annanichtvergessen
24.08.22, 08:37
Moze pamietacie, moze nie... Powiedzialam terapeucie o moim przeniesieniu uczuc na niego. Chwile o tym porozmawialismy, ale byl inny temat do przerobienia. Umowilismy sie, ze pociagniemy ten pierwszy na nastepnym spotkaniu. Ale wyszla bomba z rodzicami. I tak ten pierwszy temat przekladamy i przekladamy. On o nim pamieta i sam wraca do niego, ze moze nastepnym razem skupimy sie na nim. Tyle, ze po przebojach z rodzicami zamknelam sie w sobie, zwiekszylam z lekarzem antydepresanty o 100% - jednym slowem jestem totalnie wykastrowana z uczuc i ten temat juz dla mnie obecnie nie istnieje. Wiem, ze on znowu bedzie do niego wracal. A ja wolalabym cos innego omawiac. Z drugiej strony bedzie sie znow to za nami ciaglo. Moze to wazne w terapii zeby nie ciagnac za soba takich niedokonczonych ogonow. Co radzicie? Dochodzi u mnie tez presja czasu i mysl, ze jak znajde prace, to byc moze bede zmuszona zakonczyc z nim terapie. Wiec chce wycisnac z tej 1 godziny ile sie da, bo facet serio potrafi mi poukladac w glowie. 🙄