Na fali wątku o spadku. Jakiś czas temu spotkałam znajomego i opowiedział mi ciekawą historię

Od chyba 7 miesięcy "goszczą" w pokoju stołowym ciocię-babcię jego żony. Osobę wiekową , schorowaną która pojawiła się u nich nagle. Nie minęli z nią kontaktu z 10 lat , podobno zabiegali ale ona nie bardzo chciała. Ciocia to właścicielka bardzo dużego i pięknego mieszkania w pięknym Polski mieście , samotna , bezdzietna. No i stopniowo zaczęły wychodzić kwiatki bo ciotka z powrotem do domu zaczęła zwlekać. Nie przeciągając otóż ciocia nie ma gdzie wrócić , bo mieszkanie przepisane dożywociem kilka lat temu na obce małżeństwo. Ciotka wylądowała na kawalerce na wynajem... (tam ją umieścili i już się nie interesują) i sobie już nie radzi. Tak ich pięknie urządziła że oprócz małych dzieci , wyczerpującej pracy mają w salonie ciotkę obłożnie chorą.
A druga historia to już klasyk z dożywociem: Jest dwóch dorosłych braci , każdy na swoim, umiera ich ojciec w mieszkaniu zostaje matka. Matka związana bardziej z jednym z synów "beniaminkiem". Postępowanie spadkowe po tacie przeprowadzone. Mama jakoś tak bardziej ciepło nastawiona do tego spychanego a to częściej dzwoni a to z życzeniami no zainteresowanie o 100% większe i w rozmowie przemyca że z tą jego częścią to i tak nic nie będzie teraz a i przecież potem i tak wszystko synowie dostaną i mógłby przepisać na nią , to potem z bratem się podzielą..

Kuzyn nie bardzo zapalił się do pomysłu a mamusia zamilkła. No powód był , bo sprawdził KW i kochana mamusia z braciszkiem nie wytrzymali.. Przepisała ukochanemu synkowi swoje udziały w zamian za dożywocie ! A on ostał się z 1/6 i płaceniem podatku za lokal do którego nie ma dostępu , bo przecież nie może zakłócać miru domowego matce. Nie ma kluczy , nikt nie chce go tam wpuścić. Ot takie historie ku przestrodze.