Dodaj do ulubionych

Dziwna żałoba...

10.11.21, 12:47
Pisałam tu jakiś czas temu. Moja mama pod koniec 2020 została zdiagnozowana- rak z przerzutami. Cały rok się leczyła, miała wszystkie możliwe terapie. Niestety rak wyjątkowo złośliwy. Zmarła pod koniec października- byliśmy z nią do samego końca, widziałam śmierć mamy i jej 12 godzinne odchodzenie w wielkim bólu (nikomu nie życzę takiego konca), podawałam jej morfinę, leżałam obok niej w łóżku, trzymałam za rękę, ostatnią dobę czuwaliśmy na zmianę z rodzeństwem. Ogólnie bardzo mocno to wszyscy przeżyliśmy- ten moment jej śmierci, ten jej ból w którym odchodziła, płacz i rozpacz była wielka- wiadomo. Przez około 2-3 dni nie mogłam się pozbierać, płakałam cały czas, leżałam w łóżku, wzięłam urlop w pracy, potem był pogrzeb. Po pogrzebie jakoś się wyciszyłam. Teraz mam taki stan jakby zawieszenia, nie wiem jak to nazwać, jakby do mnie nie dochodziło, jakbym miała zaraz do mamy zadzwonić, pogadać. Nie wiem czy to jakiś mechanizm wyparcia czy co....ale tak to wygląda z boku jakbym nie przeżywała tej śmierci dostatecznie. Moja siostra jest praktycznie codziennie na cmentarzu, widać że dalej ją to gryzie i ma potrzebę mówienia o tym, a ja jakbym nie umiała dopuścić że mamy już nie ma, albo jakbym z uczuć wyprana była. Wiem że emocje mi częściowo tłumią andydepresanty które biorę od kilku miesięcy, ale czy mogą one działać tak że nic się nie czuje? Planowana wizyta u psychiatry dopiero za kilka tygodni.
Obserwuj wątek
    • aqua48 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 12:55
      Musisz dać sobie czas, a mamie paradoksalnie wybaczyć jej śmierć, pogodzić się z nią, zaakceptować i dopiero wtedy zamknąć temat.
      Żałoba ma rozmaite etapy i każdy przechodzi ją w swoim tempie, na swój sposób i tak jak potrzebuje. Dla jednego to będzie codzienna obecność na cmentarzu dla innego nie. Jeden będzie miał okres pewnego jakby zamrożenia uczuć inny nie. Żaden z tych sposobów przeżywania żałoby natomiast NIE PODLEGA OCENIE. Czyli gucio Cię powinno obchodzić jak z boku, dla kogoś innego wygląda Twoje przeżywanie żałoby. To wyłącznie Twoja indywidualna sprawa i nie przekłada się na... nic.
      Ja żałobę po śmierci mojej Mamy przeżywałam aż trzy lata.
    • stephanie.plum Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 12:59
      To jest absolutnie NORMALNE, ten blackout uczuć. Trudne, ale normalne. Wypaliłaś się, po prostu. Organizm wie, co robi. Przeczekaj to, rób, co ci serce dyktuje. Emocje to nie wszystko, i ten stan zawieszenia nie znaczy, że nie przeżywasz żałoby po mamie. Wręcz przeciwnie.

      I pewnie, że trudno komuś życzyć ciężkiej, bolesnej śmierci... ale opieki i miłości najbliższych, aż do końca - to już tak.
      trzymaj się!
    • alpepe Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 13:01
      A to jest jakiś wzorzec żałoby? Chodź z siostrą na cmentarz, jak masz wyrzuty sumienia. Każdy przeżywa inaczej i to nie oznacza, że mniej kochałaś swoją mamę niż twoja siostra.
    • brokatowa.kartka Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 13:05
      Tak chyba lepiej niż przegadać temat z każdym, na wszystkie możliwe sposoby.
      Ja miałam potrzebę rozmawiania i żałowania - bo przecież mogłam zrobić coś szybciej, coś co opóźniłoby śmierć. Niepotrzebnie wzbudzałam w innych poczucie winy i oni jeszcze bardziej to przeżywali przeze mnie.
      • pogodzona_1234 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 13:09
        Dokładnie tak to przechodzi moja siostra, że mogliśmy jednak zrobić więcej, że na pewno mama nie musiała tak cierpieć, że mogliśmy szukać jeszcze innej pomocy dla mamy, ja tego słucham i przez swój sposób przeżywania czuje się jak wyrodna córka że nawet tej żałoby nie potrafię przeżyć odpowiednio. Ale staram się jej nie oceniać bo to jest jej sposób na poradzenie sobie z tym....
        • blue_meerkat1 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 13:56
          Nie widze nic nieodpowiedniego w twoim sposobie przezywania zaloby autorko. Osobom patrzacym z zewnatrz nic do tego co czujesz - ten stan zawieszenia jest tez chyba dosc powszechny. Nie kazdy ma potrzebe uzewnetrzniania zaloby.
        • aqua48 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 14:20
          pogodzona_1234 napisał(a):


