Dodaj do ulubionych

Nasza fikcja edukacyjna

05.12.21, 22:20
Nasza krajowa, polska.
Jako matematyczka jestem już mocno poirytowana. Całym tym rozsypującym się systemem edukacyjnym w połączeniu z pandemią.
Organizacja mojej szkoły polega teraz na tym, że to nauczyciele chodzą, nie dzieci. W przeładowanych placówkach nie da się pandemicznie rozwiązać tego inaczej. I gdzie te dzieci mają mieć doświadczenia z chemii i eksperymenty z fizyki? Wychodząc rano z pokoju nauczycielskiego wracam dopiero po ostatniej lekcji, zatem zabieram cały majdan ze sobą: książki, karty pracy, testy, jedzenie i picie. Teraz usiłuję ciągnąc ze sobą przybory geometryczne. A jak nosić bryły? W mikołajowym worku na plecach? Wchodząc do każdej sali muszę za każdym razem zalogować się do komputera, dziennika elektronicznego, multipodręcznika, chmury. Nie powinnam narzekać: mamy komputery, rzutniki, ksero. I to wszystko najczęściej działa. Ale lekcja zaczyna (przez te formalności i szybkie pakowanie) się kurczyć (jakby 4 godziny matematyki tygodniowo do realizacji obecnej podstawy to było szaleństwo).
Mam 30 godzin dydaktycznych tygodniowo (matematyków na rynku pracy jak na lekarstwo). Moje lekcje są dobre, mam wieloletnie doświadczenie, ale nie są takie jakie chciałabym, żeby były, bo nie mam czasu, żeby je udoskonalić. Irytuje mnie to bardzo. Nie mam wystarczająco czasu, żeby skupić się na konkretnym uczniu. Do tego dochodzi wychowawstwo, któremu trzeba się poświęcić i ciągle mam wyrzuty, że jako wychowawca za mało przeznaczam czasu dla swoich uczniow. Chciałabym mieć czas na przygotowywanie dzieciaków do konkursów, na realizację fajnych projektów (pomysłów mam całą głowę) i nie mam czasu.
I tacy nauczyciele uczą nasze dzieci.Przemęczeni i poirytowani. Ale pan minister nie chce zobaczyć na czym polegają główne problemy edukacji. Zamiast konkretnej i rzeczowej dyskusji, mam przypinanie kolorowych kwiatków na sypiący się budynek.
Jako społeczeństwo łudzimy się, że edukacja jest w lepszej kondycji niż służba zdrowia. Nie jest.

Tak mi się ulało przy niedzieli.
Obserwuj wątek
    • manala Re: Nasza fikcja edukacyjna 05.12.21, 22:39
      Cóż mogę powiedzieć...
      Z drugiej strony są przemęczeni uczniowie oraz ich podirytowani rodzice.

      Polska szkoła nie jest przyjazna dzieciom. To nieustanny ciąg testów, kartkówek, sprawdzianów. Dzieciaki uczą się aby zdać i zapomnieć. Nie dziwię się im. Te wszystkie idiotyczne treści są na wyciągnięcie palca dostępne w ich smartfonach... Nauczyciele też bywają pozbawieni jakiejkolwiek refleksji...Ostatnio znajoma matematyczka w następujący sposób skomentowała bardzo słabe oceny całej klasy (nie z jej przedmiotu) - 'dzieci są coraz głupsze' Nie. Dzieci nie są głupsze. Są przemęczone. Są po 1.5 roku zdalnej nauki. Są też młodsze i mniej dojrzałe emocjonalnie. Nauczyciel, który regularnie stawia słabe oceny całej klasie jest po prostu do kitu - sorry.
      • kub-ma Re: Nasza fikcja edukacyjna 05.12.21, 22:46
        manala napisała:

        > Cóż mogę powiedzieć...
        > Z drugiej strony są przemęczeni uczniowie oraz ich podirytowani rodzice.
        >
        > Polska szkoła nie jest przyjazna dzieciom. To nieustanny ciąg testów, kartkówek
        > , sprawdzianów. Dzieciaki uczą się aby zdać i zapomnieć. Nie dziwię się im. Te
        > wszystkie idiotyczne treści są na wyciągnięcie palca dostępne w ich smartfonach
        > ... Nauczyciele też bywają pozbawieni jakiejkolwiek refleksji...Ostatnio znajom
        > a matematyczka w następujący sposób skomentowała bardzo słabe oceny całej klasy
        > (nie z jej przedmiotu) - 'dzieci są coraz głupsze' Nie. Dzieci nie są głupsze.
        > Są przemęczone. Są po 1.5 roku zdalnej nauki. Są też młodsze i mniej dojrzałe
        > emocjonalnie. Nauczyciel, który regularnie stawia słabe oceny całej klasie jest
        > po prostu do kitu - sorry.

        Ależ oczywiście, że dzieciom stawiamy poprzeczkę zbyt wysoko. Cały system edukacji nadaje się do zmiany. Ale potrzebna jest dyskusja na ten temat, a jej nie ma.
      • fogito Re: Nasza fikcja edukacyjna 05.12.21, 23:10
        Przemęczone graniem po kilka godzin dziennie i niekiedy kilkanaście w weekend. To info od samych uczniów klas ósmych. Ich brakiem zaangażowania przejmują sie chyba tylko nauczyciele. Rodzice martwia sie tylko ocenami.
        • manala Re: Nasza fikcja edukacyjna 05.12.21, 23:22
          Moja 8-klasistka praktycznie nie grywa. Za to w weekend musi się uczyć jakiś debilnych treści choćby z EDB. Gościu jak nie pyta, to robi kartkówkę, jak nie kartkówka to sprawdzian. Jutro odda im sprawdziany (1 osoba na 20 dostała 4 - reszta niżej) i tego samego dnia mają pisać poprawę.
          Wolałabym aby uczyła się matmy, polskiego i angielskiego.
          Ja nie wiem nawet czy w ogóle warto walczyć o te lepsze oceny. Bo z tego co słyszę, to zdrowsze dla dziecka będzie pójście do jakiejś słabej szkoły, niż do takiej z ambicjami gdzie po sprawdzianach pojawiają się całe rzędy pał, i gdzie dobre dotychczas dzieciaki zaczynają się łamać psychicznie. Depresja? Jako rodzic ucznia mam depresję jak sobie pomyślę, że jeszcze jakieś HITy w przyszłym roku czekają. Jako nauczyciel też mam depresję.
        • no_name33 Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 07:17
          fogito napisała:

          > Przemęczone graniem po kilka godzin dziennie i niekiedy kilkanaście w weekend.
          > To info od samych uczniów klas ósmych. Ich brakiem zaangażowania przejmują sie
          > chyba tylko nauczyciele. Rodzice martwia sie tylko ocenami.

          Są takie dzieci, ale najczęściej one się nie przejmują i kiedy czują się źle. Te, którym zależy są wykończone.
          • kub-ma Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 07:27
            no_name33 napisała:


            > Są takie dzieci, ale najczęściej one się nie przejmują i kiedy czują się źle. T
            > e, którym zależy są wykończone.

            Dokładnie.Są przeładowane.
            Przeczytałam ostatnio opinię, że szkoła oczekuje rzeczy niemożliwych i od uczniów i od nauczycieli.
                • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 09:52
                  Tak, i z trzema sprawdzianami oraz pięcioma kartkówkami w tygodniu ty oraz inni nauczyciele nie macie nic wspólnego? Dziecko nie jest zmęczone od dostania oceny dostatecznej, tylko od uczenia się na te wszystkie sprawdziany po 7 lekcjach w szkole.
                        • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 18:01
                          Jeszcze raz, bo uparcie powtarzasz swoją mantrę - nie chodzi o panikę, tylko o czas. Bieżąca nauka też go zabiera. Jeśli jest jej dużo, to powoduje zmęczenie. Dorosły pracujący 8 godzin dziennie ma prawo być zmęczony, dziecko, które pracuje często więcej i jeszcze jest poddawane wiecznemu ocenianiu i presji, zmęczone być nie może. Jeśli jest, to na pewno gra w gry 🤦
                        • perspektywa Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 20:08
                          Super, że byłaś tak doskonale poukładana i obowiązkowa. Ja w dzieciństwie też nie miałam komórki i gier w zasięgu ręki ale miałam np. książki i nie były to niestety książki szkolne. Moją matkę w liceum matematyk wyrzucił z lekcji jak siedząc w ostatniej ławce zaczęła płakać, bo w "Trędowatej" umierała Stefcia Rudecka. Tak więc super, że byłaś tak idealna. Większość ludzi jednak nie jest.
                          • lwica_24 Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 20:26
                            Kiedy ja chodziłam do liceum o komórkach nikt nie słyszał. Gry były tylko planszowe. Miałam róznych nauczycieli, młodych, w średnim wieku i...przedwojennych. W podstawówce miałam nauczycielke matematyki po bardzo traumatycznych przejściach ( Pawiak). Nie była miła. Przezyłam, bez większych traum.
                            • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 20:32
                              Przecież nikt nie mówi o traumach. Ale nie odmawiajmy dzieciom prawa do odczuwania zmęczenia! Są od 6 do 8 godzin dziennie w szkole, a potem jeszcze pracują w domu (zadania domowe, nauka, lektury). Część z nich ma również obowiązki domowe.
                              • lwica_24 Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 15:14
                                Jestem o lata świetlne od bycia zwolenniczką siedzenia w szkole 8 godzin i więcej, ale jeśli uczeń 6 klasy i starszy jest 6-7 godzin to nic nadzwyczajnego. Gdy chodziłam do szkoły były lekcje także w soboty.
                                Prace domowe są, były i bedą. Powinny być inne, ale służą utrwaleniu materiału.
                                Czy program jest przeładowany - nie wiem. Nie śledzę. Widzę natomiast żenująco niski poziom egzaminów maturalnych ( i 30% zdawalność).
                                Lektury są do doooopy, do bani, do odstrzału, ale młodziez musi czytać. Kiedyś, przypominam, tez czytało się lektury. I tez nie wszystkie były fantastyczne, chociaż na szczęście Janów Pawłów i zapisków więziennych nie było.
                                • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 17:21
                                  A czy ja mówię, że kiedyś się nic nie robiło?
                                  Ja wiem, że nauka jest obowiązkiem dziecka i musi się z niego wywiązać. Ale serio uważasz, że dziecko 12 letnie, które kończy lekcje codziennie o 15, a potem jeszcze musi odrobić pracę domową, nauczyć się/powtórzyć materiał, przeczytać lekturę nie ma prawa być zmęczone?
                        • chebellacosa92 Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 06:46
                          fogito napisała:

                          > Ja sie uczylam na bieżąco. Nie panikowalam z powodu sprawdzianów..ale ja komórk
                          > i nie mialam.i gier w zasięgu ręki.
                          Uczyć się na bieżąco - dobre sobie. Na przykład w jeden z dni tygodnia syn ma osiem krowiastych przedmiotów- gdyby chciał powtórzyć na bieżąco wszystkie lekcje plus lekcje na dzień następny zajęłoby mu to około dziesięciu godzin. Ja od zawsze uważam, że szkoła to strata czasu - po co ślęczeć długie godziny w szkole, lepiej pójść na zajęcia na dwie, trzy, żeby dowiedzieć się, czego należy się nauczyć. I tak główna nauka odbywa się w domu.
                    • natalia.nat Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 13:56
                      fogito napisała:

                      > Ilosc sprawdzianow jest okreslona w statucie szkoly.

                      Widocznie jest ich za dużo w tym statucie. Poza tym wszystko da się ominąć. W podstawówce mojego dziecka w statucie był zapis, że w tygodniu mogą być 3 sprawdziany, więc nauczyciele którzy chcieli wcisnąć kolejne sprawdziany, zapisywali je jako kartkówki, bo kartkówek mogła być nieograniczona ilość. W gimnazjum był zapis że jednego dnia może być tylko jeden sprawdzian, a więc w tygodniu mogło ich być 5 i oczywiście dodatkowo kartkówki, które nie miały limitów. No, łaskawcy.
                    • kurt.wallander Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 14:10
                      Ty robisz 1 na miesiąc. A patrzyłam ostatnio do dziennika maturzystki i sprawdziany z takiej matematyki ona ma co tydzień. A to przeciez nie jedyny ważny dla niej przedmiot. A do tego nauczyciele nierozszerzanych przedmiotów nie dają odetchnąć nawet w klasie maturalnej
                    • chebellacosa92 Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 06:42
                      fogito napisała:

                      > Ilosc sprawdzianow jest okreslona w statucie szkoly. Ja robie jeden na miesiąc.
                      > Takie sa wymogi. Jak ktos sie uczy na bieżąco to nie panikuje przed sprawdzian
                      > ami.
                      Dobre sobie -statut szkoły. W szkole mojego dziecka tym statusem można tylko się podetrzeć. Sprawdziany są i cztery w tygodniu. A jak się nie podoba to nauczyciel zmienia nazwę na "kartkówka" i tyle. Mam syna w siódmej klasie, jest totalnie umordowany. Materiału od groma, w dodatku podręczniki napisane fatalnym językiem. Nauczyciele korzystają z gotowych sprawdzianów - dzieciak umie, ale pytanie są tak idiotycznie skonstruowane, że nie wie, o co chodzi. Rozpacz mnie ogarnia, kiedy widzę, jakich głupot musi się dzieciak uczyć na pamięć.
                  • kub-ma Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 17:04
                    little_fish napisała:

                    > Tak, i z trzema sprawdzianami oraz pięcioma kartkówkami w tygodniu ty oraz inni
                    > nauczyciele nie macie nic wspólnego? Dziecko nie jest zmęczone od dostania oce
                    > ny dostatecznej, tylko od uczenia się na te wszystkie sprawdziany po 7 lekcjach
                    > w szkole.

                    My robimy selekcję na przedmioty, których trzeba jeszcze pouczyć się przed sprawdzianem i sprawdziany na które uznajemy, ze wystarczy wiedza z lekcji.
              • zolza79 Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 09:51
                Hm...dziś usłyszałam od siódmoklasistki, że mama ją zabije i kiedy może poprawić 4 ze sprawdzianu. Inny uczeń wyznał, że siedział w niedzielę do 2 w nocy i się uczył, bo tata mu powiedział, że wyląduje na kasie w Lidlu. Rano odpisywałam na e-maila mamie, która boi się , że 4 rozprawki od września w klasie 7 to za mało. Kij ma dwa końce...
                • natalia.nat Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 13:02
                  Tak, kij ma dwa końce. To szkoła zaczęła ten maraton testowania i oceniania: dzień w dzień kartkówki i sprawdziany. Gdyby ktoś w pracy był non stop oceniany i kontrolowany, zahaczałoby to już o mobbing, a uczniami nikt się jakoś nie przejmuje. Skoro oceny nie są ważne, a dzieci i rodzice niepotrzebnie się przejmują, to po co ich tyle stawiać? Zamiast marnować czas lekcji na sprawdziany i wyścig szczurów, można go spożytkować na o wiele bardziej pożyteczne i rozwojowe treści. Tylko komu by się chciało.
                    • natalia.nat Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 18:04
                      kub-ma napisała:

                      > Dla mnie ocena jest informacją skierowaną do ucznia (i do mnie) czy dany materi
                      > ał jest opanowany, co szwankuje itp.

                      Ale to uczeń musi poprawić ocenę, nikogo nie interesuje, czy nauczyciel wytłumaczył zagadnienie czy może zadał przeczytanie rozdziału w domu bądź zrobienie 30 zadań, choć temat zaledwie liźnięty, bo pół lekcji była kartkówka. Co to ja dzisiaj się urodziłam i od dzisiaj mam dziecko w szkole? Tak jak i moi znajomi, wszyscy mamy bardzo podobne spostrzeżenia. A mało tutaj na forum jest wątków krytycznych w tym temacie? To, że czasem od wielkiego święta coś zadziała jak należy, to o niczym nie świadczy. Cały ten patologiczny system edukacyjny jest do wyburzenia i zbudowania od zera. I jak najbardziej dotyczy to również nauczycieli.

