wakacje_50
04.06.24, 21:43
Historia potencjalna. Mogłaby się zdarzyć.
Jest kobieta 70+, wdowa, w kondycji fizycznej średniej i z cukrzycą. Mieszka sama, od lat nie pracuje, ma niewielu znajomych, raczej nigdzie nie wychodzi, czasem do kościoła, ale też rzadko.
Ma 2 dzieci, córka z rodziną mieszka bliżej, ale nie blisko, syn (samotny) dużo dalej, ale matkę odwiedza raz na miesiąc. Córka i jej rodzina są częściej, posprzątają, zrobią zakupy. Syn zostaje na dłużej podczas urlopu. Syn i córka dobrze się dogadują.
Czy taka kobieta ma prawo żyć, jak chce? Żyć na własnych zasadach? Czy powinna podporządkować się swoim dzieciom?
Bo ona pije. "Elegancko" pije, a to koniaczek, a to likierek, za swoje, nie ma długów. Pije i słabnie, coraz rzadziej wychodzi z domu. Wciąż jest lekko "pod humorkiem", o lekach zapomina.
Syn z córką wymyślili dom spokojnej starości, żeby nie piła i miała towarzystwo, blisko i z dobrymi warunkami .......... Kobieta odmawia.
Czy kobieta ma prawo robić, co jej się podoba, czy powinna poddać się woli swoich dzieci? Czyja wygoda albo czyje widzimisię jest ważniejsze? Bo prawdy obiektywnej nie ma.
A gdybyście to Wy były tą kobietą?