          > ja tego słucham i przez swój sposób przeżywania czuje się jak wyrodn
          > a córka że nawet tej żałoby nie potrafię przeżyć odpowiednio.

          Ale masz prawo powiedzieć siostrze, żeby przestała, bo jej opowieści Cię dodatkowo dołują.
    • pingus Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 14:11
      Nie bez powodu mówi się, że żałoba trwa rok, czasem nawet dłużej. Ja doświadczyłam bardzo różnych nastrojów, obwinianie się (chociaż nie było powodów), złość na niego (chociaż to nie była jego wina, że zachorował), złość na Boga, totalne zobojętnienie, potem płacz z byle powodu, ciągłe mówienie o nim... Dałam radę bez prochów, nawał obowiązków akurat u mnie był potrzebny żeby nie rozmyślać. Za jakis czas Twój nastrój będzie pewnie inny...
    • asia_i_p Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 14:17
      Zaufaj swojemu umysłowi - dopuszcza tyle uczuć na raz, żebyś dała sobie radę. Oberwiesz tą falą bólu jeszcze nie raz, jak chwilowo jest spokój, to wypoczywaj bez wyrzutów sumienia.
      • pogodzona_1234 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 14:26
        Tak staram się też do tego podchodzić, jednak jakieś dziwne wyrzuty sumienia mi się kołaczą po głowie od czasu do czasu. Ogólnie miałam jeden z najcieższych okresów w życiu- depresja i zamiar samobójczy syna (stąd też moje leki antydepresyjne, kto ma dziecko z depresją wie jak to rezonuje na rodzica), potem diagnoza mamy, jej całoroczne leczenie i odchodzenie, całe to zeszłoroczne zawirowanie z covidem. No, czuje się po prostu jak przejechana walcem czasami i nie ma nawet siły na opłakiwanie i łzy.
        • iwles Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 15:00

          To naprawdę normalne.
          Na pogrzebie mojego męża byłam chyba jedyną osobą, która nie płakała.
          Trzymało mnie tak że 3 tygodnie, w etapie niedowierzania.
          Ale jak po tych 3 tygodniach puściło, to płakałam przez 2 dni non stop.
          Potem kolejne etapy: 2 kroki do przodu, jeden w tyl, dwa kroki do przodu, trzy w tyl itd.
          Każdy ma inny rytm przeżywania i inny sposób.
          I to jest normalne. Normalne są wyrzuty sumienia, normalna jest złość.
          Wierzę, że zrobiliście dla Mamy wszystko, co wg was było możliwe.
          Ściskam bardzo mocno.
    • australijka Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 14:50
      Śmierć Mamy to doświadczenie bolesne ale ....częste. Nasi Rodzice odchodzą i nic nie to nie poradzimy. Od wieków tak jest. I nikt nie znalazł metody, by ten ból i pustkę oswoić. Każdy musi sam i w swoim trybie.
      Jedni biegają codziennie na cmentarz a inni nie. To tak jasno jest wytłumaczone w serialu "Prokurator". Pytają matkę dlaczego nie odwiedza syna na cmentarzu. I ona odpowiada, że nie da się go odwiedzić, bo jego nie ma, nie żyje.
      Nie pobawi się z nim, nie porozmawia, nie przytuli, nie wypije przy nim kawy. Jego nie ma nigdzie a jednocześnie jest wszędzie. Tak jak Twoja mama. Jest wszędzie.
      Dane są nam wielkie szczęścia i wielkie nieszczęścia. Każdemu.
      Przeżyj to po swojemu. Nie zagłuszaj ale i nie rozdrapuj bez potrzeby. Jeśli nawet czujesz się winna czegoś tam z przeszłości to i tak nic już nie naprawisz.
      Wspominaj dobre.
      • evro44 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 15:32
        Świetnie napisane, australijko.
        Do autorki wątku, nie piszesz czy masz dzieci, męża bo z mojej perspektywy (pochowałam w lipcu mamę a męża cztery lata temu) śmierć mamy zupełnie inaczej przeżyłam niż śmierć męża. Bardziej "racjonalne" umieranie dotyczy naszych rodziców niż naszych dzieci czy partnerów. Uświadom sobie, że masz dla kogo żyć i spędzić z nimi resztę życia. A Twoja mama nawet gdyby nie chorowała nie dożyłaby Twojego sędziwego wieku, życie...
      • aqua48 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 15:37
        australijka napisał(a):

        > Wspominaj dobre.

        Z własnego doświadczenia też polecam. Nie skupiaj się na tych niedobrych wspomnieniach z ostatniego etapu choroby. Wspominaj często dobre chwile, radosne, czy nawet śmieszne z przeszłości.
        • alfa36 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 19:28
          Ja dokładnie, jak autorka wątku, mam wrażenie, jakbym stała obok. Owszem, pilnuję, żeby zawsze świecił się znicz, ale śmierć Mamy wciąż jest dla mnie nierealna i te odwiedziny na cmentarzu, to nie wiem... Potrzeby wielkiej nie mam... Torby że szpitala nie rozpakowałam (minął miesiąc od śmierci).
          Ja mam ogromne poczucie winy, że Mama zmarła niepotrzebnie, że z zaniedbania szpitala, że to ja wezwałam karetkę, że gdybym wtedy nie pojechała do niej, to by żyła. Mam też ogromne poczucie winy, że zmarła sama, w szpitalu, że biernie poddałam sie zasadom szpitalnym (zupełny brak odwiedzin). Wreszcie mam żal do siebie, że nie miałam wiedzy, że cewnik może zabić (podejrzewam, że stąd powstał problem).
          Rozpamiętuję, wymyślam scenariusze, cofam się o dobre kilka lat....
          Straszne to... Taki niezamknięty rozdział.
          A na zewnątrz niby nic się nie zmieniło, pracuję, planuję, marzę i... Ogromnie się boję...
            • brokatowa.kartka Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 20:06
              Ja mam takie poczucie winy, że nie potrafiłam powiedzieć prawdy, że może umrzeć. A pytanie zadawane mi było dużo razy...a ja nie potrafiłam powiedzieć "tak, to bardzo możliwe". A lekarze unikali tematu, pozostawili to najbliższym. Ja ciągle widzę, jak patrzy na mnie, siedząc na sorze, na kozetce - a w oczach tyle wiary we mnie ( rozmawiałam z lekarzem) i nadzieja, że z tego i tym razem wyjdzie.
              I układam scenariusze...bo co gdyby...
              Znam to, rozumiem. Ciężki czas uncertain
              • alfa36 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 21:46
                Mama miała do mnie 100 procentowe zaufanie. Przyjmowała każdą moja decyzję jako pewnik. Tak naprawdę, to czuję, że Ją zawiodłam i wszystkich wokół również. I nie wiem, czy to należy przerobić, czy przestać myśleć...
    • estelka1 Re: Dziwna żałoba... 10.11.21, 22:24
      Nie, to nie jest dziwna żałoba. To jest Twoja żałoba, całkiem inna, niż Twojej siostry, ale całkiem normalna. Wiesz, kiedy wskutek choroby, zmarła moja Mama, trzymałam się twardo wyłącznie w obecności mojego Taty. Poza tym wyłam i nie mogłam się pozbierać przez długi czas, mimo że Mama odeszła spokojna, pogodzona ze śmiercią, zadowolona ze swojego życia. Rok temu zmarł mój Tata. Odszedł na skutek obrażeń po potrąceniu przez auto, niespodziewanie, bez żadnego ostrzeżenia. Moja żałoba jest całkiem inna. Jestem twarda, zdeterminowana, by walczyć o ukaranie człowieka, który Tatę potrącił, na przejściu dla pieszych. Potwornie mi pusto bez Taty ( choć po śmierci Mamy miałam więcej "na głowie", choćby dlatego że Tata bardzo cierpiał i trzeba było Jemu pomóc), bardzo brakuje mi obowiązków wobec Niego, naszych sprzeczek i sytuacji, kiedy robiłam "coś" dla Taty, mimo że jedyne, na co miałam ochotę, to powiedzieć, żeby dał mi wreszcie święty spokój. A największym paradoksem jest to, że puste mieszkanie rodziców prawie mnie zabija. Ale jak na początku roku mieszkałam w nim dobrych 5 msc, to było mi tam najlepiej na świecie. Każda żałoba jest inna. I jaka by nie była, masz do niej prawo

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka