rainbow_dash
18.03.22, 11:00
jak widzicie taką dramę:
klientka A przychodzi na manikiur "zawsze" w piątki (co tydzień) o godz 9, zaraz potem ma myte włosy u fryzjerki w tym samym salonie. Wolny zawód, to ważne
klientka B od pewnego czasu zapisuje się u manikiurzystki w owe piątki na 8:45 (co 2 tygodnie), oczywiście za zgodą manikiurzystki, tam gdzie ma pusty kalendarz, tam zapisuje
klientka A miała powiedziane jakiś czas temu, że co 2 tyg 9 jest zajęta i zapis możliwy na 10, zgodziła się, oraz że lepiej aby co te 2 tyg zapisywała się do fryzjerki przed mani.
Wczoraj telefon do manikiurzystki na którą ma dziś, bo zapomniała - nie była zbyt szczęśliwa, że na 10 bo fryzjerkę ma na 9 i będzie musiała czekać 30 min
Dziś klientka B wchodzi do salonu i dostaje zjebki od klientki B, że "zabrała jej godzinę i jest wkurzona"
słusznie?