andallthat_jazz
29.06.23, 11:13
Mam "trudne" zyly do pobierania krwi. Schowane, mozna je tylko wymacac. I teraz z mojego doswiadczenia sporego:
- pielegniarki / lekarze w rodzinnych przychodniach no problemo za pierwszym strzalem sa
- w labach wiadomo rutyniarze z rentgenem w oczach
- szpitale pielegniarze 50:50. Mlodzi, ok ucza sie, ale po trzech nieudanych probach grzecznie kolegow starszych wzywaja, ci zazwyczaj daja rade
- a lekarze to totalna porazka. Na kilkudziesieciu trafilam na 2, ktorzy nie mieli najmniejszego problemu (byli wolani przed poddajacych sie pielegniarzy.
Ooook, mozna powiedziec rutyna wyjasnia. Ale wlasnie wracam od pani doktor, ktora zajmuje sie WYLACZNIE pobieraniem krwi do testow. I mam za soba 7 prob (to juz rekord), w tym probe pobrania ze stopy (nie polecam), w koncu skonczylo sie na wykapywaniu z wierza dloni. Wygladam jak ostatni cpun a musze isc na komisariat. 🙄 Rozumiecie ta logike? Moze u Was inaczej...