W skrócie : mąż i córka są przeciwko mnie, w pewnej bardzo ważnej kwestii - nie będę pisać szczegółów, chodzi o miejsce zamieszkania/ "do życia".
Ja mogę ugiąć się - ale zrobię to wbrew sobie i będę czuć się fatalnie ( może nawet przez następnych 8, 10 lat).
Mam ochotę ugiąć się dla tzw.świętego spokoju.
A z drugiej str coś we mnie krzyczy 'nie rób tego'.
Poświęcić swoje szczęście? Czy ich szczęście?
Co zrobić?
Mam doła, kaca

I jestem w mniejszości . Co teraz ?