                      • kub-ma Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 18:18
                        natalia.nat napisała:

                        > Cały ten patologiczny system edukacyjny jest do
                        > wyburzenia i zbudowania od zera. I jak najbardziej dotyczy to również nauczyci
                        > eli.

                        I o tym piszę od pczątku smile
                    • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 08:50
                      Maraton się zaczął w październiku że strachu przed zdalnym i tak sobie trwa. Moje dziecko ma w piątek sprawdzian z historii, a na kolejnej lekcji (we wtorek) kartkówkę z tematów które zdążyli omówić między zakończeniem poprzedniego działu, a sprawdzianem. Gdyby nie wycieczka to najpierw mieliby kartkówkę z nowych tematów, a na następnej lekcji sprawdzian ze starego działu. To jakieś kompletne idiotyzmy
                      • kub-ma Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 14:58
                        little_fish napisała:

                        > Maraton się zaczął w październiku że strachu przed zdalnym i tak sobie trwa. Mo
                        > je dziecko ma w piątek sprawdzian z historii, a na kolejnej lekcji (we wtorek)
                        > kartkówkę z tematów które zdążyli omówić między zakończeniem poprzedniego dział
                        > u, a sprawdzianem. Gdyby nie wycieczka to najpierw mieliby kartkówkę z nowych t
                        > ematów, a na następnej lekcji sprawdzian ze starego działu. To jakieś kompletne
                        > idiotyzmy

                        Zgadzam się. Mi też tak właśnie wypadło i odpuściłam kartkówkę, bo to czysta przesada.
                        • little_fish Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 15:19
                          Bo naprawdę wiele zależy od nauczyciela. Moje dziecko ma takich, którzy rozumieją, że dzieci to też ludzie, którzy pojmują, że najpierw kartkówka z nowego, potem sprawdzian ze starego to nie jest konieczność. No i ma też takich z pomysłami od czapy 😊
              • annaboleyn Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 13:30
                little_fish napisała:

                > He? Zawsze winne dzieci, które grają w gry, albo rodzice, którzy cisną na oceny
                > . System i nauczyciele nie mają z tym nic wspólnego...

                Spokojnie. To Fogito. Od dłuższego czasu wypisuje tu takie bzdury o dzieciach w szkole i stawia w tak idiotycznym świetle nauczycieli (do których podobno się zalicza), że spokojnie można jej wypowiedzi traktować jako folklor forumowy
                W skrócie: dzieci to kłamliwe, bezczelne i podłe istoty, które godzinami siedzą w smartfonach, wszystkie, co do jednego są nieinteligentne i nic nie umieją. Jednocześnie traktują Fogito jako jedyną przyjaciółkę w świecie dorosłych, dzwonią do niej, piszą i stoją pod oknami, formując kolejki społeczne, w celu poskarżenia się na rodziców -idiotów i nauczycieli -debili, bo tylko Fogito jest inna wink
            • slonko1335 Re: Nasza fikcja edukacyjna 07.12.21, 09:08
              ja pierdziu w tym wątku piszą nauczyciele, że są zwyczajnie wykończeni 30 godzinnym tygodniowym pensum a przecież uczniowie starszych klas spędzają w szkole więcej czasu od nich i mają prawo tez być tym wykończone....
            • 152kk Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 09:27
              Moje nastoletnie dziecko ma doskonałe oceny. Uczy się w domu niezbyt dużo (jeśli chodzi o zakres szkoły podstawowej), bo nie ma takiej potrzeby - to co na lekcjach to pamięta z lekcji + odrabia prace domowe. Dużo czasu poświęca na zajęcia dodatkowe. Więc z naszego punktu widzenia materiał nie jest przeładowany (mogłaby opanować znacznie więcej i w niektórych zakresach właśnie to robi), ale jego zakres i sposób przekazywania jest często bez sensu. Przemęczenie wynika z nudy - bezproduktywnego odbębniania po 7, 8 godzin w szkole - bo większość z tego co robią w szkole to nie jest nauka (które powinna być odkrywaniem, ścieraniem się poglądów, refleksją, rozwojem) tylko dupogodziny podczas których nauczyciele starają się wtłoczyć uczniom, a następnie zweryfikować pamięciowe opanowanie informacji często kompletnie niepotrzebnych, albo takich które które samo dziecko, lub z pomocą rodziców, może znaleźć w necie. Zmęczenie rozumiem doskonale bo mnie dupogodziny w pracy również bardziej męczą, niż intensywna praca. Szkoła wychowuje idiotów do obsługi szczotek, a nie otwartych i ciekawych świata ludzi.
                • 152kk Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 09:50
                  Tak, oczywiście, teoretycznie każdy może przejść na ED.
                  Tylko że ja i mąż pracujemy zawodowo (nie jako nauczyciele). A ponadto nie mamy kompetencji w każdym zakresie (tylko może w niektórych). Zatem ED domową moglibyśmy prowadzić jedynie zatrudniając nauczycieli. Państwo zabiera nam 1/3 zarobków (m.in. na edukację) i nie stać nas niestety na płacenie dodatkowo za ED,a nawet gdyby było nas stać - dlaczego mamy płacić dwa razy za to samo? To, że jesteśmy za biedni na ED (chociaż w innych kwestiach państwo uważa, że za bogaciwink oznacza, że nie mamy prawa do komentowania, na co idą nasze podatki (tj. czy są wydawane sensownie - na porządną edukację, czy bezsensownie - na pozorowaną)?
                  Pomijając już taką kwestię, że uważam, że w nowoczesnym państwie edukacja powinna być powszechnie dostępna przynajmniej na poziomie podstawowym, a szkoła to nie powinna być tylko edukacja, ale również przygotowanie do życia w społeczeństwie..
                    • 152kk Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 10:59
                      13.
                      W moim wpisie nie chodziło o ilość materiału i zdolności poszczególnych dzieci (mojego) tylko o to, że w większości zakres i sposób przekazywania wiedzy jest bez sensu.
                      To, czy konkretne (moje) dziecko jest w stanie opanować obecny materiał nie ma w sumie znaczenia - podałam tę info tylko po to, żeby dyskusja nie skoncentrowała się na wytykaniu mi że mam lenia i debila w domu.
                      Natomiast istotne jest to, że każdy człowiek (dziecko) ma mnóstwo talentów i szkoła powinna być od tego, żeby je wydobywać, uświadamiać, rozwijać. I od tego, żeby uczyć zdobywać informacje, analizować je i przetwarzać. Jak również uczyć kooperacji, dzielenia się pracą. A nie tak jak teraz - podawać informacje "na tacy", żądać uczenia się ich na pamięć i wytykać braki oraz premiować chorą konkurencję.
                      • 152kk Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 11:03
                        Nasz system edukacyjny prowadzi do tego, że młodzi ludzie decydują o ścieżce dalszej edukacji (szkoła średnia, wyższa, zawodowa) nie mając pojęcia, jakie mają zdolności, talenty, predyspozycje. Nie wiedzą, czego chcą, o czym marzą, w czym mogą być dobrzy. I dotyczy to zarówno młodzieży "piątkowo/szóstkowej" jak i tej 'dwójkowo/trójkowej"
                        To jest prawdziwy dramat, a nie to, jakie kto ma oceny.
                        • dzikka Re: Nasza fikcja edukacyjna 06.12.21, 12:09
                          Zgodzę się, dlatego wg mnie opcja z gimnazjum , przynajmniej pod względem zwiększenia świadomości zainteresowań, była o wiele lepsza. I zgodzę się, że podstawa programowa a przede wszystkim jej realizacja jest koszmarna. I zgodzę się, że szkoła tłamsi a nie rozwija. Zdarzają się oczywiście perełki ale zazwyczaj zawsze obok tego stoi nauczyciel pasjonat.