Dodaj do ulubionych

Baby-clash

03.12.22, 10:57
Miałyście Baby-clash? Czy może da się go uniknąć? Czy jest to tak makabryczne?
Obserwuj wątek
    • woman_in_love Re: Baby-clash 03.12.22, 11:11
      Macierzyństwo to sraka, która odbiera rozum i godność homo sapiensowi z macicą, po czym zamienia go w niewolnika swego potomstwa, i zmienia z homo sapiens człowieka myślącego w coś pośredniego między małpą a homo sapiens.

      • ita.11 Re: Baby-clash 03.12.22, 11:13
        Szczęśliwi Ci, którym rozum odebrało.
      • marinella Re: Baby-clash 03.12.22, 11:43
        Mnie tam pasuje moje potrójnie niewolnicze życie z moim potrójnie niewolniczym towarzyszem niedoli, bierem te ciemiężną niewolę, a złotą wolność zostawiam innym.
        • sophia.87 Re: Baby-clash 03.12.22, 13:19
          Mnie też pasuje.
          Towarzysz niedoli zmienił się szybko z eksperta od wyszukiwania fajnych weekendowych wyjazdów w eksperta od pieluszek i fotelików☺.
          Fakt, mamy dzieci z promocji i nianie, ale my po prostu chcieliśmy mieć rodzinę
          • marinella Re: Baby-clash 03.12.22, 14:17
            Moje 3 HNB zdecydowanie nie z promocji do okolic ok 6 miesięcy nieodkladalne, ale za to promocyjny mąż - świetny jako mąż, świetny jako ojciec - po męsku znosi wszelkie trudności. I to chyba on jest główną składową mojego udanego macierzyństwa, nie wiem czy dałabym radę z jakimś odpadem atomowym.
            • sophia.87 Re: Baby-clash 03.12.22, 16:40
              Oj to współczuję tych pierwszych miesięcy.
              Po prostu masz prawdziwego mężczyzne, osobnika dosc rzadko spotykanego jak wynika z lektury forum ☺
      • tanebo001 Re: Baby-clash 03.12.22, 11:55
        Ale naszym rodzicom nie odebrało...
        • ajaksiowa Re: Baby-clash 03.12.22, 12:06
          No cóż,tak się dzieje jak ludziom realne życie utoźsami się za bardzo ze słodkimi reklamami czy filmami😅
    • trampki_w_kwiatki Re: Baby-clash 03.12.22, 12:39
      Oczywiście. Byliśmy parą kilkanaście lat, ale dziecko wywaliło nasze życie do góry nogami. To, co się między nami wtedy działo było wisienką na torcie i przyczyną, dla której po pierwsze chłop wsiąkł głęboko w romans a po drugie ja uznałam, że tak żyć nie będę. Świetnie mam się wychowuje córkę osobno.

      Obecny partner jest super towarzyszem życia, ale też wiem, że gdybyśmy zostali rodzicami wspólnego dziecka, byłoby do dupy. Nie wiem, pewnie są na świecie faceci, z którymi wspólne rodzicielstwo to bułka z masłem, ale ja tego nie widzę. Wolałabym chyba wychowywać córkę z jakąś ogarniętą koleżanką niż z chłopem.
      • gr.ruuu Re: Baby-clash 03.12.22, 12:56
        Rodzicielstwo to w ogóle nie jest bułka z masłem. Jak jest zmęczenie, jakieś choroby dzieci, zarwana noc to łatwo o konflikty. Ale muszę przyznać, że przy licznych wadach mojego faceta jako współtowarzysz rodzicielstwa sprawdza się bardzo dobrze. Ale kryzysu i tak nie uniknęliśmy
    • gr.ruuu Re: Baby-clash 03.12.22, 12:43
      Mieliśmy kryzys ale jak widać dało się z niego wyjść. Często duże zmiany w życiu wiążą się z kryzysem.
      • borsuczyca.klusek Re: Baby-clash 03.12.22, 12:47
        gr.ruuu napisała:

        > Często duże zmiany w życiu wiążą się z kryzysem.

        Nawet dziecka nie trzeba. Ilu pogrążyły takie przyziemne sprawy jak remont, wyprowadzka czy budowa domu.

        • gr.ruuu Re: Baby-clash 03.12.22, 12:52
          Właściwie to ja nie wiem, na ile przyczyną kryzysu było urodzenie dziecka jako takie, a na ile fakt, że to było apogeum ekscesów alkoholowych ex mojego partnera i różnych jazd sądowych. Możliwe, że bez tego dodatku samo pojawienie się dziecka nie byłoby takie kryzysowe
    • naturella Re: Baby-clash 03.12.22, 12:52
      Nam się udało przetrwać. Ale którejś totalnie bezsennej nocy, bo kilkutygodniowy syn nie spał, płakał, zawodził i inne takie, więc nosiliśmy na zmianę, pokłóciliśmy się tak, jak nigdy wcześniej. Z wrzaskami, obelgami, obrażaniem się nawzajem. A znaliśmy się wcześniej 4 lata, 2 lata byliśmy małżeństwem. Zmęczenie, bezradność i te wszystkie inne pozostałe emocje wyzwoliły w nas coś takiego, czego bym się w ogóle nie spodziewała. A mieliśmy różne kryzysy wcześniej, i z pracą, i z brakiem pieniędzy, ze zmienianymi mieszkaniami wynajmowanymi, z kupnem własnego i wykańczaniem - ale nigdy nie było poważnych klotni. Małżeństwem jesteśmy do dziś, dość udanym, ale po dzieciach prysł czar takiego świeżego zakochania.
      • trampki_w_kwiatki Re: Baby-clash 03.12.22, 13:12
        O to, to. Mój były mąż był świetnym towarzyszem ZUPEŁNIE INNEGO życia. Mieliśmy za sobą kilkanaście lat w sumie fajnej miłości. Ale rzeczywistość z dzieckiem kompletnie przemeblowała moje potrzeby, jego osobowość zaczęła mnie męczyć. Jest świetnym ojcem, ale nagle się okazało, że w byciu matką potrzebuję zupełnie innego męża. Mój obecny partner jest bardzo wspierający mnie w takim codziennym roller coasterze z dzieckiem, ale z kolei gdybyśmy byli bezdzietną parą to bym się z nim zanudziła na śmierć. Dziecko zmienia życie totalnie, nagle inne potrzeby okazują się ważniejsze i wymagające zaopiekowania.
        • cosmetic.wipes Re: Baby-clash 03.12.22, 15:22
          A jak dziecko się wyprowadzi, to co z aktualnym partnerem zrobisz?
          • trampki_w_kwiatki Re: Baby-clash 03.12.22, 15:37
            Jestem za stara, żeby wybiegać w przyszłość z takim gdybaniem. Dziecko ma sześć lat, zanim się wyprowadzi to minie kolejnych dwadzieścia. On może tej chwili nie dożyć 😂
            Zresztą jako 60 latka też będę mieć inne potrzeby niż wtedy, gdy miałam lat 60, już mi się nie będzie chciało jeździć po świecie czy działać w jakichś aktywach społecznych, więc będzie nam razem doskonale. A w ogóle kto powiedział, że wytrzymamy ze sobą do czasu, aż córka opuści gniazdo? Życie uczy, że miłość jest ograniczona czasowo i nie ma co się za bardzo przywiązywać do myśli, że to już zawsze tak będzie.
    • danaide2.0 Re: Baby-clash 03.12.22, 13:23
      To takie "sprawdzam", dla związku, dla człowieka. Dziecko to do pewnego czasu orka na ugorze. Do tego może być to orka w miłej atmosferze (jak Ci dziecko nie ryczy), albo w gorszej (gdy np. po trudnym porodzie ryczy Ci dwa lata, zanim się układ nerwowy nie uporządkuje). Wszystko jest poprzestawane do góry nogami. I jedni znoszą to lepiej, inni gorzej, jedni mają wsparcie, inni nie, jedni traktują to jako etap przejściowy, inni jako pogrzebanie tego co było, jedni się dostosowują, a inni obrażają, że popsuto im zabawę, nawet jeśli sami się do popsucia walnie przyczynili, zabierają swoje zabawki i wynoszą się z piaskownicy.

      Jak uniknąć? Np. będąc pracowitym i nieegoistycznym człowiekiem.
      • marinella Re: Baby-clash 03.12.22, 14:14
        Dopisałabym, żeby jednak za szybko tych dzieci nie sprowadzać na świat, tylko właśnie się wyszaleć i wyszumieć, wtedy to ewentualne poczucie straty czegoś tam będzie zredukowane do czasowej niedogodności.

      • ruscello Re: Baby-clash 03.12.22, 14:37
        O, ten trudny poród i dwa lata ryku to u mnie. Plus lekarze, rehabilitacje i inne atrakcje. Przetrwaliśmy, teraz znów jest fajnie, ale żadne z nas nie chce kolejnego dziecka.
    • majenkir Re: Baby-clash 03.12.22, 14:47
      Pojawienie się dzieci nic miedzy nami nie zmieniło. Było i jest bardzo dobrze smile.
    • milva24 Re: Baby-clash 03.12.22, 15:05
      Nie chce mi się czytać całego artykułu ale owszem, zaliczyliśmy kryzys. Chyba jesteśmy jedną z tych par, które lepiej sprawdzają się razem jako małżeństwo niż jako rodzice.
    • la_mujer75 Re: Baby-clash 03.12.22, 15:11
      O, tak. Myśmy to przeszli. Proste- mąż dał ciała, gdy pojawił się Starszy- mega trudny noworodek.
      Mąż udawał, że musi ciężko pracowac (fakt, że chodził do normalnej pracy i rozwijał firmę, ale robił to, co uwielbiał i dla niego tak naprawdę to był idealny pretekst, aby nic nie robić przy dziecku) i miał zero zrozumienia, że ja jestem na granicy wytrzymałości - psychicznej i fizycznej.
      Najgorsze było to, że on nie mógł zrozumieć, że pojawienie dziecka (zwłaszcza tak "trudnego" jak nasz syn) jednak zmienia cała sytuację.
      Nie mogł zrozumieć, że np. nie możemy pójść na imprezę do znajomych z dwumiesięcznym dzieckiem*, które ryczy non stop, karmić go trzeba co chwilę, etc. , a jest jeszcze zima i panują choroby.
      No, jak to? Jest piątek wieczór, a on ma siedziec w domu, kiedy wszyscy się bawią??? Foch i obraza.
      Mąż był najzwyczajniej zazdrosny, bo uważał, że cała moja uwaga skupia się na wrzeszczącym, non stop nieśpiącym dziecku. Bo ja "marzyłam", aby nie spać, nie jeść, tylko bujać /karmić/nosić na rękach/przebierać dziecko.I na "złość" mi - odmiawiał jeszcze pomocy sad Egoistyczny, niedojrzały dupek z niego wyszedł.
      I tępa pała- nie mógł początkowo zrozumieć, że im bardziej ja jestem zmęczona, tym jest gorzej dla naszego związku. Nie czaił prostej zasady- pomóz żonie, to ona znajdzie chwilę oddechu, a potem będzie chciała- będzie miała siły, aby i z tobą spędzać czas.
      Syn się urodził po ponad 4 latach bycia razem, po ponad dwóch latach mieszkania razem.
      Nie, nie wiedziałam, że będzie aż takim beznadziejnym partnerem, jak urodzi się nasze pierwsze dziecko**.
      Kotami się przejmował wink

      Nie rozwiedzieliśmy się tylko dlatego, że ja nie miałam na to siły wink I na szczęście- po kilku miesiącach nasz syn przeistoczył się w idealnego (zbyt idealnego, jak potem się okazało) niemowlaka.

      Przetrwaliśmy wiele kryzysów z powodu dzieci. Diagnoza naszego Starszego i wszystko to, co się z tym wiązało, też spowodowała wiele kłótni.
      Tu byłam konkretna- albo zaakceptuje problemy naszego syna, albo się rozwodzimy. I konsekwentna. Mąż musiał się zmienić, bo inaczej bylibyśmy po rozwodzie. I zrobił to.

      Teraz- mając jednego 18 latka i drugiego prawie 15 latka- jesteśmy całkiem*** udanym małzeństwem. W przyszłym roku minie nam 20 lat po ślubie i 24 lata bycia razem.
      Dużo czasu spędzamy ze sobą, bardzo się upodobniliśmy do siebie smile Śmieszy mnie to teraz, jak mąż się oburza, że ktos np. nie rozumie, że trzeba pomagać żonie, mającej małe dzieci... Zapomniał wół, jak cielęciem był.
      Ale nie jest źle.

      *syn potrzebował rytuałów, każda zmiana (nawet w tak wczesnym jego okresie) totalnie go wybijała i potem z dwa dni intensywniej j płakał i ryczał non stop, a ja nie mogłam nawet na chwilę go od siebie odstawić, bo już jako miesięczniak miał przepuklinę pachwinową, czyli musiałam robić wszystko, aby jak najmniej płakał, bo każdy jego wysiłek (czyli płacz) prowadził do tego, że jelita wchodziły mu w worek mosznowy, co groziło martwica jelit, gdyby tam ugrzęzły.
      Był drobny. Bardzo słabo przybierał na wadze- miał przykrótkie wędzidełko, więc źle chwytał pierś, miałam mało pokarmu, co zjadł, to i tak zwracał, bo miał reflusk - więc znowu płakał, ja go karmilam, nosiła, aby mu się odbiło, a i tak zwracał, więc płakał- błędne koło. A lekarze tylko krzyczeli na mnie, że mam karmic piersią sad I nie przesadzać. Żaden nie zwrócił uwagi, że syn źle chwyta pierś. Dopiero jak miał 4 miesiąca jedna lekarz na to wpadła i kazała mi go dokarmiac butelką. Problemy znikły w jeden dzień.
      I ostatnią rzeczą, o jakiej wówczas marzyłam to iśc na imprezę do bezdzietnych znajomych.
      Imprezy zaczynały się wieczorem, a wieczorem była kąpiel syna- jedyna rzecz, która na niego świetnie działała i go uspakajała i po takiej kąpieli mogłam liczyć, że zaśnie i prześpi jednym ciurkiem chociaż dwie godziny. Tylko raz dziennie miałam taką możliwość- dwugodzinne spanie w wydaniu mojego syna. Potem zaczynał się cyrk .
      Ale mąz ( i ci wszyscy bezdzietni znajomi) uważali, że ja przesadzam...

      ** zdecydowałam się miec z nim nawet drugie dziecko, bo była inna sytuacja życiowa i dodatkowo mąż twierdził, że zrozumiał swoje błędy, etc. I rzeczywiście, gdy pojawił się Młodszy był juz o niebo lepszym ojcem i partnerem dla mnie. Daleko mu było do ideału, ale było dużo lepiej przy drugim dziecku. Myślę, że dlatego, iż drugi syn był za to idealnym noworodkiem i niemowlakiem, a Starszy był wtedy też idealnym dzieckiem. A i znajomi też już w większości mieli dzieci, więc nagle okazało się, że nie tylko ja dostosowywuję się do dzieci, ale inni też rozumieją, że spotkania nie moga odbywać się o 20.00 wink

      *** tfu, tfu, tfu- odpukac w niemalowane! Wokół ileś par znajomych się rozwiodło, a iles przechodzi mocne kryzysy, mimo tego, że dzieciaki odchowane w większości przypadków.
      • 35wcieniu Re: Baby-clash 03.12.22, 15:45
        "Pomaganie" żonie. Jezu.
      • trampki_w_kwiatki Re: Baby-clash 03.12.22, 15:46

        > *** tfu, tfu, tfu- odpukac w niemalowane! Wokół ileś par znajomych się rozwiodł
        > o, a iles przechodzi mocne kryzysy, mimo tego, że dzieciaki odchowane w większo
        > ści przypadków.
        >

        Nie "mimo tego", moim zdaniem, a właśnie dlatego. Dzieci odchowane to i nie ma takiego ciśnienia, żeby na siłę rodzinę utrzymać w całości. Schodzi ciśnienie, to ludzie są bardziej skłonni do odważnych decyzji (albo głupich, różnie bywa). Poza tym szczenięta już nie takie małe, kobieta wrócona na łono pracy zawodowej, więcej kasy w domowym budżecie, to i większa możliwość osobnego życia. I tak to się kręci.
        • la_mujer75 Re: Baby-clash 03.12.22, 18:17
          W sumie masz rację.
      • ita.11 Re: Baby-clash 03.12.22, 16:34
        La_mujer75, przepraszam, że tak walę ale: po kiego licha było Wam drugie dziecko...??? Kiedy z pierwszym ciężko i praktycznie Ty sama ze wszystkim... uncertain
        • la_mujer75 Re: Baby-clash 03.12.22, 18:15
          Bo bym była okropna matką dla jednego dziecka. Wychowałabym koszmarnie rozpieszczonego jedynaka wink
        • trampki_w_kwiatki Re: Baby-clash 03.12.22, 19:07
          Swoją drogą, co nie? Odważna jesteś, że w tych warunkach zdecydowałaś się na drugie smile
          • la_mujer75 Re: Baby-clash 03.12.22, 20:30
            Ja jestem bardzo racjonalna. Czułam, że jeżeli nie będę miała drugiego dziecka, to mogę wychować małego, egoistycznego potworka wink Naprawdę- to był powód, dla którego zdecydowałam się na drugie dziecko. I chciałam, aby mieli tego samego ojca wink Uznałam, że czasu na szukanie drugiego faceta nie mam wink I gwarancji, że trafię na lepszy okaz też nie smile Co by nie mówić o moim mężu, reprezentował sobą dobry zestaw genów wink I muszę przyznać, że wszelkie wady i problemy moich dzieci sa "po" mojej rodzinie. Nie męża.
            Przeanalizowałam sobie, doszłam do wniosku, że dam radę nawet, jak maż znowu da ciała.
            Ale sytuacja była inna- on już wtedy nie pracował na etat, więc był w domu (a tak naprawdę firma sama sie rozwijała bez jego prawie udziału), Starszy był idealnym, bezproblemowym (tak wówczas uważałam) dzieckiem.
            Ja sobie wszytko "wyliczyłam"- nawet, kiedy Młodszy ma się urodzić, aby było mi łatwiej. Wyliczyłam porę roku i różnice między dzieciakami wink - tak, abym zachodziła w II ciąże, jak Starszy jeszcze nie będzie chodził do przedszkola i abym spokojnie przeszła przez całą ciążę bez chorób przedszkolnych przynoszonych przez Starszego.
    • arthwen Re: Baby-clash 03.12.22, 21:12
      Nie.
      Oboje chcieliśmy mieć dzieci i chcieliśmy mieć je ze sobą. Nie spodziewaliśmy się, że będzie różowo, do tego pierwsza ciąża zakończyła się dużo przed czasem, więc w drugiej mimo masy niedogodności cieszyliśmy się, że z dzieckiem jest wszystko ok.
      Mieliśmy parę kryzysów przez te 17 lat małżeństwa, ale akurat żaden nie był związany z dzieckiem ani sprawami wynikającymi z tego, że mamy dziecko.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka