, jechaliśmy za konwojem składającym się z autokaru z imigrantami i dwóch samochodów Straży Granicznej. Nagle za nami na sygnale pojawiły się dwa radiowozy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. Najpierw zatrzymali samochód, którym jechali działacze Grupy Granica. Pół kilometra dalej zatrzymali mnie. Byłam około 12 km przed Krynkami, przed granicą obszaru stanu wyjątkowego.
W jej przypadku kontrola trwała aż godzinę. Policjanci doszukali się, że nie ma trójkąta ostrzegawczego i wlepili mandat. Poinformowali też reporterkę, że „dostali zgłoszenie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa polegającego na utrudnianiu czynności funkcjonariuszom SG". Gdy w końcu pozwolili jej odjechać, nie było już mowy o sprawdzeniu, dokąd zostali wywiezieni uchodźcy. Kaszuba potwierdza tylko, że w kierunku Krynek – do strażnicy, albo na granicę...
(..)
We wtorek rano Katarzyna Zdanowicz, rzeczniczka prasowa Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej przyznała: - Została wobec nich zastosowana procedura z rozporządzenia, czyli zostali doprowadzeni do linii granicznej."
bialystok.wyborcza.pl/bialystok/7,35241,27621550,uchodzcy-na-granicy-skanduja-europa-polska-blagajac-o.html
ok, rozumiem, że Kamiński musi tworzyć taką narrację, że tam są sami terroryści, pedofile i zoofile, ale czy oni tam w tym PISie naprawdę są psychopatami? czy nie mają zadnego problemu ze skazywaniem dzieci na śmierć?
czy straż graniczna odwożąc ich na grance myśli, że "tylko wykonuje rozkazy"? przecież to jest dokladnie ten sam mechanizm, który sprawiał, ze normalni żolnierze pakowali Zydów do wagonów bydlęcych, a potem pieców. "tylko wykonujemy rozkazy". "to nie są (pełnoprawni) ludzie"