danaide2.0
07.08.24, 10:43
W wątku cottonrose o surowej ocenie zapytałam co to pieczonki. I zaraz jakiś nowy nick (raczej nowy z odzysku) postanowił mnie oświecić, że jest google i chyba jestem niepełnosprytna, że nie mogę sobie wyguglać.
Odpowiedzi udzieliłam tam, ale popełnię sobie nowy wątek (trochę kopiując z siebie).
Nie jestem niepełnosprytna tylko tak zagajam rozmowę. Zadam pytanie, ktoś może odpowiedzieć i jakoś leci. Jak widać, tamta gałązka rozwinęła się w rozmowę o kulinariach i regionalnych potrawach. (Naprawdę byłam w biegu i dopiero teraz do tego wracam.) Ale do tego ktoś musiał być tym pierwszym, który spyta: a co to pieczonka?
Tymczasem w Polsce zadawanie pytań świadczy o głupocie - to się bierze jeszcze z edukacji. Dzieci w szkołach, a potem dorośli - wszyscy boją się zadawać pytań, bo zostaną potraktowani jak głupki.
I teraz pytanie do ematek: jak właściwie jest z tym zadawaniem pytań w Polsce? No, specyficznie w Polsce, ale można opisać jak jest u was, emigrantki, tylko przypomnijcie gdzie jest to u was. Coś się zmieniło od czasów szkolnych? Taka postawa - traktowanie pytających jak głupich - dominuje w pokoleniu 40++++, a u młodszych jest jakby lepiej czy niekoniecznie?