Dodaj do ulubionych

Wolność kulinarna ;)

05.05.22, 09:27
Ja, mąż i dziecko mamy zupełnie inne upodobania kulinarne.
A więc niestety, nie korzystamy finansowo na tzw.jednym obiedzie, bo jest ich trzy. Mąż szykuje dla siebie (dla dziecka też) a ja dla siebie ( i dziecka).
A więc dziecko jeśli lubi coś z mojego lub męża obiadu to to zjada ( bardzo rzadko lubi uncertain
I dzisiaj :
dla dziecka - spagetti z sosem z wieprzowiny
dla mnie - łosoś na parze i warzywa
mąż - coś sobie wymyśli
Czy są tutaj podobne rodziny, które nie zmuszają się do wspólnej kuchni, pomimo strat finansowych - bo te, to oczywista rzecz.
Obserwuj wątek
    • chococaffe Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 09:33
      Podobnie, ale nie identycznie i dotyczy to mniej więcej połowy sytuacji. Niektóre potrawy lubimy (akceptujemy) wszyscy.

      Potrawy, kóre dobrze się mrożą orzygotowuję w większej ilości, tak, żeby mieć 2-3 porcje w zapasie - potem się robi "szwedzki stół"
    • mayaalex Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 09:44
      Tak, u nas podobnie, do tego dzieci jest dwojka wiec obiad dla nich to musi byc cos, co akceptuja oboje. Dzieci sa bardzo miesolubne i jedza o innej porze niz my (maja obiad w szkole okolo poludnia). Maz najchetniej jadlby tylko kolacje a ja wole zjesc cos wiekszego na lunch i potem juz mniejsza kolacje, za to lubie sniadania.
      Zazwyczaj gotuje dla dzieci w tygodniu, maz w weekendy, gotuje tez dla siebie/dla mnie i meza, on czasem zjada na obiad to samo, co ja, czasem nie je wcale, czasem sam sobie cos przygotuje. Na kolacje albo zjada to, co mialam na obiad, albo sam cos wymysla, albo (rzadko) robie cos dla nas dwojga (co zazwyczaj nastepnego dnia jest tez moim obiadem). W weekendy zamawiamy/wychodzimy/maz cos robi.
      Meczy mnie nie tyle to, ze kazdy je cos innego tylko ze nigdy nie wiem, kiedy maz bedzie glodny i zje dwie porcje a kiedy nie zje nic. Lubie przewidywalnosc, planowanie naprzod, nie jestem elastyczna i nie lubie zmieniac planow jak juz je mam - amoj maz to poludniowiec i lubi spontanicznosc. I dzieki tej spontanicznosci czasem nastepnego dnia nie moge zrobic czegos, co zaplanowalam bo zjadl jakies skladniki a nie mam czasu na zakupy. Ale ja w ogole nie lubie kuchni/gotowania, co tez nie pomaga. Piec za to moge i lubie smile
      • gajmal Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 09:47
        Ja się staram tak robić, żeby szkielet obiadu pasował wszystkim, a najwyżej jakieś dodatki to już sobie dobierają indywidualnie. Czyli np. ja i dzieci zjemy surówkę z marchewki, a mąż warzywa na parze. Nie mam czasu gotować 4 oddzielnych obiadów.
    • ritual2019 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 09:48
      Zazwyczaj jemy wszyscy to samo na obiad. Czasem ja lub dzieci mamy co innego ale sa to wyjatkowe sytuacje. Nie jest to kwestia finansowa a logistyczna, chodzi o czas. Jest tyle mozliwosci ze bez problemu mozna gotowa to co lubia wszyscy czlonkowie rodziny.
    • daniela34 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:04
      Nikogo nie zmuszamy do wspólnej kuchni. W większości mamy podobny gust kulinarny, ale jak ktoś czegoś nie lubi, to je co innego. Sami dorośli, więc to "co innego" taki nielubiec zazwyczaj robi sobie sam.
    • purchawka2020 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:06
      U mnie też każdy lubi co innego. Więc gotujemy tak:
      poniedziałek - spagetti dla wszystkich,
      wtorek - łosoś dla wszytskich,
      środa - pomysł męża.
      Nikt nie wybrzydza, jak mu nie smakuje może się dopchać chlebem albo kaszą z kefirem.
    • piataziuta Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:13
      Że dziecko woli spaghetti od łososia - rozumiem.
      Że ty wolisz dietetycznego łososia od spaghetti - rozumiem/
      Ale jaki problem ma twój mąż, że nie zje ani łososia ani spaghetti? suspicious

