alfa36
04.03.22, 21:09
Od kilku lat mam podwyższony poziom cholesterolu. Wyniki rzędu:
2020 r- cholesterol całkowity 285, HDL-101, LDL 173, trójglicerydy 52, NIE HDL 183
2021r- cholesterol całkowity 267, HDL-97, LDL 159, trójglicerydy 53, NIE HDL 170
2022-cholesterol całkowity 303, HDL-96, LDL 199, trójglicerydy 61, NIE HDL 211
Nigdy nic nie brałam (dwa lata temu lekarz proponował lipiformę, ale jakoś nie byłam przekonana.
Ważę 57 kg, 163, ciśnienie niskie, ostatnio podwyższone tętno (ok. 90), to chyba pocovitowa pozostałość. Od 15 lat niedoczynnośc tarczycy, ale hormony też od lat utrzymują się w normie, tydzień temu kontrolowałam. Rodzic po bajpasach, więc rodzinnie obciążona, ale rodzeństwo cholesterol w normie.
Lekarka rodzinna, o ile wcześniej jeszcze zastanawiała się, czy nie można powalczyć dietą, teraz kategorycznie kazała brać statyny. Ja odżywiam się różnie, czasem nieregularnie i węglowodanowo (raczej okazyjnie ciasto, ale chleb-swojego wypieku-lubię), za mięsem nie przepadam. Ostatnio rzeczywiście nie za dużo mam ruchu, bo i jakoś energii mniej. Ale wg lekarki to, że przed badaniem miałam dzień z ciastem (zdarza się, jak ktoś w pracy stawia ciasto) nie mogło aż tak wpłynąć na wynik rzędu 300...
No i już miałam iść do apteki i znów zaczęłam czytać (również emama), jakie te statyny niedobre.... Co sądzicie? Jestem zdeterminowana i gotowa na diety i ćwiczenia bardziej niż kiedykolwiek indziej, ale zwyczajnie boje się, że nic to nie da, a lekarz kategorycznie kazał brać leki (mała dawka) i za 4 miesiące zrobić badania.
Wyciągnęłam stary wątek wczoraj, ale jego autorka nie odezwała się, stąd ten wątek.