manala
23.08.23, 21:40
Trochę na kanwie wątku pogrzebowego gdzie przeczytałam, że normalny kontakt telefoniczny jest 'obustronny'.
Rodzice mojego męża nie mają w zwyczaju do niego dzwoinić. On tez ma średnią potrzebę, ale czasem dzwoni. Najczęściej jednak polegało to na angażowaniu dzieci do tego dzwonienia Mieszkają daleko, rzadko się widujemy, więc to byla jakaś forma kontaktu wnuków z dziadkami. Na ten moment córka jest w wieku nastoletnim, więc nie specjalnie uz jej to odpowiada. Twierdzi, że nie bardzo ma o czym z dziadkami rozmawiać, bo oni zapytani co u nich sychac zawsze odpowiadają"'po staremu". Syn jest młodszy i jemu jest łatwiej znaleźć tematy do rozmowy.
Na początku małżeństwa przypominałam mężowi aby do rodziców dzwonił, ale kiedyś usłyszałam - oni też mogliby zadzwonić. Uznałam, ze ma rację (kiedyś może nie dzwonili z oszczędności, ale teraz to chyba każdy ma darmowe połączenia w kraju...), więc temat zostawiłam.
No i tak się zastanawiam - czemu nie dzwonią? Mąż ma jeszcze młodszą o parę lat siostrę - ona też nigdy do niego nie dzwoni (ani on do niej).
Ja też do nich nie dzwonię. Nie wiem czy to normalne ale uznałam, że chyba syn w pierwszej kolejności powinien być z nimi w kontakcie.
Dziadków odwiedzamy rzadko. Czasem jedziemy my, czasem oni przyjeżdżają. Raz, max 2 ray do roku. Odległość pewnie 500km, niby nie dużo. Problem w tym, że nie lubię jeździć z moim mężem, on nie lubi pociągiem (mamy bezpośredni ). Poza tym od paru lat w moich relacjach z mężem też jest raczej słabo, więc wolałabym aby sam czasem wybrał się do rodziny. Lub z dziećmi. Ale jakoś się nie kwapi...
No więc jakieś dwa tygodnie temu dzwoni telefon (naprawdę wyjątkowo!) i dziadek się mnie pyta, czy może by wnuki przyjechały. I tak się zastanawiam, czemu dzwoni do mnie, a nie do syna? Porozmawialiśmy, powiedziałam, ze obgadam z mężem. Niestety młodemu zaczęły się już zajęcia (gra w piłkę, treningi i liga), a że wcześniej miał kontuzję, to szkoda było żeby stracił kolejny tydzień.
No ale nie powiem - mam trochę wyrzuty sumienia, bo ostani raz widzieliśmy się rok temu. Młody też by pewnie chętnie pojechał, choć ternin taki średni (ten zaproponowany przez dziadków). Najmniej zainteresowany jest mój mąż.
Co o tym wszystkim myśleć? Nie mam nic do jego rodziców, nie utrudniam im kontaktów (choć po ostatnim telefonie, to się zastanawiam czy oni przypadkiem tak tego nie widzą...), natomiast niekoniecznie w pierwszej kolejności chcę spędzać wakacje tam.