      Pliz, napisz co sobie wymyślił na obiad, bo mnie to ciekawi suspicious
    • mia_mia Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:18
      Mąż najbardziej lubi tradycyjne jedzenie, dla mnie takie jest na ostatnim miejscu, dziecko zje mięso i ryby z ziemniakami/kaszą/ryżem, uwielbia makaron. Mam zestaw dań, które wszyscy przełkną z mniejszym lub większym entuzjazmem i takie gotuję najczęściej, jak dziecko je w szkole to w domu bywa chińskie, tajskie, indyjskie, których ono nie je, mąż zjada, ale wolałby kotleta z ziemniakami. Ja się ratuję zastępując ziemniaki, za którymi nie przepadam kaszami, z kaszą prawie wszystko smakuje lepiejwink
      • grey_delphinum Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:23
        A tak, zapomniałam dopisać, że jeśli mamy danie chińskie, tajskie itp., to syn tego nie tyka, więc na taką okoliczność mam w zamrażarce dla niego jakiegoś mięsnego gotowca lub robię mu naleśniki czy bananowe placki.
        • pepsi.only Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 11:42
          To u nas odwrotnie młodzież uwielbia takie dania z chińczyka, i porcję (fakt, są ogromne) dzieli na 3 porcje.
          I dzięki temu przez kolejne 3 dni z rzędu ja mam swięty spokój z wymyślaniem, co też latorośli przygotować
          tongue_out
    • palacinka2020 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:25
      Jak ktos nie chce zjesc obiadu to je kanapki/ tortille/cooolwirk co zrobi sobie sam, to jedyna wolnosc w naszym domu. Na gotowanie 3 roznych obiadow nie mamy czasu.

      Dziecko 4 letnie takze dostalo polecenie zrobienia kolacji samej, skoro jej makaron nie smakuje . Zrobila sobie chleb tostowy z dzemem truskawkowym, szynka i biszkoptami, nawet to zjadla...
    • kurt.wallander Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:46
      U mnie w sumie tylko mąz problematyczny, bo nie przepada za daniami azjatyckimi, które uwielbiam ja i córki. Więc czasem dla niego robię cos innego, albo zjada coś co zostało z poprzedniego dnia. A jak nie ma nic innego, to i azjatyckie zje, w ostateczności sam zrobi sobie danie, którego nie rozumiem wink, czyli ziemniaki ze śmietaną, albo i kanapki.
    • jdylag75 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 10:48
      Nie lubię gotowac i skracam czas gotowania do minimum. U nas tak było, kiedy dzieci były małe, rozwiązałam to tak, że dzieci spisały wszystkie potrawy które lubią okazało się że jest część wspólna, my z męzem dostosowaliśmy się, ostatecznie jedno z nas jało co innego. Od czasu do czasu gotowałam coś spoza listy żeby popróbowali nowych smaków, jeśli smakowało dopisywaliśmy do listy.
      Sporo konfliktów kulinarnych rozwiązało wspólne gotowanie z dziećmi, a juz w ogóle kiedy szukali nowego przepisu.
    • mikams75 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 11:01
      bywa tak, nie codziennie ale zdarza sie dosc czesto albo chociaz modyfikacje poszczegolnych dan, wykorzystujac twoj przyklad to np. maz by zjadl lososia i spaghetti ale bez sosu. Czasem czesc dania jest odkladana albo cos jest dodawane tylko do czesc a do drugiej czesci z czyms innym. Gotuje zawsze wieksze porcje, zeby nie kombinowac codziennie. Ale fakt, ze ja przez lata sie dostosowywalam do innych i jadlam cos, co jest jadane ale niekoniecznie moje ulubione. Bo rodzina nie chciala jadac mojego, wiec to ja rezygnowalam. W pewnym momencie do mnie dotarlo, ze to ja jestem najbardziej poszkodowana i przestalam myslec, ze jak tylko dla mnie, to nie oplaca sie gotowac. Owszem, jestem warta tego, zeby tylko dla siebie cos ugotowac.
    • sandy_cheeks Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 11:36
      Ja dostosowuje się do tego, co zjedzą dzieciaki. Jak chce coś specjalnie dla siebie, to zamawiam albo idziemy do restauracji i wtedy każdy bierze co chce. Z konkubinem nie ma problemów, bo je w sumie wszystko.
      Oszalałabym mając codziennie w rozpisce kilka obiadów…
    • pepsi.only Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 11:38
      Mąż nie je pewnych posiłków, które dla mnie są bardzo ważne, były często w domu rodzinnym i na nich się wychowałam- absolutnie nie zamierzam z tych smaków zrezygnować.
      W drugą stronę- jakoś tego nie ma. surprised
      A młodzież, jak młodzież- wybredna totalnie ( i najchętniej śmieciowe żarcie indifferent ).

      Dla siebie, i tylko dla siebie, kupuję całe mnóstwo produktów, np śledzie, serki pleśniowe, chrzan, sporo zjadam cukinii w różnej postaci. Mąż nie rusza tego. Są tylko dla mnie, i tak się przyzwyczailiśmy, że nawet mężowi nie proponuję. Z gotowanymi potrawami rozwiązuję tak, że to czego nie lubi mąż, nie robię zbyt często, ale jednak robię, i zjada.
      Sztandarowy przykład: zalewajka oraz biała kiełbasa
      (zawsze mogę pokombinować, i dla siebie robię białą a dla męża podwawelską, ale skoro nie jest to zbyt często, to mąż białą kiełbasę też zje. tongue_out )
      Dla młodzieży - jak wiem, że młodzież wybywa na cały dzień, i stołówkuje się na mieście, to gotuję specjalnie to, co my lubimy a młodzież nie, np gulasz z kaszą gryczaną.
      A z kolei to, co wiem, że młodzież lubi szczególnie, np domowa pizza, czy pampuchy z gulaszem, tego zawsze przygotuję więcej, i młodzież ma na kolejne 2-3 obiady i nie oglądając się na nas może w każdej chwili sobie odgrzać w mikrofali.
      Generalnie to co lubimy wszyscy, tego zawsze gotuję wiecej. Nadwyżkę zawsze mogę zamrozić. Albo odstawić do lodówki, i jest na kolejny obiad (dla wszystkich, lub tylko dla wybredka, któremu aktualny obiad nie odpowiada).

      Jeśli w szczególności młodzieży nie podchodzi to co jest przygotowane na obiad, ani nawet gotowiec czekający w lodówce/zamrażarce, to zawsze może samemu zrobić sobie omleta, wrapa, jajecznicę, kiełbasę na patelnię.
    • feniks_z_popiolu Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 12:02
      Nie jesteśmy specjalnie wybredni jeśli chodzi o jedzenie. Nie mamy zupełnie różnych upodobań kulinarnych. Niemniej jednak ochotę na coś innego akurat w danym dniu czasami już tak. W domu sami dorośli więc udaje się osiągać kompromisy.
      Córka i ja bardzo lubimy zupy, mąż zjada ale nie jest to jego ulubiona forma obiadu.
      Córka nie je mięsa więc formy tradycyjnego obiadu: ziemniaki / kasza/ ryż + warzywa + mięso są raczej rzadko a jeśli już to córka w miejsce mięsa zjada "jajko ślizgane"/ kotlet warzywny/ duszone pieczarki albo nic.
      Córka i mąż uwielbiają wszelkie "patelnie" czyli warzywa duszone /smażone w sosie + soczewica/ciecierzyca/fasola + za czym z kolei nie przepadam ja. Choć zjadam i nie grymaszę bo akurat nie ja muszę wtedy gotować.
      Jakoś dajemy radę smile
    • lannnnntana Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 12:56
      U nas jest dokładnie tak samo, jak u autorki wątku - każdy je co innego. Nawet mąż sam sobie robi grilla, bo syn i ja potrawy grillujemy wyłącznie na patelni grillowej. Poza tym i tak każdy jada o innej porze, więc do posiłków nigdy razem nie siadamy. Z wyjątkiem wakacji. Ale nam nie przeszkadza, nie przywiązujemy dużej wagi do jedzenia.
    • kaki11 Re: Wolność kulinarna ;) 05.05.22, 16:22
      Oj na szczęście aż tak nie mam. U mnie w domu główna różnica polega na jedzeniu mięsa- ja go na co dzień unikam, mąż jada je normalnie, mamy taki układ, że coś z mięsem gotuję mu na 2-4 obiady w tygodniu, chociaż bywało też, że ugotowałam częściej albo że zrobiłam tylko raz w tygodniu - jakoś bez spiny.
      Jest kilka dań których nie zje mąż - i wtedy ogarniam mu coś innego, albo które zjada tylko on i albo robię je od wielkiego dzwonu, albo proszę teściową aby przygotowała i nam podrzuciła smile
      Często gotuję na dwa dni, zwłaszcza dania które wymagają więcej pracy, czasu albo nie umiem ich zrobić w pojedynczej porcji. I są rzeczy które mrożę i wyciągam jak nie chce mi się ogarniać innego obiadu, albo mamy zamiar zjeść szybko, albo kiedy pracujemy w różnych godzinach i to mi czasem ratuje tę logistykę a i finansowo nie wychodzi źle (gotować na 2 dni dla 1 osoby to jakby gotować codziennie dla 2)
      Córka je zwykle to co któreś z nas, choć dość często osobno przyprawione, albo jak robię coś co raczej będzie beee, bo to zdecydowanie nie na jej smak dostaje zupę których nadmiar zawsze dla niej mrożę albo pierogi. Zwłaszcza, że czasem marudzi i nie chce jeść tego co ma przygotowane. No ale córka jest mała, zobaczymy jak będzie starsza i bardziej jej się sprecyzują smaki i wymagania.
      Ale tak, na pewno nie zmuszamy się do jedzenia tego samego ani do zmiany nawyków partnera. Pomimo czy to kwestii finansowych czy organizacyjnych.
      Dziś u nas na obiad makaron z pesto i serem, ale dla męża też z tuńczykiem, a dla córki zupa pomidorowa - choć o dziwo podzióbała trochę ojcowego obiadu.
    • australijka Re: Wolność kulinarna ;) 06.05.22, 11:30
      Ja jestem już stara i takiego gotowania dla każdego z osobna nie było.
      Żelazna zasada, 3 dni bezmięsne, trzy z mięsem i jeden dzień ryba.
      W "moich czasach" nie było pizzerii, cateringu, pierogarni itp. To się jadło co się ugotowało.
      Obiady były dwudaniowe. Robione w 80% z dnia na dzień. Syn wracał około 14 ze szkoły i przygrzewał zupę.
      Potem ja o 16 kończyłam przygotowane wczoraj 2 danie, dogotowywałam ziemniaki czy kaszę i robiłam surówkę. Bo jeśli jarzynka na ciepło to robiona z mięsem czy kluchami, ryżem, pierogami wczoraj.
      A gdy już się zjadło to szykowało się "na jutro".
      Na weekend przeważnie 100 pierogów z różnym nadzieniem. Ruskie/ukraińskie, z kapustą i grzybami, z mięsem lub sezonowo z owocami, bobem, kurkami, no co pod ręką było.
      Czytam Wasze menu codzienne i jestem pełna podziwu, bo piszecie o odpowiedzialnej pracy, inwestowaniu w siebie, licznych zajęciach z dziećmi, sporcie, rekreacji, zadbanych, czystych domach, życiu towarzyskim, książkach, filmach, wyjściach do teatru czy koncert. No szacun. I jeszcze mała restauracja w domu z zamówieniami od kilku osób.😉

    • podaje_haslo_okon Re: Wolność kulinarna ;) 06.05.22, 11:54
      Nie mam dziecka, natomiast jem zupełnie co innego niż mój facet. On jest co chwila na jakiejś diecie, redukcja,masa i inne takie i pod to sobie szykuje posiłki. A ja żyję a fast foodach z przerwami na zrywy zdrowego odżywiania.
    • picathartes Re: Wolność kulinarna ;) 06.05.22, 12:12
      > Czy są tutaj podobne rodziny, które nie zmuszają się do wspólnej kuchni, pomimo strat finansowych - bo te, to oczywista rzecz.

      Finansowe to akurat najmniejszy problem, gorzej z czasem 😜
      Z tego powodu jemy razem.

      Na posiłki główne (czyli przede wszystkim kolacja na ciepło) gotuję coś, co wszyscy zjedzą. Dzieci czasem marudzą na pojedyncze części posiłków, więc jak np jest pilaf + kulki mięsne + surówka, dostają kulki mięsne z chlebem i surówką; no ale chleb to akurat nie jest pracochłonny zamiennik 😉
      Idziemy tu na kompromisy i tylko sporadycznie gotuję coś, co mąż uwielbia, a ja nie, albo co ja lubię, a mąż już niespecjalnie.

      Jeśli (bardzo rzadko) jemy coś, czego dzieci nie chcą - jak steki z sałatą; dzieciom robię michę ulubionej sałatki z makaronem i tuńczykiem, z tym, że ta sałatka zostaje na drugi dzień i wtedy już wszyscy ją jemy. Na szczęście dzieci mam mało wybredne i generalnie wsuwają wszystko łącznie ze szpinakiem, sałatami, korzeniem kopru czy wędzonym łososiem 😂

      Posiłki, które jemy osobno zostawiamy sobie na lunch; małż zabiera do pracy bagietkę z mozarellą, ja w domu jem warzywa na parze z rybą, miso, kalafior i brokuły których mąż nie tyka, a dzieci dostają kanapki czy tortille. Wszystko szybkie i niepracochłonne smile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka